Przejdź do treści
Blog
Blog

Wzmacniający potencjał partycypacji. Rozmowa z dr Katarzyną Jagodzińską

O partycypacji w muzeach, jej potencjale społecznym, interesujących i włączających projektach rozmowa Marcina Szeląga z Katarzyną Jagodzińską w związk

ok. 7 minut czytania - polub, linkuj, komentuj!


Marcin Szeląg: Skąd twoje zainteresowanie partycypacją? Czy wcześniej zajmowałaś się tym tematem?

Katarzyna Jagodzińska: Ten projekt wyrósł z moich wcześniejszych zainteresowań badawczych, bo już od kilku lat zajmuję się naukowo kwestiami partycypacji w muzeach. Wcześniej w projekcie, który zakończył się doktoratem, patrzyłam na fenomen budowania muzeum, na to dlaczego i gdzie one powstają, na boom muzealny, a nie na publiczność ani na relacje, jakie muzea nawiązują. Pomyślałam, że to będzie dobry kolejny krok w mojej pracy badawczej, aby skupić się na aspekcie społecznym. Zrealizowałam serię wywiadów z muzealnikami i miałam takie poczucie, że byłoby świetnie, gdyby te rozmowy miały szansę wybrzmieć w szerszym, upowszechnieniowym aspekcie. W pracy badawczej te wypowiedzi są przekładane na język krytycznej analizy i tylko w niewielkim zakresie pojawiają się w formie cytatów, w dużej mierze znikają. Stąd pojawił się pomysł, aby stworzyć platformę, na której rozmowy i szersze opisy tych projektów byłyby udostępnione. Tak wymyśliłam Atlas muzealnej partycypacji. Gdy pojawiła się opcja złożenia wniosku do stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, uznałam, że to może być dobra droga. Wymogiem dla projektów finansowanych przez to stypendium, ja konkretnie startowałam w dziedzinie zarządzanie kulturą i wspieranie rozwoju kadr kultur, było to, aby projekt miał charakter upowszechnieniowy. Mój Atlas właśnie taki jest – chodziło w nim o zebranie i zaprezentowanie osobom, które zajmują się różnymi aspektami pracy muzealnej i kulturalnej, w szczególności edukacją muzealną i animacją kulturową, w jaki sposób w różnych miejscach podchodzi się do angażowania publiczności do działania. Mam nadzieję, że Atlas stanie się dla nich źródłem inspiracji. Być może po lekturze zamieszczonego tu wywiadu ktoś już na własną rękę zechce skontaktować się z osobą, która ten projekt zrealizowała, nawiąże nowe kontakty, które zaowocują nowymi działaniami. Ktoś inny zobaczy, że nie wszędzie wszystko się udaje. Czasami moi rozmówcy, choć na razie to jest rzadkość, pokazują, że coś nie zadziałało czy w pełni się nie sprawdziło i tym samym dają możliwość uczenia się na błędach. Projekty partycypacyjne są w dużej mierze nieprzewidywalne – ostateczny efekt jest niewiadomą i wcale nie musi iść po myśli osób koordynujących projekt.

Co ważne, Atlas jest projektem ciągłym. Nie kończy się na tych wpisach, które powstały w ramach stypendium i rozmowach, jakie przeprowadziłam w 2020 r. Mam nadzieję, że projekt będzie się rozwijał, ale zobaczymy, do jakiego momentu wpisy będą mogły przebywać. To będzie zależało od tego, czy muzea nadal będą szły tym torem i będą realizowały tego typu projekty. Mam nadzieję, że tak.

Projekty edukacyjne, lokalne, różnego rodzaju działania z publicznością, mają ulotny charakter. Po wystawie zostaje katalog, wystawa też jest prezentowana stosunkowo długo i tym samym więcej osób ma okazję się z nią zapoznać. Natomiast po wielu z tych projektach mało co zostaje. Informacja na stronie internetowej szybko znika z aktualności, zazwyczaj też jest dość skrótowa. Projekt zostaje utrwalony, kiedy osoba go prowadząca opublikuje na jego temat artykuł. Jeśli nie, to pozostaje jedynie w jej pamięci. Dokumentacja projektu W muzeum wszystko wolno  zrealizowanego przez Muzeum Narodowe w Warszawie, która obejmuje katalog, książkę z tekstami specjalistycznymi, raport z badań społecznych oraz nagrania z seminarium edukacyjnego, które odbyło się na zakończenie, należy do rzadkości. Atlas miał zapewnić pamięć o tych projektach.

 

 

Grupa ludzi w muzeum - wykład

Zdj.: K. Jagodzińska. Osobiste spacery po skarbcu wyspianskiego 2020.

    

Sama też realizuję projekty partycypacyjne, robię to w ramach porozumienia między moim wydziałem na Uniwersytecie Jagiellońskim a Muzeum Narodowym w Krakowie, i bardzo dbam o ich dobrą dokumentację. Zdjęcia i nagrania przede wszystkim przekazuję potem studentom, bo wiem, że dla nich to będzie świetna pamiątka. Realizując Atlas przypomniałam sobie, że w 2011 r. kuratorując wspólnie z Natalią Żak wystawę „Pomarańczowa Alternatywa – happeningiem w komunizm” w Galerii Międzynarodowego Centrum Kultury, wprowadziłyśmy w przestrzeń wystawy wielką ścianę, którą odwiedzający mogli dowolnie zamalowywać – naśladując członków Pomarańczowej Alternatywy, którzy potajemnie na murach malowali krasnoludki. Na tej wystawie było więcej interaktywnych stanowisk, ale ta wielka ściana i wiadro farby były najbardziej spektakularne. Pamiętam, że niemało z tym było kłopotu, bo zwiedzającym zdarzało się chlapnąć tą farbą tu i ówdzie. Niestety cała ta interaktywna przestrzeń pozostaje w mojej pamięci. Dokumentacja fotograficzna wystawy jest oczywiście zdeponowana w archiwum, ale nie jest to dokumentacja procesu. Poza tym nie tak łatwo do niej sięgnąć, jak na przykład do Atlasu.

   

W jaki sposób definiujesz pojęcie „partycypacja”? Co dla Ciebie jest partycypacją?

Celowo nie zdefiniowałam tego pojęcia w samym Atlasie, ponieważ zauważyłam, że muzealnicy, nawet nie muzea, lecz konkretne osoby realizujące projekty w muzeach, na swój własny, intuicyjny sposób definiują partycypację. Jedno, czego ja za partycypację na pewno nie uważam, to po prostu udział publiczności w projekcie – czyli zwiedzanie wystawy, udział w wykładzie, lekcji muzealnej czy warsztacie. A z takim rozumieniem partycypacji w muzeum też się zetknęłam. To zawsze musi być dawanie czy dodawanie czegoś od siebie do projektu. Oczywiście Nina Simon i te jej cztery stopnie partycypacji są tutaj bardzo ważnym punktem odniesienia, chociażby z tego względu, że wielu muzealników powołuje się na nią. Jednak trzeba mieć świadomość, że jej książka nie wprowadza wiele nowego, ale przede wszystkim porządkuje myślenie o partycypacji. Kiedy zaczęłam zajmować się teorią partycypacji, sama byłam zdumiona, że to partycypacyjne myślenie na gruncie muzealnym zaczęło się bardzo wcześnie, już na początku XX wieku. Zaczęło się punktowo, w jednym konkretnym muzeum w Newark w Stanach Zjednoczonych, ale wtedy technologie komunikacji nie były tak rozwinięte jak dzisiaj. Dzisiaj wystarczy wrzucić post na Facebooka, a treść może za chwilę zostać podchwycona przez muzea w różnych częściach świata. Zresztą sama Nina Simon zdobyła tak olbrzymią popularność dzięki mediom społecznościowym i blogowaniu. Nie zmienia to faktu, że świetnie wypromowała to pojęcie w środowisku muzealnym.

Mam też świadomość tego, że partycypacja jest słowem wytrychem, niemniej celowo użyłam go w tytule, bo w pewnym momencie, kilka lat temu stało się bardzo modne. Na pewno przyczynił się do tego budżet partycypacyjny, który potem został przekuty w budżet obywatelski. Wtedy bardzo wiele podmiotów zaczęło sięgać do pojęcia partycypacji, rozumiejąc je bardzo różnie. Mam wrażenie, że czasami w ogóle wypaczając to rozumienie. W momencie kiedy ciągle mamy do czynienia z takim słowem, to ono z czasem staje się puste.

Jak spojrzysz na projekty, które już są w Atlasie, to one mają bardzo różnorodny charakter: to współtworzenie wystaw razem z publicznością, tworzenie przewodników przez publiczność, projektowanie przez nią tras zwiedzania. A z takich mniej oczywistych, to na przykład kampania promocyjna  – tutaj odnoszę się do projektu Muzeum Sztuki w Łodzi – która powstała na bazie włączenia do współpracy członków klubu muzealnego. Uwzględniam nie tylko projekty, ale też samą „filozofię” działania muzeów. To bardzo często jest filozofia, która towarzyszy małym lokalnym muzeom. Przykładem może być Muzeum Rybołówstwa Morskiego w Niechorzu. Jego pracownicy nie posługują pojęciem partycypacji na opisanie podejmowanych przez siebie działań. To jest dla nich naturalna formuła pracy, która polega na tym, że muzeum prowadzi się razem ze społecznością, włącza się ją do działania, pyta co chciałaby zrobić i w jaki sposób muzeum powinno działać. Muzeum udostępnia mieszkańcom pomieszczenia po to, aby mieli gdzie spotykać się w swoich różnych grupach zainteresowań. Mieszkańcy przekazują muzeum swoje obiekty, angażują się w przygotowanie wernisaży. To przykład fajnej, bliskiej relacji.

     

Poruszyłaś kilka problemów związanych z samą partycypacją, a zwłaszcza tego, że partycypacja w pewnym momencie stała się słowem wytrychem. Mnie z kolei interesuje to pojęcie w kontekście edukacji. Czy w Twoim postrzeganiu partycypacji widzisz też jakiś potencjał edukacyjny. Mam na myśli tutaj przede wszystkim edukację osób dorosłych? Czy według Ciebie projekty te były prowadzone z założeniem pewnej zmiany wśród ich uczestników? Czy też bliżej im do tego, co nazywa się audience development? Czyli, służą zmianie myślenia o tym jak funkcjonuje muzeum, jak rozumie publiczność?

Wydaje mi się, że potencjał edukacyjny można przede wszystkim osiągnąć projektami długofalowymi i związaniem danej osoby z muzeum na dłużej. Przestudiowałam wiele projektów, które w większym lub mniejszym zakresie możemy określić mianem partycypacyjnych i czuję ogromny niedosyt długofalowego podejścia do odbiorcy. Ale też na pewno nie każdy długofalowy projekt ten potencjał edukacyjny ma, a w każdym razie nie musi on być wysunięty na pierwszy plan. W wielu projektach kluczowy jest walor więziotwórczy. Poza tym partycypacja może też być po prostu zabawą.

Programy wolontariackie należą do najbardziej popularnych formatów współpracy długofalowej. Jeden z najlepszych takich programów prowadzi Muzeum Narodowe w Warszawie – w Atlasie nie ma jeszcze tego przykładu, ale znam go dobrze ze swoich badań. Wolontariusze mogą tam pracować nad własnymi projektami, a muzeum daje im do tego przestrzeń. Jest koordynatorka wolontariatu i czytelna rama, w obrębie której można się poruszać. Podobnym przykładem są kluby muzealne, jednak tych w polskich muzeach jest bardzo niewiele. Uważam, że szkoda, bo to dla uczestników świetna przestrzeń do realizacji zainteresowań i forma jakościowego spędzania czasu, a dla muzeum produkowane przez taką grupę wydarzenia czy inne elementy programu lub głos doradczy. W polskich muzeach kluby, jeśli już są, najczęściej przeznaczone są dla dzieci i młodzieży.

Walor edukacyjny bez wątpienia miał projekt Poruszenie zrealizowany w Muzeum Azji i Pacyfiku. W ramach projektu studenci Akademii Sztuk Pięknych zostali zaproszeni do zinterpretowania obiektów znajdujących się w kolekcji muzeum. To był wielomiesięczny projekt, w którym studenci poznawali kolekcję, naturę działania muzeum, wchodzili do magazynu, wybierali obiekty, z którymi chcieli by nawiązać twórczy dialog. Potem tworzyli pracę komentującą ten obiekt i odnoszącą się do tytułu projektu „Poruszenie”, chcąc poruszyć muzeum i muzealną kolekcję. Prace złożyły się na wystawę. Przewodnik po wystawie również powstał w formule partycypacyjnej – w rolę krytyków wcielili się studenci historii sztuki Uniwersytetu Warszawskiego. W przeciwieństwie do większości projektów partycypacyjnych ten nie został stworzony przez dział edukacji, lecz przez kuratorkę z działu naukowo-wystawienniczego. Projekt był jej metodą na poznanie publiczności.

Inny projekt o potencjale edukacyjnym to Jak to widzisz?  zrealizowany przez Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi. Ten projekt miał dwa komponenty – plebiscyt, w którym szeroka publiczność wskazywała w głosowaniu obrazy, które chciałaby zobaczyć na wystawie – ten był bliski działaniom z zakresu audience development, oraz kuratorską pracę nad tworzeniem wystawy – i ten komponent właśnie miał potencjał edukacyjny. Wybrana spośród uczestników plebiscytu grupa publiczności poznawała poszczególne etapy tworzenia wystawy, którą miała zbudować z wybranych w plebiscycie prac. Uczestnicy drugiego, kameralnego etapu zyskiwali zakulisową wiedzę na temat działania muzeum – dowiadywali się, jak jest zorganizowana praca i mieli okazję włączyć się w działanie na różnych etapach produkcji wystawy.

      

Czy miałaś możliwość porozmawiania z uczestnikami bezpośrednio lub poznania pośrednio poprzez pracowników muzeów, jak oceniają to, co dało im wzięcie udziału w projekcie partycypacyjnym?

Często o to pytam twórców i koordynatorów projektów. Sama miałam okazję rozmawiać z uczestnikami kilku projektów, jednak było to przy okazji mojej pracy badawczej, nie Atlasu. Prowadzący projekty długofalowe zadają uczestnikom pytania o motywacje. Wśród odpowiedzi pada chęć nauczenia się czegoś nowego, poznania nowych osób, sprawdzenia się w innym środowisku. Czasami udział w tych projektach, jeśli chodzi o młodsze osoby, determinuje ich późniejszą drogę zawodową. Tak było na przykład w projektach dla młodzieży realizowanych przez Muzeum Sztuki w Łodzi i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Rozmawiałam z kilkoma wolontariuszami z Muzeum Narodowego w Warszawie, którzy na co dzień pracują w zupełnie innych branżach lub studiują coś innego, a bycie w muzeum i realizowanie w nim swoich projektów jest dla nich odskocznią. To te osoby wzbogaca. Daje możliwość współpracy z osobami, które działają w innych obszarach.

 

 

Grupa ludzi w muzeum - wykład

Zdj.: K. Jagodzińska. Osobiste spacery po wystawie henryego moorea 2019.

     

Sama też, jak już wspomniałam, realizuję partycypacyjne projekty na uczelni. Moi studenci z kursu The Public Museum przez cały semestr przygotowują się do przeprowadzenia osobistych spacerów po wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie. To jest zawsze międzynarodowa grupa, w której niemal każdy studiuje co innego: politologię, europeistykę, kulturoznawstwo, prawo, socjologię, filologie, bardzo rzadko w grupie jest ktoś z historii sztuki. To jest świetne, bo mają różne doświadczenia, zainteresowania, wiedzę. Ich zadaniem jest znalezienie własnych odczytań obiektów na wystawie, odwołując się przede wszystkim do tego, co ich interesuje. To wpisywanie się w klasyczny już model takich „nieprofesjonalnych” interpretacji, czyli interpretacji przeprowadzanych przez osoby nie będące w tym przypadku historykami sztuki. Oni w czasie zajęć zyskują wiedzę i nabywają umiejętności z zakresu interpretacji, poznają muzeum, zatem walor edukacyjny jest silny. Są to przecież zajęcia na uniwersytecie, ale takie, które pozwalają na bardzo dużą dowolność i są otwarte na przeróżne formaty. Po zajęciach, już po wystawieniu ocen, pytam o wrażenia w formie ankiety i one zawsze są bardzo pozytywne – studenci wskazują, że dzięki takiej formule dużo się nauczyli, przy czym wskazują nie tylko wiedzę, co także kompetencje społeczne i nowe umiejętności.

    

Ja z kolei myślałem o projekcie Wykonane na prawym brzegu Wisły. Rzemieślnicy  w Muzeum Warszawskiej Pragi, tam są też takie projekty długoterminowe.

To jest projekt wieloletni, jednym z jego elementów było kształcenie młodych adeptów danej sztuki rzemiosła. Celem było przekazanie know how danego rzemiosła, jego popularyzacja, co w dalszej perspektywie miało umożliwić uczestnikowi otwarcie swojego biznesu opartego na tych umiejętnościach. Wiem, że przynajmniej część osób poszła zawodowo w tym kierunku, choć nie zawsze udawało się przekuć nabyte w programie umiejętnościci w biznes. Sami rzemieślnicy pracujący w tradycyjnych rzemiosłach, z którymi muzeum już nawiązało relacje, realizują w pracowni rzemieślniczej, która niedawno powstała w Muzeum Warszawskiej Pragi, warsztaty. Polegają na nabywaniu lub doskonaleniu umiejętności, choć oczywiście ważny jest też element socjalizacyjny. Zapewne większość osób traktuje udział w takich zajęciach hobbistycznie, chce nauczyć się szyć torebkę, czy naprawiać but, choć oczywiście może to też kogoś zainspiruje do tego, aby zająć się daną dziedziną zawodowo. Te warsztaty jednak nie mają charakteru długofalowego – trwają kilka godzin. Z perspektywy muzeum i zaangażowanych rzemieślników to działanie długofalowe, bo ich relacja się rozwija.

     

Jak widzisz przyszłość tego typu projektów w muzeach? Na ile przyszłość instytucji muzealnej, jej działań społecznych, można wiązać z partycypacją?

Zacznijmy od tego, że Atlas nie jest w pełni reprezentatywny. Nie ma w nim wszystkich projektów o charakterze partycypacyjnym, które zostały zrealizowane w polskich muzeach, chociaż zaryzykuję stwierdzenie, że to jest większość tego, co w polskich muzeach się wydarzyło. Mogłoby się wydawać, patrząc na listę tych wpisów, że tego jest sporo. W momencie kiedy przefiltrujemy te projekty przez instytucje, bo można w Atlasie to zrobić, zauważymy, że są muzea, gdzie takich projektów jest po kilka. Można wysnuć słuszny wniosek, że taka formuła pracy jest tym muzeom bliska. To jest Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie, Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Z drugiej strony, zwłaszcza Muzeum Sztuki w Łodzi i Muzeum POLIN są wielkimi muzeami. Nawet jeśli takich projektów w swoim programie mają kilka, to w ciągu roku realizują dziesiątki jeśli nie setki projektów, i udział tych partycypacyjnych w całej puli projektów jest bardzo niewielki.

Natomiast w przypadku większości muzeów taka metoda pracy pojawia się raz, chyba trochę jako test. W wywiadach pytam, co dany projekt dał muzeum, czego muzeum się dzięki takiemu projektowi nauczyło, jaką wyciągnęło lekcję. Często otrzymuję odpowiedź, że zmieniła się metoda pracy, że osoby koordynujące projekt inaczej teraz patrzą na budowanie relacji z publicznością i inaczej działają, nawet jeśli pracują przy zupełnie innych typach projektów.

Czasami takie projekty włączające, aktywizujące publiczność są domeną konkretnej osoby w muzeum. Ona przekonuje do takiej formuły pracy swoje otoczenie: współpracowników, kierownictwo, dyrekcję, ale w momencie gdy jej w muzeum zabraknie, to takie projekty nie są kontynuowane. Kiedy taka formuła pracy jest odgórnie proponowana przez kierownictwo muzeum, to ma zupełnie inne przełożenie na typy projektów i sposób pracy w całym muzeum. Ale też takich przykładów muzeów jest niewiele. Jednym z nielicznych przykładów jest Muzeum Etnograficzne w Krakowie, gdzie dyrektor Antoni Bartosz na samym początku pracy na tym stanowisku wprowadził taką filozofię.

Wracając do pytania, na pewno muzea coraz bardziej otwierają się na publiczność. Kolejne muzea, a przede wszystkim osoby kierujące tymi muzeami, czują się coraz bardziej ośmielone, by takie działania realizować. A raczej by przyzwalać na takie działania, bo w większości przypadków to determinacja pracowników działów edukacji, rzadziej innych działów, sprawia, że takie projekty powstają. Edukatorzy i osoby realizujące programy publiczne chcą testować nowe formaty, niestandardowe działania, jednak niestety nadal w wielu miejscach natrafiają na barierę – bardziej światopoglądową, niż finansową.

Jeśli mówimy stricte o projektach partycypacyjnych, to często wkład publiczności jest w nich stosunkowo niewielki, a globalnie z perspektywy instytucji muzealnej partycypacja jest wręcz iluzoryczna. Takie projekty pozwalają się wypowiedzieć w bardzo sztywnych granicach, o wolności i dowolności działania raczej nie ma w nich mowy. Wydaje mi się, że na najwięcej spośród wszystkich projektów, które ujęłam w Atlasie, pozwalała anty-wystawa ms3 Re:akcja otwarta w 2009 r. w nowej siedzibie Muzeum Sztuki w Łodzi, ms2. Publiczność została zaproszona na wystawę do pustej sali wystawowej – prawie pustej, bo czekały na nią puste ściany, pędzle, wałki i farba. Była to przestrzeń do działania, w której przez trzy miesiące można było realizować, co się chciało. Przestrzeń z biegiem czasu zmieniała się, a w jej wygląd nie ingerowali pracownicy muzeum, tylko członkowie publiczności. Wydaje mi się, że w tym projekcie muzeum maksymalnie się wycofało przyjmując rolę obserwatora.

Pełna partycypacja w muzeum chyba w ogóle nie jest możliwa i raczej nie jest potrzebna. Na pewno też nie każde muzeum musi w taki sposób pracować. Ważne jednak, aby takich przestrzeni było coraz więcej. Bo udział w budowaniu programów, projektów, wdrażanie swoich pomysłów, negocjowanie ich z innymi uczestnikami, współtworzenie, dawanie czegoś od siebie i czerpanie od innych, w środowisku muzealnym – przestrzeni nobilitującej, prestiżowej, ważnej – jest niesamowicie wzbogacający i rozwijający. Liczne badania pokazują pozytywny wpływ muzeów na rozwój społeczny i wzmacnianie kapitału społecznego. Nie chodzi tu tylko o bierne czerpanie z oferty muzealnej, ale też zaangażowanie się we współtworzenie propozycji programowych.

  


         

dr Marcin Szeląg – historyk sztuki, edukator muzealny i kurator, adiunkt na Wydziale Edukacji Artystycznej i Kuratorstwa Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, dyrektor Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

 

Interesujesz się edukacją kulturową? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE! 

    

Zobacz także:

Partycypacja w praktyce

Nie bój się uczyć o tym, co Cię przeraża

Nie-nowa normalność

Zmiana klimatu w muzeach

LGBT Lives Matters

Pedagogika oporu

 

Login (2)

Users have already commented on this article

Chcesz zamieścić komentarz? Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Want to write a blog post ?

Don't hesitate to do so! Click the link below and start posting a new article!

Najnowsze dyskusje

Dyskusja EPALE: Blended learning w edukacji dorosłych

W czwartek 26 listopada 2020 r., od godz. 10.00 do 16.00, EPALE będzie gospodarzem internetowej dyskusji na temat blended learning w edukacji dorosłych. Dyskusja będzie miała zupełnie nowy format, zaczynając od 30-minutowej transmisji na żywo, której towarzyszyć będzie rozmowa w formie komentarzy na platformie.

Więcej

Dyskusja EPALE: Integracja społeczna starzejącego się społeczeństwa i edukacja międzypokoleniowa

W środę 28 października, od godziny 10.00, EPALE będzie gospodarzem internetowej dyskusji na temat integracji społecznej starzejącego się społeczeństwa i edukacji międzypokoleniowej. Komentarze będą otwarte 19 października, aby uczestnicy mogli się przedstawić i zamieścić swoje uwagi z wyprzedzeniem. Dołącz do dyskusji!

Więcej

Dyskusja EPALE: Zapewnienie edukacji w zakresie podstawowych umiejętności

Podstawowe umiejętności są przekrojowe. Są one istotne nie tylko dla edukacji, ale także dla polityki zatrudnienia, zdrowotnej, społecznej i środowiskowej.  Dyskusja online odbędzie się na tej stronie w dniach 16-17 września w godzinach 10:00-16:00 CET i będzie moderowana przez koordynatorów tematycznych EPALE Gracielę Sbertoli (sekretarza generalnego EBSN) i Tamása Harangozó.

Więcej