Przejdź do treści
Blog
Blog

Czy warto poznać biografię edukacyjną portiera domu publicznego?

Zazwyczaj zaczynam od niego. Czy to, aby nie nazbyt śmiałe i karkołomne posunięcie, by na pierwszym spotkaniu z zakresu edukacji dorosłych czy andragogiki, zaczynać od opowieści o portierze z domu publicznego? Dla niektórych brzmi to pewnie bardzo prowokacyjnie lub mało przyzwoicie, a mamy przecież tutaj podjąć rozważania nad sprawami ważnymi i poważnymi, bo edukacji dorosłych.

Zazwyczaj zaczynam od niego. Czy to, aby nie nazbyt śmiałe i karkołomne posunięcie, by na pierwszym spotkaniu z zakresu edukacji dorosłych czy andragogiki, zaczynać od opowieści o portierze z domu publicznego? Dla niektórych brzmi to pewnie bardzo prowokacyjnie lub mało przyzwoicie, a mamy przecież tutaj podjąć rozważania nad sprawami ważnymi i poważnymi, bo edukacji dorosłych. 

Portier – analfabeta

„Nie było w tym miasteczku gorzej płatnej ani gorzej postrzeganej pracy od pracy portiera domu publicznego… Jednak co innego mógł robić ów człowiek?”[1] – tymi słowami Jorge Bucay rozpoczyna swą opowieść o portierze pracującym w domu publicznym. Dalej dowiadujemy się o tym, że swą pracę portier wykonywał niejako „dziedzicząc” ją po ojcu, a ojciec po dziadku itd. Sprawa zaczęła się komplikować gdy nowy właściciel, chcąc zmodernizować interes, wyznaczył portierowi dodatkowe zadania. Miał on prowadzić coś co dziś nazwalibyśmy „badaniem satysfakcji klientów” i sporządzać odpowiedni raport, aby potem przedstawić go swojemu szefowi. „Jestem analfabetą” – odpowiedział portier. W ten oto sposób, niebawem portier utracił swą pracę. Został z niczym, prócz niewielkiej odprawy i frustracji.

Zwykle w tym miejscu pytam studentów o to, co ich zdaniem zrobił portier, i co oni zrobiliby w podobnej sytuacji? W odpowiedzi najczęściej słyszę, że jak najszybciej podjęliby starania, aby nauczyć się czytać i pisać, dzięki czemu mogliby odzyskać utracone stanowisko pracy. Jednak losy portiera, z opowieści Bucaya, potoczyły się nieco inaczej. Bezrobotny portier, za pieniądze z odprawy, kupił komplet narzędzi, przy pomocy których zamierzał wykonywać drobne usługi remontowe. Zanim zaczął realizować swój plan, zaczęli w kolejce ustawiać się sąsiedzi, by pożyczyć narzędzia. Okazało się bowiem, że podróż do sklepu z narzędziami, zajmowała aż dwa dni drogi na mule. Portier pomyślał więc, że dopóki nie znajdzie pracy, będzie zarabiał na sprowadzaniu narzędzi. Chętnych do zakupu narzędzi było coraz więcej, podjął więc ryzyko i zaczął przeznaczać na ich zakup coraz większą kwotę z otrzymanej odprawy. Następnie wynajął lokal na magazyn, by wkrótce przerobić go na pierwszy w miasteczku sklep z narzędziami. Niebawem doszedł do wniosku, że zamiast sprowadzać narzędzia, mógłby je także produkować. Jak dalej zapewnia nas Jorge Bucay, „w ciągu dziesięciu lat człowiek ten, dzięki uczciwej i rzetelnej pracy stał się niezwykle bogatym wytwórcą narzędzi. Został największym przedsiębiorcą w całej okolicy. Był tak zamożny, że z okazji rozpoczynającego roku szkolnego zbudował nową szkołę. Jakież było zaskoczenie dyrektora, który podczas festynu inaugurującego, usłyszał, że fundator szkoły i wielki przedsiębiorca, nie może podjąć zaszczytu wpisania się do księgi pamiątkowej szkoły, gdyż nie umie czytać ani pisać. I tutaj rozegrał się kluczowy dialog, który warto zacytować w całości:

„– Wy? – z niedowierzaniem zapytał dyrektor. Nie umiecie czytać ani pisać? Zbudowaliście przemysłowe imperium, nie umiejąc czytać ani pisać? Jestem zdumiony. Zastanawiam się co byście zrobili umiejąc czytać i pisać.

- Mogę wam odpowiedzieć – odparł ze spokojem – Gdybym potrafił czytać i pisać… byłbym portierem w domu publicznym”[2].

Pytanie zawarte w tytule: czy warto poznać biografię edukacyjną portiera z domu publicznego?, w tym miejscu okazuje się być retorycznym. Edukacyjny przekaz tej opowieści również jest oczywisty, dlatego chciałabym w tym miejscu poruszyć temat, który biografia portiera domu publicznego doskonale ilustruje.  

Zamiast morału… andragogiczny mit

Opowieść o portierze stała się dla mnie inspiracją do podjętych tutaj rozważań, ale był nią także tekst Horsta Stukenberga pt. „Siedem historyjek i ich znaczenie dla edukacji dorosłych w czasie dokonujących się zmian”. Autor opowiada kilka wydarzeń ze swojego życia, które miały wpływ na podejmowane przez niego działania edukacyjne. Z przekonaniem stwierdza, że „przeżycia biograficzne pozostawiają swoje ślady i wywierają swoje piętno”[3]. Nie sposób nie zgodzić się z tą myślą poznając fragment biografii portiera, który stał się bohaterem podjętych tu rozważań. Nietrudno bowiem zauważyć, że literatura biograficzna i autobiograficzna staje się doskonałym źródłem poznania motywów podejmowania wysiłku edukacyjnego, wysiłku uczenia się.

W myśleniu potocznym i zdroworozsądkowym bardzo często dominuje przekonanie o dobrowolności edukacyjnego uczestnictwa dorosłych. Mieczysław Malewski łamie ten sąd, stwierdzając, że „jest to jeden z andragogicznych mitów”[4]. Uzasadniając swoją tezę, autor pisze, że najważniejszymi parametrami związanymi z konstruowaniem swojej biografii są konieczności i możliwości. Historia o portierze z domu publicznego jest przykładem podejmowania wysiłku uczenia się spowodowanego koniecznością egzystencjalną, jednego z najczęściej spotykanych, w materiałach biograficznych, motywów podejmowania wysiłku edukacyjnego. Mam tutaj na myśli uczenie się rozumiane jako naturalny proces całożyciowy, wiążący się z codziennością jednostki, obejmujący wszystkie aspekty dorosłego życia, łączący się z rozwojem osobowości, a realizujący się poprzez edukację formalną, nieformalną i uczenie się z doświadczeń[5].

Biograficzne ilustracje

Jak już wspomniałam, materiały o charakterze biograficznym, są nasycone licznymi przykładami podejmowania wysiłku uczenia się, spowodowanego egzystencjalną koniecznością. Oto kilka z nich:

  • Anna Krupa urodziła się bez rąk. Życie postawiło ją przed koniecznością opanowania różnych umiejętności bez użycia rąk. A oto słowa Anny: „Komórkę odbieram prawą nogą. Tak samo piszę SMS-y. Lewą nogą piję kawę, jem i wyszywam. Bez rąk można studiować zarządzanie biznesem, uczyć w szkole angielskiego, zbierać truskawki i głaskać psa, można też się kochać i zostać matką. Ja zostałam”[6]. Anna doskonale opanowała czynności związane z samoobsługą, ale również swoim rozwojem osobistym. Podejmując nową rolę  - rolę matki – doskonale poradziła sobie z opieką nad swoją córką: „Pierwszy raz przewijam Emi – opowiada Anna – pielęgniarki nie mogą uwierzyć, że stopami można zmienić pieluchę i umyć dziecku pupę. Można”[7].
  • Wiesława Śmiechowska, była więźniarka stalinowskiego więzienia, opowiada o konieczności przyswojenia sobie umiejętności porozumiewania się w ekstremalnych  warunkach: „[…] nauczyła mnie w celi pewna kobieta […], Chwyciłam szybko. Ludzie rozmawiali ze sobą na Rakowieckiej morsem. Przez kaloryfer albo po rurach szedł dźwięk czy przez ścianę. Gdy ja już umiałam morsa i próbowałam porozumieć się przez ścianę z kobietami, z jednej strony nikt się nie odezwał. Z drugiej odezwał się Jerzy. Gdy poznał alfabet zaczęliśmy rozmowy. Z czasem nabraliśmy takiej szalonej wprawy w morsie, że zaczęliśmy opowiadać sobie książki. Okazało się, że oboje uwielbiamy opowieść o Tristanie i Izoldzie. Cytowaliśmy całe fragmenty”[8]. Po wyjściu z więzienia Wiesława i Jerzy zostali parą.
  • Jean-Dominique Bauby, francuski dziennikarz, po tym jak został niemal całkowicie sparaliżowany, w wyniku wypadku, stanął przed koniecznością opanowania nowego sposobu porozumiewania się ze światem. Co więcej, znalazł sposób na opisanie swoich doświadczeń, pisząc, a właściwie wymrugując książkę pt. „Skafander i motyl”. Sekretarka recytowała specjalnie ułożony alfabet (litery były w nim ułożone w kolejności od tych najczęściej używanych w słowach, do najrzadziej używanych) a on mrugał okiem, kiedy wypowiadała żądaną literę, po czym rozpoczynała alfabet od nowa. W ten sposób, litera po literze, stworzył całą książkę, zmarł 10 dni po jej opublikowaniu.

Ukazane przykłady, są również egzemplifikacją słów Martine Lani-Bayle, która pisze, że „nie ma doświadczenia ludzkiego, które by nie było edukacją”[9]. Mam również nadzieję, że skłaniają do refleksji nad osobistymi koniecznościami, które stały się naszą siłą napędzającą do działania, czy pobudką do zdobywania wiedzy, umiejętności oraz nowych kompetencji. Jedno jest pewne, „niewiele jest rzeczy bardziej fascynujących czy kształcących niż poznawanie doświadczeń innych świadomych istot w ich ziemskiej wędrówce. Relacje z ich życia mogą nas głęboko poruszać, (…) pozwalają uzyskać wgląd w mechanizmy rządzące życiorysami, a być może dostarczają nam też pewnego układu odniesienia do przewartościowania naszych własnych doświadczeń, powodzenia, czy możliwości egzystencji”[10].

A jakie są Wasze doświadczenia w tym zakresie? Jakie konieczności egzystencjalne stały się dla Was siłą i motywacją do podjęcia wysiłku uczenia się?

[1] J. Bucay: Pozwól, że Ci opowiem… bajki, które nauczyły mnie jak żyć. Tłum. I. Ziętek-Segura, Poznań 2004, s. 29.

[2] Tamże, s. 34.

[3] H. Stukenberg: Siedem historyjek i ich znaczenie dla edukacji dorosłych w czasie dokonujących się zmian, [w:] E. Dubas, O. Czerniawska (red.), Drogi edukacyjne i ich biograficzny wymiar, Warszawa 2002, s. 43.

[4] M. Malewski: Przymus i wolność w edukacji dorosłych, „Teraźniejszość – Czlowiek – Edukacja” 2002, nr 1 (17), s. 40.

[5] P. Dominice: Uczyć się z życia. Biografia edukacyjna w edukacji dorosłych. Łódź 2006, s. 11.

[6] M. Wach: Po raz pierwszy brakuje mi rąk, „Wysokie Obcasy”, 2007, nr 47, s. 13.

[7] Tamże, s.13.

[8] A. Kamińska: Więzienne love story, „Wysokie Obcasy”, 2009, nr 5 (508), s. 12.

[9] M. Lani-Bayle: Historia życia jako edukacja, [w:] B. Juraś-Krawczyk (red.), Wybrane obszary badawcze andragogiki, Łódź 2007, s. 45.

[10] W. McKinley Runyan: Historia życia a psychobiografia, Warszawa 1992, s. 9.

dr Monika Sulik – adiunkt, wykładowca akademicki. Prowadzi autorskie zajęcia dydaktyczne z zakresu przedmiotu biografia w edukacji. Certyfikowany trener i mentor akademicki. Od 2018 roku jest również sekretarzem redakcji czasopisma „Edukacja Dorosłych”. Ambasadorka EPALE.

Zobacz także:

Czy "szewc bez butów chodzi"? Czyli andragogiczne "prawidła"

Czego nas może nauczyć Kitau z plemienia Kikujusów?

Człowiek dorosły w „Miasteczku Mamoko”

„Edukacyjne” prowokacje versus konstruktywny krytycyzm - czyli o tym, co wspólnego ma krem ślimakowy z edukacją dorosłych?

Po co komu biografia na szkoleniach? Czyli edukacyjna "puszka Pandory"

Login (5)

Users have already commented on this article

Chcesz zamieścić komentarz? Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Want to write a blog post ?

Don't hesitate to do so! Click the link below and start posting a new article!

Najnowsze dyskusje

Dyskusja EPALE: Blended learning w edukacji dorosłych

W czwartek 26 listopada 2020 r., od godz. 10.00 do 16.00, EPALE będzie gospodarzem internetowej dyskusji na temat blended learning w edukacji dorosłych. Dyskusja będzie miała zupełnie nowy format, zaczynając od 30-minutowej transmisji na żywo, której towarzyszyć będzie rozmowa w formie komentarzy na platformie.

Więcej

Dyskusja EPALE: Integracja społeczna starzejącego się społeczeństwa i edukacja międzypokoleniowa

W środę 28 października, od godziny 10.00, EPALE będzie gospodarzem internetowej dyskusji na temat integracji społecznej starzejącego się społeczeństwa i edukacji międzypokoleniowej. Komentarze będą otwarte 19 października, aby uczestnicy mogli się przedstawić i zamieścić swoje uwagi z wyprzedzeniem. Dołącz do dyskusji!

Więcej

Dyskusja EPALE: Zapewnienie edukacji w zakresie podstawowych umiejętności

Podstawowe umiejętności są przekrojowe. Są one istotne nie tylko dla edukacji, ale także dla polityki zatrudnienia, zdrowotnej, społecznej i środowiskowej.  Dyskusja online odbędzie się na tej stronie w dniach 16-17 września w godzinach 10:00-16:00 CET i będzie moderowana przez koordynatorów tematycznych EPALE Gracielę Sbertoli (sekretarza generalnego EBSN) i Tamása Harangozó.

Więcej