chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE - Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

Blog

12 lekcji edukacyjnych czyli podróż w czasie i przestrzeni – cz. I

25/10/2020
przez Rafał Kunaszyk
Język: PL

ok. 8 minut czytania - polub, linkuj, komentuj!

    

Kreatywność to wyjątkowa pamięć skojarzeniowa – Sarnoff Mednick

 

Czas pandemii zamknął nas w czterech ścianach. Wspaniałe miejsca życiowych podróży gdzieś zostały ukryte w szufladach wspomnień. Do każdej z nich wkładamy okruchy życiowych historii. Ważne, żeby tylko nie zgubić kluczy, bo już nigdy nie dowiemy się, czemu chcieliśmy zachować je w pamięci i jaką życiową lekcję nam dały.

Kreatywność to wyjątkowa pamięć skojarzeniowa. Teraz, kiedy każdy dzień zaczyna się od słuchania coraz gorszych wiadomości, kiedy padają kolejne rekordy liczby ofiar, ludzka pamięć każe odbyć podróż w przeszłość. To w niej możemy odzyskać sens uczenia się i uczenia innych na nowo.

  

Lekcja pierwsza

Kiedy jeden z uczestników Twoich szkoleń prosi o pomoc, ponieważ nie rozumie części materiału, to najpierw się zatrzymaj i udziel mu wsparcia, a dopiero po tym kontynuuj zajęcia.

Wsiedliśmy na stacji Kyobashi. Nagle okazało się, że pomyliliśmy drogę. Nerwowo zacząłem się rozglądać. Podróżujący Japończycy prawie wszyscy z życzliwym uśmiechem, ale skupieni na swoich sprawach. Najbliżej mnie stał młody chłopak. Zagadnąłem po angielsku i zapytałem, jak dojechać do wyznaczonego punktu docelowego - Universal Studio. To był wyjątkowy i wymarzony cel podróży moich córek.  Mój rozmówca poinformował nas o potrzebie zmiany metra, instruując przy tym, gdzie powinniśmy wysiąść. Podziękowałem za pomoc, a kiedy pociąg  zatrzymał się, wysiedliśmy. Ku mojemu zaskoczeniu nagle zorientowałem się, że mój nieznajomy rozmówca także wysiadł. Pokazał mi, że musimy wsiąść do metra jadącego w odwrotnym kierunku. Podziękowałem. Pokiwał w głową. Czekał z nami aż wsiądziemy do właściwego pociągu. Pożegnał nas i wrócił na swoją stronę peronu.  Nie mogłem zrozumieć dlaczego wysiadł ze swojego metra, aby nam pokazać właściwą drogę. Co nim kierowało? Kulturowa życzliwość, a może po prostu bezinteresowna chęć udzielenia pomocy. Wsiadałem do metra zadowolony, ale też trochę zaskoczony. I nagle znalazłem się w zupełnie innej rzeczywistości…

Lekcja druga

Nie wszystkie sprawdzone metody będą pasowały do każdej grupy szkoleniowej.

Wsiadłem nie do metra tylko do zatłoczonego pociągu. Było bardzo gorąco. Ciasny wagon pełen rozgadanych ludzi o śniadej cerze. Znalazłem wolne miejsce. Obok mnie siedziało dwóch Arabów. Gwałtownie gestykulowali, co pewien czas podnosili głos. Nic nie rozumiałem, może za wyjątkiem Allah Ahbar. W pamięci próbowałem przywołać tę podróż. Gdzie ja jestem? Może to Egipt? Nie, w Egipcie nie jechałem pociągiem. Tunezja też nie. Popatrzyłem przez okno – pustynny monotonny krajobraz. Gdzieniegdzie tylko kępki wysuszonej trawy, a w oddali wysokie góry Atlasu. Wyjechaliśmy z Marrakeszu. Już wiem, jest kwiecień 1994, a ja jadę do Rabatu zobaczyć stolicę Maroka. A dlaczego tu jest tak duszno? Dlaczego ten pociąg przypomina mi kolejkę miejską? I wtedy przypomniała mi się ta historia. Król Maroka Hassan II, podczas podróży do Holandii, zobaczył nowoczesny skład piętrowego pociągu. I postanowił unowocześnić tabor kolejowy w Maroku. To, co jednak znakomicie sprawdzało się na lokalnych trasach, w europejskich miastach kompletnie nie było przydatne, zwłaszcza przy kilkudziesięciostopniowym upale. Zmęczenie i stukot pociągu spowodowały moją ogromną senność.

Lekcja trzecia

Stwórz trudne warunki, w których będzie mógł się sprawdzić każdy z członków grupy, a kiedy to się stanie możesz podwyższyć stopień trudności. Pamiętaj jednak, aby zawsze być gotowym do udzielenia wsparcia.

I nagle podczas snu zacząłem się dusić. Zachłysnąłem się. Wokół była woda. Znalazłem się kilka metrów pod wodą. Niezdarnie starałem się odbić od dna. Przerażała mnie świadomość, że mogę za chwilę utonąć. Wokół mogły być wiry. Przecież bardzo słabo pływam. Resztkami sił powoli zacząłem wypływać. Przypomniała mi się tylko pewna myśl. „Nie tonie się od wpadnięcia do rzeki, ale od pozostania w niej”. Nawet nie wiem, kto jest jej autorem. Nad głową widziałem cień pontonu. Sekunda po sekundzie zacząłem wracać na powierzchnię. Nagle zobaczyłem wyciągniętą rękę naszego nepalskiego opiekuna Sumana. Po chwili zostałem wciągnięty na pokład. Przyszła ogromna radość. Żyję. Ten moment będę pamiętał do końca życia. Z jednej strony krzyk radości, z drugiej z ust wydobywający się potok przekleństw. Nic mi się nie stało. Powoli zacząłem przypominać sobie, co się wydarzyło. Rzeka Trishuli w Nepalu to miejsce, które ma trasy zarówno dla początkujących miłośników raftingu, jak i dla zaawansowanych twardzieli, gotowych przedzierać się przez największe wiry i wodne pułapki. Płynęliśmy spokojną trasą nowicjuszy, gdy nagle nasz ponton ściągnęło na trudniejszą część rzeki. Zbliżyliśmy się do niebezpiecznej przeszkody. Fale stawały się coraz większe, a nasi nepalscy przewodnicy krzyczeli, abyśmy wiosłowali równomiernie, ponieważ z boku może uderzyć fala, która przewróci ponton. W pewnej chwili duża fala uderzyła ponton od strony dzioba. Ponton z nami wystrzelił w górę, a my wszyscy wpadliśmy do wody. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Łamaną angielszczyzną jeden z naszych przewodników stwierdził: Lepiej żyć jeden dzień jak tygrys, niż sto dni jak owca. Uśmiechnął się, a dalszą naszą drogę przemierzaliśmy już tylko najtrudniejszą trasą.

 

  

Lekcja czwarta

Każde dobre szkolenie wymaga odpowiednio długiego czasu przygotowania. Jeżeli odpowiednio nie wykorzystasz tego czasu, to nie osiągniesz założonego celu. 

Ta nepalska przygoda przypomniała mi się podczas ostatniej podróży na Karaiby. Czym różni się 4 metry głębokości wody od 9 km? Zbliżała się północ. Nasz ogromny hotel-statek Divina przemierzał trasę pomiędzy Wyspami Dziewiczymi, a wyspami Bahama. Po powrocie do kajuty włączyłem kanał z informacją o rejsie. 11 stopni w skali Beaufort’a i z minuty na minutę zwiększająca się głębokość. Zaczęło się od 8 500 m i skala powoli rosła, aby osiągnąć 8 900 m. To był Rów Portorykański, który w najgłębszym miejscu ma nawet  9219 m. Wyłączyłem telewizor i udałem się na pokład. Nocne niebo stapiało się z czernią oceanu. Silny wiatr wychylał ciało w stronę burty. Mocno trzymając się barierki, wpatrzony w ogromne fale, starałem się zrozumieć co oznacza podróżować kilka km w głąb oceanu. Kilkanaście miesięcy temu w miejscu, które mijaliśmy  Victor Vescovo  - wielki podróżnik i eksploarator oceanów dotarł swoją łodzią podwodną Triton 36000 do głębokości 8376 m.   Zanurzenie trwało tylko kilka godzin, przygotowanie do wyprawy prawie cztery lata.

Lekcja piąta

Cisza i zatrzymanie podczas realizacji szkoleń są bardzo potrzebne. Bez chwili głębszej refleksji Twoi uczestnicy nigdy nie wejdą w istotę tego, co usłyszeli i zobaczyli. Bez tego twoje szkolenie będzie tylko automatycznym przekazywaniem wiedzy, uczeniem umiejętności, ale nie kształtowaniem postaw.

Noc do nocy niepodobna. Varanasi to wyjątkowe miejsce w Indiach. Co roku zjeżdżają się tutaj miliony pielgrzymów - wyznawców hinduizmu. Wiele lat temu siedzieliśmy w kilka osób nad Gangesem. Minęła północ. Było tak cicho, że można było usłyszeć nawet cykanie zegarka na ręce. Ganges usnął. To szczególny moment, kiedy wszystkie duchy i bóstwa hinduizmu mają swoje chwile wytchnienia. Tylko na tafli rzeki widoczne były płynące martwe ciała. Najubożsi Hindusi, których nie stać na zapłacenie ciałopalenia, wrzucają swoich najbliższych po śmierci do wody. Przy brzegu widać było dopalające się stosy. Wokół dym i ogień.

Po intensywnych dniach i emocjach podróży zatrzymaliśmy się. Trójka turystów z Polski siedzących na ghatach, czyli schodach do rzeki, w jakiś przedziwny sposób kompletnie nie pasowała ani do miejsca i tego czasu. Siedzieli razem, ale osobno skupiając się na swoich własnych przeżyciach ostatnich dni. Cudowne zabytki, uśmiechnięci ludzie, a wokół tak strasznie dużo biedy, chorób i brudu. Poczucie bezradności wobec cierpienia to jedno z najczęściej towarzyszących turystom w Indiach uczuć. Teraz, w środku nocy, przyszedł czas na zastanowienie się nad tym, co widzieliśmy i przeżyliśmy.  Indie nas zmieniły na zawsze, a my próbowaliśmy zrozumieć, jak wpłynie to nasze poglądy, postrzeganie świata, nasze zachowanie wobec potrzebujących bliźnich. Po bardzo długiej chwili spojrzałem na wskazówki zegarka. Stały w miejscu. Poczułem się zawstydzony. Dlaczego chciałem wiedzieć ile minęło czasu. Czy to ma jakieś znaczenie? Kiedy odwróciłem wzrok, już nie byłem w Azji tylko na zupełnie innym kontynencie.

Lekcja szósta

Pamiętaj, że czas na realizację zaplanowanego scenariusza powinien być dostosowany do rytmu szkolenia i indywidualnych potrzeb uczestników szkoleń. Powinieneś umieć się dostosować do zmieniającej sytuacji i warunków.

Kilka godzin temu opuściłem park Masai Mara. Pobudka o 5 rano, fotograficzne kilkugodzinne Safari i już wracam do Nairobi. Następnego dnia miałem mieć wystąpienie na konferencji UNEP. Do celu zostało jeszcze kilka godzin jazdy. Nagle zaczął padać deszcz. Początkowo była to niewielka mżawka, po pewnym czasie przekształcił się w totalną nawałnicę. Zatrzymaliśmy się. Dalsza jazda była niemożliwa. Po kilku godzinach postoju, z coraz większym niepokojem, zapytałem naszego kierowcy kiedy deszcz może przestać padać. Odpowiedział w języku ludu Kikuju: ninkogu. To oznacza w bezpośrednim niedługim czasie, licząc od kilku godzin do jednego miesiąca.  Dla ludów afrykańskich nie ma czasu przyszłego jest tylko poszerzona teraźniejszość. A to, co nastąpi z całą pewnością, czyli to, co mieści się w rytmie zjawisk przyrody, dotyczy kategorii czasu nieuniknionego, czyli potencjalnego.

W pierwszej chwili chciałem coś zrobić, zadzwonić, wezwać pomoc. Ale biorąc pod uwagę, że byliśmy ok. 100 km od najbliższej wioski, telefony komórkowe w 1991 roku jeszcze nie istniały, to takie zachowanie wydawało się zupełnie bezproduktywne. W zaistniałej sytuacji poddałem się rytmowi przyrody i już z większym spokojem czekałem na zmianę pogody. Deszcz przestał padać po kilku godzinach i w nocy dojechaliśmy bezpiecznie do Nairobi. A tam spotkany znajomy z Ghany przeniósł mnie do nowej historii o skutecznych łgarzach.  

Chcecie się dowiedzieć więcej, zapraszam za miesiąc.

  

Rafał Kunaszyk – ekspert ds. edukacji, rynku pracy, zajmuje się rozwojem kompetencji, kwalifikacji, trener i doradca zarządzania, współwłaściciel firm rodzinnych Eurokreator sc i Eurokreator T&C, członek Zarządu Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych, członek Rady Fundatorów, zarządzał ponad kilkudziesięcioma projektami edukacyjnymi w kraju i zagranicą. Obecnie jest ekspertem ds. Edukacji, ZSK, SRK w projekcie Sektorowa Rada Przemysłu Chemicznego i Dyrektorem Programowym Forum Inteligentnego Rozwoju. Ambasador EPALE.

  

Zobacz także:

12 lekcji edukacyjnych czyli podróż w czasie i przestrzeni – cz. II

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn Share on email
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 3 z 3
  • Obrazek użytkownika Rafał Kunaszyk
    Moniko dziękuję za komentarz. Ciąg dalszy nastąpi i to już za miesiąc. W tym trudnym czasie często rozmawiamy rodzinnie o następnych naszych dalekich wyprawach. Niech tylko wróci ten dobry czas.
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Drogi Rafale! NIesamowity tekst  przeczytałam z zapartym tchem i czekam na więcej ...A lekcja numer 1 to powinna być tekstem do analizy w podręcznikach od namłodszych lat. Oczywiście już wiem, że ten Twój wpis z ogromną radością wykorzystam podczas zajęć ze studentami ! Dziękuję i gratuluję !!!
  • Obrazek użytkownika Stanislaw ALWASIAK
    Bardzo ciekawy materiał. Inspirujący i skłaniający do lepszego zrozumienia różnorodności otaczającego nas świata.