chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Strefa komfortu

28/02/2018
by Rafał Żak
Język: PL

Strefa komfortu jest jednym z najczęściej używanych pojęć w świecie rozwoju kompetencji. Zazwyczaj pojawia się w zdaniach w stylu „Żeby się rozwinąć musisz wyjść ze swojej strefy komfortu”, „Rozwój zachodzi tam, gdzie kończy się komfort” czy bardziej poetycko „Magia dzieje się poza strefą komfortu”.

Myśl, która zawarta jest w tych zdaniach można sprowadzić do następującej logiki. Lubimy poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Kiedy zatem zachowujemy się we właściwy dla nas, dobrze wyuczony sposób to ten komfort sobie zapewniamy. Nie zawsze oznaczać to będzie najbardziej efektywne metody działania, ale poczucie bezpieczeństwa będzie spore. Kiedy jednak chcemy się rozwijać, musimy eksperymentować z nowymi metodami, musimy świadomie zrezygnować z tego komfortu. Zrobić coś, co będzie większym wyzwaniem, będzie nas kosztowało więcej wysiłku i stresu, będzie wymagało zmierzenia się z własną niekompetencją. Tylko wtedy rozwój będzie możliwy.

/pl/file/life-3089646960720jpglife-3089646_960_720.jpg

Model jest kuszący w swojej prostocie, jedyna trudność jaką sprawia to wyczucie, kiedy jesteśmy poza granicą komfortu, a kiedy nasze poczucie zagrożenia będzie już tak duże, że jakikolwiek rozwój przestanie być możliwy. Dlatego lepszym ujęciem tego tematu jest model strefa komfortu - strefa rozwoju - strefa paniki / comfort zone - strech zone - panic zone (strech zone czasem nazywana jest learning zone).

Mamy tutaj strefę komfortu, którą już zdefiniowaliśmy wcześniej. Później mamy strefę rozwoju, która znajduje się minimalnie poza komfortem. Stopniowo zanika tutaj poczucie bezpieczeństwa znane ze strefy komfortu, ale nie w sposób, który powodowałby zamknięcie się na doświadczenie uczenia się. Jeśli jednak tę granice przekroczymy, wpadniemy w strefę paniki, w której poczucie zagrożenia będzie zbyt wielkie i negatywnie odbije się nie tylko na efektach uczenia, ale też na motywacji generalnie do tego, żeby zajmować się rozwijaniem siebie. Granice stref są zależne od kilku czynników:

  • Różnice indywidualne – ludzie różnią się także w obszarze tolerancji ryzyka, poziomu lęku przed oceną, oporu przed zmianą, odporności na stres. To co dla jednej osoby będzie w strefie rozwoju dla innej osoby będzie w strefie paniki;
  • Poziom trudności wyzwania;
  • Poziom przygotowania do wyzwania.

Posłużmy się praktycznym przykładem. Uczestnik szkoły trenerów, który nigdy nie prowadził szkoleń będzie odczuwał wiele całkiem uzasadnionych obaw związanych z poprowadzeniem pierwszego szkolenia w życiu. Aby zacząć praktykować początkujący trener musi jednak przekroczyć granicę strefy komfortu. Może to zrobić na kilka sposobów różniących się poziomem ryzyka. Prowadząc 1-2 godzinną etiudę trenerską we wspierającej grupie treningowej po bardzo dobrym przygotowaniu i skonsultowaniu programu etiudy z trenerem prowadzącym będzie się wiązał z niskim poziom ryzyka niepowodzenia w sprzyjającym, bezpiecznym środowisku czyli raczej pozostajemy w strefie rozwoju. Pracując z realną grupą ale w roli trenera wspierającego z doświadczonym trenerem i po dobrym przygotowaniu – nadal jesteśmy w strefie rozwoju. Wystarczy jednak niewystarczające przygotowanie, mniej sprzyjająca lub bardziej wymagająca grupa aby wkroczyć w strefę paniki. Nie wspominając już o skrajnej sytuacji samodzielnej pracy trenerskiej z dodatkowymi utrudnieniami w postaci niewystarczającego przygotowania, problemów logistycznych czy niesprzyjającej grupy.

Korzeni tego modelu trzech stref możemy szukać w prawie Yerkesa Dodsona,⁠ sformułowanym na początku XX wieku, a co ciekawe dotyczącym w oryginale temu jak efektywnie myszy realizują zadania przy różnym poziomie pobudzenia fizjologicznego. Z czasem wnioski z badania zostały uogólnione i to, co dzisiaj znamy pod nazwą tego prawa sprowadza się do dwóch kwestii:

  • Pobudzenie sprzyja wykonywaniu zadań efektywnie, natomiast jeśli z tym pobudzeniem przesadzimy, efektywność spada;
  • W zadaniach łatwych znosimy większy poziom pobudzenia, w zadaniach trudnych ten akceptowalny poziom jest niższy.

Oczywiście nadal te podziały stref są umowne i trudno wyznaczyć w praktyce realizowania projektów rozwojowych jakieś wyraźne granice pomiędzy nimi. Tym bardziej, że mówimy tutaj o obszarze różnic indywidualnych, czyli właściwości konkretnych osób.

Nie ma narzędzi diagnostycznych, które pozwoliłyby zdiagnozować czy uczestnik naszego szkolenia jest już w określonej strefie. Bardziej chodzi tutaj o przekazanie generalnego zalecenie. Powinniśmy zachęcać ludzi do trenowania nowych rzeczy poza granicami komfortu. Powinniśmy też przyglądać się temu, czy czasem nie wyrzucamy ich z tego komfortu za daleko, w stanie paniki rozwój z pewnością nie będzie zachodził. O taką panikę łatwiej szczególnie wtedy, gdy zapraszamy do trenowania skomplikowanej, nowej dla uczestnika umiejętności na oczach obserwatorów, co skutecznie podnosi poziom dyskomfortu.

Rafał Żak – trener / coach / autor / mówca. Zajmuje się rozwojem ludzi i organizacji. Promuje rozwój oparty na dowodach. Autor książek „Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi” oraz „Nie myśl, że NLP zniknie”. Ambasador EPALE.

Zobacz także:

Net Promotor Score

Jak dokonać ewaluacji projektu prawie dobrze?

Praca w parze trenerskiej

Rozwój oparty na dowodach

Kłopoty z przywództwem

Jak integrować zespoły pracowników?

Myl się i rozwijaj!

Kultura korzystania z błędów i niepowodzeń

Moja ulubiona definicja coachingu

Dołącz do Społeczności Praktyków „Pogromcy mitów rozwojowych”!

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 6 z 6
  • Obrazek użytkownika Sebastian Cieślak
    A ciekawe czy można się uczyć w strefie komfortu? Kiedy uczymy dziecko czegoś nowego to najczęściej staramy mu się zapewnić takie warunki, żeby czuło się bezpiecznie, czuło komfort. Na przykład jazda na rowerze. Najpierw dziecko jeździ z dwoma dodatkowymi kółkami, później albo zamiast tych kółek rodzic trzyma rowerek z tyłu na specjalnej rączce. Czasem trochę oszukując dziecko puszcza ten drążek i sprawdza czy już jest szansa, że samo sobie poradzi. Dopiero potem pozwala dziecku jeździć samemu, ale najczęściej jeszcze biegnie obok i asekuruje. Na drugim biegunie są zwolennicy teorii "głębokiej wody". Zabierają dziecko do parku, na miękkie podłoże (oby :)) i tam dziecko trenuje jazdę do skutku. Pytanie które podejście jest zdrowsze? Które skuteczniejsze? I jak to się ma do pracy z dorosłymi? 
  • Obrazek użytkownika Małgorzata Rosalska
    Pojecie sfera komfortu nie jest nowe, ma długą tradycję. I nie jest to tylko nawiązanie do koncepcji Wygotskiego. Od wielu lat pracuję według założeń koncepcji pedagogiki przeżyć Kurta Hahna. W tym zakresie współpracuję z partnerami z Niemiec. W Polsce nie jest to propozycja powszechnie znana, ale ma bardzo duże walory metodyczne. Założeniem jest właśnie stwarzanie sytuacji i ofert edukacyjnych, które w różnych obszarach motywują do wyjścia ze sfery komfortu i podjęcia ryzyka uczenia się. Są to zadania różnego typu. Hahn założył, że wyjście poza sferę komfortu, czyli podjęcie zadań nowych, nietypowych i niecodziennych jest jednoznaczne z koniecznością uczenia się. Oczywiście zadania muszą być dopasowane do możliwości jednostek, ponieważ tuż za sferą uczenia się jest sfera paniki, w której osoby nie są w stanie podejmować żadnych działań. To jest zawsze piękne doświadczenie, kiedy widzę jak studenci wykonują zadania, co do których przed chwilą byli przekonani, że nie da się ich wykonać, albo że oni nie dadzą rady tego zrobić. 
    Takie doświadczenia też są dla nich ważne - zdecydowanie poszerza im się sfera komfortu, a określenie co dadzą radę zrobić a czego już nie, zaczyna być bardzo dyskusyjne. 
  • Obrazek użytkownika Tomasz Szustakiewicz
    Kiedy czytałem ten artykuł, bardzo mocno Strefa Komfortu przywodziła mi na myśl Strefę Najbliższego Rozwoju Lwa Wygotskiego. Co prawda Wygotski mówił o Strefie Najbliższego Rozwoju w kontekście rozwoju i uczenia się dzieci ale mocne skojarzenie pozostaje. Dorośli to takie duże dzieci :). Sfera Najbliższego Rozwoju to to, co jest w obszarze rozwoju dziecka. Musi ono tylko wyciągnąć po to rękę. Najłatwiej mu tą rękę wyciągnąć przy odpowiednim wsparciu. W miarę pozyskiwania nowych umiejętność Sfera Najbliższego Rozwoju się poszerza. Sfera Komfortu to chyba jej taka starsza siostra. Dla dorosłych.
    Pozdrawiam,
    Tomek
  • Obrazek użytkownika Monika Gromadzka
    Na mnie koncept strefy komfortu źle działa :) Delikatnie mówiąc. Sformułowanie jest totalnie nadużywane. Bardzo nieostre i często, dla rożnych osób prowadzących działalność w szeroko rozumianym obszarze wsparcia rozwoju, staje się swoistym wytrychem: nie wyszło Ci? Oj, oj! Pewnie niedostatecznie wyszedłeś ze swojej strefy komfortu... Do tego wszystkiego strefa komfortu traktowana jest jako miejsce straszne, nierozwojowe, dla leniwców wielkich. Budowanie (sensowne) poczucia bezpieczeństwa, chęć odpuszczenia, "pobycie sobie" bez nadmiernego nacisku też jest bardzo ważne dla naszego zdrowia psychicznego. Cieszę się więc, że twój tekst jest bardzo wyważony i nie demonizujesz strefy komfortu.
    Rafale,mam prośbę, możesz podrzucić jakąś ciekawą bibliografię w temacie? Chętnie bym zerknęła.
    Moniko, wiewiór jest świetny!
    Pozdrawiam,
    Monika

  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Dokładnie !! podpisuję się całym sercem pod tym komentarzem! :) Dodałabym tylko, że jak słyszę od kolejnego celebryty-celebrytki, że aby osiągnąć swój cel czy sukces, to trzeba wyjść poza strefę komfortu, to przypominają mi się słowa mojej Mistrzyni Naukowej - "No tak - odkrył Amerykę w konserwie" . Może zatem więcej działań w myśl tej idei a mniej hasał wytrychów :) 
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Dziękuję Panie Rafale za kolejny, niezwykle interesujący tekst. Przyznam się szczerze, że w ostatnim czasie mam już swoisty przesyt sformułowania "wychodzenie poza strefę komfortu". Po raz pierwszy usłyszałam to dobrych kilka lat temu  na słynnym wykładzie Jacka Walkiewicza (Pełna moc możliwości) i wtedy najbardziej ujęło mnie odniesienie do odwagi - "puk, puk - strach puka do drzwi, otwiera mu odwaga, a tam nikogo nie ma". Wtedy też pomyślałam, że tego wychodzenia ze strefy komfortu, powinniśmy w naturalny sposób uczyć się już od najmłodszych lat. Powinniśmy od najmłodszych lat uczyć dzieci  jak oswajać lęk przed nowym i nieznanym oraz tego, że lęk jest naturalny w konfrontacji z obcością  czy zmianą. To fantastyczny i bardzo rozwojowy temat. Myślę, że wsparciem tego oswajania od najmłodszych lat może być fantastyczna książeczka "Wiewiór Wystraszny" Melanii Wat (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/89464/wiewior-wystraszny). Pozdrawiam serdecznie, Monika