chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Sielanka

04/02/2019
by Dorota Szczepan...
Język: PL

/pl/file/sielankajpgsielanka.jpg

Na obrazie Henryka Siemiradzkiego z XIX w. widzimy idyllę: spokój, harmonia i piękno (o ile ktoś lubi taką estetykę, oczywiście). Kupidynki, nimfy, drzewa niosące cień i świątynie, te sprawy… A tytuł? O…to trochę zmienia postać rzeczy: Sąd Parysa. Dla niezorientowanych w mitologii klasycznej wyjaśniam, o co chodzi. Było to tak. Na wesele boginki morskiej, Tetydy, i tesalskiego księcia Peleusa zaproszono wszystkich bogów prócz Eris.  Ta jednak przyszła niezaproszona i zemściła się okrutnie: rzuciła na stół złote jabłko mówiąc, że jest ono dla najpiękniejszej. Wykluczeni mają swoje sposoby na zaistnienie, pamiętajcie! Pretendujące do tego miana Hera, Atena i Afrodyta zaczęły się kłócić, ku uciesze uczestników wesela i zgryzocie Zeusa. Ten nakazał, aby młody pasterz Parys, zresztą porzucony syn władców Troi, rozsądził panie. A one, chyba nie do końca pewne wygranej, jęły go przekupywać. Wygrała Afrodyta, obietnicą ręki pięknej Heleny ze Sparty. Jednak obiecała, coś, co do niej nie należało - Parys musiał obiecaną księżniczkę sam sobie zdobyć, a zdążył już do myśli o jej posiadaniu bardzo się przywiązać. Doprowadziło to do  wyniszczającej wojny Troi ze Spartą. Tak oto sielanka kryje zalążek dramatu. Po co ja to piszę???? No cóż, jak zauważył Jung, w mitologii greckiej jest prawie wszystko o nas, współczesnych.

Było tak dobrze. Niech nie skończy się jak zwykle…

Mam wrażenie, że uczestniczę w takim spektaklu bardzo często. W firmach, w grupach szkoleniowych,  w naszym społeczeństwie.

Opowiem o tym na przykładzie. W szkole trenerów TROP tzw. trening interpersonalny jest czwartym zjazdem. Przez trzy pierwsze zjazdy uczestnicy uczą się nie tylko elementów sztuki trenerskiej, ale przede wszystkim wiele dowiadują się o sobie. Zaczynają się słuchać, akceptować, otwierać przed sobą. Grupa się integruje, powstaje poczucie wspólnoty. Dla niektórych jest to wielka  zmiana w stosunku do ich dotychczasowego doświadczenia. Wiele ich kosztuje, aby ją zaakceptować. Jak teraz wrócić do takich spotkań, w jakich często biorą udział poza szkołą – nerwowych, zagadywanych, pustych lub pełnych rywalizacji. A tu – panuje równość. Uważność.  Tolerancja. Niektórzy zaczynają sądzić, że właśnie tak wygląda raj.  Niektórzy jednak  nie dowierzają temu klimatowi. Inni jeszcze czują, że nie są z innymi dość blisko, dość partnersko, bo potrzebują więcej czasu lub więcej atencji. Jednak nie wiedzą jak pozyskać uwagę i zrozumienie. Z kolei dla innych to, co się dzieje, to za dużo intensywnej obecności. Zaczynają być zmęczeni. I bardzo często właśnie na treningu interpersonalnym okazuje się, że prawdziwą harmonię trzeba dopiero zbudować. Ktoś czuje się wykluczony, a ktoś inny nie jest pewien swoich walorów w oczach kolegów, więc ich „sprawdza”, prowokuje. Pojawia się rywalizacja i tworzą koalicje. Ktoś chce konfrontacji, a inni chcą utrzymania status quo.

Bardzo trudno osiągnąć prawdziwą integrację bez uważnej, świadomej pracy z konfliktem, ze zróżnicowaniem, z niezaspokojonymi potrzebami. To nie znaczy, że mamy obowiązek zaspakajania wszystkich potrzeb. Skąd – wręcz przeciwnie, chodzi o oddzielenie tych potrzeb, które są naprawdę kluczowe i ważne też dla grupy od tych, które wynikają z niezbyt adekwatnych nawyków emocjonalnych.  

Głęboka integracja zakłada, że nie boimy się tych wszystkich namiętności, z którymi wchodzimy w każdą grupę, zespół i które grupa ta wyzwala. Faza kryzysu jest szansą na pozbycie się tego dręczącego pytania: czy to się dzieje naprawdę, czy mogę im ufać. Jak w porzekadle o zjedzeniu z kimś beczki soli.  Jeśli przejdziemy ją  konstruktywnie, możemy sobie ufać i wiemy, gdzie jest granica tego zaufania.

  

Co jest ważne czyli normy i wartości

Na chwilę jeszcze wrócę do Parysa.  Sprawa skończyła się tragicznie, bo źle wybrał, pastuch jeden. Nie powiedziałam uprzednio, że Atena ofiarowywała mu w ramach przekupnego prezentu mądrość, a Hera władzę i siłę. Może gdyby wybrał dar Ateny, to wiedziałby, jak pogodzić kłótliwe boginie, a nie dolewać oliwy do ognia i nie sprowadzać przez to nieszczęścia na cały starożytny świat. Na tym polega rola trenera, facylitatora, lidera w tej fazie rozwoju społeczności. Pomóc bezpiecznie przejść wszystkim przez to wzburzone morze, nie zaprzeczając problemom, ani ich nie rozdmuchując.  W tej fazie rozwoju społeczności zwanej fazą różnicowania i konfliktu, kluczowe jest kształtowanie się wartości, nazywanie tego, co ważne. Chcemy doprowadzić do tego, aby równie ważna była perspektywa MY co perspektywa JA. Zatem konflikt i jego konstruktywne rozwiazywanie wspólnymi siłami to laboratorium dojrzewania do partycypacji, współodpowiedzialności, równowagi.

Tego właśnie bardzo brak często w zespołach. Ich członkowie zamiatają konflikty pod dywan w obawie przed wojna trojańską. Albo je rozdmuchują, eskalując do nieprzytomnych rozmiarów. Nauczmy się obcować z konfliktem. Nie bójmy się go. Nie silmy się na  bycie dobrodziejem. Nie popadajmy w też obojętność. Po prostu zaakceptujmy, że konflikt jest i trzeba się nim zająć. Jak? Poprzez dialog. Poprzez spowolnienie. Poprzez docenienie. Poprzez nazwanie wartości. Ale jeśli jesteśmy trenerami, liderami czy doradcami, nigdy, pod żadnym pozorem nie wchodźmy w rolę arbitra, i to przekupnego.

P.S. Piszę to z bólem, lecz myślę, że takiej przytomnej i pragmatycznej umiejętności bardzo brak w naszym kraju, więc bujamy się od euforii do upadku.

Zobacz także:

Superwizja uczestnicząca: nadzór czy wsparcie rozwoju?

Jak korzystać z superwizji?

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 1 z 1
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Wspaniały tekst i bardzo trudny temat. Niestety  z moich obserwacji i doświadczeń również wynika, że dorośli w sytuacjach konfliktowych nie radzą sobie. Myślę, że to jak rozwinie się "konflikt" i czy grupa przejdzie konstruktywnie przez kryzys, przede wszystkim zależy od prowadzącego i jego kompetencji. Sama pamiętam kilka takich sytuacji i to zarówno ze strony osoby prowadzącej jak i uczestniczącej, i z perspektywy czasu widzę jak wielką "szansą" dla rozwoju relacji w grupie może być konflikt lub kryzys, pod warunkiem, że nie uciekamy przed konfrontacją, a tego trzeba się uczyć już w piaskownicy.