European Commission logo
Utwórz konto
Blog
Blog

Jak zaciekawić ucznia, gdy masz tylko 3 sekundy

O tym, że ciekawość jest pierwszym krokiem do zdrowych stawów w palcu wskazującym… I nie tylko.

45% z tych, którzy „wytrzymają” 3 sekundy z tym, co masz do powiedzenia, poświęci ci co najmniej 30 sekund. To dane dotyczące zaangażowania widzów na kanale YouTube sprzed kilku lat. To specyficzne środowisko medialne i nie chcę naciągać zbyt krótkiej edukacyjnej kołdry również na tę platformę, jednak jest to jakiś wyznacznik naszych czasów. 

Niedawno, podczas jednego z webinariów, uczestniczka zapytała czy jako nauczyciel wkrótce będzie musiała skracać swoje lekcje do kilkusekundowych pigułek rodem z TikToka? Moda na skracanie, kondensowanie, atomizację trwa przecież od lat. 90-minutowe wykłady są dziś jedynie traumatycznym wspomnieniem z czasów studiów. 18 minut, jakie proponuje nam od lat TED wydaj się rozsądnie wyważoną wartością, ale nawet tutaj zdania są mocno podzielone. Żadna skrajność nie jest dobra, również w interpretacji trendów, ale prawda jest taka, że walczymy o te pierwsze sekundy uwagi również my, edukatorzy. Na sali wykładowej, podczas prowadzenia webinaru, w trakcie wystąpienia na TED czy pisząc artykuł na EPALE. Jeśli nie damy się zauważyć prawie od razu, jest duża szansa, że ktoś nas po prostu wyłączy, przewijając palcem po ekranie, i zapomni. Możemy się łudzić tym, że poważni ludzie poważnie podchodzący do poważnych tematów mają większe pokłady cierpliwości, niż „niepoważni” widzowie YouTube czy TikTok. Sęk w tym, że rzadko kiedy sami wybieramy sobie uczniów. 

Nie ma czasu na koncentrację

W warunkach tradycyjnego nauczania student potrzebuje trochę więcej czasu, aby zorientować się w sytuacji. Czy ten wykład się przyda? Czy to będzie na egzaminie? Jednak kończy się podobnie. Zazwyczaj po minucie część grupy  mniej lub bardziej dyskretnie sięga po telefony. Znajomy profesor powiedział mi ostatnio, że przestał zwracać na to uwagę, ponieważ już woli, aby mieli te telefony na blacie, a nie trzymali w ukryciu przez godzinę czy dłużej. Można sobie szyję nadwyrężyć taką podzielnością uwagi.

Trudno tak naprawdę wierzyć, że nawet jeśli procedurami lub konwenansami zmusimy kogoś do patrzenia na nas przez godzinę, to będzie on tak samo skoncentrowany od początku do końca. Neuronauka od lat licytuje się sama ze sobą coraz krótszymi czasami koncentracji na jakie nas, homo sapiens, stać. Wiemy doskonale, również jako uczniowie, że oczekuje się od nas niemożliwego. Standardowy dzień pracy wynosi 8 godzin. Są zawody, w których liczy się go bardzo precyzyjnie (np. niektóre profesje związane z obsługą klienta czy programowaniem). Jednocześnie badania pokazują, że efektywnie pracujemy niespełna 3 godziny. My po prostu wiemy, że 8 godzin to bujda. Wiemy, że 45 minut webinaru to za dużo, a 5 minut na przedstawienie swojego pomysłu przed inwestorami to cała wieczność. Zakładamy, że nie uda nam się skoncentrować na tak “długo” siebie i innych, i przez to czasem z góry odpuszczamy wyzwanie. 

Ja sam widzę po statystykach kursów i szkoleń, które nadzoruję, że jeśli materiał nie zadziała na odbiorcę w ciągu kilku pierwszych sekund, to przepada z kretesem. Czasem wręcz żal patrzeć, jak owoce dużego wysiłku nie znajdują należnych im odbiorców. Mam tutaj na myśli naprawdę dobrze przygotowane lekcje, którym metodycznie, merytorycznie i technicznie trudno cokolwiek zarzucić. A jednak kilka sekund zwłoki i stają się ofiarami przewijania lub pomijania. A to wszystko w dużej mierze dlatego, że uczeń poddał się po kilku sekundach, zakładając, że nie koncentruje się na kilka minut. W edukacji z wykorzystaniem wideo (np. w popularnych MOOCs) kończy się to zazwyczaj przewijaniem treści gdzieś pod samą końcówkę, aby trafić na podsumowanie danej prelekcji i ewentualnie zorientować się na ile jest ona ważna dla całościowego wyniku późniejszego egzaminu. W edukacji na kanałach społecznościowych oznacza to po prostu pominięcie treści i przejście do kolejnego materiału, zazwyczaj już innego autora. Możemy traktować kanały takie jak YouTube z przymrużeniem oka lub wręcz żachać się, że to nie jest prawdziwa edukacja. OK, możemy. Obawiam się jednak, że to mediów społecznościowych nie powstrzyma. 

Pewien nauczyciel matematyki z Tajwanu zasłynął tym, że publikował swoje lekcje algebry w serwisie z filmami dla dorosłych. Stwierdził, że to właśnie tam ma największe szanse na dotarcie do dużej liczby potencjalnie zainteresowanych matematyką. Fani kinematografii ślizganej docenili ten gest i konwertując ze strony dla dorosłych na platformę edukacyjną w kursem online naszego bohatera, uczynili go bogatszym o $250 000. Siły rządzące edukacją są dziś naprawdę dziwnie rozlokowane.

Jak wykorzystać swoje 3 sekundy?

Jednym z kluczowych parametrów sukcesu jest umiejętność wzbudzenia ciekawości. To właśnie ciekawość, działająca trochę jak narkotyk, nie pozwala nam przewinąć dalej. “Nie mam specjalnych talentów. Jestem po prostu szalenie ciekawy” - powiedział kiedyś o sobie Einstein. W naszym przypadku jednak nie mamy czasu na pielęgnowanie ciekawości niczym drzewka bonsai. Wszak mamy tylko kilka sekund. 

Co więc warto wiedzieć o ciekawości? Naukowcy odkryli, że podatność na zaciekawienie przypomina trochę odwróconą literę U (gdybyśmy chcieli to wyrazić w formie wykresu). Jesteśmy więc najbardziej ciekawi, gdy wiemy już trochę na dany temat, ale nie za dużo. Nasza wiedza pozwala nam się “zahaczyć” o temat, ale nasze braki sprawiają, że nie jesteśmy pewni odpowiedzi. I to nas nurtuje na tyle skutecznie, że nie możemy przejść obok tego obojętnie. Pasuje to nieco do teorii luki informacyjnej, jaką George Loewenstein, profesor ekonomii behawioralnej z Carnegie Mellon University opisał na początku lat 90-tych: ciekawość pojawia się wtedy, gdy czujemy, że nasza wiedza jest niepełna. Dobry nauczyciel potrafi to wykorzystać. Nudną, choć na pewno wartościową literaturę pozytywizmu da się uratować w oczach nastolatków od początku zadając odpowiednie pytania czy stosując paralele do ich życia i problemów. 

Ciekawość pierwszym krokiem do...

I tutaj wracamy do leadu tego artykułu, który to lead może właśnie wzbudził Waszą... ciekawość. To właśnie ona, ciekawość, pozwala nam się zatrzymać i przerwać proces, który nazywa się doomscrolling. To nic innego jak niczym niepowstrzymywalne, wręcz kompulsywne, przewijanie treści, które nadwyręża palec wskazujący. Znamy te obrazki doskonale, choćby z konsumpcji mediów społecznościowych - życie jest takie krótkie, a wall na facebooku taki długi. 

Doomscrolling jest zabójcą edukacji. Ale jeśli widzisz swoje dziecko bezmyślnie gapiące się w smartfon i przesuwające palcem od dołu do góry, to bez obaw. Nic nie dzieje się bezmyślnie. Jego mózg, wbrew pozorom, działa na całkiem wysokich obrotach. Działa i potrzebuje stymulacji. Szczególnie w takich sytuacjach, gdy mamy wolne oczy i choć jedną rękę: w autobusie, poczekalni u dentysty, podczas obiadu z dziadkami. Nie bez powodu obecne przepisy kodeksu drogowego zabraniają przechodzić przez jezdnię i jednocześnie korzystać z telefonu. Skoro nie możemy nawet iść przed siebie i nie zrobić sobie krzywdy, to jak mamy skupić się na nauce. Jeśli ciekawość może przerwać ten proces, to bardzo dobrze, ponieważ w dłuższej perspektywie doomscrolling jest zły.

Naukowcy z University of London stwierdzili, że takie działania mogą się skończyć poczuciem przytłoczenia przez strumień informacji, który wydaje się wymykać spod kontroli. Chociaż przewijanie treści wydawać się sposobem na uzyskanie informacji, może też po prostu “karmić” reakcję mózgu na stres, bombardując go treściami (często negatywnymi), skłaniając go do uwalniania kortyzolu i utrzymując w stałym napięciu. Warto przy tym pamiętać, że nasz “czas ekranowy” w dobie zdalnej pracy i nauki uległ drastycznemu wydłużeniu, przez co tym bardziej jesteśmy podatni na uzależnienie od przewijania.

Jest jedno ważne “ale”. Przecież doomscrolling jest reakcją na zaciekawienie właśnie! Czym więcej ciekawych postów w internecie, tym więcej przewijania! Otóż właśnie nie. To od nas, edukatorów zależy, czy zaciekawienie będzie poprowadzone w taki sposób, że odbiorca z nami zostanie na dłużej. W końcu, jeśli go zaciekawimy, to przestanie nam uciekać. A to, że mamy na to jedynie kilka sekund, to już zupełnie inna historia.

Z racji tego, że specjalizuję się w wideo, to pozwolę sobie zakończyć właśnie takim akcentem.

Zobaczcie:

Czy pierwsze 3 sekundy nie sprawiły, że chcieliście oglądać dalej, mimo, że to zwykła reklama odświeżacza powietrza?

Osobom chcącym pogłębić temat ciekawości w procesie uczenia i nauczania polecam rozprawę doktorską Moniki Michalak (UAM) - bardzo ciekawie opracowany temat w kontekście nauki języków obcych.

Poczytajcie więcej (tutaj znajdziecie też źródła tez i danych z mojego artykułu):


Piotr Maczuga – pisze, nagrywa, szkoli i występuje publicznie, przybliżając temat nowych technologii w edukacji dorosłych. Na co dzień kieruje Digital Space – studiem produkcji multimedialnych treści edukacyjnych oraz cyfrowych eventów. Współzałożyciel Fundacji Digital Creators. Ambasador EPALE.


Jesteś trenerem, szkoleniowcem? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod prowadzenia szkoleń, narzędzi trenerskich i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na temat technik prowadzenia szkoleń, narzędzi szkoleniowych i pracy trenera dostępne na polskim EPALE!

Zobacz także:

Słabości i zagrożenia płynące z uczenia za pomocą technologii

40-letni giggers w świecie edukacji

Edukator na wolnym rynku – wskazówki dla początkujących

Monopole czyli o ochronie pracy naszego intelektu trochę inaczej

Andragogu, Dydaktyku, Edukatorze! Czy jesteście jeszcze potrzebni?

Jak szybko zweryfikować eksperta, który postanowił być trenerem

 

Login (5)

Komentarz

Kiedy bawiłem się w prowadzenie kanału Teraz wiesz zauważyłem, że nie znosiłem oglądania statystyk oglądania materiałów. Świadomość, że większość z moich odbiorców oglądała 2 minuty z 18 minutowego materiału była przygnębiająca. Na szczęście rynek szkoleniowy się podniósł i przestałem mieć na to czas ;-)

Login (0)

Tak, to jest zaskoczenie dla ludzi nie znających tematu. Możesz się pochwalić jakąś liczbą widzów (W zasadzie każda jest dobra), ale jak sobie uświadomisz, że po dwóch minutach odlatują. Ja mam czasem taki problem na warsztatach robienia kursów self-paced, gdy na początku świadamiam autorom, że kursy typu MOOC kończy przeciętnie 5% zapisanych (w zależnosci od badań od 3 do kilkunastu procent, ale to raczej optymistyczne założenie). Mówię to od razu na początku, żeby ktoś się nie zdziwił. Obecnie konsumpcja treści, również edukacyjnych, jest mocno powierzowana i to raczej kwestia paradygmatu, niż narzekania na dzisiejsze czasy. Ludzie szybko się nasycają, a niekoniecznie chcą konsumować od A do Z.

Login (0)

Całą sobą chciałabym krzyknąć: nieeee! To nie może być prawda, nie jesteśmy aż tak powierzchowni i mało uważni. Ale sama tak robię, przewijam dłuższe teksty i idę do następnej informacji. Zauważam jednak, że dzieje się tak tylko w necie, gazety papierowe czytam od deski do deski (no prawie :) Na pewno mogę się na nich bardziej skupić, może to kwestia wieku, wychowania na papierowych gazetach i książkach.   

A w ogóle Piotrze bardzo ciekawy tekst, przeczytałam do końca z niesłabnącym zainteresowaniem :) 

Login (1)

Świetny tekst. Gratuluję. Mam bardzo mieszane uczucia dotyczące dostosowywania się do zmieniających się standardów uczącego się (albo raczej odbiorcy nauczania). Pewnie to kwestia głębszego namysłu, a może wzbranianie się przed akceptacją takiego stanu rzeczy. Przytaczane skutki przewijania odczułam osobiście. Z ciekawością śledziłam wyniki na YT. To było ciekawe doświadczenie. Jeśli jednak na 100 potencjalnych przewijających 10% zobaczy całość, a 5 wykorzysta treści w swoim życiu, to nie będę się smucić.

Login (1)

3 sekundy wystarczą, aby wygrać mecz w koszykówkę, w 3 sekundy można przebiec 350 metrów, w 3 sekundy można nalać herbatę do kubka albo zrobić znakomite zdjęcie. Jeżeli sobie uświadomimy ile można, w tym czasie zrobić to się okaże nie jest to tak mało, jak pierwsze nam się wydawało. Czasem jest też tak, że chcielibyśmy cofnąć czas i odzyskać te 3 sekundy, które zmieniły nasze życie. Dziękuję Piotrze za ten tekst i za lekcję do odrobienia. Po jego przeczytania mam o wiele większą świadomość w jaki sposób należy zaczynać prezentację. Będę też baczniej obserwował zachowania innych mówców. 

Login (1)

Bardzo ciekawy tekst. Myślę, że być może przez pierwsze 3 sekundy trzeba zaciekawić, ale przez następne kilka minut trzeba przekonać odbiorcę, że warto skoncentrować swoją uwagę - a w dzisiejszych czasach uwaga to droga waluta. Właściwie to musisz sprzedać koncepcję, że warto pójść za tobą, że to będzie korzystne. Musisz, jak w Incepcji, zasiać przekonanie, że warto cię słuchać. Musisz namówić uczestnika do decyzji, że zostaje z tobą zamiast wrócić do przewijania fejsa.

Powinniśmy więc na zajęciach pytać adeptów edukacji: "W którym momencie zrobiłeś coś, żeby przekonać odbiorcę, że warto?", "Co zrobiłeś, żeby to zrobić?".

Mam szczęście bywać na wykładach i zajęciach, na których nawet nie przychodzi mi do głowy, żeby sięgnąć po smartfona. Po twoim artykule będę się uważnie przyglądał co robią prowadzący.

Login (0)

Ciekawość rzeczywiście motywuje do nauki. Jednak jest też tak, że ogrom treści może nas mocno przytłoczyć. Zwłaszcza podczas uczenia się w sieci. Czytając cokolwiek dostajemy w każdym miejscu linki do kolejnych treści (artykułów, video, podcastów), musimy samodzielnie decydować co jest dla nas wartościowe. Dodatkowo w tym procesie cały czas trzeba się przełączać "językowo". Część treści jest po angielsku, część po polsku a czasu na wszystko za mało :)

Login (0)

Piotrze, dzięki za ten ciekawy tekst o ciekawości. Uspokoiłeś mnie trochę w kontekście dzieci, smartfonów i aktywnych palców u nich. Wielokrotnie właśnie ciekawy początek sprawił, że zagłębiłam się w pewne tematy, a nawet słuchałam dłużej niż planowałam. Tak też było z twoim tekstem - przewinęłam, a nawet przeczytałam do samego końca. :-) 

Login (0)

Bardzo inspirujący tekst. Tym bardziej, że sama prowadzę "traumatyzujące wykłady" ;) Czasem jednak jest tak, że te 90 minut nie wystarcza. Zajęcia to nie tylko przekazywanie informacji, ale też facylitowanie procesu konstruowania wiedzy przez studentów. I ten proces interesuje mnie najbardziej. Inspiracje są ważne, ale dla mnie istotnym wyzwaniem jest to, jak budować kotwice, które umożliwią zatrzymanie wiedzy i wbudowanie jej w system poglądów, opinii, zasobów. Dziękuję za podanie źródeł. Twój tekst zdecydowanie zmotywował mnie do dokładniejszego rozpoznania tematu :)

Login (0)

Wiadomo, że łatwiej powiedzieć, niż osiągnąć. Do niedawna można było stwierdzić: nie mój problem. Jeśli nie chcą słuchać, to się nie nauczą. Jednak to trochę tak, jak z okładką książki. Niby nie jest najważniejsza, jednak w szpalerze pozycji w księgarni często ręka sama sięga po takie, a nie inne wydanie. Wystarczy nawet nie cała okładka, a grzbiet. Jasne, że to nie świadczy o treści, ale wiele treściwych pozycji nigdy nie dotrze tam, gdzie by mogło właśnie przez brak tego czegoś na początku. A utrzymać ciekawość przez cały wykład - to już sztuka wielka, której tutaj nie śmiałem poruszać.

Login (0)

Dziękuję za ten wpis. Od jakiegoś już czasu zastanawiam się, jaki czas jest optymalny na przekazanie wiedzy? Studenci wytrzymują 90 minut, a wykładowca musi się nastarać, by rzeczywiście poczuli, iż mają moc, po którą przyszli. Tak, ciekawość jest doskonałym komponentem nauki. Bez niej nie ma efektów, a proces znużenia następuje o wiele szybciej. Materiał powinien być opracowany w punkt, prowadzący autentyczny, a widownia "przytomna" i chłonna wiedzy :) Sprawdziłam-działa :)

Login (1)

Myślę, Marto, że dynamika koncentracji podczas uczenia się bardziej złożona niż nam się wydaje. Właśnie dlatego kluczowym wydaje mi się po przeczytaniu artykułu Piotra tak mocne zaciekawienie na początku, żeby uczestnik szkolenia chciał wracać do szkolenia i ponownie się koncentrować. Walczymy chyba o to, żeby uczestnik podjął swoją własną decyzję o wysiłku i ponownym, wielokrotnym skupianiu się na uczeniu się. Wiadomo, że nie będzie non-stop skoncentrowany przez wiele godzin, ale to my, edukatorzy, właśnie powinniśmy nauczyć się pracować z tą skomplikowaną dynamiką. Mało tego, jeśli uczymy umiejętności, to musimy spowodować, żeby osoba ucząca się nie poddawała się po pierwszej porażce.

Po napisaniu tych słów dochodzę do wniosku, że nasza profesja jest nie tylko fajna, ale również bardzo trudna. I to nas do niej ciągnie?  

Login (0)

Users have already commented on this article

Chcesz zamieścić komentarz? Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Inna wersja językowa?

Ten dokument jest również dostępny w innych wersjach językowych. Wybierz z listy.
Switch Language

Want to write a blog post ?

Don't hesitate to do so! Click the link below and start posting a new article!

Najnowsze dyskusje

Dyskusja EPALE na temat społeczności uczących się na obszarach wiejskich

Nie przegap kolejnej dyskusji EPALE w środę, 8 czerwca!

Więcej

Dyskusja online na temat kultury w czasach kryzysu

W czwartek 28 kwietnia 2022 r., między godz. 10.00 a 16.00, na EPALE odbędzie się transmitowana na żywo dyskusja online na temat kultury w czasach kryzysu.

Więcej