chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE - Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

Blog

Andragogu, Dydaktyku, Edukatorze! Czy jesteście jeszcze potrzebni?

28/09/2020
przez Piotr Maczuga
Język: PL

ok. 6 minut czytania - polub, linkuj, komentuj!


Tytułowe pytanie zadaję całkiem serio. Nie tylko ja zresztą. Zdaje się pytać o to każdy, kto podważa naszą pracę i to, co macie do zaoferowania. Zastanawiam się więc całkiem na serio czy w edukacji jest jeszcze dla nas miejsce i nie interesują mnie górnolotne odpowiedzi, że jakość, że misja, że...

    

My, Komplikatorzy!

Co jest ze światem nie tak:

  1. Karol, z jakiegoś powodu, gdy zepsuje mu się samochód to, oddaje go do mechanika. Wcześniej analizuje to, co ma mu do powiedzenia specjalna diagnostyczna jednostka komputerowa, przez co wie w zasadzie, co dolega maszynie. Kupił skaner diagnostyczny na Allegro, podpina gdzie trzeba i lista usterek, długa jak lista wiceministrów w obecnym rządzie, wyświetla mu się na ciekłokrystalicznym ekranie. Karol wzdycha, sprawdza w Google i oddaje pokornie auto do mechanika.
  2. Basia kupiła nową kuchenkę gazową. Basia ma własnego harleya, zna się na mechanice i pewnie naprawiłaby samochód Karola, gdyby się znali. Dzwoni jednak do swojej spółdzielni i umawia się z panem Wojtkiem, który wpadnie następnego dnia po południu, podłączy jeden wąż do drugiego za pomocą specjalnej szybkozłączki i jako instalator wstawi pieczątkę w karcie gwarancyjnej kuchenki Basi.
  3. Dla pana Wojtka to dzień jak co dzień, ale w weekend odpocznie od szybkozłączek i pieczątek, ponieważ obiecał żonie i córce, że skoczą za miasto na rowery. Przy okazji trafią na podmiejski piknik, gdzie obejrzą z zaciekawieniem pokaz sokolnika. Córka pana Wojtka pogłaska nawet żywą sowę, a on sam zada parę pytań sokolnikowi. Całą rodziną stwierdzą później, że było super i facet naprawdę ma rękę do ptaków.

Jednocześnie Karol, Basia i Wojtek:

  1. Ponarzekają na nauczyciela swoich dzieci, że źle uczy, za dużo zadaje, nie radzi sobie z klasą, nie ma autorytetu, nie odpowiada na maile.
  2. Wspomną czas studiów jako częściowo zmarnowany, z którego niewiele da się wyciągnąć i zastosować obecnie w życiu.
  3. Skrytykują ostatni tydzień szkoleń zawodowych na które oddelegował ich pracodawca, jako stratę czasu.

Jak to jest, że w pewnych dziedzinach ufamy zawodowcom i nawet jeśli powątpiewamy w ich kompetencje, to jednak decydujemy się na ich usługi, a w innych - stawiam tutaj na celowniku właśnie edukację - jesteśmy skłonni do niekończących się dywagacji i podważania autorytetu eksperta? Czy mając remont generalny w łazience zdecydowalibyście się samodzielnie kłaść płytki? Ja wiem, jak się to robi, ale zwyczajnie na świecie bałbym się, że efekt mojej pracy będzie nieestetyczny i nietrwały, a do tego nieefektywny kosztowo. Dlaczego więc osoba myśląca podobnie, jak ja (i jak pewnie większość z Was), boi się bardziej o gres w toalecie czy pasek rozrządu w samochodzie, niż o edukację własną i swoich bliskich?

Dzieje się tak z różnych powodów, ale jednym z nich jest skomplikowana rzeczywistość. Czy raczej: skomplikowany obraz rzeczywistości, który często budujemy, ponieważ rozwój osobisty czy zawodowy z natury rzeczy nie należą do prostych tematów. A więc: My, Komplikatorzy!

  

  

  

Ułatwiajmy świat!

Tylko, jak to zrobić nie wpadając jednocześnie w pułapkę trywializowania? Mam kilka wskazówek, które stosuję:

  • Praktyka i teoria w jednym, właściwie wyważonym zespole. W wielu dziedzinach cierpimy na przerost teorii nad praktyką. Jest też często odwrotnie - praktycy nie mają podstaw dydaktycznych, więc nie potrafią uczyć, choć każdy sobie zdaje sprawę, że wiele wiedzą i potrafią, to po szkoleniu niewiele z tego zostaje. Ja już dawno temu postawiłem na trenerskie duety, gdzie do zespołu dobieram sobie kogoś, kto mnie uzupełnia. Choć sam produkuję dosyć dużo multimediów, to zazwyczaj szkolę w parze z trenerem, który z kręcenia wideo po prostu żyje. Ja produkuję, a więc obejmuję swoim działaniem szerokie spektrum, ale jednocześnie zatrudniam takich współpracowników, od których się mogę nauczyć, bo w wąskim spektrum na pewno jest ktoś mądrzejszy ode mnie, kto może mnie wesprzeć. To się sprawdza w biznesie, ale też na sali szkoleniowej.
  • Uzmysławianie procesu. Chodzi o to, że nie chcę komplikować, ale też nigdy nie obiecuję, że praktyczne połączenie edukacji i technologii jest proste. Ludzie opierają się na tym, co obserwują. A obserwują operatora z kamerą, któremu wszystko przychodzi łatwo i wszystko wie czy coraz to nowe reklamy oprogramowania, w którym możesz tworzyć samodzielnie to, co do tej pory było zarezerwowane dla profesjonalistów. Uczący się muszą zobaczyć ścieżkę zanim na nią ze mną wejdą. Gwarantuję bezpieczną podróż, ale na pewno nie spacer. Dzięki temu jednak łatwiej zobaczyć cel i niejednokrotnie go dodatkowo zredefiniować. Jeśli kiedykolwiek uczyliście się grać na jakimkolwiek instrumencie, to wiecie, że sprawne przebieranie palcami po klawiszach czy gryfie wymaga wysiłku i rzeczy najprostsze wymagają często nawięcej zachodu. Choć obserwując wirtuozów mamy wrażenie, że wszystko przychodzi im łatwo.
  • Pracuję na konkretnych przypadkach. Na początku to jest bardzo trudne, szczególnie w przypadku szkoleń otwartych, gdzie nie znam dokładnie potrzeb uczącego się. W formie asynchronicznej w ogóle mam marne szanse o dopytanie o szczegóły. Wiem jednak, że każdy, kto korzysta z moich usług chce rozwiązać jakiś swój problem lub grupę problemów. Na przykład: chce nagrać dla swojej firmy szkolenie online z zakresu tzw. onboardingu czyli wdrażania nowych pracowników w procedury firmy. Jeśli chce to zrobić, to oznacza, że obecny proces jest czaso- i kosztochłonny. Myśląc o potrzebie klienta podnoszę się o jeden poziom wyżej i lepiej wszystko widzę. To kolejne ułatwienie dla klienta.

Czy to gwarantuje sukces? Bynajmniej. Różnie się w życiu zawodowym układa i nie każda współpraca wspominana jest jako pasmo sukcesów. Uczę się jednak, że to, co jest na końcu bardzo często wiąże się z renomą, którą z trudem się buduje, a łatwo stracić. Wszelkie drogi na skróty i łatwe decyzje prędzej czy później mają swoje konsekwencje.

  

Rozwiązujmy problemy!

Na koniec jeszcze taka refleksja: opony zmieniam dwa razy do roku w zakładzie wulkanizacyjnym, który znajduje się ponad 20 km od mojego miejsca zamieszkania czy pracy - obiektywnie daleko i jest to marnowanie czasu. Dla większości z nas przykra konieczność. Jednak dekadę temu, gdy mieszkałem zaledwie dwie przecznice od tego zakładu, jego właściciel pokazał mi bezinteresownie swój profesjonalizm. I nie chodzi o to, że zrobił coś dla mnie za darmo czy poza kolejką - nic z tych rzeczy. Od tej pory nawet nie chce mi się angażować tej części mózgu, która mogłaby odpowiadać za podważanie jego kompetencji. Znalazłem mistrza w tej skromnej dziedzinie życia, która dotyka mnie osobiście dwa razy w roku i trzymam się go. Niczym trener w drużynie piłkarskiej - tę pozycję na boisku mam dobrze obsadzoną i to zapewnia mi spokój.

Andragogu, Dydaktyku, Edukatorze! Czy jesteście jeszcze potrzebni? Tak, jesteście i to pewnie bardziej, niż kiedykolwiek. Jeśli jednak czujecie frustrację i zmęczenie, to zła informacja jest taka, że podobne odczucia towarzyszyły już nauczycielom w czasach Platona. Dobra - że można spróbować coś zmienić i dostosować się do tego, co mówi nam świat, rozwiązując problemy tego świata, a nie je mnożąc. A przynajmniej warto spróbować.


Piotr Maczuga - od ponad dekady zajmuje się zagadnieniami wykorzystania nowych technologii w edukacji dorosłych. Tworzy i wdraża w organizacjach rozwiązania oparte o technologie, które łączą w sobie nowoczesny marketing i edukację. Współautor podręczników w zakresie webinariów, webcastów, knowledge pills i innych. Metodyk i autor szkoleń z zakresu wykorzystania multimediów w uczeniu i biznesie. Na co dzień kieruje Digital Knowledge Lab – studiem produkcji multimedialnych treści edukacyjnych w Polsce działającym w ramach ekosystemu Digital Knowledge Village. Jego misją zawodową jest usuwanie barier technologicznych przed wszystkimi, którzy mają ambicje uczyć innych, aby wspomagać tworzenie społeczeństwa świadomie i sprawnie posługującego się otaczającymi nas narzędziami.

                            

Jesteś trenerem, szkoleniowcem?
Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie
wszystkie artykuły na temat pracy trenera dostępne na polskim EPALE

    

Zobacz także:

Jak szybko zweryfikować eksperta, który postanowił być trenerem

Jak uczyć skutecznie za pomocą multimediów

Europa potęgą w branży wirtualnej rzeczywistości?

Co Cię powstrzymuje, "cyfrowy" trenerze?

Twoja multimedialna pracownia na miarę możliwości

 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn Share on email
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 8 z 8
  • Obrazek użytkownika Rafał Żak
    Myślę, że to jest tak, że na płytkach, samochodach, naprawach się nie znamy. Stąd trudniej nam je krytykować. A na uczeniu się znamy się przecież wszyscy ;-) I to nie jest przesada, bo każdy kogoś czegoś nauczył. 
    Z drugiej strony - nie mam tak złych wspomnień i przygód jeśli chodzi o fachowców od remontów, jak z ludźmi rozwoju osobistego ;-) Żadem mechanik, że próbował mi nigdy powiedzieć, że nie trzeba wymieniać klocków, wystarczy wierzyć, że będą działać dobrze. Żaden płytkarz nie kazał mi sobie wizualizować sukcesu. Może zatem też łatwiej o krytyczne zdanie o rozwojowych cudach ;)
  • Obrazek użytkownika Julia Pawicka
    Bardzo spodobał mi się ten artykuł i na pewno będę do niego wracać, gdyż skłania do refleksji. W świetny sposób obrazuje sytuację nauczycieli, których kompetencje są notorycznie podważane. Należy szukać rozwiązań na problemy, a nie je potęgować.    
  • Obrazek użytkownika Monika Schmeichel-Zarzeczna
    Czytając ten artykuł przypomniałam sobie Piotrze Twój tekst pt: Koniec ery profesjonalistów. Myślę, że to co w nim opisałeś odbija się właśnie mocno w edukacji. Ludzie cały czas się uczą, wielu rzeczy sami, często też polegają na intuicji a przez to coraz mniej doceniają wartość profesjonalnego szkolenia czy dobrze przygotowanego kursu.
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Piotrze najpiękniej dziękuję za ten tekst. Nie tylko skłania do refleksji nad naszą rolą i zadaniami ale też nad tym co jest miarą naszego profesjonalizmu? Widzę też ogromny potencjał w tym tekście jako świetnym materiale ćwiczeniowym dla moich studentów i ciekawa bardzo jestem ich refleksji ...o rezultatach oczywiście opowiem.Pozdrawiam serdecznie z wyrazami uznania i wdzięczności za ten tekst. 
  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga
    Bardzo, bardzo dziękuję za te słowa. Wszystkiego dobrego!
  • Obrazek użytkownika Małgorzata Rosalska
    Bardzo inspirujący tekst. Co do narzekania na studia to obserwuję dwa zjawiska. Najpierw studenci narzekają, że studia są bez sensu, że strata czasu, że wykładowcy nie tacy jak trzeba. Po ukończeniu studiów raczej narracja jest odwrotna. Myślę, że uruchamia się heurystyka reprezentatywności. Nikt nie chce się chwalić (szczególnie w kontekście rynku pracy), że skończył beznadziejną szkołę lub uczelnię.
    A co do pytania czy jesteśmy potrzebni - myślę (że mimo wszystko) zawsze będziemy. Warto się tylko zastanowić, w jakich rolach chcemy się ujawniać. Mam wrażenie, że zawsze będą potrzebni facylitatorzy rozwoju.
  • Obrazek użytkownika Marcin Szeląg
    To o czym piszesz jest w jakimś sensie pochodną kryzysu wiedzy eksperckiej. Jak wiemy to plaga współczesności. Ale faktycznie, w każdym razie tak rozumiem Twój wpis, w obszarze edukacji jest on jeszcze bardziej wyraźny, a może nawet frustrujący. Bo podważanie rzetelnej wiedzy powoduje, że sam proces jej poznawania również eroduje.   
  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga
    Tak, dokładnie tak - bardzo celnie to ująłeś. Z jednej strony widzę to jako edukator. Często ludzie nie chcą się rozwijać, bo to wymaga wysiłku, więc jeśli mogą, to nie traktują serio wskazówek metodyka. Na przykład wykłady wideo - wiele osób zasłania się brakiem doświadczenia przed kamerą i prosi o to, aby w ogóle ich nie pokazywać, jedynie slajdy. A skoro nie będą pokazywani, to wolą przeczytać treść z kartki, niż mówić "z głowy". Ja się nigdy nie godzę na takie rozwiązania, bo nie chcę się podpisywać pod czymś zwyczajnie kiepskim, ale wiem też, że często klient przystaje na moje warunki ze strachu, że straci wykonawcę zlecenia (takie czasy nastały), a nie z realnej potrzebny udoskonalenia się, rozwoju i nauczenia czegoś.