chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Edukacja kulturowa, szkoła a sprawa polska

25/04/2019
przez Marta Kosińska
Język: PL

W ubiegłym roku w sześciu krajach Unii Europejskiej (Francji, Grecji, Niemczech, Polsce, na Węgrzech i we Włoszech) zostały przeprowadzone badania na temat podejścia obywateli tych krajów do idei społeczeństwa otwartego[1]. Wyniki tych badań, zwłaszcza dla Polski, okazały się ambiwalentne. Po pierwsze okazało się, że najbardziej zamkniętą grupą we wszystkich sześciu badanych krajach są ludzie młodzi w Polsce. W pytaniach zestawiających wartości społeczeństwa otwartego oraz poprawę jakości ich życia, zdecydowanie wybierają to drugie kosztem społeczeństwa otwartego. Mogą stanowić łatwy łup demagogicznych, populistycznych obietnic wyborczych. 

  

/pl/file/color-32073451920jpg-1color-3207345_1920.jpg

  

Nie tylko w tej grupie badanych uzyskano ciekawe wyniki. Wśród wszystkich respondentów jedynie 5% wybiera zdecydowanie atrybuty społeczeństwa zamkniętego, a największa grupa badanych – 59% – to symetryści, a więc osoby, które wskazywały jako istotne dla nich zarówno na wartości związane ze społeczeństwem otwartym, jak i wartości związane ze społeczeństwem zamkniętym. Osoba taka może na przykład niesprzecznie wyznawać dwa, skrajnie odmienne stanowiska. Przykładowo: (1) że ludzie, którzy niedawno przeprowadzili się do Polski, powinni być traktowani na równi z innymi obywatelami tego kraju oraz mogą swobodnie wyznawać swoją kulturę i religię (tak wskazało ponad 70% badanych) oraz że (2) niechrześcijanie mogą praktykować swoją religię tylko w domu lub we własnych miejscach kultu (ponad 50 % badanych). Dziwne i niepokojące, prawda? Może to oznaczać, że na przykład w sytuacjach wyborczych osoby te będą zachowywać się nieprzewidywalnie lub w dużym stopniu zależnie od rodzajów treści rozpowszechnianych w mediach i wpływających na nastroje społeczne. Dyskursy medialne konsolidujące treści umacniające różnego rodzaju społeczne lęki mogą mieć duży wpływ na „domykanie” społeczeństwa.  

Lęki społeczne i słaba edukacja

Co jest przyczyną zarówno zamkniętości młodych, jak i ambiwalencji postaw osób starszych? Z pewnością jest kilka przyczyn. Po pierwsze, duża ilość lęków społecznych, zjawisk i procesów, które wydają się nam nieprzejrzyste, mechanizmów niejasnych, takich jak: funkcjonowanie globalnych korporacji, współczesne prawa rynku, GMO, konflikty globalne, zanieczyszczenie środowiska i odpowiedzialne za to podmioty, elektrownie jądrowe, jakość powietrza, którym oddychamy i żywności, którą jemy. Dużo tego. Aby zrozumieć powiązanie wzrastającej ilości lęków społecznych, dla których rozprzestrzeniania bardzo wdzięcznym medium jest internet, z oddolnymi ruchami społecznymi opierającymi swoje działania na przesłankach nieracjonalnych z punktu widzenia współczesnej nauki (na przykład ruchami antyszczepionkowymi), warto sięgnąć do świetnej książki wydanej w 2016 roku Czyje lęki, czyja nauka? autorstwa Andrzeja W. Nowaka, Krzysztofa Abriszewskiego i Michała Wróblewskiego[2]. Zasadnicza teza tej książki jest taka, że epoka nowoczesności, która miała przynosić okiełznanie dotychczasowych lęków, wchodzi w moment kryzysu (według kategorii Urlicha Becka - w fazę społeczeństwa ryzyka[3]) i wypracowane przez nią mechanizmy uśmierzania niepokoju przestają dziś działać. Współczesne społeczeństwa są pozbawione mechanizmów minimalizowania poczucia ryzyka i zagrożenia. Nie mamy też wspólnotowych mechanizmów, dzięki którym możemy oswajać nasze lęki, czuć się nieco lepiej i nie tak bardzo samotni. Brak wspólnotowości przyjmuje różne twarze: indywidualizmu, prywatyzmu, charakterystycznego w Polsce ograniczania tego, co społeczne do kręgu najbliższej rodziny, ale także nadmiernego konsumeryzmu…

Drugą przyczyną jest słaba edukacja – zarówno ta publiczna, jak i niedobra kondycja pozaformalnej edukacji kulturowej – tej rozumianej przede wszystkim jako edukacja obywatelska, prospołeczna, antydyskryminacyjna, równościowa, wielokulturowa. Nie oszukujmy się: lekko nie jest. Nie mamy w Polsce świetnie działającego systemu tego rodzaju edukacji i jej transferu do edukacji publicznej. Jest wprost przeciwnie, nauczyciele z publicznych szkół i edukatorzy kulturowi to nie są najbardziej kochające się środowiska. 

Nauczyciele i edukacja kulturowa

Jest to jednak paradoks, bo nauczyciele są bardzo ważni dla edukacji kulturowej. Stanowią jedną z jej najliczebniejszych grup odbiorczych. Szkolimy ich w zakresie edukacji artystycznej, antydyskryminacyjnej, obywatelskiej, historycznej. Czasami współpracujemy z nimi – w instytucjach kultury, w organizacjach pozarządowych. Stajemy razem do konkursów grantowych. Na przykład w programie Bardzo Młoda Kultura chodzi właśnie o współpracę edukatorów kulturowych z nauczycielami.

Te spotkania nie zawsze są łatwe. Kiedy w 2014 roku brałam udział w badaniach stanu edukacji kulturowej w Poznaniu, odkrywałam, jak bardzo nauczyciele oraz instytucja szkoły – zarówno w oczach edukatorów i animatorów kulturowych, pracowników instytucji kultury, a nawet przedstawicieli Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli – byli źle oceniani[4]. Ich rozumienie edukacji kulturowej określane było jako wąskie, ograniczające się do „wyjść z uczniami na wydarzenia kulturalne”, albo jako tak zwane „michałki”, czyli przedmioty mniej ważne w programie nauczania, niewartościowe, nie przekładające się na twarde kompetencje uczniów i w gruncie rzeczy im niepotrzebne (muzyka, plastyka, teatr). Sztywne trzymanie się podstawy programowej, brak swobody metodycznej, zamknięcie na nowatorskie treści i formy edukacji – to tylko niektóre z wskazywanych w raporcie z tamtego badania „trudności” we współpracy z nauczycielami. Te i inne żale tworzyły (i nadal tworzą) kontekst, w którym niezwykle łatwo jest „okopać się” na swoich pozycjach i po prostu się unikać. Sama wpadłam niedawno w ten nastrój: kiedy w zespole Centrum Praktyk Edukacyjnych jeden z kolegów zaproponował, żebyśmy w przyszłym roku w większym niż do tej pory stopniu zajęli się nauczycielami, westchnęłam z niechęcią głęboko, bo moja rodzina za sprawą trzyletniego synka właśnie zetknęła się z edukacją publiczną i przyznam, że lekko nie jest. Więc westchnęłam. A potem dałam się przekonać. Wymyśliliśmy świetne projekty, a teraz patrzymy w przyszłość coraz bardziej zaniepokojeni. No bo jak będziemy badać instytucje szkoły w ich otoczeniu społecznym (także w trójkącie: nauczyciele, uczniowie, rodzice), jeśli te szkoły będą trwały w konflikcie totalnym z tym swoim otoczeniem, a zwłaszcza z rodzicami?

O konflikcie

Przyglądając się dynamice strajku nauczycieli, jego medialnym artykulacjom i manifestacjom – widać konflikt. Dajemy się w niego wciągnąć, zanim jeszcze zdążyliśmy zrozumieć jego machiawelliczny mechanizm. Przyznam, że zadaję sobie ostatnio badawczy trud analizy komentarzy internetowych dotyczących strajku na portalach prasowych różnych opcji politycznych i na ich Facebookowych fanpejdżach. Jest to katorżnicza robota, przede wszystkim ze względu na ilość danych. Jednak co już z pewnością można powiedzieć o charakterze tej dyskusji społecznej, to że rządzi się ona logiką totalnego konfliktu wszystkich ze wszystkimi. Konfliktu, w którym zapomina się o najważniejszych treściach dyskusji, a więc o edukacji. Nader często dyskutanci posługują się prywatnymi, personalnymi argumentami („Moje dziecko ma fatalnego nauczyciela, więc… ”), niezwykle rzadko natomiast operują choćby namiastką zrozumienia edukacji jako systemu wraz z jego politycznymi, społecznymi i ekonomicznymi uwarunkowaniami. Oczywiście, nie wszyscy kończyliśmy nauki społeczne i rozumiemy zasady wojny medialnej, dyskursów perswazyjnych, logiki form społecznego i politycznego oporu, rządowych strategii „odraczania” problemów. To znaczy w Polsce większości dyskutujących wydaje się, że są ekspertami od wszystkiego, jednak tak nie jest. Polacy nie mają dostępu do dobrej społecznej, kulturowej edukacji obywatelskiej, a skonfliktowane media nie ułatwiają zrozumienia społecznej rzeczywistości. Jest to wielka praca do nieustannego wykonywania przez edukatorki i edukatorów kulturowych oraz wielkie zadanie zbudowania sprawnie działających systemów takiej edukacji, która musi – po prostu musi – mieć dostęp do publicznych szkół via środowisko nauczycieli.

Wyjście awaryjne

Żeby lepiej to zrozumieć, warto sięgnąć do jeszcze jednej książki, niedawno wydanego Wyjścia awaryjnego Rafała Matyi[5]. Generalna jej teza jest taka, że współczesna słabość państwa jest ukrywana za pomocą rozbudzanego politycznego i społecznego konfliktu i w ten sposób jest owa słabość ukrywana przed obywatelami. To sytuacja, w której „rzeczywiste rezultaty polityki są w zasadzie nieczytelne dla opinii publicznej, w której nie istnieje elita zdolna je w rzetelny sposób ocenić, i w której realna polityka opiera się na spójnych >>przekazach dnia<<, skutecznych roszadach personalnych i mobilizacji struktur w okresie wyborczym”[6].

Od 2010 roku mamy sytuację „wojny na górze” i „wojny na dole”, gdy ta ostatnia powstała w cieniu odgórnej wojny politycznej. Matyja nie twierdzi, że za konflikt dziś odpowiedzialni są tylko politycy. Owszem, można powiedzieć, że są oni inżynierami tego konfliktu, jednak stworzywszy zero strukturalnej alternatywy dla konfliktu pozyskali jednocześnie na niego zgodę społeczną. Ulegamy odgórnie sterowanym medialnym konfliktom, politycznym strategiom opartym na dobrym PR, o których Matyja powie, że są one kreowane przez „spin doktorów”, ponieważ eksperci od public policy już dawno wynieśli się z polityki. „Polityczność przeniosła się w sferę sporów symbolicznych i światopoglądowych, a także do świata łatwych dystynkcji i emocji”[7].

Pomimo wzajemnych niechęci i negatywnych emocji trenerzy edukacji nieformalnej, edukatorzy i animatorzy kulturowi oraz nauczyciele muszą ze sobą współpracować i wspólnie działać na rzecz czynienia świata społecznego i kulturowego bardziej zrozumiałym, przejrzystym i refleksyjnym. Na rzecz krytycznej edukacji medialnej odsłaniającej mechanizmy funkcjonowania mediów. Na rzecz edukacji społecznej i zarazem prospołecznej. Inaczej nikt z nas nie będzie chciał już tu mieszkać. Nawet w grodzonych osiedlach. Serio.  

  

[1] Zob. Filip Pazderski, In the Grip of Authoritarian Populism. Polish Attitudes to an Open Society. Voices on Values Report, February 2019, Open Society European Policy Institute 2019, https://www.isp.org.pl/pl/publikacje/in-the-grip-of-authoritarian-populi..., dostęp 23.04.2019. Zob. także audycja Tok FM, Wieczór, Karolina Lewicka, „Ponad 90% Europejczyków uważa, że rządy prawa, pluralizm i ochrona praw jednostki mają kluczowe znaczenie dla istnienia i trwania dobrego społeczeństwa”, 01.04.2019, https://audycje.tokfm.pl/podcast/74145,Ponad-90-Europejczykow-uwaza-ze-r....

[2] Andrzej W. Nowak, Krzysztof Abriszerwski, Michał Wróblewski, Czyje lęki, czyja nauka? Struktury wiedzy wobec kontrowersji naukowo-społecznych, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2016.

[3] Zob. Urlich Beck, Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej rzeczywistości, przeł. S. Cieśla, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004.

[4] Zob. Edukacja kulturowa. Raport z pierwszego etapu badań, Rafał Koschany, Marta Kosińska, Marek Krajewski, Filip Schmidt, Karolina Sikorska, Agata Skórzyńska, Centrum Kultury Zamek, Poznań 2014, https://cpe.ckzamek.pl/media/files/CPE_RAPORT-Z-PIERWSZEGO-ETAPU-BADAN-E..., dostęp 23.04.2019.

[5] Rafał Matyja, Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2018.

[6] Ibidem, s. 34.

[7] Ibidem, s. 38.

  

***

dr hab. Marta Kosińska – kulturoznawczyni, pracuje w Instytucie Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożycielka, działaczka i badaczka w Centrum Praktyk Edukacyjnych przy CK Zamek w Poznaniu. Animatorka środowiska edukacji kulturowej, doradczyni i konsultantka działań edukacyjnych, ewaluatorka projektów z zakresu edukacji kulturowej, badaczka i projektodawczyni badań z zakresu edukacji kulturowej. Ambasadorka EPALE.

  

Zobacz także:

Co z tą edukacją kulturalną?

Wspólnota edukuje się sama: zasada subsydiarności w edukacji

Współpracujemy czy udajemy? Międzysektorowość w edukacji kulturowej

Co to znaczy być aktywnym obywatelem i jak się nim stać?

Jak rozwijać kreatywność obywateli w sprawach politycznych?

Interesujesz się edukacją kulturową? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE! 

  

Jesteś nauczycielem? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE! 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 2 z 2
  • Obrazek użytkownika Marcin Szeląg
    Stosunek edukatorów kulturowych do nauczycieli budzi częste zdumienie. Nie raz dyskutując z nimi na temat nauczycieli miałem okazję wysłuchiwać podobnych opinii do przytaczanych przez Ciebie. Z drugiej strony, z zainteresowaniem przyglądałem się temu, jak instytucje kultury reagowały na sytuację w szkole. Chociaż zdecydowana większość nie zauważyła problemu, budujące były te wszystkie przypadki, gdzie biblioteki, muzea, teatry, ośrodki i domy kultury, przynajmniej na poziomie ułatwionego dostępu, oferowały jakieś działania edukacyjne dla uczniów i ich rodziców w okresie strajku. Faktycznym problemem była nieadekwatność niektórych propozycji to faktycznych potrzeb. Stąd na przykład kuriozalne wydawały się propozycje uczestnictwa w lekcjach muzealnych, które co prawda były darmowe, ale dla grup zorganizowanych i pod okiem opiekuna. Jakkolwiek przyczyny i skutki obecnego nierozwiązanego wciąż konfliktu, stanowią wyraz ogromnego kryzysu edukacji szkolnej w Polsce, to mimo wszystko, zdarzają się gesty i inicjatywy, które przywołują ducha społeczeństwa obywatelskiego. Zgadzam się jednak z Tobą, że problem nie leży tylko po jednej stronie. Edukacja kulturowa jest w podobnie opłakanym stanie. Kilka progresywnych projektów jak na razie nie przyniosło poważniejszych jakościowych zmian w większości instytucji kultury, które powinny stanowić jeden z kluczowych filarów, na którym wspiera się demokratyczna edukacja. 
  • Obrazek użytkownika Daria Sowińska-Milewska
    Przeczytałam artykuł dwa razy, ma wiele wątków, które skłaniają mnie do kolejnych przemyśleń, nie tylko jako trenerki czy edukatorki. Bardzo dziękuję, także za wskazanie lektur.
    Mam poczucie, że wyraziłaś i zebrałaś coś, o czym ostatnio sporo myślałam. W kontekście konfliktu nauczyciele - rząd, gdzie dyskusje w portalach społecznościowych szły w zadziwiającym mnie kierunku. Tak, przyznaję łatwiej popatrzeć z osobistej, wąskiej perspektywy i trzeba wysiłku, by temat zobaczyć systemowo i strukturalnie. Takiego podejścia nie było wiele, raczej dominowały emocje. zadziwi mnie nieustannie, jak skuteczne są przekazy medialne, jak łatwo zaangażować emocje... nie zauważając, na ile jest to sterowane z zewnątrz!

    Smutny wniosek (z którym się zgadzam), że edukacja kulturalna, obywatelska, edukacja krytycznego myślenia w Polsce kuleje i własnie widzimy, jakie mogą być tego efekty....
    Co robić? Co robicie w tej sytuacji? Róbmy swoje? Tylko czy to wystarczy?