Dlaczego blended learning często nie działa...
ok. 5 minut czytania – polub, linkuj, komentuj!
Dane z kursów online i raporty branżowe pokazują, że wiele wdrożeń blended learning nie przynosi oczekiwanych efektów.
Problemy i wyzwania
W tradycyjnych kursach self-paced (samodzielnych, na żądanie) bardzo często zaledwie garstka uczestników dociera do końca. Na przykład kursy MOOC zazwyczaj mają wskaźnik ukończeń poniżej 5% zarejestrowanych osób. Dla porównania, kursy prowadzone w modelu kohortowym – gdzie grupa uczestników pracuje razem pod okiem instruktora – osiągają wskaźniki ukończeń rzędu 70–80%. Kluczowym czynnikiem wydaje się być obecność człowieka (tutora czy mentora) i obowiązkowy harmonogram: uczestnicy mają motywację i wsparcie, którego brakuje przy luźnym, samodzielnym trybie.
W praktyce biznesowej także obserwujemy kurczenie się czasu poświęcanego na naukę. Z danych ATD wynika, że przeciętny pracownik otrzymywał 32,9 godziny szkolenia w roku 2021, lecz już w 2024 było to tylko 13,7 godziny. Mimo że budżety szkoleniowe rosną lub co najmniej pozostają stałe, firmy inwestują w szkolenia coraz mniej czasu. Mniejszy nakład godzin oznacza, że e-learning musi być ekstremalnie efektywny – tymczasem często taki nie jest.
Wreszcie, metaanalizy i badania naukowe pokazują, że średnia różnica między blended learning a tradycyjną nauką jest znikoma. Müller i Mildenberger (2021) przeanalizowali kilkanaście kontrolowanych badań i wyliczyli efekt Hedgesa g=0.0621 – statystycznie nierozróżnialny od zera. Innymi słowy, pomimo uszczuplenia zajęć stacjonarnych aż o 30–79%, efekty edukacyjne były praktycznie takie same jak przy tradycyjnych lekcjach. Podobnie w dużym przeglądzie opublikowanym w Frontiers in Psychology (2023) stwierdzono, że w USA i Chinach blended learning nie zwiększa istotnie zaangażowania uczestników w porównaniu z metodami tradycyjnymi. To niewygodna prawda: samo „zrzucenie” części treści do internetu nie podwyższy automatycznie wyników. Plus jednak jest taki, że zazwyczaj też ich nie pogarsza. Przesunięcie części aktywności do świata online rzeczywiście może odciążyć edukatora lub dostawcę szkoleń, ale trzeba przy tym bardzo uważać, żeby nie zatracić sprawdzonych modeli pracy.
Cyfrowe czy analogowe?
Właśnie dlatego powinniśmy świadomie dobierać, które elementy kursu dać w formie cyfrowej, a które utrzymać w wersji tradycyjnej. Obie formy mają swoje mocne strony:
Cyfrowe – świetne do szybkiej komunikacji i współpracy na odległość, bo narzędzia online pozwalają uczestnikom pracować razem w czasie rzeczywistym. Platformy e-learningowe ułatwiają przeszukiwanie i dostęp do materiałów oraz bieżące aktualizacje treści. Co więcej, cyfrowe kursy są naturalnie dostępne dla osób z ograniczeniami ruchowymi (np. napisy, automatyczne tłumaczenia) oraz umożliwiają automatyczne śledzenie postępów i raportowanie.
Analogowe (tradycyjne) – doskonałe do pierwszego przyswajania koncepcji i budowania pamięci długotrwałej. Badania pokazują, że pisanie odręczne aktywizuje znacznie więcej obszarów mózgu niż samo klikanie w klawiaturę. Ręczne tworzenie notatek czy rysunków (dual coding) zmusza do głębokiego przetwarzania informacji i budowania własnych skojarzeń, co ułatwia zapamiętanie. Dzieci uczą się liter i cyfr szybciej, gdy mają okazję kreślić je ręcznie – rysując litery na papierze – niż tylko wskazując je na ekranie. Analogowe techniki są też lepsze w przypadku złożonych zadań wymagających koncentracji: pisząc na papierze lub rozwiązując problemy z tablicą suchościeralną, unikamy rozpraszaczy ekranowych i skoków uwagi.
Połączenie (blended) – przynosi najlepsze efekty, gdy buduje na istniejącej wiedzy i różnorodnych stylach uczenia. Możemy na przykład najpierw przedstawić podstawy tradycyjnie (żeby solidnie zbudować fundament pamięci), a następnie wykorzystać e-learning do ćwiczeń i zastosowań w praktyce. Długoterminowe programy oparte na powtórkach („spaced repetition”) świetnie wykorzystują blended: uczestnicy uczą się koncepcji w sali, a później regularnie przypominają i utrwalają materiał online w odstępach czasu, co wzmacnia uczenie. Takie podejście pozwala też elastycznie dostosować tempo i formy do potrzeb różnych uczniów.
Efektywne projektowanie - podejście neurobiologiczne
Praktyka czyni mistrza – nawet blended learning wymaga przemyślanego projektowania, by działał skutecznie. Dobrym punktem wyjścia są wnioski z badań nad mózgiem i pamięcią. Dr Lila Davachi (NYU) wraz z innymi badaczami wyodrębniła model AGES, opisujący cztery filary optymalnego uczenia się:
Attention (Uwaga) – uczestnik musi być maksymalnie skupiony na treści. W świecie pełnym rozpraszaczy oznacza to eliminowanie multitaskingu i zbędnych bodźców w trakcie nauki. Dobry szkoleniowiec potrafi zaplanować momenty na skupioną pracę (np. krótkie wykłady, pisemne zadania) przed przejściem do bardziej otwartych dyskusji czy ćwiczeń.
Generation (Generowanie) – uczeń samodzielnie tworzy wiedzę na bazie nowego materiału. Zamiast tylko pasywnie przeglądać treści, powinien aktywnie przetwarzać informacje: zadawać pytania, parafrazować, ilustrować własnymi przykładami. Dzięki temu powstaje „własna ścieżka” w mózgu łącząca nowe informacje ze starymi, co znacznie ułatwia późniejsze przypomnienie. Na poziomie kursu oznacza to włączanie quizów, mini-projektów czy dyskusji, które zmuszają do generowania i używania wiedzy – nawet w części online.
Emotion (Emocje) – materiał powinien wzbudzać emocjonalny rezonans. To nie znaczy tylko wykorzystywanie silnych uczuć (np. strachu), ale przede wszystkim sprawianie, by nauka była osobista i atrakcyjna. Elementy storytellingu, humoru czy związanie treści z realnymi przykładami zwiększają zaangażowanie amygdali, co z kolei wzmacnia zapamiętywanie. Blended learning daje tu przewagę – na przykład w fazie online możemy wplatać treści w kontekst firmy czy aktualne case’y, które łatwiej „wchodzą w głowę” niż suche definicje.
Spacing (Odstępy) – nauka rozłożona w czasie, z przerwami i powtórkami, jest kluczem do trwałej pamięci. Rzadkie, intensywne sesje (tzw. cramming) szybko znikają z pamięci. Zamiast tego warto planować krótsze moduły online między spotkaniami stacjonarnymi. Dzięki temu uczestnicy kilkakrotnie wracają do kluczowych koncepcji, a mózg stopniowo wzmacnia ślady pamięciowe.
Model AGES przypomina, że skuteczny blended learning to nie jest kwestia technologii, lecz raczej projektowania procesu uczenia zgodnego z tymi zasadami. Technologie mamy przecież na wyciągnięcie ręki i jest coraz bardziej przystępna. Mamy też wysyp coraz to nowszych platform AI. Jak nie wiesz, gdzie i jak zrobić swój elearning, to zacznij do Genially, a niewykluczone, że niczego więcej nie będzie ci trzeba - ani dziś, ani jutro czy za rok.
Piotr Maczuga – pisze, nagrywa, szkoli i występuje publicznie, przybliżając temat nowych technologii w edukacji dorosłych. Na co dzień produkuje treści edukacyjne i cyfrowe eventy oraz buduje i modernizuje studia multimedialne. Współzałożyciel Fundacji Digital Creators. Ambasador EPALE.
Zobacz także:
Słowo pisane i edukacja w czasach postplagiatu
Kuratela treści, czyli nie wszyscy muszą tworzyć
Warto rozmawiać. Techniczne aspekty podcastingu na odległość
Komentarz
Zaciekawił mnie fragment…
Zaciekawił mnie fragment dotyczący rekomendacji co warto wrzucić w online, a co w spotkania stacjonarne. Jak dotąd podążałam tropem "teoria w online we własnym tempie" a gdy spotykamy się na żywo - to już ćwiczymy aplikacyjnie. Może to stare akademickie nawyki, gdy trzeba było się "przygotować w domu" i przeczytać tekst, aby dyskutować o nim na zajęciach. W Twoim tekście widzę odwrotną rekomendację. Nie jestem pewna, czy dobrze Cię zrozumiałam?
Dwie uwagi
Myślę, że coraz trudniej postawić granicę między stacjonarną a mieszaną edukacją. Ja, prowadząc zajęcia na uczelni, prawie do każdego przedmiotu mam założoną grupę na MS Teams, gdzie gromadzimy wszystkie materiały z zajęć, terminarze, rozpiski, prezentacje, druki itp. Niby zajęcia odbywają się tradycyjnie w sali, ale w każdej chwili możemy się przenieść do wirtualnego świata i z czegoś skorzystać. Czy to już jest blended learning?
A z innej beczki - Jędrzej słusznie zauważa, że część zajęć na uczelni mogłaby mieć formę blended learningu. Dotyczy to przede wszystkim wykładów na studiach zaocznych. Pod koniec 12-godzinnego dnia zajęć koncentracja większości uczestników spada dramatycznie. Nie dlatego, że im się nie chce lub im nie zależy. Po prostu trudno utrzymać uwagę przez tyle godzin. Udostępnienie wykładu w postaci filmu byłoby znacznie efektywniejsze. Można by obejrzeć nagranie w tygodniu, w dogodnej porze, a nie w długim ciągu innych zajęć.
Piotr - jak zawsze: konkret,…
Piotr - jak zawsze: konkret, poparty danymi. Dzięki za ten wpis!
Super, że zwracasz uwagę na "zrzucanie" treści do Sieci, które samo w sobie niewiele zmienia.
Jestem fanem pracy z grupą w sali szkoleniowej. Lubię tę dynamikę, łatwość wchodzenia w interakcje i... to, że widzę grupę, przez co łatwiej reagować mi na jej potrzeby.
Z drugiej strony - praca online też ma swoje zalety i świetne narzędzia. Do wymienionych przez Ciebie dorzucam miro/mural, które dają strukturę sesjom rozwiązywania problemów i są banalnie proste w obsłudze (również do eksportowania wyników, co jest o wiele wygodniejsze, niż dokumentacja flipów).
Pisałeś o wsparciu dla edukatorek i edukatorów:
Przesunięcie części aktywności do świata online rzeczywiście może odciążyć edukatora lub dostawcę szkoleń, ale trzeba przy tym bardzo uważać, żeby nie zatracić sprawdzonych modeli pracy.
Myślę też o drugiej stronie - odbiorcach. Przez ostatnie 9 lat pracowałem ze studentkami i studentami. Bardzo często słyszałem od nich, że najsłabszą stroną ich obecności na uczelni są teoretyczne wykłady, które zupełnie nie zostawiają przestrzeni na interakcję i praktyczne doświadczenia, za to - są wpisane na sztywno w grafik (i wymagają obecności), co komplikuje - na przykład - skorzystanie z warsztatowej oferty Biura Karier albo propozycji kół naukowych.
I tu widzę ogromne pole dla blended learning - można by przerzucić te treści do przestrzeni online. A przynajmniej część, w ramach pilotażu. Ok, to niesie ze sobą koszty: czasu i środków (materiał trzeba nagrać i zmontować, a pewnie będzie wymagał też aktualizacji co jakiś czas), ale też uwalnia przestrzeń na realne działanie i naukę przez doświadczenie.
Ten pomysł - delikatnie mówiąc - nie spotkał się z ciepłym przyjęciem.
"Uczelnie nie są na to gotowe" (to widzę).
"Jak mieliby zarabiać wykładowcy?" (Sprzedając prawa licencyjne do wykorzystania nagrań w danym roku akademickim).
"Za moich czasów student musiał być codziennie na uczelni" (Kiedyś to były czasy, teraz nie ma czasów).
"To byłoby ogromne logistyczne wyzwanie" (Pełna zgoda - i dlatego przed porwaniem się na digitalizację wszystkich wykładów warto byłoby sprawdzić pomysł w mikroskali).
Nie chciałbym być źle zrozumiany - absolutnie nie chodzi mi o krytykę osób, pracujących na uczelniach. Widziałem wiele świetnych projektów i spotkałem ludzi, którzy wychodzili z roli "transmitera danych" stając się mentor(k)ami i inspirując do myślenia. Byłem też na wykładach, które zapraszały do interakcji i zadawania pytań (co ciężko osiągnąć w czasie rzeczywistym, pracując z nagraniem). Rozumiem też, jak ograniczające dla dodatkowych aktywności i inicjatyw mogą być rozbudowana dokumentacja i system punktowy (od którego zależy pozycja na uczelni i - w konsekwencji - finanse pracowników).
Po prostu - lubię prototypowanie rozwiązań i ich testowanie. Może jestem naiwny. Prawdopodobnie - czasem bywam niepraktyczny. Ale jednego jestem pewien. Metody nauczania się zmieniają, rynek pracy i jego wymagania - również. Chciałbym zobaczyć, czy blended learning albo opisane przez Ciebie wskazówki z modelu AGES realnie przełożyłyby się na lepsze przygotowanie do rynkowych realiów. Albo - już bliżej mojej "designthinkingowej" bańki - jak włynęłoby to na doświadczenie użytkowników. Nie da się tego sprawdzić, bazując na jednym modelu pracy.
What does "Blended Learning" really mean?
Blended Learning is a delivery method, not less - not more.
There is neither any reliable definition, nor any criteria regarding the percentage of individual learning content.