chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE - ePlatforma za izobraževanje odraslih v Evropi

Spletni dnevnik

Nie bój się uczyć o tym, co Cię przeraża

29/02/2020
objavil Marcin Szeląg
Jezik: PL

Paulo Freire uznany brazylijski pedagog emancypacyjny apelował do edukatorów, aby nie bali się mierzyć się z tematami trudnymi, które z różnych względów mogą być dla nich niewygodne, czy wręcz paraliżujące. W różnych kulturach, czasach i kontekstach społecznych i geograficznych zakres tego co przeraża, ze względów osobistych lub kulturowych może być naprawdę szeroki. Z reguły jednak wiąże się z tzw. trudną wiedzą. Ta z kolei obejmuje szerokie spektrum problemów, z którymi niełatwo mierzyć się instytucjom i działającym w nich edukatorom. W zależności od rodzaju i tematyki muzeów oraz lokalnych kontekstów, w których działają, dotyczy czasami tak zróżnicowanych tematów, jak problem niewolnictwa, epidemii AIDS, Holokaustu czy ludobójstwa w ogóle, wojny z całym jej okrucieństwem, przemocy, a więc doświadczeń traumatycznych. Obejmuje również kwestie innego rodzaju, takie jak prawa kobiet, segregacja rasowa, ale także nagość, akt czy zagadnienia orientacji seksualnej w sztuce. Te ostatnie zagadnienia są szczególnym wyzwaniem dla edukatorów pracujących w galeriach i muzeach, mierzących się niejednokrotnie z obecnością nagości i seksualności w sztukach wizualnych. W debacie publicznej kwestie nagości i seksualności pojawiają się z reguły w kontekście bardzo upolitycznionych odniesień do edukacji seksualnej i równouprawnienia mniejszości seksualnych. Mnie jednak zagadnienie to będzie interesowało w kontekście edukacji kulturowej związanej ze sztukami wizualnymi. Chcę też spojrzeć na nie w większym stopniu od strony edukatora/nauczyciela, wyzwań jakie tematyka ta stawia przed osobami, które muszą stawić czoła temu rodzajowi „trudnej wiedzy”.

   

Akt, nagość i seksualność w sztuce

Chociaż w tradycji europejskiej ukształtowanej na zrębach sztuki greckiej akt i nagość zaznaczyły swoją obecność w niezliczonej ilości obrazów, rzeźb, grafik, rysunków, fotografii powstałych na przestrzeni wieków, to obecność nagich ciał w sztuce potrafi budzić zakłopotanie, zwłaszcza wówczas, gdy są one przedmiotem publicznych wystaw muzealnych i towarzyszących im programów edukacyjnych. Historia sztuki zna wiele przypadków dramatycznych reakcji na wystawiane w muzeach i galeriach dzieła sztuki, w których pojawiała się nagość z nagimi postaciami. Do najgłośniejszych z nich należały pocięcie nożem w 1894 r. w warszawskiej Zachęcie przez malarza Władysława Podkowińskiego swojego obrazu Szał uniesień, atak w 1914 r. sufrażystki Mary Richardson na Wenus z lustrem Diego Velazqueza wystawianą w londyńskiej National Gallery, czy fala protestów towarzyszących wystawie Roberta Mapplethorpe’a, które przetoczyły się na przełomie lat 80./90. XX w. przez Stany Zjednoczone. Jakkolwiek każdy z tych przypadków wynikał z innych przyczyn i wywołał też odmienne skutki, to łączyło je jedno – przedstawienie aktu, nagości, czy nawet nieskrywanej seksualności. Przykłady te były z pewnością spektakularne i to na tyle, że przeszły do historii.

Mniej widowiskowe i znane są sytuacje, które wiążą się z pracą edukatorów muzealnych, którzy w muzeach stuki na codzień stają przed wyzwaniem rzucanym im przez nagie postacie z obrazów, grafik, rzeźb, fotografii, wideo… Chociaż niekiedy i one zyskują swój rozgłos, zwłaszcza wówczas, jeśli wywołują przykre konsekwencje dla edukatorów lub nauczycieli, którzy przyprowadzają uczniów na zajęcia do muzeum. Tak było kilkanaście lat temu w przypadku Sydney McGee z Frisco w Teksasie w Stanach Zjednoczonych. Straciła ona pracę nauczycielki po tym jak zaniepokojeni rodzice poskarżyli się dyrekcji szkoły na to, że ich dzieci widziały dzieła sztuki przedstawiające akty podczas wycieczki, którą McGee zorganizowała do Muzeum Sztuki w Dallas. Nie pomogło tutaj tłumaczenie McGee, że poszła z dziećmi do muzeum, gdzie prezentuje się sztukę, a nie pornografię. Również wyjaśnienia dyrekcji muzeum, która zaskoczona była takim obrotem sprawy, na niewiele się zdało. Zwracała ona uwagę na to, że w skali roku muzeum odwiedza tysiące nauczycieli i uczniów i obecność w muzealnych galeriach antycznych rzeźbiarskich przedstawień aktów czy dzieł Rodina, które ponoć stały się powodem skargi, nie stanowiła do tej pory poważniejszych zastrzeżeń. 

       

       

Okazało się, że w muzeum nie można bez obaw realizować zajęć edukacyjnych, a edukator lub nauczyciel muszą liczyć się z bardzo różnymi reakcjami na trudną wiedzę. „Niebezpieczeństwo” tkwi więc w pozornie najmniej spodziewanych miejscach. W tym w muzeum, w którym pokazuje się sztukę, o niej i za pomocą niej się uczy. A zarazem wybitne jej przykłady pełne są aktów i nagich ciał, mogą więc katalizować emocje i prowadzić do najbardziej nieprzewidywalnych konsekwencji.

      

Pedagogika prewencyjna

W tej sytuacji nie należy się dziwić częstej praktyce muzeów i galerii sztuki, które stawiają na „pedagogikę prewencyjną”. Polega ona na wprowadzaniu ostrzeżeń, ograniczeń wiekowych lub cedowaniu odpowiedzialność za wejście na wystawę, której treść może być kontrowersyjna, na opiekunów przyprowadzanych do galerii lub muzeów niepełnoletnich. W tym ostatnim przypadku to dorośli decydują, co może być pokazane i przekazane ich podopiecznym. To oni stawiani są w sytuacji w jakiej znajduje się edukator zajmujący się „trudną wiedzą”. Instytucje nie biorą za to odpowiedzialności. Ofiarą tej strategii padła właśnie Sydney McGee. 

Niekiedy te praktyki są także krytykowane. Wiele lat temu w Polsce głośnym echem odbiła się sprawa umieszczenia ostrzeżenia dla osób poniżej 18. roku życia przed wejściem na wystawę Nan Goldin w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, której towarzyszył program edukacyjny poświęcony AIDS i kulturze gejowskiej. 

   

Nagość jako wyzwanie dla edukatora/nauczyciela

Ale pisząc to, nie mam zamiaru stawiać zarzutów. Samo przesunięcie decyzji na opiekunów niepełnoletnich nie jest czymś negatywnym. Przeciwnie, to często jedynie właściwe rozwiązanie. Wątpliwości może budzić wówczas, jeśli w działaniach edukacyjnych muzeum czy galeria się do tego ograniczą i potraktują taką taktykę jako punkt dojścia, mechanizm rozwiązujący trudność, a nie pozycję wyjściową, skąd rozpoczyna się wychodzenie im naprzeciw. 

Tak więc fakt, że tematy, w których pojawia się nagość, seksualność i erotyka należą do „trudnej wiedzy” i sprawiają edukatorom kłopoty nie oznacza, iż uciekają od nich, nie mierzą się z nimi, nie stawiają czoła wyzwaniom, jakie im przynoszą w praktyce. Jednym z takich przykładów był program Instytutu Sztuki w Chicago (The Art Insitute of Chicago). W jego Dziale Edukacji Muzealnej powstały warsztaty dla nauczycieli na temat tego, jak mówić uczniom o nagości w sztuce. W przygotowanym na podstawie warsztatów konspekcie, którego odbiorcy zostali określeni jako nauczyciele, muzealni edukatorzy, administratorzy szkolni i rodzice, wprowadzenie nagości na lekcjach i programach edukacyjnych poświęconych sztuce potraktowano jako sposób na:

- podkreślenie wspólnotowości,

- mówienie o seksualności,

- poszerzenie umiejętności wizualnych,

- zwiększenie wiedzy na temat kształcenia artystycznego i teorii sztuki.

Pomijając kwestie szczegółowych zaleceń dotyczących przebiegu zajęć dla poszczególnych grup wiekowych potencjalnych uczestników lekcji, warsztatów, spotkań, dyskusji itp., które świadomie odwoływały się do zagadnień związanych z nagością w sztuce, należy podkreślić decydująca rolę edukatora/nauczyciela oraz jego/jej odpowiedzialność, za podjęcie się tego rodzaju „trudnej wiedzy”. Analizując potrzebę włączenia nagości do programu nauczania o sztuce, należy osadzić ją w dwóch zasadniczych obszarach. Pierwszy – wyznaczają jego preferencje osobiste, drugi – związek pomiędzy studiowanymi materiałami i celami nauczanego zadania. W tym pierwszym właściwie chodzi o odpowiedź na pytanie, czy wykorzystanie aktu jest dla edukatora/nauczyciela problemem etycznym, związanym z jego osobistymi przekonaniami, rodzinnym wychowaniem, doświadczeniem, religią, sympatiami politycznymi, edukacją, płcią i orientacją seksualną, wpływającymi na jego percepcję nagości w ogóle i w odniesieniu do konkretnych dzieł sztuki. Intencją jest nie tylko samoanaliza nauczyciela, lecz również, jeśli istnieje taka konieczność, swoiste przepracowanie własnych obaw, zgodnie z przywołanym przeze mnie w tytule wezwaniem Paulo Freire: „Nie bój się uczyć o tym, co ze względu na trudność przerasta Cię”. Kontekst drugi, czyli związek pomiędzy studiowanymi materiałami i celami nauczanego zadania, dotyczy przede wszystkim tego, na ile omawiane dzieło (dzieła) sztuki potrafi, poprzez wypowiedziane i/lub implikowane przez nie treści oraz znaczenia, wpłynąć na rozumienie aktu w jego uwarunkowaniach społecznych, naukowych, ekonomicznych, religijnych, historycznych, politycznych, filozoficznych, geograficznych, psychologicznych, artystycznych i kulturalnych. W skrócie mówiąc, chodzi o to, aby postrzegać akt i nagość z perspektywy tego, co określa się we współczesnej humanistyce studiami kultury wizualnej. Przypomnę, że studia kultury wizualnej kwestionują założenie, że widzenie dostarcza „naturalnego” i „obiektywnego” dostępu do otaczającego nas świata. Widzenie jest uwarunkowane historycznie i społecznie konstruowanymi praktykami, strategiami czy też matrycami, które wpływają na to, co i jak postrzegamy. Studia kultury wizualnej pozwalają na szukanie odpowiedzi na pytania dotyczące zmiennego statusu sztuki, pewnej związanej z aktem jej formy, przeanalizować stylistyczne i treściowe podobieństwa w porównaniu z przykładami z obszaru sztuki i szeroko pojętej kultury wizualnej. Bardziej otwarte i pogłębione nastawienie, uchylające formalistyczne i stylistyczne podejście do figury dodatkowo uruchamia kwestie społecznego i znakowego funkcjonowania ciała, płci kulturowej, relacje władzy. Wszystkie te informacje są niezbędne do przygotowania ucznia/uczestnika zajęć do odpowiedzialnego korzystania z wolności wypowiedzi. One to sytuują wprowadzaną do tematu nagość i związane z nią treści jako istotne ze względu na ich zakorzenienie kulturowe, cywilizacyjne, potencjał poznawczy, emancypacyjny i socjalizacyjny, wartości wykraczające poza zwykłą prowokację, o którą łatwo być posądzonym, wkraczając na obszary traktowane jako tabu.

Nie ma wątpliwości, że edukator/nauczyciel dotyka w tym momencie bardzo delikatnej materii. Cała umiejętność polega na tym, aby potrafił jednak wyjść poza stanowisko „pedagogiki prewencyjnej”, a więc żeby nie tylko „wyciszał” albo autocenzurował w obawie przed znalezieniem w trudnych sytuacjach, aby też nie chronił za wszelką cenę „niewinności” uczniów/zwiedzających. To, jak edukator/nauczyciel waży podejścia i możliwości dyskusji i prezentacji nagości zależy przede wszystkim od jego wysokiej wrażliwości i świadomości. Niemniej należy podkreślić, aby nagość jako temat pojawiała się już na zajęciach dotyczących sztuki od najwcześniejszych lat, ponieważ pozwala zmniejszyć niepokój, który przychodzi z wiekiem. Pozwoli to później uczniom na samodzielne radzenie sobie z nagością.

     

       

To oczywiście bardzo ogólne założenia. W praktyce od razu rodzą się pytania. Jeśli zwyczaje kulturowe uczniów nakazują nieodpowiedniość eksponowania nagości, jak należy planować treść programu edukacyjnego w świetle praw jego odbiorców? Jaką, wobec tego można zaoferować równie znaczącą alternatywę? Przecież umiejętność nie polega na tym, aby odbiorców dzielić ze względu na ich preferencje, ale raczej, żeby rozwinąć wśród wszystkich różnorakie zdolności w bardzo szeroko zakreślonej skali oferowanych aktywności i możliwości. Odpowiedzi na te pytania nie są ani jednoznaczne, ani proste. Być może zamiast na siłę szukać na nie odpowiedzi, należy większe wysiłki koncentrować na potrzebie ciągłej negocjacji w celu utrzymania równowagi między umiejętnościami nauczycieli, wrażliwością odbiorców, oczekiwaniami opiekunów i programem edukacyjnym/nauczania?

  

dr Marcin Szeląg historyk sztuki, edukator muzealny i kurator, pracuje na Wydziale Edukacji Artystycznej i Kuratorstwa Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu.

          

   

Zobacz także:

Muzeum na receptę

Praca, której nikt nie chce wykonywać

Strategia myślenia wizualnego – czego może uczyć oglądanie obrazów

Noc Muzeów – edukacja czy promocja?

Edukacja oka, umysłu i ... pragmatycznej demokracji

Muzeum jako szkoła słuchania

Papierek lakmusowy edukacji w muzeach sztuki

Podpisy "przyjazne" zwiedzającym

Interpretacja dziedzictwa. Impresja na temat znaczenia książki Freemana Tildena

Muzeum jako instytucja edukacyjna

Partycypacja jako edukacja

     

Bibliografia:

Marcin Szeląg, Muzeum miejsce „niepewne”. Trudna edukacja muzealna: nagość, akt i przedstawienia erotyczne w sztuce, w: Muzealnictwo, 52, 2011, s. 253-263. [Dostęp on line: https://muzealnictworocznik.com/resources/html/article/details?id=43566]  

Marcin Szeląg – historyk sztuki, edukator muzealny i kurator, pracuje na Wydziale Edukacji Artystycznej i Kuratorstwa Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu.

Interesujesz się edukacją kulturową? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE! 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn Share on email