chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Trudno doświadczonemu przyznać się do głupiego błędu - artykuł konkursowy

13/11/2018
by Magdalena Kozioł
Język: PL

       

/pl/file/stronawwwepale26jpg-7strona_www_epale26.jpg

                                    

Pracuję jako trener od 9 lat. Zaczynałam jako trener kompetencji miękkich i mam za sobą długą drogę szkoleń realizowanych dla klientów biznesowych. Później moja ścieżka zawodowa zawiodła mnie w inne rejony i teraz najcenniejsze doświadczenia zbieram nie w pojedynczych szkoleniach, ale w długich procesach szkoleniowo-rozwojowych, w których łączę rolę trenera z postawą coacha. To specyficzna praca, więcej jest w niej coachingu grupowego, niż czystej pracy trenerskiej.

Historia, która okazała się dla mnie ważna, zdarzyła się właśnie w trakcie jednego z takich procesów.

Spotykam się z tą samą grupą na przestrzeni 5-6 miesięcy. Program jest tak skonstruowany, że dużą część naszej pracy stanowią ćwiczenia, w których uczestnicy dokonują pogłębionych refleksji nad własnymi dążeniami, wartościami i przekonaniami. Pomiędzy trenerem a uczestnikami nawiązuje się specyficzna relacja: dużo głębsza, niż na treningach kompetencji, bliższa, ale też stawiająca specyficzne wyzwania.

Tam, gdzie uczestnicy odkrywają swoją autentyczność i wrażliwość, prowadzący również musi być autentyczny i wrażliwy. Ale jednocześnie musi zarządzać przebiegiem szkolenia: obserwować, być wrażliwym na sygnały ostrzegawcze, dbać o potrzeby uczestników, w sposób zdecydowany zarządzać pracą grupy, dostosowywać swoje działania do potrzeb chwili i etapu procesu grupowego.

To duże wyzwanie dla prowadzącego - być cały czas świadomym tego, co się dzieje i we właściwych momentach przejmować i oddawać odpowiedzialność za pracę na sali szkoleniowej. Łatwo zrobić fałszywy krok.

Zrobiłam fałszywy krok.

Zaczęło się niewinnie. Potrzebowaliśmy zrobić listę możliwych do zastosowania metod działania. Uczestnicy pracowali w podgrupach, potem zbieraliśmy wszystko na jednym flipcharcie. Mieliśmy już zapisanych około 20 pozycji - wszystkie zebrane zgodnie z zasadami sztuki: w kolejności i brzmieniu podanym przez uczestników, przy niektórych dyskutowaliśmy przez chwilę, żebyśmy mieli pewność, że wszyscy rozumiemy je tak samo. Zadbałam o to, by każdą propozycję usłyszeć, każdą zapisać i za każdą podziękować. Aż przyszła ta feralna, która wydała mi się nie do końca właściwa, nie do końca pasująca do tematu i z jakiegoś powodu uparłam się jej nie zapisać.

Podyskutowaliśmy chwilę, przekazałam swoje wątpliwości, dyskusja się jakoś szczególnie nie rozwinęła, uznałam, że ich przekonałam, nie zapisaliśmy. Poszliśmy dalej ze szkoleniem, ale miałam wrażenie, że atmosfera nieco siadła.

Poczułam, że potrzebuję to z kimś przegadać. To nie była kwestia braku kompetencji trenerskich, przecież wiedziałam, że powinnam wszystko zapisać. Co mi strzeliło do głowy? Dlaczego tego nie zapisałam? Przecież wiedziałam, że to prosta droga do „wyhodowania” sobie tzw. sytuacji trudnej. 9 lat na sali szkoleniowej i taki błąd początkującego? Dlatego zdecydowałam się na superwizję u coacha, a nie u innego trenera. Coach pomógł mi zrozumieć przyczynę, która leżała we mnie jako człowieku, nie jako trenerze: w konflikcie wartości, którego jeszcze nie byłam świadoma. Gdybym prowadziła „proste” szkolenie z kompetencji miękkich, nie miałby szans się ujawnić. Ale w stanie większej wrażliwości i ekspozycji - wypłynął.

Następny dzień szkoleniowy był dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Atmosfera kiepska, grupa patrzy na mnie nieżyczliwie. Postawiłam krzesło naprzeciwko, usiadłam, opanowałam cały mój wstyd, zażenowanie, złość („9 lat na sali szkoleniowej, jak mogłam zrobić coś tak głupiego!”) - i rzuciłam siebie na pożarcie. Kiedy już zostałam pożarta, przeprosiłam grupę i zapytałam, jak mogę naprawić sytuację. Nie będzie pewnie zdziwieniem, że grupa oczekiwała zapisania tej problematycznej propozycji. Kiedy już temu stało się zadość, jeden z uczestników powiedział: „Zauważyliście, jak spadło napięcie? Cieszę się, Magda, że przyznałaś się do błędu. Nauczyło mnie to więcej, niż cały poprzedni dzień”.

A ja poczułam, że cały ten mój wstyd był po coś. I to jest ok.

Dużo się nauczyłam też ja sama z tego wydarzenia. Zastanawiałam się jak mam dalej pracować - może powinnam zachowywać większy dystans emocjonalny? Mniej ujawniać siebie, by mieć w głowie większą przestrzeń do zarządzania pracą? Być mniej coachem, bardziej trenerem? Ile mojej autentyczności jest potrzebne, by pracować nad czyjąś autentycznością? Gdzie jest granica? Gdzie jest równowaga?

Wciąż się zastanawiam, wciąż testuję stany równowagi w pracy coacha i trenera. Jedno wiem na pewno - jeśli mam być i autentyczna, i profesjonalna, potrzebuję być także w równowadze jako człowiek. Jako Magda, po prostu. I to mój pierwszy obowiązek wobec moich klientów.

Artykuł bierze udział w konkursie "Kulisy pracy trenera"

 

Jesteś trenerem, szkoleniowcem? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na temat pracy trenera dostępne na polskim EPALE

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 2 z 2
  • Obrazek użytkownika Ewa KUBEL
    To niezwykle trudne, nie stać się guru, pozostać trenerem 
  • Obrazek użytkownika Weronika Koczkodaj
    Domyślam się, że sytuacja nie należała do najłatwiejszych, dlatego podziwiam Panią za odwagę stanięcia twarzą w twarz z tym problemem i wyciągnięcie tak konstruktywnych wniosków. Myślę, że czerpać z nich będzie nie tylko Pani, ale również inni czytelnicy tego artykułu - w tym ja ;)