chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Jak uczyć (się) angielskiego w najszybciej rozwijającej się gałęzi gospodarki? English for e-commerce

06/11/2018
przez Iwona Braun-Nowak
Język: PL

Największe wydawnictwa językowe na świecie mają w ofercie podręczniki angielskiego dla prawników, lekarzy, księgowych, marketingowców, pracowników sektora samochodowego, telekomunikacyjnego,  energetycznego,  a nawet modowego. Próżno jednak szukać podręcznika angielskiego dla branży e-commerce. Podręczniki dla specjalistów IT, których wybór też nie jest wielki, to przecież nie to samo…

Jest to zaskakująca luka, wziąwszy pod uwagę, jak szybko rozwija się branża e-commerce. Wyjaśnienie jest jednak proste – cykl wydawniczy podręcznika to dwa lata, powinien być w sprzedaży przez co najmniej trzy kolejne. A pięć lat w świecie e-commerce to niemal wieczność.

/pl/file/pexels-photo-9908181jpegpexels-photo-9908181.jpeg

Jak więc uczyć – lub uczyć się – specjalistycznego języka e-commerce? Na szczęście jest… internet! Blogi, elektroniczne leksykony, materiały wykładowe profesorów szkół biznesowych, filmy na YouTube –  wszystko to stanowi nieocenione źródło wiedzy. Potrzebna jest jedynie znajomość angielskiego na pewnym poziomie wyjściowym, umiejętność wyszukiwania i umiejętność oddzielania ziaren od plew. Niestety, te ostatnie także się trafiają – nie każdy „ekspert” w rzeczywistości nim jest. Jeśli nauka odbywa się pod nadzorem nauczyciela, to on pomoże dokonać rozróżnienia, natomiast uczący się samodzielnie muszą sami sobie wyrobić odpowiednie wyczucie.

A oto kilka wskazówek, o których powinny pamiętać osoby chcące udoskonalić swoją znajomość angielskiego w kontekście branży e-commerce.

1. Angielski „lubi” akronimy i inne skróty, a w branży e-commerce natykamy się na nie co krok: B2B, B2C, DDoS, CPM, CTR, m-commerce. Łatwiej zapamiętać, jeśli pozna się ich dokładne znaczenie - a przy okazji można się nauczyć czegoś ciekawego. CPM = cost per mille. Dlaczego mille, a zdecydowanie rzadziej thousand? Mille to tysiąc po łacinie (stąd „milenium”), a na ślady łaciny trafia się w języku angielskim często.

2. Nowe terminy powstają czasem przez tworzenie zupełnie nowych słów. Czasem wiadomo dokładnie, kto takie nowe słowo stworzył i kiedy - na przykład termin crowdsourcing został po raz pierwszy użyty w 2006 roku w magazynie „Wired”. Tworzenie nowych słów opiera się często na analogii do słów już istniejących. Najpierw było hardware i software, teraz mamy też malware, adware, wetware, a to zapewne nie koniec.

3. Częściej jednak terminy powstają poprzez nadanie nowego znaczenia istniejącym słowom. Do niedawna słówko curator oznaczało „osobę odpowiedzialną za muzeum, wystawę”; ostatnio coraz częściej to słowo oraz pokrewne (curation, curated) słyszymy w kontekście modelu biznesowego polegającego na dostarczaniu klientom wyselekcjonowanych treści.

4. Angielski „lubi” idiomy, których znaczenie nie wynika w oczywisty sposób ze znaczenia poszczególnych słów. Nawet jeśli wiemy, że brick to „cegła” a mortar to „zaprawa”, nie pomoże nam to w zrozumieniu, co oznacza brick and mortar store (sklep z fizyczną lokalizacją, a nie skład budowlany). Angielski „lubi” też twórczą grę z idiomami, stąd clicks and mortar i bricks and clicks (model łączący działalność w sieci i poza nią).

5. Amerykański i brytyjski angielski różnią się – a ten pierwszy wywiera większy wpływ na język międzynarodowy. Prosty przykład: na amazon.com jest shopping cart (361 milionów hitów w Google), a na amazon.co.uk – shopping basket (38 milionów).

6. W języku angielskim nierzadko skomplikowane koncepcje można wyrazić w bardzo prosty sposób, co może prowadzić do problemów z tłumaczeniem. Przykład: opt in oraz opt out w odniesieniu do modeli list mailingowych. Ciągle czekamy na zgrabny polski odpowiednik (bo sformułowanie „modele list mailingowych różniące się tym, czy odbiorca wyraził/nie wyraził zgody na otrzymywanie maili” tego kryterium nie spełnia).

7. Niektóre słowa to tzw. fałszywi przyjaciele. Po polsku sklepy internetowe mają „klientów”, po angielsku będą to raczej customers niż clients (o tych ostatnich mówimy w kontekście usług i długich, stabilnych relacji).

Powodzenia w nauce!

Autorzy:

dr Paweł Nowak – językoznawca, absolwent Uniwersytetu Harvarda i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkley,  współzałożyciel i  dyrektor metodyczny w szkole językowej Eklektika - Language Means Business. Pracował również jako konsultant w McKinsey & co oraz Speech Project Manager w Google Polska.

Iwona Braun-Nowak - współzałożyciel i dyrektor zarządzający w Eklektika - Language Means Business – specjalizującej się w kursach językowych dla branży IT i e-Biznesu, doświadczony trener i asesor sesji AC/DC, absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i brytyjskiego Institute of Leadership & Maganement.

Więcej na temat nauki języka angielskiego na naszym blogu: https://eklektika.pl/blog/


Zobacz także:

Jak raz na zawsze rozwiązać problemy z angielskim w firmie. Sposób japoński

Jak mierzyć efekty szkoleń językowych w organizacji?

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 1 z 1
  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga
    Będąc klientami e-sklepu raczej sobie damy radę, bo raczej mało kto zwraca uwagę na to czy jest cart czy basket. Ważne, że wiadomo do czego służy. Zakładam natomiast, że otwierając anglojęzyczną wersję własnego sklepu (nic nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach) raczej powinniśmy trzymać się "amerykańskiego" angielskiego? Tutaj zaczynają się "schody", ponieważ części idiomów czy wyrażeń w ogóle nie jesteśmy świadomi. Interesujemy się raczej własną branżą i tam nadrabiamy słówka i wyrażenia, a sklep traktujemy jako narzędzie. Chyba najlepiej sprawdzić, jak to rozwiązują inne sklepy, bo sam spotkałem się z sytuacją, gdzie tłumaczenie od tłumacza zupełnie nie oddawało tego o czym Państwo napisali. Było poprawne, ale tylko do momentu, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że chodzi i internetowy butik.