chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

31/10/2018
przez Rafał Żak
Język: PL

Tak, chodziło mi o chwytliwy tytuł. Ale też sam temat będzie równie chwytliwy. Przyjrzymy się trzem trenerskim pomysłom na konstrukcje zajęć czy ćwiczeń wykorzystywanych podczas szkoleń. Takim, które potencjalnie przynieść mogą wiele korzyści, choć z natury rzeczy są raczej bardzo ryzykowne. 

Gry oparte na „ukrytym” mechanizmie

W tej kategorii mamy wszystkie te gry szkoleniowe, które zawierają w sobie jakiś ukryty mechanizm. Na przykład gry negocjacyjne, w których dwie strony negocjują zakup na targu tych samych jajek strusia, gdy w gruncie rzeczy jedno chcą kupić skorupki a drudzy żółtka. Albo układanie puzzli w podgrupach w taki sposób, że uczestnicy dopiero w trakcie aktywności muszą się zorientować, że puzzle są wymieszane pomiędzy pudełkami. 

Bardzo często trener w takich aktywnościach zakłada, że aktywność potrawa długo i da mu materiał do omówienia. Na przykład w tym przykładzie z negocjacjami można by ukuć na tym cały moduł szkolenia, w którym pokażemy uczestnikom, że w negocjacjach należy koncentrować się na interesach, a nie na stanowiskach. 

Problem pojawia się w momencie, w którym uczestnicy wpadną na rozwiązanie w kilka chwil. Trener musi wtedy na szybko zaprojektować dalszą część modułu, a jednocześnie w wartościowy sposób omówić to, co się wydarzyło. Nie jest to pewnie tak trudne jak uratowanie modułu, w którym nie wyszedł eksperyment, ale o tym w kolejnym punkcie. 

/pl/file/stormtrooper-13510221920jpgstormtrooper-1351022_1920.jpg

Eksperyment

To pomysł na projektowanie modułu szkoleniowego w taki sposób, żeby zaczynał się od eksperymentu. W zamyśle chodzi o to, żeby eksperyment i jego przewidziany przez trenera na przebieg, zaskoczył uczestników i zilustrował jakąś prawdę. Później, już na wynikach tego eksperymentu, będziemy budować resztę modułu. 

Przykładowo trener projektuje szkolenie z zakresu radzenia sobie z błędami poznawczymi. Na starcie przygotowuje dla grupy zestaw pytań, wzorowany na typowych błędach w myśleniu. Założeniem trenera jest efekt, jaki to wywoła. Myśli sobie: „Jeśli uczestnicy sami wpadną w te błędy, to zwiększy się ich motywacja do poznawania tego tematu”. A na sali szkoleniowej okazuje się, że żaden z uczestników w zastawiane pułapki nie wpadł. W takiej sytuacji nawet trener może mówić grupie: „Ej, słuchajcie. Ale w takich prawdziwych badaniach to większość ludzi odpowiedziała źle. Uwierzcie mi!”. Choć w większości sytuacji nie uratuje to już tej aktywności. 

Fabuła / konwencja

Czasem trenerzy starają się uatrakcyjnić projektowane przez siebie zajęcia jakąś kreatywną nakładką. Czyli czymś, co nie jest elementem merytorycznym, a raczej w założeniu ma sprzyjać podnoszeniu atrakcyjności szkolenia. Mogą na przykład zastosować określoną fabułę / scenerię szkolenia. Dla przykładu – zajęcia dotyczą kreatywności, a całość toczy się na planecie Kreatozja, której tajemnice starają się wydobyć na światło dzienne uczestnicy szkolenia. Albo szkolenie dotyczy obsługi klienta a w całości toczy się w realiach Polski Ludowej. 

Problem pojawia się w momencie, w którym dodanie tej fantastycznej fabuły bardziej uczestnikom utrudnia udział niż w nim pomaga. Dla części z nich konieczność udawania kosmity lub przeniesienie się w czasy minione może się wydawać śmieszne i niepotrzebne. I tym sposobem coś, co miało być udaną ozdobą staje się przeszkodą w uczeniu się. A z perspektywy trenera, który to wydarzenie zaprojektował to może generować dwie trudności. Po pierwsze na szybko trudno będzie zmienić otoczkę realizowanego projektu. Po drugie – trener musi sobie poradzić z uczuciem odrzucenia; wszak jego genialny pomysł właśnie skończył na śmietniku. 

Opisane przypadki nie muszą koniecznie spowodować katastrofy, kiedy się wydarzą. Sprawny trener „ogra” większość trudnych sytuacji. Przeprojektuje zajęcia, poprowadzi omówienie nieco inaczej od tego, co zakładał. Te ryzykowne gry stają się ryzykowane w zasadzie tylko wtedy, kiedy ktoś podchodzi do swojego scenariusza z nadmierną pewnością i wiarą w to, że wszystko ma się toczyć dokładnie tak, jak to sobie planuję!

PS. Specjalne podziękowania da Justyny Matras, z którą jakieś 10 lat temu dwa z tych trzech opisanych pomysłów wydyskutowaliśmy.

Rafał Żak – trener / coach / autor / mówca. Zajmuje się rozwojem ludzi i organizacji. Promuje rozwój oparty na dowodach. Autor książek „Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi” , „Nie myśl, że NLP zniknie” oraz "Trener w rolach głównych. Podręcznik pracy trenera". Ambasador EPALE.

  

Zobacz także:

Rytuały szkoleniowe

Rady trenera w średnim wieku cz. II

Rady trenera w średnim wieku cz. I

Net Promotor Score

Jak dokonać ewaluacji projektu prawie dobrze?

Praca w parze trenerskiej

   

Jesteś trenerem, szkoleniowcem? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na temat pracy trenera dostępne na polskim EPALE

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 2 z 2
  • Obrazek użytkownika Sebastian Cieślak
    Zgadzam się z Piotrem. Częściej na swojej drodze spotykałem dobrze przygotowanych do zawodu trenerów. Też popełniali błędy, ale nie popełnia ich ten kto nic nie robi. Jednak sporo jest takich, którzy chcą być efektowni, ale to co robią nie jest ani efektywne, ani merytorycznie użyteczne. Myślę, że ma na to wpływ również działanie klientów/kupujących szkolenia, którzy czasem za małą uwagę przywiązują do tego jakie mają być efekty po szkoleniu skupiając się bardziej na tym, że ma ono być „fajne”.
  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga
    To chyba powinieneś zmienić tytuł na "Uważaj, żeby się nie zakrztusić szampanem". Do meritum: myślę, że wciąż mało osób zajmujących się szkoleniami potrafi je projektować. Szczególnie mam na myśli trenerów "doraźnych", którzy nie okupują już tylko tematyk "twardych" (bo tam można by im wybaczyć pewne braki w warsztacie). Coraz więcej osób zajmuje się szkoleniami przy okazji prowadzonej działalności i czasem traktują proponowane przez ciebie narzędzia jako świetne dodatki. Sam widziałem sytuację, gdy do szkoleń sprzedażowych pewnej sieci delegowano najlepszych handlowców, wcześniej dając im jedynie wstępne train-the-trainer. Idea świetna: niech praktyk uczy praktyka. Tyle, że podstawowe zagadnienie, które poznali nowi "trenerzy" brzmiało: pilnuj czasu, żeby się nie spóźnić obiadem. A jak ci zostanie za dużo czasu? To zrób scenki...