chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Jeśli od razu wiesz jak coś zrobić, to może nie być mądrość, tylko po prostu nie przemyślałeś starannie - artykuł konkursowy

25/10/2018
przez Sławomir Łais
Język: PL

/pl/file/stronawwwepale26jpg-0strona_www_epale26.jpg

Z każdym szkoleniem umacniamy się w rutynie trenerskiej, a to właśnie rutyna może być jedną z większych słabości w nowoczesnym uczeniu. Jak wiesz jak coś należy zrobić i nie masz wątpliwości, to może dlatego, że już nie myślisz o tym co ważne. Ja się na tym łapię. A ty?

          

Sytuacja

       

Warsztat dotyczący metody projektowania procesów rozwojowych z użyciem Learning Battle Cards. Prowadzimy we dwoje z ko-trenerką. Jesteśmy mniej więcej w drugiej godzinie szkolenia. Zaczynam objaśniać, co to są karty Learning Battle Cards i co jest na nich wydrukowane.

Ponieważ oboje się mocno angażujemy podczas szkoleń, to mamy klika sygnałów porozumiewawczych – podając wodę, sygnalizuję, że pływasz (łyknij wody, a ja podsumuję), wplecione w dowolne zdanie słowo „rower” oznacza – stop itp.

W pewnym momencie czuję lekkie szturchnięcie mojej ko-trenerki. Oznacza to „uważaj”, czyli „coś się dzieje w grupie, czego najwyraźniej nie dostrzegasz”. Czasami nawet nie zauważam tego gestu i znacznie później dowiaduję się, o co jej chodziło. Nie tym razem.

Przerzucam slajd i tłumaczę dalej, czym są karty LBC i jak są zbudowane. Przez chwilę wydaje mi się, że dostrzegam w oczach ko-trenerki coś jakby podziw a może współczucie. Dalej tłumaczę, co jest na kartach, nieco już zniecierpliwiony, bo to warsztat przecież i to, co najciekawsze, czyli ćwiczenia, dopiero przed nami.

Dochodzę do objaśnienia wartości liczbowych na paskach siły. No i zaczyna się.

Pada pierwsze, niewinne na pozór pytanie – „A skąd właściwie wiadomo, że wartość paska siły ma być 3 a nie 5?”. Wyjaśniam, że to dane zebrane i uśrednione w procesie crowdsourcing. No, ale pojawia się kolejne pytanie o badania, podstawy naukowe… Czuję się jak na ustnej maturze z polskiego – ja o sztuce, a pytają o faktografię. Już wiem, że w oczach ko-trenerki to nie był podziw.

/pl/file/dsc4484resjpgdsc_4484_res.jpg

LBC trainers team photo

Tłumaczę dalej, że to praktycy edukatorzy wyznaczyli te wartości i trudno o podstawę naukową, bo karty mają inspirować, a paski na karcie mają zwrócić uwagę co jest ważne w myśleniu o reprezentowanej przez nich metodzie. Przecież wiadomo, że taki środek dydaktyczny, jak na przykład film, może być bardzo angażujący (jeśli jest na temat) i może być mniej angażujący. Istotne jest to, że w ogóle warto zwrócić uwagę na jego zdolność do angażowania i co myśleć o tym, wybierając ten właśnie środek.

Patrzę na zegarek – 10 minut czasu na objaśnienie struktury karty LBC dawno minęło, a my nadal dyskutujemy, czy na pasku ma być 3 czy 5. A w ogóle, to po co są te liczby, skoro nie są oparte o badania naukowe? Tempo szkolenia spada. Do końca szkolenia będziemy co jakiś czas tłumaczyć, że nie o to chodzi.

Z czasem kolejne ćwiczenia polegające na wykorzystaniu Learning Battle Cards i LBC Canvas przekonują grupę o wartości LBC, ale początkową dawkę sceptycyzmu trzeba nadrabiać przez wiele godzin.

Aby zrozumieć tragizm sytuacji, musisz wiedzieć, że Learning Battle Cards to mocno inspiracyjna metoda, która dzięki kartom LBC ma spowodować, żeby projektujący szkolenie wykorzystał cały potencjał narzędzi i metod stosowanych w nowoczesnej edukacji. Na kartach są parametry wyznaczone w procesie crowdsourcingu przeprowadzonego wśród praktyków uczenia. To wiedza praktyczna – czyli koncentrująca się na tym, co działa a nie na precyzji definicji.

W podejściu LBC kluczem jest inspiracja i wyjście poza rutynę, zrozumienie kluczowych czynników sukcesu projektu rozwojowego a później dopiero porządkowanie projektu na LBC Canvas. A to wymaga otwartości i gotowości do wyjścia poza strefę komfortu wyznaczoną przez rutynę.

         

/pl/file/p1000643jpgp1000643.jpg

Learning Battle Cards photo

        

Analiza

    

Po szkoleniu – rozmowa trenerska. W końcu dociera do mnie sens szturchnięcia - to nie był jednak podziw.

Wychodzi nam jedno – nie możemy objaśniać struktury kart tak, jak dotychczas, bo to wprowadza zamieszanie.

Ale jak to? Jak realizować dalsze ćwiczenia, jeśli nie objaśnimy podstaw?

Z czasem dochodzimy do wniosków:

  • skoro robimy na temat kart wykład, to uczestnicy oczekują wykładu - czyli teorii;
  • uczestnicy spodziewają się teorii, więc podświadomie weryfikują to, co dostają. Wartościują pod kątem oceny teorii, dlatego, crowdsourcing wydaje im się gorszą koncepcją niż badania naukowe;
  • uczestnicy na dzień dobry nie czują czegoś takiego jak "wiedza tłumów" – oceniają z zewnątrz, a ponieważ sami są edukatorami, to stawiają się w roli recenzenta.

Zdajemy sobie również sprawę, że istnieje grupa, w której nie mieliśmy problemu ze zrozumieniem naszej koncepcji – to edukatorzy, którzy wzięli udział w procesie crowdsourcing – a było to kilkadziesiąt osób, które poprosiliśmy o wpisanie własnych wartości pasków siły na każdej ze 108 kart. Oni od razu zrozumieli ideę zebrania praktycznej wiedzy, wynikającej z ich doświadczeń i pokazanej później właśnie w takiej, uśrednionej, postaci.

I to jest ślad, który podejmujemy.

   

Rozwiązanie

    

Skoro kontrybutorzy Learning Battle Cards w lot zrozumieli ideę i się w nią wpisali, to nasuwa się logiczny wniosek – zróbmy z uczestników szkoleń kontrybutorów. Zaprośmy ich do procesu podobnego do crowdsourcing i być może to spowoduje, że chwycą ideę.

Tak też robimy. Drukujemy arkusze z powiększonym, ale pustym wizerunkiem kart i zapraszamy uczestników do stworzenia własnej karty w 3-4 osobowych grupach. Rezygnujemy z objaśniania konstrukcji kart. Same parametry karty krótko wyjaśniamy na potrzeby ćwiczenia, bez wnikania w szczegóły.

Efekt jest zdumiewający! Uczestnicy tworzący karty, już w grupach dyskutują, że parametry karty to wynik różnych doświadczeń indywidualnych, co jest olbrzymim bogactwem. Dostrzegają, że inni mogą ich inspirować i wcale nie jest najważniejsze, aby ustalić dokładne wartości każdego parametru karty – dyskusja o każdym z parametrów karty rozbudza ich wyobraźnię.

Prezentowanie kart innym grupom jest jeszcze ciekawsze, bo każdy zespół ma przedyskutowane interesujące pomysły i mocno się angażuje, żeby praca zespołu została pokazana.

Uczestnicy czują siłę inspiracji i wnioskują, z jakiego typu narzędziem mają do czynienia.

    

Jak to działa?

    

Na ogół lepiej uczyć się aktywnie niż pasywnie. Chcieliśmy, trochę może rutynowo, pokazać karty mini-wykładem, i sprawnie przejść do ćwiczeń. Jednak najwyraźniej to nie był dobry pomysł.

Mamy kilka swoich głębszych refleksji związanych z tą sytuacją.

Siła schematu. Wykład, nawet w wersji mini, kojarzy się z przekazywaniem wiedzy twardej, akademickiej. Pamiętam schemat obecny na uczelniach w czasach moich studiów: najpierw kolokwium, potem laboratorium, czyli najpierw wiedza, potem praktyka. Tam, gdzie istotą szkolenia jest wiedza praktyczna, może warto przełamać ten schemat i zacząć od praktyki.

Perspektywa. Stawiając uczestników w roli słuchaczy budujemy dystans pomiędzy nimi a tym, co chcielibyśmy przekazać. Umożliwiając im przejście podobnego procesu, jaki przeszli kontrybutorzy LBC, spowodowaliśmy, że dyskutowali o tym z perspektywy osób, które doświadczyły współtworzenia. Mówili o swoich doświadczeniach, a nie oceniali wyniki pracy innych.

Siła doświadczenia. Cykl Kolba to klasyka. Warto pamiętać, że doświadczanie to olbrzymia siła angażująca. Czasami może się wydawać, że to podejście bardziej czasochłonne niż przekazanie czegoś mini-wykładem, ale w naszym przypadku okazało się, że uzyskane w ten sposób zrozumienie inspiracyjnej istoty kart, jeszcze przed kolejnymi ćwiczeniami, warte było przeznaczonemu czasu.

Spójność procesu. Po namyśle stwierdzam, że próbując stosować klasyczne podejście mini-wykład plus ćwiczenie, zaburzyliśmy spójność szkolenia. W końcu jedną z zalet metody LBC jest wychodzenie poza rutynę. Trzymanie się zbyt długo utartych schematów, jest dla edukatora szkodliwe – świat się zmienia, więc nie możesz ciągle uczyć tak samo. W związku z tym, zbyt rutynowe i tradycyjne podejście, po prostu nie pasuje do tego szkolenia. Uczysz tańczyć – tańcz, uczysz prowadzić samochód, wsiadaj za kierownicę, zatem: uczysz przełamywać schematy, to nie trzymaj się starych przyzwyczajeń.

Siła świadomości. Kluczowe dla naszego szkolenia jest to, żeby w świadomości uczestników zaistniała istota metody LBC już od samego początku. Uczestnicy muszą poczuć, z jakim narzędziem pracują – nie wystarczy im powiedzieć, muszą doświadczyć.

Pewnie czeka na mnie jeszcze niejedno szturchnięcie ko-trenera i kolejne obszary do przemyślenia, bo bez względu na to, jak dobrze poszło szkolenie, to zawsze warto wyciągnąć wnioski, żeby kolejne wyszło jeszcze lepiej.

     

***

Artykuł bierze udział w konkursie 'Kulisy pracy trenera'.

 

Jesteś trenerem, szkoleniowcem? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na temat pracy trenera dostępne na polskim EPALE

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 8 z 8
  • Obrazek użytkownika Marta Kosińska
    Bardzo ciekawy tekst! Nie znam metody projektowania z wykorzystaniem Learning Battle Cards, ale brałam udział w szkoleniu z wykorzystaniem design thinking (jako odbiorca), w którym zaszła podobna sytuacja i rozłożyła nie tylko to pojedyncze szkolenie na łopatki, ale cały cykl spotkań opartych na tej metodzie. Prowadzące wskazywały, że wśród odbiorców jest za dużo teoretyków i "ludzi kultury". Mówiły, że to jest problematyczne, ponieważ najgorszym doświadczeniem, z jakim się dotąd zetknęły, było projektowanie tą metodą z pracownikami naukowymi jednej z uczelni: miał być to dla nich koszmar. To zrzucanie winy na kategorię odbiorców (naukowcy, "ludzie kultury") nie pomogło w ratowaniu szkolenia, a jego uczestnicy sądzę, że do dziś mają wątpliwości co do design thinking.
  • Obrazek użytkownika Sławomir Łais
    Design Thinking to świetny przykład - to też metoda mocno praktyczna. Myślę, że trenerzy DT mają podobne wyzwania jak to opisane. 
    Cały czas pracuję nad tym, żeby dobrze zbudować w ludziach świadomość w czym właściwie uczestniczą. Metody takie jak LBC czy Design Thinking nie są obiektywnie lepsze lub gorsze od innych, jednak wydaje mi się kluczowe zrobić wszystko przed szkoleniem lub na początku szkolenia, żeby uczestnicy mieli świadomość na co się decydują i otwarli się na taki rodzaj myślenia. 
    Jeśli chodzi o Learning Battle Cards, to akurat ludzie zajmujący się kulturą bardzo nam pasują, bo dużo na warsztacie rozmawiamy o zagadnieniach związanych ze świadomością rozwoju, kulturą rozwoju itp. Z naukowcami może trudniej, ale za to olbrzymia satysfakcja jak się uda. 
  • Obrazek użytkownika Monika Hausman-Pniewska
    No i Kolb rulez! Według modelu zaangażowania, który stosuje w swojej pracy, nie tylko trenerskiej, ale też animacyjnej, ze społecznościami lokalnymi, aby zaangażować ludzi i to zaangażowanie utrzymać, należy dać ludziom wpływ (między innymi, bo model mówi także o świadomości celu, wykorzystaniu kompetencji i docenieniu). Brawo za refleksje i zazdroszczę, że możecie się trochę poszturchać, aby zwiększyć czujność.  
  • Obrazek użytkownika Sławomir Łais
    Myślę, że praca związana z aktywizowaniem ludzi i społeczności to wyższa szkoła jazdy. Mnie ludzie zajmujący się tym bardzo inspirują, bo w końcu w uczeniu kluczowe jest, żeby zaangażować, a wy to robicie na co dzień.
    Każdy powinien mieć grono osób, w którym może czuć się bezpiecznie szturchany. Mam nadzieję, że Epale jest tego typu miejscem, gdzie takie grono się spotyka. Napisz w czym potrzebujesz szturchnięcia, a chętnie wesprę. 
  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga
    Podoba mi się ten "rower" ;-) A na poważnie: dobrze, że odchodzicie od teoretyzowania, bo to faktycznie może się źle skończyć. Takie narzędzia jak karty siłą rzeczy musi być pewnym uproszczeniem. Tak jak napisałeś: teoretyzując zaczynasz zmuszać ludzi do weryfikacji faktów. Dziś jednak to nie jest takie oczywiste, bo wysyp trenerów na rynku sprawia, że mało kto bierze za siebie pełną odpowiedzialność. Szkolenia zgodne z metodą evidence based training (EBT) to wielka rzadkość. Trenerowi dużo łatwiej przychodzi posługiwanie się własną wiedzą i doświadczeniem, niż weryfikowanie ich w jakikolwiek mierzalny sposób. Karty są więc świetne, ale jednocześnie niebezpieczne, jeśli ktoś nie zrozumie zasad ich działania.
  • Obrazek użytkownika Sławomir Łais
    Learning Battle Cards to narzędzie i metoda na takie pokierowanie pracą swoją lub zespołu, żeby powstający projekt rozwojowy cechował się szerokim zestawem metod i były one sensownie dobrane do celów i potrzeb. Chodzi o to, żeby wyjść poza własną rutynę i sięgnąć do bogactwa metod rozwojowych.
    To pewien sposób myślenia i zestaw działań, które mają doprowadzić do zaprojektowania dobrego procesu. Jednak dużo zależy od samych edukatorów, którzy stosują LBC. 
    W tym rozumieniu widzimy podobieństwo do design thinking - nie jest to opis dobrego produktu, ale przepis na to jak dojść do produktu, który spełnia określone cechy. Nawiasem mówiąc podobieństw jest więcej.
    Czy inspiracja jest ważna w projektowaniu? Na pewno tak.
    Jak zmierzyć, żeby mieć dowód, że to działa? Pewnie trudniej, bo trzeba by porównać takie same projekty przygotowane bez LBC i projektowane z LBC. 
    My bierzemy przekonanie z tego, że widzieliśmy sporo projektów "bez użycia LBC" a następnie te same projekty przeprojektowane z LBC. Niektóre przemiany były spektakularne.
  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga
    Czyli w Waszym wypadku jest trochę tak, że konsultując działacie jak lekarze. Wchodzicie tam, gdzie pacjent nie do końca jest zdrowy. Może nie jest to stan terminalny, ale jakiś ból jest. Wchodzicie z określoną metodą leczenia i widzicie, że to pomaga. Macie jakiś sposób na ewaluację?
  • Obrazek użytkownika Sławomir Łais
    Określenie lekarz, choć kuszące, moim zdaniem stawia klienta jako bezwolnego, mniej doświadczonego pacjenta, którego trzeba leczyć. To mi średnio pasuje.
    My raczej dajemy metodę, na to, żeby taki ból zrozumieć i leczyć, a potem żyć zdrowo jeśli już mamy się trzymać tej analogii.
    Dajemy sposób, żebyś uleczył co trzeba w istniejących projektach, być może zrozumiał co nie działa i dalej projektował tak, żeby w ogóle leczenie nie było potrzebne.
    Chętnie dzielimy się oczywiście własnymi doświadczeniami i wiedzą z projektów, które znamy, ale istotą jest, żeby edukator od nas dostał narzędzie, które pozwoli mu wykorzystać jego potencjał i potencjał metodyki uczenia w dobry sposób. 
    Niektóre projekty uczestników na szkoleniach LBC porządnie mnie zadziwiają, choć z racji korzystania z LBC od lat sporo już widziałem.