chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

„Rozchichotane hieny” i „Płochliwe zające” - artykuł konkursowy

08/10/2018
by Magdalena Mrozkowiak
Język: PL

/pl/file/stronawwwepale26jpgstrona_www_epale26.jpg

Kilka lat temu, a raczej kilkanaście, gdy byłam trenerką dość nieokrzesaną, ale taką, która na podstawie kilku doświadczeń myśli sobie, że pozjadała wszystkie rozumy, zostałam poproszona wraz z koleżanką o przeprowadzenie 2-dniowych warsztatów na temat związany z metodyką nauczania dorosłych. Dla mojej współprowadzącej był to debiut. Byłyśmy przygotowane do zajęć. Temat ten był nam bliski, ponieważ zajmowałyśmy się zagadnieniami związanymi z andragogiką już od dłuższego czasu. Od strony technicznej i organizacyjnej także nie można nam było nic zarzucić.

Do sali wkroczyłyśmy pewnym krokiem w garsonkach i szpilkach, z laptopami i materiałami dydaktycznymi pod pachą. Uczestnikami warsztatów byli głównie pracownicy wyższego szczebla związani zawodowo z edukacją i kształceniem. Wielu z nich znało się od lat. Od progu poczułyśmy delikatny zapach alkoholu, co wprowadziło nas w delikatną dezorientację. Po krótkiej wymianie zdań „na temat pogody” dowiedziałyśmy się, że wielu uczestników już wczoraj przybyło do ośrodka szkoleniowego. Ubiegły wieczór spędzili integrując się. Nie byłyśmy tym zachwycone, ale nie zwlekając przystąpiłyśmy do pracy. Zgodnie z życzeniem organizatora zaczęłyśmy od podstaw teoretycznych, co wzbudziło ogólne rozbawienie i uszczypliwe pseudohumorystyczne uwagi na temat poziomu warsztatów. Grupa około 30 uczestników podzieliła się na dwa obozy. Z uwagi na ogólnie prezentowaną postawę pierwszą grupę pozwoliłam sobie nazwać „Rozchichotane hieny” – uczestnicy po wczorajszych „zajęciach integracyjnych”, o zapachu przetrawionego alkoholu, pozbawieni taktu i kultury osobistej, agresywni werbalnie wobec kobiet malkontenci. Grupa druga to „Płochliwe zające”, składająca się z osób trzeźwych, w większości kobiet, które wymieniały zatrwożone i zażenowane spojrzenia między sobą, unikając wzrokiem prowadzących. Muszę przyznać, że warsztaty udało się przeprowadzić w bardzo okrojonej wersji wyłącznie dzięki naszej determinacji. Czułam się dodatkowo odpowiedzialna za młodszą doświadczeniem koleżankę. Z przykrością obserwowałam, jak z mojej współtowarzyszki niedoli uchodzi pozytywna energia a w miejsce jej pojawia się frustracja i bezradność. Komentarze na temat dekoltu lub rady, co do tego, że powinnam zostać w domu i zająć się dzieckiem nie należały do rzadkości. „Płochliwe zające” przez cały czas pozostawały w cieniu „Rozchichotanych hien”, w sposób wycofany i zalękniony dotrwały jakoś do końca.

Zależało mi przede wszystkim na tym, aby rozwiązać tą sytuację jak najkorzystniej dla wszystkich zainteresowanych. Jak sprawić, aby trenerki  „zachowały twarz” nie wzbudzając zawstydzenia lub agresji u trudnych uczestników? Było to nie lada wyzwanie nawet dla dyplomowanego psychologa społecznego.

Nasze działania interwencyjne działające:

  • Angażowanie uczestnika do ćwiczenia poprzez wyznaczanie „ważniejszej” roli wymagającej wykonania dodatkowej pracy, np. lidera grupy, którego zadaniem jest prezentowanie wyników pracy zespołu,
  • Utrzymywanie stałego kontaktu wzrokowego z trudnym uczestnikiem,
  • Przerywanie wypowiedzi, patrzenie na osobę przeszkadzającą i spokojne oczekiwanie, aż grupa sama przywoła ją do porządku,
  • Podchodzenie do trudnego uczestnika na niewielką odległość i kontynuowanie wypowiedzi tak, jakby mówiło się tylko do niej,
  • Brak okazywania irytacji i frustracji, zachowanie spokoju „ponad wszystko”.

Do działań interwencyjnych, które nie zadziałały, możemy natomiast zaliczyć:

  • Kontynuowanie wypowiedzi mimo tego, że osoba przeszkadza,
  • Zrobienie przerwy i zaproszenie uczestnika do rozmowy prezentując postawę asertywną, poinformowanie jej, że zachowuje się w sposób, który utrudnia nam i innym pracę podając konkretne przykłady.

Po zakończonych warsztatach organizator przepraszał nas za zachowanie kolegów. Widać było, że wstydzi się za nich i czuje bardzo niekomfortowo. Czułam porażkę i miałam pretensje do siebie, że moje zachowanie nie było profesjonalne. Ale tak między nami, to jakie zachowanie byłoby profesjonalne? W tej sytuacji skupiłam się także na zadbaniu o koleżankę, za którą czułam się odpowiedzialna.

W drodze powrotnej rozmawiałyśmy o tym, co się stało. Obawiałyśmy się, że kiepska jakość szkolenia wpłynie niekorzystnie na ocenę nas jako pracowników. Winy szukałyśmy oczywiście w sobie: brak kompetencji, niewłaściwy strój, niedbałość, lekkomyślność. Wyliczać można w nieskończoność. Ostatecznie podjęłyśmy decyzję o poinformowaniu naszej bezpośredniej przełożonej o wszystkich szczegółach. Dużo stresu, wstydu i zażenowania kosztowała nas ta rozmowa.

W oczach szefowej narastał gniew, gdy słuchała naszej relacji. Podniosła słuchawkę telefonu, wybrała numer i w kilku żołnierskich słowach, cedząc je przez zaciśnięte zęby, służbowym tonem poinformowała organizatora, że taki stan rzeczy jest nie do pomyślenia, a tak drastyczny brak kultury i mobbing w miejscu pracy grozi konsekwencjami prawnymi. Po kilku dniach odbierałyśmy telefony z przeprosinami. Po kilku miesiącach przypadkowo napotkane „Rozchichotane hieny” przy okazji konferencji, kongresów i innych ważnych wydarzeń, omijały nas szerokim łukiem z wzrokiem wbitym w podłogę.

W związku z powyższym przeżyciem mam kilka przemyśleń.

Po pierwsze, świetnie jest myśleć o sobie pozytywnie. Jednak czasami przydaje się trochę pokory. Być może wtedy sytuacja trudna nie zaskoczyłaby mnie tak bardzo.

Po drugie, bardzo cieszę się, że moja szefowa stanęła po naszej stronie. Takie zachowanie dało nam odczuć, że:

  • Miałyśmy rację, co do naszych odczuć wobec uczestników, ponieważ skonfrontowałyśmy swoje postawy z opinią osoby bardziej doświadczonej będącej dla nas autorytetem,
  • Niechcący zostałyśmy ofiarami w tej sytuacji a nie nieudacznymi nowicjuszkami, które „nie dały rady”,
  • Warto mówić o trudnych sytuacjach, swoich przemyśleniach i odczuciach innym otwarcie, bo może się okazać, że nie zostaniemy skrytykowane, ale uzyskamy pomoc i wsparcie.
  • Nie wszystko zależy od nas, czasami coś nie udaje się nie z powodu braku przygotowania, niewystarczających kompetencji, pozornie niepożądanych cech osobowościowych, ale po prostu jako konsekwencja niesprzyjających czynników zewnętrznych, na które nie mamy żadnego wpływu.

Dzisiaj jestem kobietą silną, o wielu aspiracjach, wysokiej potrzebie osiągnięć, kilku sukcesach osobistych i zawodowych, spełnioną jako pracownik oraz jako mama wspaniałego syna. Mam do siebie szacunek. Mam w sobie pokorę. Czuję się kompetentna. Nie obawiam się przyznawać do popełnianych czasem błędów. Warto starać się, aby dany błąd popełniać tylko raz. Nie rozpamiętuję godzinami, co zrobiłam nie dość dobrze. Raczej myślę nad konstruktywnym zachowaniem się w tej sytuacji problematycznej w przyszłości.

Jestem tu gdzie jestem, ponieważ czasami z trudem, ale idę jednak do przodu, nabieram doświadczenia, moja wiedza i kompetencje są coraz większe. Wiem, że z niepowodzeń warto pobierać naukę, nie poddawać się, rezygnować. Nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Rozwijamy się poprzez efektywne radzenie sobie z problemami, oswajanie „strachów”,  wychodzenie poza strefę komfortu. To tylko małe kamyczki na mojej drodze do szczęścia.

 

Jesteś trenerem, szkoleniowcem? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na temat pracy trenera dostępne na polskim EPALE

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 1 z 1
  • Obrazek użytkownika Anna Dyjak
    Jak to mawia moja koleżanka z sali szkoleniowej "co nie dopowiesz to dowyglądasz" ;) . Nigdy nie wiemy na kogo trafimy na sali. Mi również zdarzały się przypadki "integracji" noc wcześniej. Na początku mojej pracy bardzo się tym przejmowałam. jedna z moich doświadczonych kolezanek wtedy rzuciła do mnie tym właśnie tekstem. Rozbawił mnie on do łez. Przyznam jednak, że do dziś na szkolenie wyciągam najlepsze szpilki, szykuję modny żakiecik i robię staranny makijaż :) . Oczywiście wiedza merytoryczna jest numer 1 ... no ale jak nikt mnie nie słucha "zmęczony" dniem wczorajszym to niech sobie chociaż popatrzy ;)