chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Czy warto poznać biografię edukacyjną portiera domu publicznego?

25/07/2018
przez Monika Sulik
Język: PL

Zazwyczaj zaczynam od niego. Czy to, aby nie nazbyt śmiałe i karkołomne posunięcie, by na pierwszym spotkaniu z zakresu edukacji dorosłych czy andragogiki, zaczynać od opowieści o portierze z domu publicznego? Dla niektórych brzmi to pewnie bardzo prowokacyjnie lub mało przyzwoicie, a mamy przecież tutaj podjąć rozważania nad sprawami ważnymi i poważnymi, bo edukacji dorosłych. 

Portier – analfabeta

„Nie było w tym miasteczku gorzej płatnej ani gorzej postrzeganej pracy od pracy portiera domu publicznego… Jednak co innego mógł robić ów człowiek?”[1] – tymi słowami Jorge Bucay rozpoczyna swą opowieść o portierze pracującym w domu publicznym. Dalej dowiadujemy się o tym, że swą pracę portier wykonywał niejako „dziedzicząc” ją po ojcu, a ojciec po dziadku itd. Sprawa zaczęła się komplikować gdy nowy właściciel, chcąc zmodernizować interes, wyznaczył portierowi dodatkowe zadania. Miał on prowadzić coś co dziś nazwalibyśmy „badaniem satysfakcji klientów” i sporządzać odpowiedni raport, aby potem przedstawić go swojemu szefowi. „Jestem analfabetą” – odpowiedział portier. W ten oto sposób, niebawem portier utracił swą pracę. Został z niczym, prócz niewielkiej odprawy i frustracji.

Zwykle w tym miejscu pytam studentów o to, co ich zdaniem zrobił portier, i co oni zrobiliby w podobnej sytuacji? W odpowiedzi najczęściej słyszę, że jak najszybciej podjęliby starania, aby nauczyć się czytać i pisać, dzięki czemu mogliby odzyskać utracone stanowisko pracy. Jednak losy portiera, z opowieści Bucaya, potoczyły się nieco inaczej. Bezrobotny portier, za pieniądze z odprawy, kupił komplet narzędzi, przy pomocy których zamierzał wykonywać drobne usługi remontowe. Zanim zaczął realizować swój plan, zaczęli w kolejce ustawiać się sąsiedzi, by pożyczyć narzędzia. Okazało się bowiem, że podróż do sklepu z narzędziami, zajmowała aż dwa dni drogi na mule. Portier pomyślał więc, że dopóki nie znajdzie pracy, będzie zarabiał na sprowadzaniu narzędzi. Chętnych do zakupu narzędzi było coraz więcej, podjął więc ryzyko i zaczął przeznaczać na ich zakup coraz większą kwotę z otrzymanej odprawy. Następnie wynajął lokal na magazyn, by wkrótce przerobić go na pierwszy w miasteczku sklep z narzędziami. Niebawem doszedł do wniosku, że zamiast sprowadzać narzędzia, mógłby je także produkować. Jak dalej zapewnia nas Jorge Bucay, „w ciągu dziesięciu lat człowiek ten, dzięki uczciwej i rzetelnej pracy stał się niezwykle bogatym wytwórcą narzędzi. Został największym przedsiębiorcą w całej okolicy. Był tak zamożny, że z okazji rozpoczynającego roku szkolnego zbudował nową szkołę. Jakież było zaskoczenie dyrektora, który podczas festynu inaugurującego, usłyszał, że fundator szkoły i wielki przedsiębiorca, nie może podjąć zaszczytu wpisania się do księgi pamiątkowej szkoły, gdyż nie umie czytać ani pisać. I tutaj rozegrał się kluczowy dialog, który warto zacytować w całości:

„– Wy? – z niedowierzaniem zapytał dyrektor. Nie umiecie czytać ani pisać? Zbudowaliście przemysłowe imperium, nie umiejąc czytać ani pisać? Jestem zdumiony. Zastanawiam się co byście zrobili umiejąc czytać i pisać.

- Mogę wam odpowiedzieć – odparł ze spokojem – Gdybym potrafił czytać i pisać… byłbym portierem w domu publicznym”[2].

/pl/file/shutterstock591518990jpgshutterstock_591518990.jpg

Pytanie zawarte w tytule: czy warto poznać biografię edukacyjną portiera z domu publicznego?, w tym miejscu okazuje się być retorycznym. Edukacyjny przekaz tej opowieści również jest oczywisty, dlatego chciałabym w tym miejscu poruszyć temat, który biografia portiera domu publicznego doskonale ilustruje.  

Zamiast morału… andragogiczny mit

Opowieść o portierze stała się dla mnie inspiracją do podjętych tutaj rozważań, ale był nią także tekst Horsta Stukenberga pt. „Siedem historyjek i ich znaczenie dla edukacji dorosłych w czasie dokonujących się zmian”. Autor opowiada kilka wydarzeń ze swojego życia, które miały wpływ na podejmowane przez niego działania edukacyjne. Z przekonaniem stwierdza, że „przeżycia biograficzne pozostawiają swoje ślady i wywierają swoje piętno”[3]. Nie sposób nie zgodzić się z tą myślą poznając fragment biografii portiera, który stał się bohaterem podjętych tu rozważań. Nietrudno bowiem zauważyć, że literatura biograficzna i autobiograficzna staje się doskonałym źródłem poznania motywów podejmowania wysiłku edukacyjnego, wysiłku uczenia się.

W myśleniu potocznym i zdroworozsądkowym bardzo często dominuje przekonanie o dobrowolności edukacyjnego uczestnictwa dorosłych. Mieczysław Malewski łamie ten sąd, stwierdzając, że „jest to jeden z andragogicznych mitów”[4]. Uzasadniając swoją tezę, autor pisze, że najważniejszymi parametrami związanymi z konstruowaniem swojej biografii są konieczności i możliwości. Historia o portierze z domu publicznego jest przykładem podejmowania wysiłku uczenia się spowodowanego koniecznością egzystencjalną, jednego z najczęściej spotykanych, w materiałach biograficznych, motywów podejmowania wysiłku edukacyjnego. Mam tutaj na myśli uczenie się rozumiane jako naturalny proces całożyciowy, wiążący się z codziennością jednostki, obejmujący wszystkie aspekty dorosłego życia, łączący się z rozwojem osobowości, a realizujący się poprzez edukację formalną, nieformalną i uczenie się z doświadczeń[5].

Biograficzne ilustracje

Jak już wspomniałam, materiały o charakterze biograficznym, są nasycone licznymi przykładami podejmowania wysiłku uczenia się, spowodowanego egzystencjalną koniecznością. Oto kilka z nich:

  • Anna Krupa urodziła się bez rąk. Życie postawiło ją przed koniecznością opanowania różnych umiejętności bez użycia rąk. A oto słowa Anny: „Komórkę odbieram prawą nogą. Tak samo piszę SMS-y. Lewą nogą piję kawę, jem i wyszywam. Bez rąk można studiować zarządzanie biznesem, uczyć w szkole angielskiego, zbierać truskawki i głaskać psa, można też się kochać i zostać matką. Ja zostałam”[6]. Anna doskonale opanowała czynności związane z samoobsługą, ale również swoim rozwojem osobistym. Podejmując nową rolę  - rolę matki – doskonale poradziła sobie z opieką nad swoją córką: „Pierwszy raz przewijam Emi – opowiada Anna – pielęgniarki nie mogą uwierzyć, że stopami można zmienić pieluchę i umyć dziecku pupę. Można”[7].
  • Wiesława Śmiechowska, była więźniarka stalinowskiego więzienia, opowiada o konieczności przyswojenia sobie umiejętności porozumiewania się w ekstremalnych  warunkach: „[…] nauczyła mnie w celi pewna kobieta […], Chwyciłam szybko. Ludzie rozmawiali ze sobą na Rakowieckiej morsem. Przez kaloryfer albo po rurach szedł dźwięk czy przez ścianę. Gdy ja już umiałam morsa i próbowałam porozumieć się przez ścianę z kobietami, z jednej strony nikt się nie odezwał. Z drugiej odezwał się Jerzy. Gdy poznał alfabet zaczęliśmy rozmowy. Z czasem nabraliśmy takiej szalonej wprawy w morsie, że zaczęliśmy opowiadać sobie książki. Okazało się, że oboje uwielbiamy opowieść o Tristanie i Izoldzie. Cytowaliśmy całe fragmenty”[8]. Po wyjściu z więzienia Wiesława i Jerzy zostali parą.
  • Jean-Dominique Bauby, francuski dziennikarz, po tym jak został niemal całkowicie sparaliżowany, w wyniku wypadku, stanął przed koniecznością opanowania nowego sposobu porozumiewania się ze światem. Co więcej, znalazł sposób na opisanie swoich doświadczeń, pisząc, a właściwie wymrugując książkę pt. „Skafander i motyl”. Sekretarka recytowała specjalnie ułożony alfabet (litery były w nim ułożone w kolejności od tych najczęściej używanych w słowach, do najrzadziej używanych) a on mrugał okiem, kiedy wypowiadała żądaną literę, po czym rozpoczynała alfabet od nowa. W ten sposób, litera po literze, stworzył całą książkę, zmarł 10 dni po jej opublikowaniu.

Ukazane przykłady, są również egzemplifikacją słów Martine Lani-Bayle, która pisze, że „nie ma doświadczenia ludzkiego, które by nie było edukacją”[9]. Mam również nadzieję, że skłaniają do refleksji nad osobistymi koniecznościami, które stały się naszą siłą napędzającą do działania, czy pobudką do zdobywania wiedzy, umiejętności oraz nowych kompetencji. Jedno jest pewne, „niewiele jest rzeczy bardziej fascynujących czy kształcących niż poznawanie doświadczeń innych świadomych istot w ich ziemskiej wędrówce. Relacje z ich życia mogą nas głęboko poruszać, (…) pozwalają uzyskać wgląd w mechanizmy rządzące życiorysami, a być może dostarczają nam też pewnego układu odniesienia do przewartościowania naszych własnych doświadczeń, powodzenia, czy możliwości egzystencji”[10].

A jakie są Wasze doświadczenia w tym zakresie? Jakie konieczności egzystencjalne stały się dla Was siłą i motywacją do podjęcia wysiłku uczenia się?

[1] J. Bucay: Pozwól, że Ci opowiem… bajki, które nauczyły mnie jak żyć. Tłum. I. Ziętek-Segura, Poznań 2004, s. 29.

[2] Tamże, s. 34.

[3] H. Stukenberg: Siedem historyjek i ich znaczenie dla edukacji dorosłych w czasie dokonujących się zmian, [w:] E. Dubas, O. Czerniawska (red.), Drogi edukacyjne i ich biograficzny wymiar, Warszawa 2002, s. 43.

[4] M. Malewski: Przymus i wolność w edukacji dorosłych, „Teraźniejszość – Czlowiek – Edukacja” 2002, nr 1 (17), s. 40.

[5] P. Dominice: Uczyć się z życia. Biografia edukacyjna w edukacji dorosłych. Łódź 2006, s. 11.

[6] M. Wach: Po raz pierwszy brakuje mi rąk, „Wysokie Obcasy”, 2007, nr 47, s. 13.

[7] Tamże, s.13.

[8] A. Kamińska: Więzienne love story, „Wysokie Obcasy”, 2009, nr 5 (508), s. 12.

[9] M. Lani-Bayle: Historia życia jako edukacja, [w:] B. Juraś-Krawczyk (red.), Wybrane obszary badawcze andragogiki, Łódź 2007, s. 45.

[10] W. McKinley Runyan: Historia życia a psychobiografia, Warszawa 1992, s. 9.

dr Monika Sulik – adiunkt, wykładowca akademicki. Prowadzi autorskie zajęcia dydaktyczne z zakresu przedmiotu biografia w edukacji. Certyfikowany trener i mentor akademicki. Od 2018 roku jest również sekretarzem redakcji czasopisma „Edukacja Dorosłych”. Ambasadorka EPALE.

Zobacz także:

Czy "szewc bez butów chodzi"? Czyli andragogiczne "prawidła"

Czego nas może nauczyć Kitau z plemienia Kikujusów?

Człowiek dorosły w „Miasteczku Mamoko”

„Edukacyjne” prowokacje versus konstruktywny krytycyzm - czyli o tym, co wspólnego ma krem ślimakowy z edukacją dorosłych?

Po co komu biografia na szkoleniach? Czyli edukacyjna "puszka Pandory"

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 10 z 11
  • Obrazek użytkownika Anna Pokrzywnicka
    Książki Jorge Bucaya są bardzo inspirujące i zawierają dużo mądrości życiowej. Myślę, że ta historia to pocieszenie dla osób, które życie zmusza do nagłych, nieplanowanych zmian takich jak np. utrata pracy. Na siłę zostają wypchnięci poza strefę komfortu i to zmusza ich do nauki, rozwoju i kreatywności. Nie wszystkie historie sukcesu to wynik precyzyjnego planowania kariery - u źródła wielu takich historii leży konieczność poradzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. Te historie są też pocieszające, ponieważ pozwalają uwierzyć, że człowiek jest w stanie poradzić sobie w trudnych sytuacjach, uczyć się i przystosować do zmian.
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Tak to prawda, ta historia może być pocieszeniem i wsparciem. Cieszę się niezmiernie, że Pani o tym napisała. Myślę, że czasami tego właśnie potrzebujemy, żeby zacząć działać, odważyć się i ruszyć z miejsca.... Ale ja przy okazji opowiadania tej historii, przede wszystkim pragnę zwrócić uwagę na to, że same sterty dyplomów potwierdzające nasze kompetencje są niczym jeśli nie podejmujemy w  życiu działań i nie wzmacniamy w sobie odwagi. Niestety wszechobecna pogoń za kolejnym świadectwem i dyplomem często daje złudne poczucie, że mamy już wszystko co jest potrzebne by osiągnąć sukces zawodowy.... Portier nam przypomina o tym jak ważne jest bycie dobrym obserwatorem życia ...Przesyłam moc serdeczności :) 
  • Obrazek użytkownika Anna Dyjak
    Monia, za każdym razem jak czytam Twoje wpisy na blogu zastanawiam się, czym zaskoczysz mnie następnym razem. I Zawsze zaskakujesz :) . Tak miło oczywiście... :) . Cudowne są te Twoje wpisy. A już portier domu publicznego mnie powalił ;) . Ja  uwielbiam wracać do książki "bogaty ojciec, biedny ojciec". Tam również można się zaskoczyć biografią głównego bohatera :)
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Droga Aniu Twoje słowa są dla mnie niesamowitym wzmocnieniem. Ale mnie zaintrygowałas ojcem i synem. Koniecznie muszę nadrobić. Mam nadzieję na dalszą wzajemną inspiracje. Przesylam najcieplejsze myśli.
  • Obrazek użytkownika Anna Dyjak
    Robert Kiyosaki i jego biografia spowodowała, że stałam się odważniejsza jeśli chodzi o sięganie po marzenia :) . Robert Kiyosaki opisuje to, czego bogaci ojcowie uczą swoje dzieci na temat pieniędzy, a o czym nie wiedzą biedni i klasa średnia. Uczy, jak sprawić, aby pieniądze pracowały na ciebie. Uświadamia rodzicom, że publiczny system edukacji niczego nie nauczy ich dzieci o pieniądzach i pokazuje jak zapewnić im finansowy sukces w przyszłości. Hmmm, może ja powinnam artykuł napisać o edukacji finansowej? ;)
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Aniu droga, masz mega marketingową moc! Jutro wracam i zamawiam książkę! A swoją drogą dobre byloby zainicjowanie grupy praktyków dzielacych sie swoimi odkryciami literackimi, ktore moga być zakotwiczone do celów edukacyjno- szkoleniowych.Sprawdzę taką możliwość! Serdeczności posylam Aniu! 
  • Obrazek użytkownika Anna Dyjak
    Marketingowa moc :) ... dobre ;) ... ale myślę, że ta lektura będzie dla Ciebie i Twoich studentów również świetnym materiałem do pracy :) . Co do grupy... boski pomysł :) brakuje mi często inspiracji literackich do celów edukacyjnych. Myślę, że "inspiratorów" nie zabraknie :) . Czekam więc na informacje o grupie :)
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Droga Aniu, a jednak masz tę moc :) Niebawem ruszy społeczność praktyków, gdzie mamy zamiar podjąć wyzwanie związane z inspirowaniem interesującymi lekturami. Bardzo liczymy na Waszą aktywność. Zaproszenie i bliższe informacje niebawem. Przesyłam wakacyjne serdeczności. 

  • Obrazek użytkownika Anna Dyjak
    Monika, aaaa jak się cieszę :) . Oczywiście na mnie możesz liczyć :). Z niecierpliwością czekam na zaproszenie do grupy. Mam nadzieję, że znajdę kiedyś czas aby chociaż w połowie przeczytać to, co zostanie zaproponowane :) . Przyznam, że liczę też na inspirujące lektury dla mamy - edukatorki ;)
  • Obrazek użytkownika Monika Dawid-Sawicka
    Bliska jest mi teza Mieczysława Malewskiego, że najważniejszymi parametrami związanymi z konstruowaniem swojej biografii są konieczności i możliwości. Przyglądając się swoim doświadczeniom myślę tylko, że często odwracam kolejność. Możliwości to warsztaty, szkolenia, które wydają się interesujące i przydatne w mojej pracy. Możliwości to również publikacje, raporty i książki, które czytam. Konieczność pojawia się często w drugim kroku - z tych doświadczeń, wiedzy i rozwiązań czerpię projektując warsztaty, sesje rozwojowe. Potrzeba pracy na rzecz efektu (konieczność) powoduje, że wracam do tej wiedzy i wyłuskuję to, co może być w danym momencie użyteczne na rzecz danego działania i celu. 
    Z Twojego tekstu zabieram nie tylko historię portiera ale też zdanie: „nie ma doświadczenia ludzkiego, które by nie było edukacją”.