chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Proces i podążanie za tym co przychodzi... Czyli arteterapia w więzieniu. Rozmowa z Urszulą Trzeciakowską

19/07/2018
przez Monika Schmeich...
Język: PL
Document available also in: FR DE

Każdego roku kilka tysięcy więźniów korzysta z różnych form kształcenia realizowanych zarówno w zakładach karnych jak i poza nimi. Dostęp do edukacji ma pomóc osadzonym w procesie resocjalizacji i przygotować ich na trudny powrót do życia na wolności. Obok możliwości kształcenia ustawicznego osoby skazane mają szansę uczestniczyć w różnego rodzaju warsztatach o charakterze terapeutycznym i uwrażliwiającym. Jedną z takich form rozwoju są zajęcia z arteterapii – czyli terapii sztuką czy też, może bardziej odpowiednio, terapii twórczością. O tym dlaczego warto proponować osadzonym tego rodzaju zajęcia, jak je przygotować, przeprowadzić, a także o scenariuszu, z którego już niebawem będą mogli korzystać bibliotekarze, w ramach projektu DIDEL, opowiada arteterapeutka Urszula Trzeciakowska.

/en/file/reflection-29220451920jpgreflection-2922045_1920.jpg


Monika Schmeichel-Zarzeczna: Jak to się stało, że zaczęłaś prowadzić zajęcia z arteterapii w więzieniu?

Urszula Trzeciakowska: Z wykształcenia jestem arteterapeutką. Pierwsze warsztaty były moimi praktykami potrzebnymi do obrony dyplomu. Projekt realizowałam w duecie z ko-trenerką Agatą Bucharowską-Włodarczyk. Poszukiwałyśmy grupy dorosłych osób, z którymi mogłybyśmy pracować. Dostałyśmy informację o fundacji Dom Kultury, która prowadzi różne działania w Areszcie na Grochowie oraz o grupie z tego aresztu, która pracowała już zajęciowo i jest chętna do rozmowy z nami. Zorganizowałyśmy więc spotkanie zapoznawcze, gdzie mogłyśmy się przedstawić, powiedzieć czym właściwie jest arteterapia i zapytać wprost, czy są osoby zainteresowane. Grupa wyraziła chęć i tak zaczęły się nasze działania.

MSZ: Pracowałyście z grupą kobiecą?

UT: Tak, to była żeńska grupa.

MSZ: Czy zaproponowałyście konkretny rodzaj arteterapii oparty np. o taniec, sztuki wizualne, biblioterapię?

UT: Starałyśmy się nie ograniczać zajęć do konkretnej dziedziny. Centrum Łowicka, w którym się uczyłyśmy pozwala opanować różne techniki, począwszy od tańca poprzez sztuki plastyczne, dramę, biblioterapię, muzykoterapię. Wszystkie metody studenci poznają przez doświadczenie. Początkowo nie definiowałyśmy więc technik, tylko opowiedziałyśmy uczestniczkom z czego możemy korzystać i zapytałyśmy co do nich najbardziej przemawia. Ostatecznie przeprowadzone ćwiczenia wynikały z procesu, który się dział. Modyfikowałiśmy program biorąc pod uwagę wszystko, co się wydarzyło na poprzednich zajęciach, co zaobserwowałyśmy. 

MSZ: Osadzeni mają dostęp do edukacji, mogą korzystać ze szkół od podstawówki do placówek policealnych, niektórzy nawet studiują. Po co zatem więźniom sztuka? W jaki sposób poprzez malowanie/lepienie stają się lepsi, jaki to ma wpływ na ich powrót do społeczności?

UT: To jest temat rzeka tak naprawdę. Przede wszystkim arteterapii nie można określić wyłącznie jako kontaktu ze sztuką. To nie tylko obcowanie ze sztuką w sensie gotowych dzieł, ale również tworzenie własnych kreacji. Dodatkowo cały proces arteterapeutyczny nie opiera się na tym, że ktoś wykona lepszą lub gorszą pracę tylko na uczestnictwie w samym procesie tworzenia. To właśnie zaangażowanie prowadzi go do doświadczenia, przemyślenia, do tego co ma w głowie, czego werbalnie może nie chcieć lub nie umieć ujawnić. W więzieniu nie usłyszysz od nikogo więcej, niż sam chce powiedzieć. Oczywiście zachęcamy do dzielenia się przemyśleniami i obserwacjami, ale nigdy nie zmuszamy. Jeśli ktoś nie chce uczestniczyć w jakimś ćwiczeniu, ale po prostu siedzieć sobie z boku to, również jest w porządku. Wracając do pytania, co arteterapia daje osadzonym i jak to się przenosi na proces resocjalizacji, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że każde zajęcia są możliwością spotkania, zarówno z innymi jak i z samym sobą. Dzieje się to w warunkach „nie więziennych”, bez obecności strażników. Przygotowana przestrzeń jest bezpieczna i intymna, na tyle na ile może być w zakładzie penitencjarnym. Warsztaty są również nauką funkcjonowania w grupie i budowania wzajemnego zaufania. Wiadomo, że w więziennej rzeczywistości to bardzo trudne. Zaufanie nie jest rzeczą, o której się mówi często. Bycie otwartym i życzliwym w przestrzeni więziennej naraża na ryzyko. Dlatego też zajęcia mają na celu usprawnić komunikację, pomóc rozładować emocje. Wszystko zależy od tego, na co nakieruje się grupa. Bardzo często nasze spotkania były dla osadzonych sposobem na rozładowanie przeżyć, które miały miejsce w ostatnim czasie, przepracowaniem własnych emocji, historii. Podsumowując, w arteterapii liczy się nie tylko ostateczny efekt, czyli w tym przypadku wpływ na udaną resocjalizację, ale także cały proces, w którym te osoby mogą wziąć udział. 

MSZ: Czy zatem możemy powiedzieć, że arteterapia, która z jednej strony uruchamia w osadzonych proces twórczy, a z drugiej strony pozwala przepracować trudne emocje, czy nawet traumy, może się przyczynić do tzw autoresocjalizacji?

UT: Tak. Tutaj kontakt ze sztuką i możliwość kreacji jest pewnego rodzaju katalizatorem. Nie chodzi koniecznie o to, żeby ukierunkować uczestników w stronę bycia artystą, tylko by użyć twórczości jako narzędzia do zmiany.

MSZ: Jakie są etapy powstawania programu arteterapeutycznego dla więźniów? Jak przebiega przygotowanie do tego rodzaju zajęć?

UT: Na pewno trzeba znaleźć zakład penitencjarny, który będzie chciał współpracować. Jeśli nie będzie pomocy ze strony całego aparatu, służby więziennej to przedsięwzięcie będzie bardzo trudne, wręcz graniczące z cudem. Do zakładu penitencjarnego nie można się dostać tak po prostu. Trzeba mieć jakąś życzliwą duszę wewnątrz, która pomoże wszystko zorganizować. Kolejnym krokiem jest spotkanie zapoznawcze z grupą. Podczas jego trwania uczestniczki/cy mogą powiedzieć coś o sobie. My również możemy się wiele dowiedzieć, zapamiętać imiona. Spotkanie służy temu, aby poznać poszczególne osoby i rozpoznać zależności między nimi. Z taką wiedzą można pracować dalej i projektować kolejne warsztaty zgodnie ze specyfiką grupy. Ja raczej nie pracuję i nie radziłabym rozpoczynać działania z gotowym scenariuszem, który realizuje się od A do Z. Bo właśnie nie o tym jest arteterapia. Ona jest o płynięciu, procesie, o podążaniu za tym, co przychodzi.

MSZ: Powiedziałaś, że nie jest łatwo dostać się do zakładu penitencjarnego. Jakie jeszcze trudności może napotkać osoba rozpoczynająca pracę z osadzonymi?

UT: Warunki, w których będziemy pracować mogą być bardzo różne. Ważne jest, aby pierwsze spotkanie było zorganizowane w miejscu gdzie będą odbywać się zajęcia. To pozwoli ocenić przestrzeń, którą dysponujemy, zobaczyć jakie przedmioty są dostępne, co można w ogóle wnieść. To wszystko pozwala przemyśleć jakiego rodzaju zajęcia uda się przeprowadzić. Trzeba się też przyzwyczaić, że to jest rzeczywistość, w której praktycznie nic nie zależy od nas. Nie można samodzielnie poruszać się po zakładzie. Zawsze ktoś musi po nas przyjść i przeprowadzić. Może się zdarzyć tak, że np jest jakieś zamieszanie na bloku i nie ma takiej osoby. Wtedy trzeba czekać. Musimy pamiętać, że to jest rzeczywistość, na którą mamy bardzo niewielki wpływ. Pozostaje uzbroić w cierpliwość i podporządkować.

MSZ: Czy prowadzenie tego rodzaju zajęć jest powszechne w więzieniach, czy to są raczej incydentalne sytuacje?

UT: Szczerze mówiąc nie wiem dokładnie, ale biorąc pod uwagę jaka jest świadomość i podejście do arteterapii w Polsce wydaje mi się, że są to raczej sprawy incydentalne. Ale podkreślam, że nie sprawdzałam tego. Podejrzewam, że niektóre z zajęć, organizowanych w więzieniach mają cechy arteterapii.

MSZ: Ostatnio włączyłaś się w międzynarodowy projekt "Daily innovators and daily educators in the libraries" prowadzony w ramach programu Erasmus+ przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego. Pracowałaś nad scenariuszem zajęć arteterapeutycznych dla więźniów, z którego będą mogli korzystać bibliotekarze. Czy możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?

UT: Tak, scenariusz ten dedykowany jest bibliotekarzom, którzy chcieliby zacząć pracować z osadzonymi. To propozycja sposobu w jaki można zorganizować pierwsze diagnostyczne zajęcia. Jak podczas nich badać wątki i tematy, które interesują grupę. Ma on pomóc osobom zainteresowanym wystartować z działaniem. Ten warsztat przetestowany został przez bibliotekarzy, z którymi spotykałam się w Warszawie. Próbowaliśmy się wczuć nie tyle w osadzonych, co w uczestników procesu arteterapeutycznego.

MSZ: Czy uważasz, że bibliotekarz, który nie jest arteterapeutą będzie w stanie prowadzić warsztaty wychodząc od tego scenariusza? Czy samodzielnie musi się doszkolić?

UT: Oczywiście dobrze byłoby gdyby się doszkolił, ponieważ to daje swobodę działania i pewność siebie. Trzeba pamiętać, że osadzeni są trudną grupą. Podczas warsztatów testowych ze strony bibliotekarzy padały pytania, czy oni nie mając kwalifikacji terapeutycznych będą w stanie udźwignąć to, co się będzie działo. Moja odpowiedź jest taka, że arteterapeuci nie są terapeutami. Pomimo, że nazwa jest tak skonstruowana, arteterapeuta nie prowadzi terapii w rozumieniu psychologicznym. Jest po to, aby dać przestrzeń, spróbować dotknąć ważnych dla grupy tematów i oswoić pewne wątki, które się pojawią. Jeśli wypłynie jakiś poważny problem, osoba prowadząca warsztaty może spróbować zorganizować fachową pomoc i skierować potrzebującego do odpowiednich specjalistów. Arteterapeuci, nie posiadający dodatkowo wykształcenia psychoterapeutycznego, powinni pamiętać, że nie prowadzą zajęć w roli psychoterapeuty. Bibliotekarze mogą jednak z powodzeniem wykorzystywać narzędzia arteterapeutyczne w pracy z osadzonymi.

Urszula Trzeciakowska - antropolożka kultury, absolwentka IEIAK Uniwersytetu Warszawskiego. Prowadziła badania w Ghanie, Londynie, na terenach przygranicznych w Polsce, w zakresie: sztuka współczesna (Ghana), emigracja Kongijczyków (Londyn), imigranci muzułmańscy (Polska). Absolwentka Kursu Arteterapia – Kultura przeciw wykluczeniu na Akademii Umiejętności Społecznych w Centrum ŁOWICKA w Warszawie.

Moje zainteresowanie arteterapią rozpoczyna się od zaciekawienia możliwościami jakie daje ona w nabywaniu i rozwijaniu umiejętności komunikacji i budowania relacji, a co za tym idzie usprawnieniu funkcjonowania jednostki w społeczeństwie. Jestem antropolożką i podróżniczką. Antropologia pozwala mi na utrzymanie dystansu do świata, a podróże na zbliżenie się do niego. Wydarzenia i osoby które spotykam w podróży są niebywałym źródłem radości i inspiracji w moim życiu.

Monika Schmeichel-Zarzeczna – historyk sztuki, animatorka kultury, bibliotekarka, grafik i kurator wystaw. Obecnie pracuje w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie gdzie prowadzi warsztaty i spotkania dla różnych grup wiekowych. Członkini Ogólnopolskiej Sieci Bibliotekarzy LABiB. Ambasadorka EPALE.

Zobacz także:

Seniorzy w sieci wspomnień – kursy komputerowe i inne biblioteczne działania wprowadzające seniorów w cyfrowy świat

Poza biblioteką... Akcje promujące czytelnictwo w przestrzeni miejskiej – dobre praktyki

“Radość uczenia się przez całe życie według metody Marii Montessori dla Seniorów” – rozmowa z Jolantą Janiec

Wędrówki Bibliotekarzy – ogólnopolski program wymiany „Praktyka dla Praktyka”

Biblioteka Dorosłego Człowieka. O nieograniczonych możliwościach bibliotekarzy

“Kreatywne rodzicielstwo” - wspieranie kompetencji rodzicielskich poprzez działania biblioteczne

Proces i podążanie za tym co przychodzi... Czyli arteterapia w więzieniu. Rozmowa z Urszulą Trzeciakowską

Jesteś zainteresowany edukacją w bibliotekach? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE! 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 4 z 4
  • Obrazek użytkownika Weronika Biecka
    Świetny wywiad i doskonały pomysł. Myślę, że arteterapia powinna być w większym stopniu wykorzystywana w polskim więziennictwie, nie tylko incydentalnie. Arteterapia w procesie resocjalizacji daje skazanym możliwość wyciszenia się oraz innego spojrzenia na siebie i otaczający świat za pomocą sztuki. Metoda ta pomaga rozwiązywać konflikty, rozwija umiejętności interpersonalne, redukuje stres, podnosi samoocenę i samoświadomość, co w resocjalizacji jest bardzo istotne.
  • Obrazek użytkownika Weronika Biecka
    Świetny wywiad i doskonały pomysł. Myślę, że arteterapia powinna być w większym stopniu wykorzystywana w polskim więziennictwie, nie tylko incydentalnie. Arteterapia w procesie resocjalizacji daje skazanym możliwość wyciszenia się oraz innego spojrzenia na siebie i otaczający świat za pomocą sztuki. Metoda ta pomaga rozwiązywać konflikty, rozwija umiejętności interpersonalne, redukuje stres, podnosi samoocenę i samoświadomość, co w resocjalizacji jest bardzo istotne. 
  • Obrazek użytkownika Weronika Biecka
    Świetny wywiad i doskonały pomysł. Myślę, że arteterapia powinna być w większym stopniu wykorzystywana w polskim więziennictwie, nie tylko incydentalnie. Arteterapia w procesie resocjalizacji daje skazanym możliwość wyciszenia się oraz innego spojrzenia na siebie i otaczający świat za pomocą sztuki. Metoda ta pomaga rozwiązywać konflikty, rozwija umiejętności interpersonalne, redukuje stres, podnosi samoocenę i samoświadomość, co w resocjalizacji jest bardzo istotne. 
  • Obrazek użytkownika Zuzanna Dziuba
    Uważam, że to jedna z lepszych metod resocjalizacyjnych, która zostaje powoli wprowadzana w Polski system penitencjarny. Jak wyżej, arteterapia nie jest jedynie ograniczeniem się do tańców, śpiewów i czczego rozluźnienia. Arteterapia penitencjarna to przede wszystkim otworzenie się na wrażliwość. To pokazanie osadzonym możliwości, jakie w sobie mają, których zwykle nie są świadomi. To pokazanie więźniom lepszej perspektywy na przyszłość i na dziś.
    Sądzę (i mam nadzieję), że za kilkadziesiąt lat Polski system penitencjarny weźmie przykład z więziennictwa na Skandynawii - co być może zmniejszy odsetek recydywy w Polsce, a osadzonym pomoże przetrwać nadany wyrok.