chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

JAK UCZY SIĘ SPOŁECZNOŚĆ? OBSZARY REWITALIZOWANE

31/03/2018
przez Monika Hausman-...
Język: PL
Document available also in: DE

Mowa tu o społecznościach lokalnych, grupach mieszkańców jednej kamienicy, ulicy czy osiedla, a jeszcze ściślej o społecznościach na terenach objętych rewitalizacją, zdegradowanych - takich, które wymagają ożywienia nie tylko infrastrukturalnego, ale przede wszystkich społecznego. Skupię się na tym ostatnim w kontekście edukacji.

W jaki sposób i czego uczy się społeczność, którą dotykają problemy biedy, alkoholizmu, wszechobecnych dopalaczy, marazmu, chorób, osamotnionej starości… i czy w ogóle chce się uczyć?  Przykładem niech będzie olsztyńskie osiedle Zatorze, które jest obszarem pod wieloma względami szczególnym.

Administracyjnie jest najmniejszym i największym osiedlem jednocześnie - ma najmniejszą ze wszystkich 23 olsztyńskich osiedli powierzchnię  i największą gęstość zaludnienia. Jest to także miejsce o bardzo charakterystycznej różnorodności architektonicznej. Pomiędzy zabytkowymi kamienicami znajdziemy  tu developerskie inwestycje, a obok dawnych kolejarskich kamienic z czerwonej cegły – socjalistyczne bloki z wielkiej płyty. Różnorodność w architekturze odzwierciedla również wielobarwność społeczności tej dzielnicy.

 

Obraz polskich podwórek

Zatorze przez wiele lat cieszyło  się reputacją skłaniającą raczej do omijania jego ulic, niż do ich odwiedzania. Obraz ten ulega zmianie od kilkunastu lat, kiedy to zaczęły pojawiać się nowe budynki a z nimi nowi mieszkańcy. Sytuacja ta jednak zaowocowała dużym rozwarstwieniem społeczności, skutkującym niewielkim poziomem integracji oraz zaangażowania  w sprawy lokalnej społeczności. Mimo tych problemów, osiedle ma swój specyficzny klimat „swojskości”. I choć niepokoi biedą, praniem wywieszonym w oknach kamienic, psimi kupami na trawnikach, pijaczkami pod sklepami z alkoholem, których tu nie brakuje, czy dzieciakami wałęsającymi się bez celu, to jest w nim jednak ogromny potencjał, pewien rodzaj zaufania społecznego, który pozwala mieszkańcom czuć  się bezpiecznie.  Ludzie się znają, pozdrawiają na ulicy, przystają na chwilę,  aby porozmawiać, opowiadają o swoich kłopotach z dziećmi, o zwierzętach itp. Można zapomnieć portfela, a i tak przynieść do domu zakupy lub powiedzieć kurierowi,  aby zostawił paczkę w kiosku na rogu, nawet jeśli pani, która tam sprzedaje nie kojarzy nas z imienia i nazwiska. 

/en/file/kamienica-28566131280jpg-0kamienica-2856613_1280.jpg

 

Receptą jest działanie

Takie osiedla są w każdym mieście w Polsce, prawie wszystkie uznane za zdegradowane infrastrukturalnie i społecznie zostały  objęte procesem rewitalizacji. Ogromne pole i możliwości do edukacji, przestrzeń do zmiany, tylko kto ma się tym zajmować? Samorządy wolą skupić się na inwestycjach, bo na tym znają się lepiej niż na ludziach, formalny system edukacyjny nie mieści w sobie takich działań i przede wszystkim jest na nie zamknięty, instytucje czy firm szkoleniowe poprzestają najczęściej na kursach zawodowych, a niektóre z nich produkują kolejne grupy bezrobotnych księgowych (bardzo upraszczam), zostają zatem organizacje pozarządowe, które często biorą na siebie tę delikatną ludzką materię i wchodzą w środowisko, pracując bezpośrednio z ludźmi na ich podwórkach, ulicach, skwerach itp. 

Tak się dzieje w Łodzi (działania Centrum OPUS, Warszawie (chociażby Centrum Społecznościowe Paca prowadzone przez Stowarzyszenie Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej CAL), Lublinie („Podwórka na temat”), Gdańsku (Dom Sąsiedzki czy działania podwórkowe Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej), Gdyni (Centrum Aktywnego Mieszkańca prowadzone przez Fundację Zmian Społecznych „Kreatywni”) czy  w Olsztynie (Współtworzę Zatorze, Podwórka z Natury). To najbardziej znane mi przykłady takich działań animacyjno-edukacyjnych, stąd je przytaczam, zdając sobie sprawę, że jest ich znacznie więcej, choć nadal niewystarczająco.

Edukacja jest tu narzędziem pracy animatora czy może odwrotnie jednym ze sposobów działania edukatora jest animacja.

W jakie działania włączają się mieszkańcy, gdy już uda się ich spotkać, poznać, zintegrować, zmobilizować, dać poczucie sprawczości? Przykładowo mogą to być: spotkania sąsiedzkie, fotospacery, wyprawy ornitologiczne, maszerowanie z kijkami nordic walking, spacery badawcze, biblioteki – czytelnie podwórkowe, czytanie bajek, zagospodarowanie przestrzeni- zielone zakątki, wędrujące wystawy, rajdy rowerowe, tworzenie gazetki osiedlowej, prowadzenie strony internetowej o osiedlu, wspólne gotowanie, tworzenie książki kucharskiej z przepisami, kręcenie filmów, imprezy, pikniki, herbatki, wymienialnie, targi sąsiedzkie kiermasze, budżet obywatelski, wykłady, projekty, akcje charytatywne, konsultacje, spotkania, warsztaty, kooperatywy spożywcze, wspólne przedsięwzięcia, murale, malowanie mozaiki, wspólne kolędowanie i ubieranie choinki, plenerowe kina podwórkowe itp.

 

Przykłady z Zatorza

Na olsztyńskim Zatorzu wykorzystaliśmy wiele z wyżej wymienionych. Najpierw była „herbatka”. Nie festyn, bo nie chcieliśmy stwarzać atmosfery piwa i kiełbasy, nawet nie piknik, ale sąsiedzkie spotkania przy herbatce z samowara. Wyszliśmy z założenia, że na herbatkę nie przychodzi się rozrabiać, a rozmawiać. Wtedy pojawił się też pomysł nazwania podwórka „U Stefana”, bo stare kamienice mieściły się przy ulicy Żeromskiego, a on, jak wiadomo, takie właśnie imię nosił. Nazwa się przyjęła – także wśród samych mieszkańców podwórka, poza tym była medialna i przyciągnęła do współpracy sporo osób i organizacji, nie tylko z Zatorza. Następne było „Kino u Stefana”: dobranocka w harcerskim namiocie z kolacją dla dzieci, kino dla dorosłych- ekran sklecony z desek, naciągnięte prześcieradło i rzutnik umocowany na drabinie, dodatkowo warsztaty z fotografii otworkowej i robienia piaskowych świec, czyli działania wokół światła i obrazu. Wszystko wolontarystycznie i sąsiedzko.

Potem była wygrana w budżecie obywatelskim na zagospodarowanie podwórka- uporządkowania parkingu, zamontowania latarni, postawienia donic, aby kierowcy nie skracali sobie samochodami drogi na ryneczek rozjeżdżając podwórko (pomysły wypracowane przez mieszkańców), następnie projekt „Współtworzę Zatorze” (tu już przyszły konkretne pieniądze), w ramach którego m.in. obsadzono podwórko krzewami, zasiano trawę, postawiono ławki. Obecnie druga wygrana w budżecie obywatelskim na dalsze prace związane zagospodarowaniem. Wszystkie działania odbywały się z udziałem mieszkańców, wiele z nich podjęli się już sami, przy niewielkim wsparciu, ucząc się przy tym współpracy, komunikacji, rozwiązywania konfliktów, organizacji wydarzeń czy konkretnych umiejętności (sadzenia roślin, gotowania, fotografii, robienia zdjęć, prowadzenia fanpejdża, pisania pism do urzędu i innych).  Niewiele z tych umiejętności można nabyć na sali szkoleniowej i pewnie niewiele z tych osób udałoby się na taką salę ściągnąć. Nie ma tu certyfikatu poświadczającego nabyte umiejętności, nie ma egzaminu końcowego, może być za to dyplom Dobrego Mieszkańca i niekończący się egzamin na Życzliwego Sąsiada.

To zaledwie dotknięcie tematu dotyczącego edukowania poza salą szkoleniową.

 

Monika Hausman-Pniewska – trenerka i animatorka, od wielu lat związana z sektorem pozarządowym i edukacją dorosłych, zwłaszcza tą pozaformalną i nieformalną, w działaniu. Jest wiceprezeską Stowarzyszenia Trenerów Organizacji Pozarządowych STOP. Pracuje w Federacji Organizacji  Socjalnych Województwa Warmińsko-Mazurskiego FOSa w Olsztynie. Ambasadorka EPALE.

 

Zobacz także:

JOBfirma, jako edukacyjne narzędzie inkluzji społecznej

Przychodzi dorosła osoba do doradcy zawodowego

Pociąg do Niemiec

Zagrajmy w domowy budżet

 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 1 z 1
  • Obrazek użytkownika Urszula Podurgiel
    Bardzo lubię olsztyńskie zatorze i całkiem zazdroszczę działań. To co Pani pisze wydaje się takie proste. Spotkania, łączenie, wymiana, oddziaływanie. Proste, ale trudne do zrealizowania dla ludzi, którzy nie umieją budować relacji. Niestety ułomność ta nie znika, nawet jeżeli jest się uprawnionym do rewitalizacji urzędnikiem a dramatyczne tego skutki mogę oglądać w rodzinnym Ełku. Niestety. Organizowanie społeczności to nie organizowanie działań projektowych i odnawianie budynków. Spotkanie to relacja, zmiana to miłość do siebie i ludzi, jedyny prawdziwy motywator tego ruchu. Gdybyśmy prześledzili wiele działań rewitalizacyjnych, zastanawiając się dlaczego jednym wychodzi a innym nie, odpowiedź uważam za całkiem prostą: bliskość, relacja, empatia, towarzyszenie... Dziękuję za inspirację i chętnie poddam rewitalizacji swoje wnętrze.