chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Wnioski, wnioski, wnioski

22/08/2019
by Marta Kosińska
Język: PL

Pisanie wniosków to dla edukatorów kulturowych chleb powszedni. Przynajmniej dwa razy do roku staramy się gonić deadline’y rozpisując budżety i harmonogramy działań na najbliższe miesiące, mając nadzieję, że dostaniemy pieniądze na zaplanowane projekty. Często odbywa się to na ostatnią chwilę – cyfrowe platformy składania wniosków są przeciążone, a Fejsbuk rozpalony do czerwoności krótkimi, rozgorączkowanymi wrzutami autonarracyjnymi w stylu: „Ja dziś na eboiu” – „Znam ten ból – jeszcze trzy godziny, damy radę!” itp.

  

/pl/file/soldier-9965361920jpgsoldier-996536_1920.jpg

  

Ten okres zacznie się już jesienią, kiedy zostaną uruchomione miejskie, wojewódzkie, ministerialne, no i unijne konkursy. A tymczasem… badaczki i badacze siedzą w wakacje i te wnioski badają. Należę właśnie do takich jednostek, które zamiast na przykład na przaśnym ale jakże swojskim wybrzeżu, albo w dajmy na to przynajmniej Portugalii, siedzą w domu i analizują oferty wnioskowe z zakresu edukacji kulturalnej. Za ostatnie trzy lata. W jednym z polskich województw. Mniejsza z tym.

Nasuwa mi się jednak w związku z tą pracą kilka – być może ważkich uwag i komentarzy.

Uzasadnienie wagi działań projektowych

Każdy wniosek zawiera narrację, poprzez którą uzasadnia wagę podejmowanych w jego ramach działań. Te występujące najczęściej, z moich obserwacji, to: waga działań dla regionu (częściej dla miasta, województwa, gminy niż dla jakiejś konkretnej lokalnej społeczności); ważność ze względu kulturę i sztukę polską (dla ich rozgłosu, krzewienia ich ideałów, prezentacji dla różnych grup, w tym zagranicznych); ważność po prostu ze względu na fakt, że proponowane działanie w opinii wnioskodawców jest dobre, unikatowe, niezwykłe, o dużej wartości (często nie ma innego uzasadnienia); ważność ze względu na fakt, że oferta edukacyjna w danym miejscu jest za słaba lub w ogóle jej nie ma (często taka argumentacja dotyczy działań w konkretnych dzielnicach miast lub w małych miejscowościach) i w końcu ważność projektu ze względu na możliwość integracji lokalnej społeczności lub wyrównywanie szans – choć trzeba przyznać, że nie jest to najczęściej wskazywane uzasadnienie. W szczególności rok 2018 przyniósł ogromną ilość uzasadnień działań edukacyjnych ze względu na wartości związane z polskością i patriotyzmem – kluczowe znaczenie miało przy tym szumnie obchodzona w Polsce rocznica odzyskania niepodległości (to uzasadnienie pojawiało się nawet w tych konkursach, w których organizator nie zakładał narracji niepodległościowej). 

Czy te uzasadnienia mówią wiele o wnioskujących? Chyba mówią więcej o grantodawcach i rodzajach języków, jakimi chcą lub wymagają, aby wnioskujący się posługiwali. To rodzaj wyuczonych (przez obie strony: finansujących i finansowanych) narracji. Stawka często toczy się o to, jak sprawni jesteśmy w rozpoznawaniu zapotrzebowania na  odpowiednie publiczne opowieści. Czy ma to wiele wspólnego z rzeczywistymi potrzebami uczących się, dla których planujemy działania? Niewiele.  

Forma działań edukacyjnych

Ogromna liczba projektów, które w różnych konkursach są kwalifikowane jako projekty edukacyjne, z edukacją nie mają nic wspólnego. Często zakładają po prostu produkcję wydarzeń (spektakli, koncertów – to najczęściej), co do których wnioskujący zakładają, że uczestnicząc w tych formach odbiorcy przecież czegoś się nauczą. Czasami zdarzają się działania o walorze animacji społeczno-kulturowej, pogłębiającej więzy społeczne, na przykład sąsiedzkie. Jednak działań o typowym charakterze edukacyjnym jest na gruncie edukacji kulturowej niezwykle mało. To niedorzeczne, ale tak jest. Naprawdę.

Brak diagnozy

Żaden, literalnie żaden, z analizowanych przeze mnie wniosków nie był poparty diagnozą lub badaniem potrzeb odbiorców działania. Właściwie normą jest niewykonywanie diagnozy, nawet nieformalnej. Co do diagnozy formalnej może to być zrozumiałe – nie wszyscy wiedzą, jak ją wykonywać, a zlecenie jej na zewnątrz po prostu kosztuje. Jednak ważniejsze jest to, że utarło się jej nie wykonywać. Czy to dobrze dla planowanych działań? Wiadomo, że nie – nie mamy wtedy pewności, że planowane przez nas działania są naprawdę komuś potrzebne. Co więcej, nie możemy mieć pewności, że ktokolwiek weźmie udział w naszych działaniach. Nie chodzi tu jednak o tylko o strategie z zakresu efektywnego audience development. Ważniesze jest to, że nie znając potrzeb odbiorców nie jesteśmy w stanie sformułować dla nich oferty w terminach ich korzyści. Odbiorcy nie wiedzą, co od nas mogą dostać. A to raczej nie zachęca ich w ogóle do wzięcia udziału w działaniach.

Innowacyjność

Innowacyjność to ciekawy temat w edukacji. Na potrzeby tego tekstu przyjmijmy, że innowacyjność wchodzi w grę wtedy, kiedy scenariusz na działanie opieramy po prostu na dobrym pomyśle. To powiedzmy, jedna trzecia wniosków. Dobry pomysł nie jest złą strategią, kiedy podoba się i jego autorom i jego odbiorcom, potrafi dosłownie „unosić” działanie. Wszyscy mają wtedy przyjemność brać w czymś takim udział. Innowacyjność, nawet jeśli nie jest poparta formalną diagnozą (a zwykle nie jest), tak naprawdę skrywa dobrą intuicję co do potrzeb odbiorców. Innowacyjni plannerzy często „mają nosa” do odbiorców. Gdyby więc rozebrać na czynniki pierwsze te innowacyjne pomysły i zbadać kontekst ich powstania, często mogłoby się okazać, że kryje się za nimi duże doświadczenie pracy z odbiorcami i dosyć dobre ich wyczuwanie. A czasem zupełnie nie. Dlatego innowacyjność nie jest kluczowym rozwiązaniem w edukacji kulturowej.

I w końcu: odbiorcy i jeszcze raz odbiorcy

To, co tak naprawdę mówi wiele o wnioskujących, to nie języki uzasadnień, których używają, ale ich sposób podejścia do odbiorców. Bardzo często nie zakładają oni w swoich wnioskach odbiorców w ogóle. Nie wiedzą, ilu ma ich być, ani jak do nich dotrą. Druga grupa projektów to takie, w których szacuje się liczbę odbiorców dość dokładnie, bez badania ich potrzeb, ale traktuje się działania projektowe jak ofertę, która musi być obsłużona przez promocję. Ta ostatnia najczęściej odbywa się poprzez facebook. Nawet w projektach zaangażowanych społecznie, których odbiorcy nie korzystają z nowych mediów. Czasami wykonuje się drobny ukłon w stronę osób mniej uprzywilejowanych, przyznając im mały parytecik w działaniach odbiorczych – nie ma ich wtedy wielu, no ale przecież są, więc możemy używać narracji równości społecznej.

Może się więc wydawać, że pisanie wniosków to gra, w której gramy w odpowiednie narracje, uzasadnienia i po obu stronach przymykamy oko na najważniejszy element edukacji – odbiorców. Czy tak jest rzeczywiście? Mamy jeszcze trochę czasu do wnioskowej jesieni żeby to przemyśleć.

            

***

dr hab. Marta Kosińska – kulturoznawczyni, pracuje w Instytucie Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożycielka, działaczka i badaczka w Centrum Praktyk Edukacyjnych przy CK Zamek w Poznaniu. Animatorka środowiska edukacji kulturowej, doradczyni i konsultantka działań edukacyjnych, ewaluatorka projektów z zakresu edukacji kulturowej, badaczka i projektodawczyni badań z zakresu edukacji kulturowej. Ambasadorka EPALE.

      

Zobacz także:

Potrzebujemy działania. Ruchy społeczne w edukacji kulturowej

Co z tą edukacją kulturalną?

Wspólnota edukuje się sama: zasada subsydiarności w edukacji

Współpracujemy czy udajemy? Międzysektorowość w edukacji kulturowej

Co to znaczy być aktywnym obywatelem i jak się nim stać?

Jak rozwijać kreatywność obywateli w sprawach politycznych?

Edukacja kulturowa, szkoła a sprawa polska

Przeżyłam coś niezwykłego. O dreszczu emocji w edukacji

Wykład czy warsztat?

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 1 z 1
  • Obrazek użytkownika Daria Sowińska-Milewska
    Mogę tylko potwierdzić to, o czym piszesz. Jak zwykle zaczyna się od pomysłu na działanie, niekiedy faktycznie "niosące" i innowacyjne ....
    Dla mnie jakoś szczególnie  bolesne jest to pomijanie analizy odbiorców. Własnie przygotowujemy z koleżanką szkolenie dla liderek raczkujących organizacji pozarządowych i niemal pół dnia będzie o tym, po co i jak badać potrzeby, jakich narzędzi używać. Organizacje pozarządowe, nie tylko te o profilu związanym z kulturą, zapominają, że ich istnienie sankcjonują zidentyfikowane problemy i potrzeby, najczęściej konkretnych osób.