chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE - Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

Blog

Wartości w edukacji, których czasem niedoceniamy

29/10/2020
przez Piotr Maczuga
Język: PL

ok. 6 minut czytania - polub, linkuj, komentuj!


Nie tak dawno temu trafiłem na projekt pompy insulinowej, a w zasadzie czegoś, co nazywa się “sztuczną trzustką”, oparty niemal całkowicie o elementy i podzespoły dostępne w świecie elektroniki i medycyny. Projekt był efektem pracy zwykłych ludzi, którzy po godzinach wertowali dokumentację procesorów i układów elektronicznych, testowali różne rozwiązania i pisali oprogramowanie. Gdy zanurzyłem się w temat bardziej, odkryłem, że nie jest to jedyny taki projekt, a działalność taka nie jest wyjątkowa.

I nie jest to nowość. Takie urządzenia funkcjonują co najmniej od 2016 roku, a cała inicjatywa jest do odnalezienia pod hasłem #openACS (od  The Open Artificial Pancreas System - Otwarty System Sztucznej Trzustki).

Dlaczego chciałem o tym napisać na EPALE? Znajomy lekarz pokazał mi niedawno, że takie urządzenia to nie tylko projekty społeczności, którą łączy cukrzyca i komputery, ale działające rozwiązania. Przykładowy system może wyglądać tak:

  

   

Autorem tego konkretnego projektu jest Dana Lewis, a więcej o nim można poczytać tutaj.

Składa się on z:

  • Glukometru
  • Baterii, która pozwala na pracę urządzenia przez wiele godzin
  • Minikomputera zaprojektowanego na bazie popularnego Raspberry Pi
  • Pompy insulinowej
  • Przenośnej pamięci USB

System taki może więc: mierzyć poziom cukru, wykonywać obliczenia, dawkować insulinę bez udziału chorego. A to zapewnia dzieciom i ich rodzicom przespane noce i brak konieczności wstawania co kilka godzin, robienia pomiaru i dawkowania insuliny. Co ważne: całość opiera się o algorytm, który się uczy i pozwala lepiej dostosować się do potrzeb danego chorego. Dane są zbierane i przetwarzane w otwartej formie, dzięki czemu można skonsultować je z lekarzem praktycznie w każdej chwili.

Aby stworzyć coś takiego potrzeba wiedzy z wielu dziedzin, ale i samozaparcia, które przychodzi wtedy, gdy okazuje się, że człowiek jest zdany jedynie na siebie. Projekt ma charakter otwarty i takie zestawy mogłoby być masowo produkowane, włączając w to duże korporacje farmaceutyczne. Sęk w tym, że albo nie są dostępne, albo ich nie ma wcale. Dla mnie jednak ten wyjątkowy w skali świata projekt jest podstawą do tego, żeby zastanowić się nad pewnymi wartościami w edukacji, które czasem pomijamy, a są kluczowe, aby w tak namacalny i konkretny sposób zmieniać świat, właśnie dzięki nauce.

   

Kross-funkcjonalność 

To słowo kojarzyć się może z metodyką Scrum, która jest jedną z podstawowych w branży programistycznej. Kto chce, to sobie doczyta, szczególnie o tzw. metodykach zwinnych oraz manifeście Agile, natomiast jest to w pewnym sensie rewolucja w pracy zespołów specjalistycznych. Koniec kamieni milowych, terminów, kaskad, a także bezproduktywnych spotkań i przerzucania się mailami. Wydaje się przepisem na katastrofę, ale jest dokładnie odwrotnie. Scrum to doskonała samodyscyplina i system, gdzie deadline nie jest potrzebny, a ASAP nie ma znaczenia.

Kross-funkcjonalność oznacza zaś, że każdy zespół (zazwyczaj programistyczny) dąży do tego, aby mieć w sobie tylu ludzi i umiejętności, żeby dostarczyć to do czego został powołany. To ogromna i trudna sztuka, ponieważ można paść ofiarą zbyt dużej uniwersalności lub zbyt wąskiej specjalizacji. Sama organizacja pracy jest też trudna, ponieważ poszczególne osoby czy zespoły są oddelegowane do pracy nad konkretnymi komponentami lub obszarami funkcjonalności. Nie zawsze mają więc pełen obraz sytuacji.

Częstym błędem jest założenie, że kross-funkcjonalność dotyczy jednostek, co jest niemożliwe do wykonania - nie możemy od każdego oczekiwać, że będzie ekspertem we wszystkim. W #openACS mamy zaróno osoby znające się na diabetologii, jak i programistów czy techników/elektroników. I to jest siła działań kross-funkcjonalnych, a jednocześnie przyczynek do kolejnego punktu:

 

Siła społeczności 

Takie projekty bardzo trudno się robi w pojedynkę i ludzie zajmujący się szeroko pojętym programowaniem wiedzą doskonale, co znaczy siła społeczności. W żadnej innej grupie zawodowej nie ma tak otwartego podejścia do dzielenia się wiedzą i społecznego rozwiązywania problemów. Programiści mają serwisy typu Stack Overflow, które wręcz kipią od zagadnień i działają one tylko i wyłącznie dzięki sile społeczności. Szukanie jakiegoś rozwiązania na forum nie jest dla programisty niczym dziwnym czy uwłaczającym jego pozycji - robią tak zarówno juniorzy, jak i seniorzy, ponieważ doskonale wiedzą, że w tym zawodzie ciągłe doskonalenie się to podstawa.

I z drugiej strony - nigdy nie widziałem takich narzędzi dla świata medycyny, który - w moim odczuciu - jest bardzo zamknięty i oparty o relacje personalne z cyklu “Panie kolego…”. Ja wiem, że to inna dziedzina, bardziej poważna i związana z naszym bytem bezpośrednio, ale czy na pewno? Mkniesz sobie autostradą z prędkością 130 km/h i tylko w przypadku przebicia opony w dużej mierze od jakiegoś komputera zależy czy podczas wymuszonego gwałtownego hamowania nie wbijesz się w barierki. I przechodzimy tym samym do ostatniego punktu:

 

Zaufanie 

Jak wspominałem, “sztuczne trzustki” znajdują zastosowanie u dzieci, które najbardziej chyba cierpią w związku z mało przyjazną dla nich procedurą pomiaru cukru i dawkowania insuliny. Wiem, że obecnie urządzenia są miniaturowe, a całość dzieje się prawie bezboleśnie, ale nie sztuka patrzeć tylko na to, jak to kiedyś było źle.

Zmierzam za to do tego, że rodzic, który taki zestaw instaluje i wdraża musi mieć pełne zaufanie do grupy często anonimowych specjalistów. Jest to przecież temat, w którym nic nie może nie zadziałać i nie są akceptowane opóźnienia. Czyli inaczej, niż w większości korporacji.

Składając to wszystko razem w całość, natrafimy w końcu na...

 

...problem z dojrzeniem edukacji... 

...samej w sobie. Nikt przecież nie zaprzeczy, że to, co opisałem opiera się o dużą i odpowiednio opracowaną wiedzę. Ktoś tę wiedzę musiał zdobyć i to w wielu dziedzinach, a następnie złożyć w całość. Powstała mierzalna wartość ratująca życie i zdrowie.

Tegoroczna nagroda nobla z medycyny została przyznana trójce naukowców: Harvey J. Alter, Michael Houghton, Charles M. Rice - za wykrycie wirusa zapalenia wątroby typu C. Sam wirus został zidentyfikowany dopiero w 1989 roku i chociaż jest to wielkie odkrycie, to 99,9% społeczeństwa usłyszała o tej trójce naukowców dopiero przed kilkoma tygodniami. Nikt nie ma wątpliwości, że do miejsca w którym są zaprowadziła ich nauka i edukacja. To, czego dokonali ma też niebagatelny wpływ na to czym zapalenie wątroby typu C jest dziś i jak możemy walczyć z jego konsekwencjami.

Dziś rodzą się podobne, a może większe odkrycia. Przymierzają się do nich ludzie o których czasem z pogardą mówiło się nerd lub geek, spędzający po kilkanaście godzina na dobę przed ekranem komputerów. A także ludzie, których rodzice nie zdołali skutecznie odpędzać od komputera w wieku 10 lat. Część z nich ma mniej lub bardziej poważne cyberzaburzenia, które doprowadzą do smutnych konsekwencji wielu z nich. Stanowią jednak świat nauki i edukacji, którego zazwyczaj nie mamy szansy dostrzec, tak jak nie wiedzieliśmy o badaniach nad HCV w latach 80. póki ich autorzy nie zostali docenieni przez Królewską Szwedzką Akademię Nauk. Różnica polega na tym, że obecni domorośli naukowcy mogą uprawiać swój zawód z pasją bardziej niezależnie od uwarunkowań.

Dlatego postarajmy się dostrzegać wartości nietypowe, ponieważ nigdy nie wiadomo, gdzie czai się edukacja.


Piotr Maczuga - od ponad dekady zajmuje się zagadnieniami wykorzystania nowych technologii w edukacji dorosłych. Tworzy i wdraża w organizacjach rozwiązania oparte o technologie, które łączą w sobie nowoczesny marketing i edukację. Współautor podręczników w zakresie webinariów, webcastów, knowledge pills i innych. Metodyk i autor szkoleń z zakresu wykorzystania multimediów w uczeniu i biznesie. Na co dzień kieruje Digital Knowledge Lab – studiem produkcji multimedialnych treści edukacyjnych w Polsce działającym w ramach ekosystemu Digital Knowledge Village. Jego misją zawodową jest usuwanie barier technologicznych przed wszystkimi, którzy mają ambicje uczyć innych, aby wspomagać tworzenie społeczeństwa świadomie i sprawnie posługującego się otaczającymi nas narzędziami.

                            

Jesteś trenerem, szkoleniowcem?
Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie
wszystkie artykuły na temat pracy trenera dostępne na polskim EPALE

    

Zobacz także:

Andragogu, Dydaktyku, Edukatorze! Czy jesteście jeszcze potrzebni?

Jak szybko zweryfikować eksperta, który postanowił być trenerem

Jak uczyć skutecznie za pomocą multimediów

Europa potęgą w branży wirtualnej rzeczywistości?

Co Cię powstrzymuje, "cyfrowy" trenerze?

Twoja multimedialna pracownia na miarę możliwości

 

 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn Share on email
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 3 z 3
  • Obrazek użytkownika Rafał Kunaszyk
    Ten artykuł inspiruje do dyskusji nad czymś szerszym. Świadomości, że edukacja może być w różnych innych usługach np. w naszej firmie od wielu lat doradzamy w zakresie tworzenia i wdrażaniu innowacyjnych projektów. I dopiero po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że my przede wszystkim edukujemy klienta, a nie zajmujemy się przygotowywaniem projektów. Pokazujemy im różne powiązania między różnymi obszarami badawczymi, kształtujemy ich postawę krytycznego myślenia, kreatywności, pomagamy we wspólnym rozwiązywaniu problemów.
  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga
    Cieszę się, że mogłem zainspirować ;-). To był przykład tak naprawdę jeden z wielu. Mnie w nich zastanowiło to, że takie efekty prac bardzo szybko wchodzą do otaczającej nas rzeczywistości - ogromne zaufanie ze strony odbiorców.
  • Obrazek użytkownika Monika Schmeichel-Zarzeczna
    Takie projekty szybko znajdują odbiorców bo są po prostu potrzebne. Jeśli coś ma szansę powodzenia i może podnieść jakość życia lub poprawić zdrowie dziecka to rodzice zrobią wiele żeby spróbować, przetestować. Też lubię czytać o takich projektach i zawsze uderzają mnie dwie rzeczy. 1. Interdyscyplinarność - efekt końcowy jest wypadkową wiedzy i umiejętności osób z więcej niż jednej dziedziny. Takie symbiotyczne działanie pozwala uzyskać szerszy ogląd na rozwiązywany problem (nie bez powodu np. w Google pracują metodą Design Thinking tworzy się zespoły mocno interdyscyplinarne). 2. Pokora i rozwój - osoby, które tworzą naprawdę wa wartościowe projekty nie robią z siebie celebrytów, cały czas się uczą, pracują, udoskonalają.