chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

W edukacji migrantów chodzi o proste rzeczy. Z Marcelą Kościańczuk rozmawia Marta Kosińska.

27/06/2018
by Marta Kosińska
Język: PL

Marta Kosińska: Przygotowujesz obecnie książkę „O możliwościach współpracy pomocy psychologicznej i animacji społeczno-kulturowej w pracy z mniejszościami kulturowymi w Polsce”. Zajmujesz się badaniem organizacji, które pomagają migrantom przebywającym na terenie naszego kraju. Kim są w optyce Twoich badań migranci przebywający w Polsce?

Marcela Kościańczuk: Najważniejsze są dla mnie grupy najbardziej potrzebujące, czyli te, które starają się o uzyskanie statusu uchodźcy. To osoby, które doznały dyskryminacji, przemocy, zagrożenia życia… Mają za sobą bardzo trudną historię, której często wcale nie chcą opowiadać, ale są do tego proceduralnie zmuszeni. Prowadziłam badania głównie z psychologami i działaczami, którzy pracują z takimi osobami. Grupa osób, które otrzymują status uchodźcy czy ochronę międzynarodową nie jest liczna – to kilkadziesiąt do trzystu osób rocznie. Z kolei w 11 ośrodkach dla cudzoziemców oczekuje na decyzję o możliwości pozostania w Polsce około 1,5 tysiąca osób. Oprócz tego trzeba pamiętać o osobach starających się o pomoc i ochronę, które przebywają poza ośrodkami, ponieważ w Polsce jest także taka możliwość.

Marta Kosińska: Jakie narodowości przeważają wśród migrantów przebywających w Polsce?

Marcela Kościańczuk: W Polsce są różne typy migrantów, największą ich liczbę stanowią przedstawiciele narodowości ukraińskiej, którzy są migrantami zarobkowymi.  Jeśli wśród nich są tacy, którzy uciekli przed wojną na Ukrainie, nie mogą starać się w Polsce o status uchodźcy (według prawa mogą bowiem udać się na tak zwaną emigrację wewnętrzną, czyli do tych rejonów Ukrainy, które nie były objęte wojną). Największą grupą etniczną spośród osób, które wnioskują o status uchodźcy w Polsce są Czeczeni. Mamy bardzo dramatyczną sytuację na wschodniej granicy Polski, na przykład w Terespolu, w Brześciu – osoby deklarujące, że są uchodźcami nie są przepuszczane przez granicę. Koczują zatem na dworcu i w jego okolicach.

Marta Kosińska: Koczują nawet latami. To także miejsce różnych akcji pomocowych.

Marcela Kościańczuk: Tak, jeżdżą tam działacze, realizowana jest na przykład akcja „Dzieci z Dworca Brześć”. Właśnie tam w działaniach organizacji pozarządowych na granicy już widać dwa modele niesienia pomocy migrantom. Jeden z nich to pomoc doraźna; a drugi to zbieranie od nich długich wywiadów po to, by walczyć o ich sytuację w Strasburgu, Hadze, w międzynarodowych instytucjach zajmujących się prawami człowieka. Według mnie zawsze trzeba coś wybrać… Doraźną pomocą najczęściej zajmują się animatorzy, działacze,  wolontariusze, tak, jak na przykład Marina Hulia w akcji „Dzieci z Dworca Brześć”, która tam jeździ cyklicznie i daje im trochę uśmiechu, wsparcia, daje całą siebie.

Marta Kosińska: Daje doraźną pomoc emocjonalną.

Marcela Kościańczuk: Drugi model pomocy to działanie bardziej strategiczne, oparte na patrzeniu na sytuację cudzoziemca w perspektywie długofalowej, włączające także pomoc prawną, wrażliwe na prawo międzynarodowe dotyczące praw człowieka. Czeczeni są największą grupą, która w ostatnich latach składa w Polsce wnioski o otrzymanie statusu uchodźcy, mają jednak bardzo małe szanse na uzyskanie go. Zasadniczą rolę odgrywają tu decyzje urzędników podejmowane w procedurze identyfikacji. Na szczęście dzięki inicjatywie grupy psychologów związanych z pomocą uchodźcom kilka lat temu stworzono standardy diagnozy, które także zawierają zalecenia dla uczestnictwa psychologa w czasie procedury identyfikacji. Tak naprawdę jest to tak samo korzystne tak dla polskich urzędników, jak i dla cudzoziemców. Urzędnicy nie są osobami przygotowanymi do wielogodzinnego słuchania traumatycznych wspomnień. Wcześniej zdarzały się sytuacje, w których taka procedura kończyła się omdleniami czy nawet atakiem serca u urzędnika.

Marta Kosińska: Dobrze byłoby jednak, gdyby te dwa modele pomocowe się uzupełniały.

Marcela Kościańczuk: Żeby tak było, trzeba sobie uświadomić jedną rzecz. Z jednej strony jest bardzo dużo głosów, że jak edukujemy, czy pomagamy  to robimy to dla nich – migrantów, – cudzoziemców. Tak naprawdę robimy to jednak w dużej mierze dla siebie, czy raczej dla nas, dla współdziałania, dla społecznej integracji, dla wypracowania modeli zgodnego współdziałania różniących się między sobą grup społecznych.

Marta Kosińska: Tymczasem brakuje w Polsce rozwiązań systemowych.

Marcela Kościańczuk: Tak, mamy coraz więcej migrantów zarobkowych, na przykład Ukraińców, Białorusinów, Rosjan. W trakcie moich badań przeprowadziłam kilka wywiadów z nauczycielami. Mówili mi o tym, że jeszcze kilka lat temu pojawienie się dzieci cudzoziemskich w szkole to była duża rzadkość, a teraz uczą się w polskich szkołach dzieciaki z rodzin mieszanych, uczniowie z Ukrainy, z Białorusi, z Rosji, z dalszych krajów. To dotyczy często szkół usytuowanych blisko ośrodków dla cudzoziemców, ale także szkół w centrach miast, to tam najczęściej cudzoziemcy się osiedlają. Właśnie tym szkołom potrzebna jest bardzo duża pomoc. Do placówek edukacyjnych przy ośrodkach dla cudzoziemców jeżdżą organizacje pozarządowe, starają się o to, żeby byli tam zatrudniani asystenci międzykulturowi. Często nie ma na to pieniędzy, te etaty powinny być finansowane z lokalnych budżetów (miasta czy gminy), ale w praktyce okazuje się to trudne. Ustawa mówi tylko tyle, że osoba asystenta międzykulturowego może być zatrudniona w szkole, ale brakuje przepisów wykonawczych, nie ma określonego wymogu dotyczącego finansowania takiego etatu.

Marta Kosińska: I jak to jest rozwiązywane w praktyce?

Marcela Kościańczuk: Bardzo często w taki sposób, że koszty związane z zatrudnieniem asystenta międzykulturowego pokrywają organizacje pozarządowe z pozyskiwanych przez siebie dotacji. Najczęściej z jakichś projektów i kiedy projekt się kończy – szkoła zostaje bez asystenta.

Marta Kosińska: Co należy do obowiązków asystenta międzykulturowego?

Marcela Kościańczuk: Asystent międzykulturowy to osoba, która może pozostawać w klasie, albo migruje pomiędzy klasami  i jest mediatorem, pomocnikiem, tłumaczem. W Polsce obowiązek edukacji dotyczy każdego dziecka i młodzieży już od pierwszego dnia przyjazdu ucznia do Polski. Czyli jeśli ktoś nie zna w ogóle języka polskiego, musi uczestniczyć we wszystkich przedmiotach szkolnych w magicznym dla niego języku... Jakiś czas temu zostały wprowadzone nowe przepisy mówiące o tym, że można utworzyć oddział osobny, tylko dla dzieci cudzoziemskich, ale w praktyce często to się nie dzieje. Jest to bardzo demotywująca sytuacja. Szkoły różnie, na własną rękę radzą sobie z obecnością uczniów cudzoziemskich, czasami korzystają z bezpłatnej pomocy pedagoga, psychologa szkolnego, dawnej nauczycielki języka rosyjskiego. Te osoby w godzinach swojej pracy organizują jakiś zakres pomocy dodatkowej dla uczniów migrantów i podczas części lekcji przekazują uczniom materiał z danego dnia po rosyjsku. Dowiedziałam się też, od jednego z działaczy ukraińskich, że dzieciaki z Ukrainy często siedzą nic nie rozumiejąc przez sześć, siedem godzin w szkole, a potem, po szkole uczestniczą przez kolejne sześć, siedem godzin w korepetycjach organizowanych przez ich rodziców. Ukrainki przebywające w Polsce to często nauczycielki, które po wielu godzinach sprzątania uczą następnie ukraińskie dzieci. Mają drugi etat. To drugi rynek usług edukacyjnych w Polsce.

Marta Kosińska: Kompetencje asystentów są raczej tylko językowe, a nie na przykład kulturoznawcze? Nie są to specjaliści od komunikacji międzykulturowej?

Marcela Kościańczuk: Nie wiem, czy aż taka specjalistyczna wiedza jest konieczna. Najlepiej, kiedy to jest osoba, która jest cudzoziemcem, który przebywa już od kilku lat w Polsce, wtedy może w łatwy sposób tłumaczyć uczniom zagranicznym i polskim nie tylko kwestie językowe, ale też związane z mentalnością.  Najważniejsza jest tu pewnego rodzaju otwartość, znajomość obu języków i zwyczajów obu kultur.

Marta Kosińska: Taka praktyczna wiedza kulturowa.

Marcela Kościańczuk: Tak. Natomiast specjalista byłby potrzebny do kontaktu z całą szkołą jako instytucją, z radami pedagogicznymi. Potrzebne są szkolenia, warsztaty dla rad pedagogicznych, które powinny zrozumieć z czym wiąże się praca asystenta i w ogóle obecność dzieci obcokrajowców  w szkole. Często jest tak, że wymagania wobec asystenta są bardzo zawyżone, on jest jeden na całą szkołę, nie ma szans objąć opieką wszystkich uczniów cudzoziemskich umieszczonych w różnych klasach. Często szkoły, w których uczą się dzieci cudzoziemskie, to są szkoły usytuowane w trudnych dzielnicach. One już wcześniej miały problemy… a teraz borykają się jeszcze z dodatkowymi trudnościami.  Szkoły chcą mieć uczniów cudzoziemskich, bo idą za tym dotacje. Jednak nauczyciele są często wypaleni zawodowo, zestresowani, żyją w nieustannym kryzysie, ponieważ już uczą trudnych uczniów z trudnych rodzin. Są pozbawieni odpowiedniego wsparcia, a teraz dodatkowo mają uczniów, którzy nic nie rozumieją na lekcjach.  Przechodzą dodatkowe szkolenia,  ale to są jakieś krótkie spotkania: trzygodzinne, czterogodzinne… Nauczyciele  mówią: „mieliśmy takie szkolenie z psychologiem, ale tak naprawdę po tym szkoleniu widzimy, że więcej nie wiemy niż wiemy. Nadal nie wiemy, kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za ucznia”.  

Marta Kosińska: A pozytywne przykłady?

Marcela Kościańczuk: W jednej ze szkół w województwie mazowieckim osoby zatrudnione w świetlicy postanowiły pójść na korepetycje do asystenta międzykulturowego, żeby poznać podstawowe zwroty w języku uczniów cudzoziemskich, po to by móc komunikować się z rodzicami, wezwać rodzica do szkoły, kiedy dziecko jest chore, itd.

Marta Kosińska: Działania edukacyjne, o których mówisz związane są z edukacją dzieci i młodzieży. Rzadziej dotyczą one osób dorosłych, jeśli w ogóle?

Marcela Kościańczuk: Może oprócz lekcji języka polskiego, bo na przykład w ośrodkach są organizowane takie lekcje. W ogóle osoby przebywające w ośrodkach mają dużo większą szansę na jakąkolwiek edukację, ponieważ tam też najczęściej docierają organizacje pozarządowe. Osoby żyjące poza ośrodkami, gdzie szansa na integrację społeczną jest w praktyce dużo większa, o wiele rzadziej stanowią grupę docelową działań edukacyjnych. A to tam właśnie powinny być najbardziej kierowane różne działania, akcje i projekty. W Poznaniu istnieje Migrant Info Point, bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się lekcje języka polskiego tam zorganizowane. Trudno jednak zdobyć fundusze na takie inicjatywy. Często realizuje się je na zasadzie wolontariatu. Polacy sami się organizują, czasami przy parafiach, więc coś doraźnie się dzieje, ale to nie jest systemowe w ogóle. Nawet w ośrodkach dla cudzoziemców, nie jest to edukacja systemowa.

Marta Kosińska: Funkcjonuje na zasadzie, która organizacja się zgłosi, to działa?

Marcela Kościańczuk: Tak, trzeba przyznać, że ośrodki są bardzo otwarte na wszelkie inicjatywy organizacji pozarządowych, na wolontariat, jest bardzo duża łatwość wejścia do ośrodka. Jednak są to działania akcyjne i mają duży problem z finansowaniem, nawet z pozyskiwaniem środków międzynarodowych, unijnych: są one często blokowane na poziomie krajowym, opóźniane. Niektóre organizacje są dziś z tego powodu w dramatycznej sytuacji, zwłaszcza te usytuowane poza województwem mazowieckim. Uważam, że sposób, w jaki organizacje zajmujące się cudzoziemcami w Polsce organizują sobie fundusze, jest mistrzostwem świata oraz mistrzostwem kreatywności.

Marta Kosińska: Skąd organizacje najczęściej pozyskują środki, z jakich programów?

Marcela Kościańczuk: Często z programów unijnych, które w ogóle nie są związane z uchodźcami, na przykład z Erasmus+, zwłaszcza z możliwości, jakie daje Wolontariat Europejski. Ten ostatni fundusz ma duże znaczenie, ponieważ pozwala organizować wolontariat w ośrodkach dla cudzoziemców oddalonych od dużych miast (w Polsce większość takich placówek jest usytuowana z dala od skupisk ludzkich).

Marta Kosińska: Co jest w Polsce do zrobienia w zakresie edukacji kulturowej cudzoziemców przebywających zarówno w ośrodkach, jak i poza nimi? Co mogą robić w tym zakresie instytucje kultury, biblioteki, organizacje pozarządowe?

Marcela Kościańczuk: Istnieją oczywiście inicjatywy podejmowane przez instytucje kultury. Najczęściej problem związany z tymi inicjatywami jest taki, że są one często spektakularne, nakierowane na konkretne dziedziny sztuki: filmowe, teatralne (wspólne przedstawienia). Zarówno ja po moich badaniach, jak i wielu działaczy, psychologów – mamy w tym zakresie pewne wątpliwości.

Marta Kosińska: Jakiego rodzaju?

Marcela Kościańczuk: W działaniach tego rodzaju najczęściej uczestniczą wybrane osoby, już dobrze społecznie zintegrowane, takie, które mają na swoim koncie sukcesy, na przykład sportowe, które są elitą w swoich społecznościach. Te projekty przynoszą im duży sukces, duże uznanie. Ale dzieje się też tak, że te osoby stają się wykluczone w swoim własnym środowisku, są uważane za zdrajców, zazdrości się im.

Marta Kosińska: Nie przynoszą one głębokich efektów?

Marcela Kościańczuk: Nie, jeśli są to działania oparte na jednorazowej akcji, lub prowadzone z ograniczoną grupą, która i tak by sobie poradziła. Jest to jednak ogólny problem z działaniem animacyjnym w Polsce – najczęściej proces animacyjny prowadzi się z osobami już aktywnymi. Z drugiej strony, takie projekty są oczywiście potrzebne, dają one określonym grupom społeczną i kulturową widzialność, pokazują, że cudzoziemcy także mogą odnosić sukcesy, są utalentowani, inteligentni.

Marta Kosińska: Chodziłoby więc o to, żeby docierać do tych najmniej aktywnych, do tych, którzy się nie integrują?

Marcela Kościańczuk: Tak, dlatego moje badania dotyczą współpracy, ponieważ jest bardzo mało współpracy pomiędzy specjalistami różnych dziedzin w obszarze pomocy cudzoziemcom w Polsce.

Marta Kosińska: Czyli sam działacz kulturowy może się oczywiście wybrać w teren, ale żeby był skuteczny, powinien mieć pomoc street workera, pracownika socjalnego, być może także psychologa, tłumacza …

Marcela Kościańczuk: Tak, oczywiście nie muszą wszyscy od razu udawać się w to samo miejsce, ale przynajmniej działać systemowo, działać zespołowo. To się nie dzieje, albo dzieje się sporadycznie, bo ktoś kogoś zna, ktoś zobaczył, że jest potrzebny w danym projekcie psycholog. Są takie osoby, które łączą w sobie te kompetencje, na przykład wielu psychologów, którzy pracują dzisiaj z cudzoziemcami, to są osoby, które skończyły psychologię międzykulturową na SWPS. Dzisiaj już nie ma tego kierunku, został zlikwidowany, ale łączył on w sobie właśnie te dwie kompetencje, i psychologiczne i kulturoznawcze.

Marta Kosińska: A jakie kompetencje są potrzebne w pracy psychologa z cudzoziemcami?

Marcela Kościańczuk: Na pewno jest potrzebna wiedza na temat traumy, czy nawet traumy złożonej, bo uchodźcy to osoby, które doświadczyły najczęściej wielu dramatycznych wydarzeń w swojej ojczyźnie i w drodze do Polski. Jest potrzebna superwizja i wsparcie psychologiczne dla osób, które udzielają pomocy. Takie osoby są bardzo często wypalone. Potrzebna jest pomoc dla cudzoziemskich przywódców religijnych, dla immamów, księży, którzy bardzo często jako pierwsi słuchają traumatycznych opowieści. Potrzebna jest też troska o zasady bezpieczeństwa.

Marta Kosińska: To znaczy?

Marcela Kościańczuk: Potrzebne jest raczej działanie lokalne, a nie rzucanie się na duże projekty przez osoby, które nie mają doświadczenia w tym polu. Chodzi o projekty w rodzaju „pojedziemy z grupą artystów na granicę wschodnią i zrobimy sztukę zaangażowaną”. Kiedy rozmawiam z psychologami  psychotraumatologami, zawsze mówią  mi o tym, że nigdy nie jeżdżą tam sami, w pojedynkę ale zawsze z kimś, z drugim specjalistą, który w razie czego udzieli wsparcia. Niektórzy działacze nie zdają sobie sprawy z tego, że to są treści bardzo delikatne. Oczywiście, że sztuka także może się nimi zająć, ale to wymaga głębszego namysłu i świadomości, brak przygotowania może skutkować ryzykiem (nawet zdrowotnym) zarówno dla grupy artystów jak i dla cudzoziemców. Wydaje mi się, że są potrzebne takie podstawowe zasady bezpieczeństwa. Kiedy przystąpiłam do badań, bardzo szybko podjęłam decyzję, że nie będę pracować z samymi cudzoziemcami, ale z organizacjami i działaczami, którzy pracują w tym obszarze. Doszłam do wniosku, że dla mnie samej byłoby to za dużo i  też, że nie chciałabym przyjść do tych uchodźców, na chwilę i ich potem zostawić. Mam doświadczenia w pracy badawczej na terenie wojennym, pracowałam w Izraelu, w Palestynie, pamiętam jak to na mnie wpływało i z jakim poczuciem bezradności się wiązało. Ryzyko pracy w tym obszarze jest też związane z tym, że często kiedy bardzo chcesz pomóc, nie zawsze jesteś w stanie oszacować, co jest bezpieczne, a co jest niebezpieczne.

Marta Kosińska: I dla ciebie i dla tej drugiej osoby.

Marcela Kościańczuk: Tak, słyszałam o zagranicznych projektach, w których ludzie swoimi samochodami przerzucali uchodźców z obozów za granicę. Jak oni rozpoznali kogo tak naprawdę przewożą? Wokół tematu uchodźców jest dużo lęku, ale i naiwności. Polska jest bardzo spolaryzowana, i prawa i lewa strona dyskursu publicznego jest uwikłana w bardzo stereotypowe myślenie. Z jednej strony mamy rasistowskie wypowiedzi, epatowanie przemocą uwypuklanie  zagrożenia. To tak naprawdę wzmaga agresję i szkodzi nam wszystkim. Jednak pod powierzchnią tych działań tkwi lęk. Po drugiej stronie jest idealizacja. Tak jakby jedna grupa mówiła: uchodźcy to są tylko kobiety i dzieci, a druga grupa: nie, to są tylko mężczyźni! Nic nie jest prawdą, choć w Polsce akurat wśród cudzoziemców jest bardzo duży odsetek kobiet. Istotne jest jednak to, że żadna ze stron w tym sporze nie ma racji. Brakuje trzeciej strony, która zbudowałaby most między tymi spolaryzowanymi postawami.

Marta Kosińska: Trzeba więc realnie patrzeć na zagrożenia.

Marcela Kościańczuk: Tak, i trzeba zrozumieć, że edukacja migrantów, uchodźców jest przede wszystkim w naszym interesie. To nie jest „robienie im łaski”, tylko coś, co może zwiększyć, albo zmniejszyć nasze bezpieczeństwo. Jeżeli ośrodek dla cudzoziemców jest przepełniony, jeżeli wygląda on właściwie jak baraki, jeżeli jest tam bardzo duże przeludnienie i na tym samym obszarze przebywają ze sobą osoby ze skonfliktowanych grup etnicznych, to ryzyko, że będzie tam dochodziło do aktów przemocy jest bardzo duże. Jedna z osób, z którą rozmawiałam, współpracująca z z animatorami realizującymi projekty artystyczne, opowiadała mi o działaniach, w których na przykład realizowane były filmy z dziećmi cudzoziemskimi. Powstaje film, ale te dzieciaki okaleczają się, rysują po sobie czarnymi mazakami. Robi się z nimi projekt, a ich podstawowe potrzeby nie są zaspokojone. Dla nich najważniejsza jest potrzeba bezpieczeństwa, spokoju, kontaktu, tego, żeby ktoś z nimi był i dał im jakąś stałą więź. Tak naprawdę najważniejsze są te projekty, w których ktoś daje im  siebie na stałe, jak na przykład Marina Hulia z dziećmi z Dworca Brześć.  Ona daje tym dzieciom stały punkt zaczepienia. To tak naprawdę …

Marta Kosińska: Proste rzeczy …

Marcela Kościańczuk: Tak, proste rzeczy, chociaż to oczywiście nie przynosi spektakularnych efektów. Ale moim zdaniem na tym właśnie polega problem: w edukacji, czy też w animacji możemy się nastawić na efekt, albo na proces. Można oczywiście mieć pewien efekt przy procesie, ale jeśli punkt uwagi jest najbardziej nastawiony na efekt, to rzadko wtedy dbamy o proces. Ważniejszy jest proces, w tym przypadku szczególnie.

Marta Kosińska: Podstawowe wątki dyskusji na temat edukacji migrantów toczącej się na platformie EPALE dotyczyły działań edukacyjnych prowadzonych od razu w określonych społeczności lokalnych, w których mieszkają też migranci. Chodziło tu o podkreślanie działań od razu integrujących.

Marcela Kościańczuk: Tak, ważne jest, żeby kontekst tego połączenia, tej integracji, był naturalny. Na przykład takim naturalnym środowiskiem jest szkoła: dzieci cudzoziemców muszą chodzić do szkoły, a rodzice też są w to zaangażowani.

Marta Kosińska: Paradoksalnie różne instytucje kultury mają bardzo duże możliwości działań długofalowych, permanentnych z cudzoziemcami właśnie dzięki dużej instytucjonalnej stabilności, większej niż organizacje pozarządowe. Są miejscami, są usytuowane na mapie, byłoby świetnie, gdyby można było do nich przyjść i po prostu pobyć.

Marcela Kościańczuk: Oczywiście. W kontekście instytucji kultury ważne są jednak także nasze oczekiwania. Kiedy organizujemy działania dla polskiej społeczności, bierzemy pod uwagę możliwość, że przyjdzie na nie na przykład tylko 10 % grupy docelowej. W przypadku cudzoziemców oczekujemy, że muszą przyjść wszyscy. Często nawet ich do tego zmuszamy, wydaje nam się, że powinni przyjść. Większość osób nie jest zainteresowana takimi działaniami. Skupmy się zatem na prostych rzeczach i prawdziwych potrzebach cudzoziemców. Na przykład, żeby zintegrować grupę polskich i cudzoziemskich dzieciaków: biblioteka jest bardzo fajnym do tego miejscem.

Marta Kosińska: Okazuje się, że w obszarze współpracy z cudzoziemcami szczególnie warto myśleć o edukacji kulturowej jako realizującej zasadę pomocniczości. Zdolnej zaspokajać podstawowe, życiowe potrzeby.

Marcela Kościańczuk: Tak, jeśli się o tym myśli w kontekście solidarności społecznej i współpracy na poziomie obywatelskim.

Marta Kosińska: Dziękuję za rozmowę.

 

dr Marcela Kościańczuk - pracuje jako wykładowca UAM oraz psychoterapeutka w nurcie systemowo-ericksonowskim. Prowadzi warsztaty z dziećmi, młodzieżą i nauczycielami. Jej praca badawcza obejmuje tematy powiązane z doświadczeniami wykluczenia, sytuacji mniejszościowej, przełamywania dyskryminacji. Obecnie przygotowuje rozprawę habilitacyjną na temat współpracy psychologów i działaczy społeczno-kulturowych w obszarze pracy z mniejszościami kulturowymi w Polsce.

dr hab. Marta Kosińska – kulturoznawczyni, pracuje w Instytucie Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożycielka, działaczka i badaczka w Centrum Praktyk Edukacyjnych przy CK Zamek w Poznaniu. Animatorka środowiska edukacji kulturowej, doradczyni i konsultantka działań edukacyjnych, ewaluatorka projektów z zakresu edukacji kulturowej, badaczka i projektodawczyni badań z zakresu edukacji kulturowej. Ambasadorka EPALE.

 

http://www.dziecimariny.pl/

https://www.facebook.com/DzieciMariny/

https://issuu.com/ore.edu.pl/docs/kompetencje_miedzykulturowe_materia

 

Zobacz także:

"Karki", filiżanki i klasa średnia. O promocji muzeum

Edukacja antydyskryminacyjna i współpraca międzysektorowa

Wyobraźnia instytucji. O projektowaniu działań edukacyjnych dla dorosłych

Co z tą edukacją kulturalną?

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn