chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE - Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

Blog

Upadek gospodarki a rozkwit przyrody w dobie epidemii

03/06/2020
przez Adam Kapler
Język: PL
Document available also in: EN

ok. 8 minut czytania - polub, linkuj, komentuj!


Koronawirus zamknął nas w domach. Stanęła większość biur i fabryk, radykalnie zmalał ruch na ulicach. W Polsce przez pewien czas nie wolno było chodzić do parków i lasów. Narasta bezrobocie i przemoc domowa, kurczy się gospodarka, cierpi edukacja zepchnięta w całości do sieci i pozbawiona masowo zwalnianych edukatorów, ale liczba chorych nie rośnie tak szybko jak początkowo obawiali się eksperci. Lockdown turystyki, szkolnictwa, sportu oraz większości innych form aktywności gospodarczej stał się za to wielką szansą dla środowiska naturalnego.

Od tygodni Internet i telewizja pełne są doniesień o reekspansji przyrody. Słyszymy o pumach polujących w centrum Santiago i kojotach w San Francisco, widzimy tysiące różowych meduz blisko plaż Filipin oraz mrowie świeżo wylęgłych żółwi na plażach Brazylii. Na Placu św. Marka znowu gruchają chmary gołębi, tępionych wcześniej przez włodarzy miasta jako roznosiciele chorób. Także woda w weneckich kanałach pachnie i wygląda zupełnie inaczej: stała się dużo bardziej przezroczysta, błękitniejsza, nie cuchnie zgnilizną i smarami, widać za to ławice ryb. Co prawda polujące na nie delfiny Tursiops truncatus okazały się fake newsem – ujęcia z tymi morskimi ssakami kręcono bowiem znacznie dalej na południu - w Cagliari na Sardynii - nie zaś w mieście tysiąca kanałów.  Także doniesienia o powrocie łabędzi Cygnus olor do Wenecji okazały się chwytem reklamowym, żeby nie rzec kłamstwem. Piękne te ptaki, jakże częste w warszawskich Łazienkach i na Mazurach, ale nie w słonecznej Italii, sfotografowano na Burano, gdzie zachowały się resztki ich włoskiej populacji. Biuro burmistrza Wenecji wyjaśniło, że wzrost przezroczystości wody w kanałach wynika raczej z braku ruchu łodzi w dobie pandemii niż z ustania dopływu ścieków, gdyż to wzburzanie osadów mąci wodę.

  

Photo by Randall Ruiz on Unsplash

   

Polskie gazety i portale powtórzyły za indyjskimi wiadomość na temat spostrzeżenia w mieście Malajpurze, w prowincji Kalkuta, zwanej dziś Kozhikode, pięknego i rzadkiego ssaka cywety malabarskiej Viverra civettina. Ten ważące nieco ponad 6 kg zwierzę występuje tylko na moczarach i w lasach Ghatów Zachodnich. Przypomina trochę ocelota lub młodego jaguara, lecz ma znacznie bardziej niż koty wydłużony pysk. Należy do rodziny łaszowatych (nie mylić z łasicowatymi! Podobne słowa i nawet rodziny pokrewne, ale to jednak nie to samo!) Dawniej zwierzęta te tępiono, gdyż polowały na drób i króliki, poza tym dostarczały znakomitego piżma do wyrobu perfum. Potem największym zagrożeniem stało się osuszanie bagien i przemysłowa uprawa pochodzących z Brazylii orzechów nerkowca Anacardium occidentale (ang. cashew nuts). Cywetę malabarską już parokrotnie chciano uznać za wymarłą, lecz zawsze dokonywano nowych obserwacji, znajdowano świeże skóry u kłusowników czy tropy na plantacji ww. orzechów. Niestety, uczeni analizujący klatka po klatce ujęcia na filmiku z tajemniczą łaszą uznali zwierzę za wyjątkowo upasiony okaz pospolitej wiwerki malajskiej Viverrivcula indica, a nie za wychudzoną, ale ośmieloną brakiem ludzi cywetę malabarską. To trochę tak, jakby podać, że się widziało w centrum Warszawy lub Poznania kraskę podczas, gdy się widziało sójkę. Podobieństwo dla początkującego obserwatora, we mgle, smogu czy w ciemności jest, ale znaczenie obserwacji nieporównywalne!

Indie były też źródłem innego wirala – z wielorybami humbakami Megaptera novaeangliae wracającymi rzekomo w okolice portu w Bombaju (Mumbaju). Okazuje się jednak, że filmik z tymi wielkimi ssakami nakręcono już rok temu na Morzu Jawajskim, gdzie są znacznie częstsze niźli w indyjskich wodach terytorialnych Morza Arabskiego.

Kolejny osławiony fake news na temat powrotu dzikiej przyrody w miejsca od setek zajmowane przez ludzi, dotyczył stada słoni indyjskich Elephas indica, jakie miało opanować poddaną kwarantannie wioskę w chińskiej prowincji Yunnan.  Słonie także miały się bać zarazy więc wypiły chłopom kukurydziany zacier, po czym zasnęły na plantacji krzewów herbacianych.  „Wiadomość” powstała w chińskiej sieci mikroblogów Weibo, skąd rozprzestrzeniła się dalej Twitterem. Chińska Służba Prasowa zdementowała tą „informację”, wyjaśniając, że słonie w Yunnan często żerują blisko ludzkich siedzib. I są abstynentami. Zdjęcia miano wykonać kilka lat wcześniej w Azjatyckim Centrum Badań nad Słoniami, faktycznie położonym w Yunnan.

Związek między chmarami różowych meduz Crambione mastigophora a brakiem turystów i rybaków w przybrzeżnych wodach Palawanu nie jest aż tak jednoznaczny jak mówią polskie media, złaknione jakichkolwiek pozytywnych informacji z szerokiego świata. Mgr Sheldon Boco z Uniwersytetu Griffitha w Australii, „awansowany” w wielu mediach na doktora, cierpliwie tłumaczy, że masowe pojawy tych pięknych, ale groźnych dla pływaków jamochłonów zdarzają się naturalnie co kilka lat. Jeszcze za wcześnie by mówić, że liczba tych zwierząt rośnie w skali świata, albo że stają się większe i bardziej agresywne wskutek globalnych zmian klimatu, przełowienia mórz lub innych form presji człowieka na ekosystemy morskie.

Niepokój budzą napływające z całego świata informacje o wielkich drapieżnikach, zapuszczających się nawet do centrów dużych, ludnych miast. W chilijskim Santiago polować ma puma (kuguar) Puma concolor. W San Francisco kojoty (wilki preriowe) Canis latrans. W całej Eurazji i Ameryce Północnej na ulicach widuje się więcej lisów Vulpes vulpes. W Stanach i Kanadzie także szopów Procyon lotor.

Rozczula za to widok zdziczałych angorskich kóz w walijskim Llandudno oraz jeleni sika Cervus nippon w japońskiej Narze. Koza może rywalizować z kotem domowym pod względem łatwości dziczenia. Z ogromnej populacji tych brodatych przeżuwaczy słyną Brazylia, Liban, Wielka Brytania i jej dominia, zwłaszcza Nowa Zelandia i Australia. Kozy przez setki lat były celowo wypuszczane na wyspach oceanicznych jako swego rodzaju żywe spiżarnie dla rozbitków i przyszłych kolonizatorów. Tak powstały do dziś prężne populacje na Kubie, Papui Nowej Gwinei, Madagaskarze, Mauritiusie, Reunionie, Hawajach, Galapagos tudzież Komorach. Także w Polsce Ludowej widywało się sporo wtórnie zdziczałych kóz, zwłaszcza w Bieszczadach po akcji „Wisła” oraz w Sudetach, po oczyszczeniu ich z Wehrwolfu. Z perspektywy człowieka zwierzęta te mają mnóstwo zalet. Obrońcy przyrody mają ambiwalentny stosunek do tych wesołych, rogatych zwierząt: z jednej strony prowadzi się wypas kulturowy w wybranych miejscach Europy (w Polsce przez Centrum Ochrony Mokradeł, Klub Przyrodników itd.); z drugiej strony koza to śmiertelne zagrożenie dla wielu super rzadkich gatunków roślin oraz związanych z nimi owadów czy ptaków, zwłaszcza na izolowanych oceanicznych wysepkach.

   

Photo by Pawan Sharma on Unsplash

      

Proces synantropizacji dzikich zwierząt czyli ich z człowiekiem, wnikania do co raz bardziej zmienionych środowisk, najpierw wiejskich, a potem miejskich nie jest czymś całkowicie nowym. Zasięg geograficzny, a nawet trasy wędrówek w przypadku niektórych ptaków, żółwi i ryb nie są dane raz na zawsze. Gdy w latach 30-tych i 70-tych XX wieku epidemie pasożytniczego labiryntowca Labirynthula zosteracea (pierwotniaka podobnego do grzybów) spustoszyły „podmorskie łąki” tasiemnicy Zostera marina w Atlantyku i Pacyfiku to zmieniły się trasy przelotów paru gatunków dzikich gęsi i kaczek morskich. Śledzie i dorsze także przetrwały kryzys, znalazłszy sobie jakieś inne miejsca do składania ikry. Szakal złocisty Canis aureus nie czekał na pandemię. Już kilka lat temu wydatnie poszerzył zasięg na północy i zachodzie Eurazji, docierając do Polski i państw bałtyckich. Są dowody, że para tych zwierząt oszczeniła się w Biebrzańskim Parku Narodowym.

Rzut oka na fakty i plotki odnośnie wnikania zwierząt do miast czy na oblegane w normalnych warunkach przez turystów wody przybrzeżne ukazuje nam jak w soczewce kilka problemów naszej epoki. Pierwszym z nich jest rzetelność i dociekliwość dziennikarzy. Zarówno tych zawodowych, zatrudnionych w renomowanych portalach informacyjnych, jak i amatorów, przedrukowujących newsy na prywatnych blogach i wortalach.

Drugim jest myślenie życzeniowe, a dokładniej pewien ekologiczny optymizm jakże charakterystyczny dla ludzi naszej epoki. Wydaje nam się, że jak tylko złagodzimy swoją presję to przyroda odrodzi się w całej pierwotnej piękności i sile. Owszem, czasem tak się zdarza, ale nie wszędzie i nie zawsze! Jest wiele napawających otuchą przykładów skutecznej ochrony roślin, zwierząt i grzybów. Nie brak jednak skłaniających do rozwagi przykładów wytępienia gatunków zdawałoby się niemożliwych do wyniszczenia. Po I wojnie światowej żubry zachowały się już tylko w zoo. Dziś znowu królują w Puszczy Białowieskiej i Knyszyńskiej, czasem nawet zawędrowują do Niemiec. Siedzuń sosnowy (szmaciak gałęzisty, „kozia broda” Sparassis crispa) był grzybem rzadkim i prawnie chronionym w Polsce (od 1990 do 2014 r.), prezentowanym jako osobliwość na znaczkach pocztowych i plakatach. Dziś znowu jest częsty i mimo wybornego smaku raczej nie zagrożony. Wollemię szlachetną Wollemia nobilis znano tylko ze skamieniałości w pokładach węgla, tymczasem znalazła się koło Sydney. Dziś można ją podziwiać choćby w Oranżerii „Zielony Raj” w Powsinie. Z drugiej strony mamy przykłady miliardowych populacji gołębia wędrownego Ectopistes migratorius wśród zwierząt czy kasztana amerykańskiego Castanea dentata wśród roślin, po których zostało trochę czarno-białych zdjęć i smętnych resztek w zakamarkach muzeów przyrodniczych. A jeszcze w połowie XIX wieku nikomu nie przyszłoby do głowy, by je chronić, reglamentować jakoś pozyskanie i niszczenie siedlisk…

Trzecim problemem, towarzyszącym ludzkości od samego zarania, jest ludzkie zamiłowanie do przesady i kłamstwa. Orwell nie bez powodu mawiał, że człowiek jest jedynym zwierzęciem, jakie potrafi oszukać samego siebie.

Dlatego informowanie i edukacja są tak ważne. Muszą być oparte na faktach, a nastawione na eliminację przesądów. Czasem w toku wywodu trzeba sięgać po bajki i przypowieści, mity i uproszczone modele, jednak zawsze należy lojalnie informować publiczność, gdzie kończą się fakty, a zaczynają mity i przypowieści.

    

  

Adam Kapler - Botanik z PAN Ogrodzie Botanicznym – Centrum Zachowania Różnorodności Roślin, skarbnik Oddziału Warszawskiego Polskiego Tow. Botanicznego, członek komisji rewizyjnej Centrum Ochrony Mokradeł. Od ponad 10 lat zabezpiecza zasoby genowe rodzimych gatunków ginących i rzadkich – ostatnio w ramach projektu POiŚ „FlorIntegral - zintegrowana ochrona in situ i ex situ rzadkich, zagrożonych i priorytetowych gatunków flory na terenie Polski. POIS.02.04.00-00-0006/17”, jak również oprowadza wycieczki, szkoli nowych pracowników, konsultuje projekty artystyczne, przygotowuje materiały promocyjne i współtworzy dwujęzyczne ścieżki edukacyjne dla PAN OB. CZRB.

       

     

Bibliografia:

https://polskatimes.pl/meduzy-na-filipinach-puma-w-santiago-tak-przyroda-wraca-do-zycia-gdy-ludzie-sa-zamknieci-w-domach/ar/c1-14894949

https://gazetawroclawska.pl/meduzy-na-filipinach-puma-w-santiago-tak-przyroda-wraca-do-zycia-gdy-ludzie-sa-zamknieci-w-domach/ga/c1-14894949/zd/42831207

https://noizz.pl/ekologia/jelenie-sika-z-parku-nara-umieraja-z-powodu-plastiku-w-zoladkach/v3b89jd

http://www.pachnica.pl/wp-content/uploads/2015/01/ochrona-kseroterm.pdf

https://en.wikipedia.org/wiki/Misinformation_related_to_the_COVID-19_pandemic

https://news.abs-cbn.com/spotlight/04/10/20/is-pink-jellyfish-bloom-in-palawan-linked-to-covid-19-lockdown-scientist-explains

https://bialystok.wyborcza.pl/bialystok/1,35241,18326686,nowy-drapieznik-na-wisla-szakal-zlocisty-przywedrowal-do-polski.html

Evon, D. (2020). "Was a Rare Malabar Civet Spotted During COVID-19 Lockdown?". Snopes.com  Retrieved 30 March 2020

       

     

Zobacz także:

„Ciemna bioróżnorodność” jako wyzwanie naukowe i dydaktyczne. Z doświadczeń zespołu PAN OB. CZRB w Powsinie.

Zrównoważony rozwój. Edukacja dorosłych dla zrównoważonego rozwoju.

Edukacja dorosłych na rzecz ekorozwoju w PAN OB. CZRB w Powsinie

Edukacja dorosłych na rzecz walki ze światowym kryzysem zapyleń

         

     

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 2 z 2
  • Obrazek użytkownika Aleksandra Cieślik
    Świetny artykuł, dzięki, któremu dowiedziałam się o niektórych fakenewsach, które w dzisiejszej dobie internetu stanowią ogromny problem i bardzo ciężko odróżnić fikcje od prawdy. Natomiast chciałabym się odnieść do wątku zwierząt. To bardzo trudne, aby utrzymać wszystkie gatunki zwierząt, tym bardziej, gdy zabieramy im tereny poprzez wycinanie lasów i budowanie miast. To w sumie bardzo przykre, że człowiek potrafi zaszkodzić swojemu gatunkowi i wszystkim pozostałym w tym samym czasie...
  • Obrazek użytkownika Adam Kapler
    Dziękuję za wyrazy uznania!
    Ma Pani rację: ciężko będzie nam ludziom naprawić choć w części te szkody jakie spowodowali nasi przodkowie. Tura wytępiliśmy ale żubr ocalał. Nie ma już mamutów ani mastodontów, ale została większość megafauny Afryki. Z Australii znikły "workowate tapiry" (Palorchestes azael), ocalały jednak całkiem pokaźne gatunki kangurów, kazuarów i emu. Naukowcy i aktywiści gromadzą zasoby genowe roślin i zwierząt, a władze tworzą i utrzymują parki narodowe i rezerwaty.  Ochrona przyrody staje się co raz modniejsza w całym społeczeństwie, przynajmniej w zamożnych społecznościach. A ludzie potrafią wyniszczać samych siebie. Mówi o tym cała literatura łagrowa i lagrowa, a z dzieł ekologów i ewolucjonistów choćby Diamond w "Upadku". O czym chciałaby Pani poczytać w następnych artykułach? Korzystając z luzowania obostrzeń sanitarnych warto zajrzeć do polskich ogrodów botanicznych i zoologicznych. Ujrzy tam Pani niejeden gatunek ocalony przed wymarciem, przynajmniej w skali Polski. Mam nadzieję, że wkrótce znowu będę mógł oprowadzać wycieczki po banku genów i poprowadzę "normalne" warsztaty.