European Commission logo
Create an account
Blog
Blog

SEO - sprzymierzeniec czy wróg edukatora?

Zauważyliście może, że często bardzo banalne i miałkie treści pseudoedukacyjne są lepiej promowane, niż te dopracowane i wartościowe?

ok. 8 minut czytania - polub, linkuj, komentuj!


Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest nasze, edukatorów, mocno frasobliwe podejście do tego, co nie tyczy się bezpośrednio samej treści czy metod jej podania i tego, co często niewidoczne. Ale uwaga, to nie będzie poradnik o SEO, jakich w internecie wiele. 

Oczywiście powody tego, ze jedne treści edukacyjne są bardziej popularne od innych mogą też być bardzo różne. Jeśli spojrzymy na to, co tworzymy przez narzędzie takie, jak Indeks czytelności FOG, to zauważymy, że nasza twórczość często osiąga poziom językowy, w którym jest zrozumiała jedynie dla osób kierunkowo wykształconych. A jednocześnie dobry copywriter potrafi sprzedać w internecie wszystko właśnie dzięki temu, że posługuje się prostym i sugestywnym językiem. I nie raz się już przed taką osobą wstydziłem próbując nieporadnie wytłumaczyć takiej osobie o co chodzi z tym naszym kursem, albo dlaczego warto brać udział w moim webinarze. Niestety, mimo najszczerszych chęci, nie dało się tego łatwo wyczytać z tekstu.

Uważam jednak, że wystarczająco dużo mogę zrobić sam, nie angażując w to specjalistów od promocji. Dziś więc skupię się na aspektach typowo technicznych, które każdy może uwzględnić w swojej edukacyjnej pracy, nawet bez znajomości zasad marketingu.

Będzie pewnym faux pas wyjaśnianie w 2022 roku czym jest SEO, ale postarajmy się ustalić rzecz najważniejszą. W internecie między twórcą, a odbiorcą jest bariera technologiczna składająca się z oprogramowania działającego na podstawie określonych algorytmów. Innymi słowy: odbiorca ma szansę odebrać przekaz nadawcy tylko wtedy, jeśli poprawnie zadziałają konkretne algorytmy, które będą w stanie określić adresata. A za tymi algorytmami nie kryje się bezpośrednio człowiek, który pilnuje procesu. Musimy więc mówić tak, aby docierać w pierwszej kolejności do algorytmów właśnie. A przy tym trzeba pamiętać, że:

  • algorytm “widzi” więcej, niż człowiek i ma ogólnie szersze spojrzenie;
  • algorytm nie jest w stanie uwzględnić finezji językowej wynikającej z wysokiego mniemania autora o jego inteligencji czy poczuciu humoru;
  • algorytm ma ma naprawdę bardzo dużo pracy, ponieważ przyrost nowych treści w internecie jest zatrważająco wielki;
  • algorytm może mieć problem z docenieniem tego, że jesteśmy edukatorami i tworzymy treści raczej wyższej, niż średnia internetu.

Innymi słowy, za to, że po wpisaniu w Google frazy “kurs cyfrowa dostępność” (lub dowolnego innego hasła) odpowiada bardzo wiele czynników, niekoniecznie merytorycznych. A jednocześnie mamy realne możliwości wpływania na ten stan rzeczy.

SEO bez internetu?

Temat optymalizacji wyników wyszukiwania kojarzy nam się przede wszystkim z internetem i wyszukiwaniem informacji w globalnej sieci. Jednak zacząć warto od tego, co lokalne i znajduje się na naszym twardym dysku. Przyjrzyjmy się dowolnemu dokumentowi zapisywanemu lokalnie. W branży edukacyjnej najczęściej będzie to plik z programu Power Point czy dokument w formacie PDF. Pierwszą rzeczą, której należy się nauczyć, to bezwzględne dbanie o metadane, ponieważ to one są dla systemy wyszukiwania ważniejsze, niż to jaką nazwę damy plikowi.

Zobaczcie na przykładzie okna zapisu prezentacji do formatu PDF (bezpośrednio z programu Power Point):

Zapisywanie do PDF w MS Office - PIotr Maczuga.

Mało kto wypełnia pola autorzy, tagi czy tytuł. Przywykliśmy do tego, że nazwa pliku jest jego tytułem, a to nieprawda. W powyższym przykładzie widać, że prezentacja o systemach zarządzania treścią została wykonana na kopii wcześniejszego dokumentu o planowanej strukturze regulaminu. Autorem jest niejaki WD, co nie pokrywa się z prawdą. Co zyskujemy inwestując dodatkowe 20-30 sekund w proces zapisywania plików? Kilka rzeczy, ale przede wszystkim będzie nam łatwiej odnajdywać pliki w naszym archiwum. Pewnie zdarzyło Wam się nieraz długo poszukiwać prezentacji sprzed pół roku, którą zrobiliście dla klienta X, a teraz byłaby super podstawą dla klienta Y. Tyle, że plik schował się i nie chce dać odnaleźć. Skrupulatne opisywanie plików pomaga też systemowej wyszukiwarce, szczególnie w systemach operacyjnych z rodziny Windows, gdzie wyszukiwanie na dysku działa po prostu mało zadowalająco. Co prawda system korzysta z mechanizmu indeksowania dokumentów i innych plików, dzięki czemu może wyszukiwać szybciej, ale nie zawsze skutecznie. Indeksowanie można porównać do katalogów bibliotecznych. Starsi czytelnicy pamiętają jeszcze regały z małymi szufladkami, a w nich setki, albo tysiące karteczek z informacją o lokalizacji każdej pozycji, którą ma na swoim stanie biblioteka. Obecnie są to oczywiście bazy cyfrowe. Jednak w każdym z przypadków złe opisanie karty katalogowej skutkuje tym, że nie odnajdziemy poszukiwanej pozycji. Trochę podobnie jest z niedbale opisanymi plikami.

Inny przykład działalności skutecznie optymalizującej nasze działania to tworzenie plików w bardziej zaawansowanym oprogramowaniu, w tym wypadu z programu Camtasia, który umożliwia tworzenie rozbudowanych screencastów oraz eksportowanie efektów swojej pracy do standardu SCORM i jako plików wideo. W obu przypadkach łatwo pominąć te opisy i pozostawić istotne pozycje puste. W przypadku tzw. manifestu SCORM wygląda to następująco:

Manifest SCORM w Camtasia - Piotr Maczuga.

O ile identyfikatora nie polecam zmieniać, ponieważ jest to sprawa “wewnętrzna” pomiędzy komunikującymi się systemami i musi on mieć charakter niepowtarzalny, tak pola tytuł, opis czy język warto wypełnić. Znowu: to nie jest coś, co jako odbiorcy widzimy logując się do danej lekcji e-learningowej, ale to nie my, ludzie, jesteśmy jedynymi konsumentami tego, co stworzymy, co czym już wspominałem.

W przypadku materiałów wideo wcale nie wygląda to lepiej:

Opis wideo w Camtasia - Piotr Maczuga.

Tutaj wychodzimy już trochę poza sferę tego co lokalne i na dysku twardym komputera. Dobrze oznaczone materiały wideo czy zdjęcia po prostu znacznie lepiej indeksują się w wyszukiwarkach internetowych, a w niektórych przypadkach pozwalają też odkryć sytuacje, gdy ktoś używa naszych zasobów bez naszej wiedzy. Każde z pól w powyższym przykładzie może stanowić nie tylko opis i przypisanie do danej hierarchii dziedziny czy kategorii, ale też coś na kształt naszego cyfrowego podpisu. Plagiatorzy rzadko zadają sobie trud zajrzenia w te rejony, przez co zostawiają za sobą ślady swoich niecnych uczynków.

Przydatna informacja jest taka, że twórcy internetowi, którzy profesjonalnie publikują swoją pracę w sieci zazwyczaj dbają bardzo o te aspekty. Zobaczmy przykładowe właściwości zdjęcia pobranego z banku fotografii:

Właściwości zdjęcia w Windows - Piotr Maczuga.

Sekcje opisu i pochodzenia pliku są zawsze bardzo dokładnie wypełnione. Choć nie widać tego na tym przykładzie, to autor dodał ponad 30 tagów opisujących to zdjęcie. Warto też wiedzieć, że w przypadku zdjęć czy filmów aparaty i kamery zazwyczaj rejestrują też podstawowe parametry w jakich dany obraz został utrwalony. Są to tzw. informacje EXIF i dla naszego zdjęcia wyglądają one następująco:

EXIF w Windows - Piotr Maczuga.

Dla jednej osoby to nic nieznaczące dane techniczne, a dla innej skarbnica wiedzy i technikach fotografii i warsztacie robienia zdjęć komercyjnych. EXIF zapisywane są także przez smartfony, więc z powodzeniem możecie sprawdzić to, co macie na swoim telefonie. Szczególnie, że w przypadku urządzeń mobilnych często zapisywana jest też informacja o lokalizacji pobrana z modułu GPS. Jeśli więc po latach zastanawiacie się gdzie robiliście dane zdjęcie, to oto właśnie przed wami odsłania swe możliwości magia metadanych.

SEO w internecie

No i chcący czy nie przeszliśmy do internetu, gdzie prędzej czy później i tak ląduje większość naszej pracy. Dwa najczęstsze przypadki to: publikowanie wpisów na blogach i materiałów multimedialnych w serwisach do tego przeznaczonych.

Zobaczmy to na podstawie popularnego Wordpressa, który stanowi kręgosłup większości stron internetowych na świecie. Gdy dodajemy zdjęcie do naszego wpisu, to możemy uzupełnić kilka pól. Spróbujmy dodać zdjęcie, którego opis meta pokazywałem we wcześniejszym przykładzie. Będzie to wyglądało tak:

Dodawanie zdjęcia w Wordpress - Piotr Maczuga.

Jak widzicie tytuł i opis same się uzupełniły (czerpiąc informacje z pliku). Jeśli więc pozostawimy te pola tak, jak obecnie to stracimy pewną ważną dla nas szansę. Ja tego zdjęcia użyłem do wpisu na blogu dotyczącym trudów spotkań online i jego oryginalny tytuł nie ma dla mnie sensu: Top view of Asian Business man hand working with teamwork colleague in video conference when Coronavirus outbreak. W zamian mogę nazwać go tak, aby odpowiadał tematyce mojego wpisu, a nawet dodać na końcu swoje nazwisko. Prędzej czy później w wynikach wyszukiwania to zaowocuje. Ktoś mnie łatwiej odnajdzie i zapozna się z moją pracą w sytuacji, gdy się pod nią podpiszę, a przede wszystkim opiszę czego dany obiekt dotyczy.

Tutaj pojawia się jeszcze jedno ważne wyzwanie - teksty alternatywne. Te pola domyślnie pozostają puste, ale są bardzo ważne. Tekst alternatywny jest podstawą do tego, jak obraz będzie zinterpretowany dla osób niedowidzących lub niewidomych. Systemy audiodeskrypcji potrafią sprawnie przeczytać każdy artykuł, ale niestety nie zinterpretują tego, co jest na obrazku. Ma to szczególnie duże znaczenie, gdy grafika jest ważna dla zrozumienia artykułu (np. prezentuje wykres). Ogólnie, pozostawienie tego pola pustego jest też uznawane przez roboty indeksujące treści w internecie za niechlujny błąd i nasza praca jest przez nie oceniana niżej, niż konkurencji. Z jednej strony więc możemy poświęcić kilkanaście sekund na stworzenie prostego opisu za każdym razem, gdy jest taka potrzeba, a z drugiej - poświęcić na to wiele godzin, gdy będzie trzeba to uzupełnić “hurtowo”. Może się tak zdarzyć, że nas stworzony z trudnem kurs online nie przejdzie podstawowej walidacji dostępności i po prostu wstyd będzie tak to zostawić. Lub po prostu - klient nie odbierze takiego dzieła. A przecież tego, czego brakuje nawet nie było widać!

Drugi przypadek to publikowanie treści multimedialnych i niech tutaj za przykład posłuży nam YouTube. Na przykładzie konkretnego filmu:

Opis podstawowy na YouTube - Piotr Maczuga.

Warto wypełnić dokładnie wszystkie pola opisowe, ale to nie wszystko. Poniżej mamy więcej:

Opis rozszerzony na YouTube - Piotr Maczuga.

Przede wszystkim nieśmiertelne tagi, ale też informacje o języku, miejscu i dacie nagrania, licencji. To się może wydawać banalne, ale postprodukcja filmu to nie tylko jego montaż. To również konkretne i dokładne jego opisanie, aby publiczność mogła taki materiał odnaleźć. Każda platforma ma swoją specyfikę, więc trudno tutaj o uniwersalny przepis z wyjątkiem jednej rady: bądźcie dokładni i rzetelni, a opłaci wam się to w dłuższej perspektywie. Materiały kilkuletnie często będą lepiej “pracowały” na wasz sukces, niż nowości właśnie dzięki temu, że lepiej “ukorzenią” się w odmętach internetu.

I tym właśnie chciałbym dziś zakończyć. Jak pewnie zauważyliście, SEO to nie tylko frazy kluczowe i metody pisania dostępnej treści w internecie. To również zaglądanie tam, gdzie teoretycznie wzrok odbiorcy nie sięga.


Piotr Maczuga – pisze, nagrywa, szkoli i występuje publicznie, przybliżając temat nowych technologii w edukacji dorosłych. Na co dzień produkuje treści edukacyjne i cyfrowe eventy oraz buduje i modernizuje studia multimedialne. Współzałożyciel Fundacji Digital Creators. Ambasador EPALE.


Interesują Cię nowe technologie w edukacji osób dorosłych? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod prowadzenia szkoleń, narzędzi trenerskich i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE!  


Zobacz także:

Kamera cię nie kocha? Jak wystąpić w kursie wideo i zachować resztki godności

H5P - Sprawdź się jako instructional designer

Czy nauczanie hybrydowe ma sens?

Przeprowadzka do Metaverse. Co tak naprawdę oznacza nowy wirtualny świat?

Komu zagrażają nowe technologie w edukacji dorosłych?

Login (2)

Komentarz

Dla mnie to przede wszystkim artykuł o tym, że nie tylko zajmujemy się edukacją ludzi, ale również maszyn. Musimy ich nauczyć czym są nasze treści, więc musimy posługiwać się ich logiką i językiem. Z ludźmi porozumiewasz się werbalnie i niewerbalnie - z maszynami treścią i metadanymi.

A tak schodząc na poziom praktyczny, to metadane są ważne, choć często ich uzupełnienie jest zapominane. Może to prowadzić do nieciekawych efektów (widziałem takie przypadki), gdzie na przykład autorem jest zupełnie inna osoba - na przykład ta, która stworzyła szablon.

Dokładam się do twojego przesłania. Dbajmy o metadane, bo zginiemy i nas nie znajdą (w Google).

Login (0)

Ja myślę, że to jest bardzo niedoceniony aspekty i żal mi wielu twórców i ich pracy, bo wiem nieraz, że jakieś działanie mogło zostać tzw. evergreenem jako ciekawy, uniwersalny i dobry materiał, i pracować na swojego twórcę przez lata. Oczywiście SEO odpowiada może w 10% za sukces czy jego brak (no chyba, że zupełnie pokpimy sprawę i np. zablokujemy wyszukiwarki komendą no-index, no-follow), ale na skuces składają się właśnie zbierane procenty. Czyli dokładnie to, co Dave Brailsford wprowadził pod nazwą marginal gains.

Login (0)

Prowadząc dwie strony w Wordpressie i kanał YouTube'a wiem, że uzupełnianie metadanych jest przydatne, ale jednak czasochłonne. Chociaż specjaliści od SEO przekonywali mnie nieraz, że warto, nie zawsze mi się chciało i nie zawsze nadal chce. Bo to nie jest kwestia tylko techniczna, ale i merytoryczna - umiejętnego, trafnego dobrania tagów czy słów kluczowych. Nie wystarczy przecież wpisać "cokolwiek". A przecież to tylko wierzchołek góry - napisanie całego tekstu tak, by wyszukiwarki go "lubiły" - jest, jak piszesz, wcale niełatwe, kłoci się często z intuicją, szczególnie, gdy używamy rzadkich, specjalistycznych określeń. 

Login (0)

To prawda, bez dwóch zdań - uzupełnianie tagów i opisy często bywają bardziej pracochłonne, niż się może wydawać. Ja staram się stosować do jakiegoś planu minimum, ale też nie demonizować tego procesu. Na Wordpressie zdaje się prawie wyłącznie na SEO Yoast, ale też nie bezkrytycznie. Mam przynajmniej taką checklistę tego, co muszę zrobić, aby mi alerty nie wyświetlały się na czerwono :-). Nie mam za to żadnych twardych danych co by było, gdybym opisy ignorował.

Login (0)

Ciemną stroną zapisu tych wszystkich metadanych przy każdym pliku jest ogrom dodatkowej pracy, który trzeba włożyć. Przydałby się jakiś sekretarz lub sekretarka tylko do takich czynności. Niemniej nie kwestionuję zasadności podobnych prac. Bądź co bądź nie raz przekonałem się, jak ważna jest odpowiednia promocja i stosowny opis dla rozpowszechnienia informacji zwłaszcza kanałami, nad którymi nie mam pełnej kontroli. Postaram się wykorzystać powyższe podpowiedzi. Może za jakiś czas wejdzie mi to w krew i nie będzie to tak uciążliwe, jak się wydaje.

Login (0)

Users have already commented on this article

Chcesz zamieścić komentarz? Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Want to write a blog post ?

Don't hesitate to do so! Click the link below and start posting a new article!

Najnowsze dyskusje

Dyskusja EPALE na temat społeczności uczących się na obszarach wiejskich

Nie przegap kolejnej dyskusji EPALE w środę, 8 czerwca!

Więcej

Dyskusja online na temat kultury w czasach kryzysu

W czwartek 28 kwietnia 2022 r., między godz. 10.00 a 16.00, na EPALE odbędzie się transmitowana na żywo dyskusja online na temat kultury w czasach kryzysu.

Więcej

Edukacja w sytuacji kryzysowej: konsekwencje wojny w Ukrainie.

W czwartek 17 marca 2022 r. w godz. 10.00-16.00 EPALE będzie gospodarzem dyskusji online, podczas której omówimy edukację kryzysową oraz jaką rolę może odegrać kształcenie dorosłych w radzeniu sobie ze skutkami konfliktów i sytuacji kryzysowych.

Więcej