chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

"Reguła Józefa" i jej andragogiczne konteksty z fotografią w tle

30/06/2019
przez Monika Sulik
Język: PL

Jakiś czas temu dzieliłam się na blogu refleksjami dotyczącymi motywowania osób dorosłych, które zainspirowane były lekturą  „Głaskologii” („Głaskologia stosowana” versus „Zawstydzenie pospolite”? - Czyli o motywowaniu w edukacji dorosłych).  Dziś również chciałabym podjąć temat, który zawdzięczam Miłoszowi Brzezińskemu i jego publikacji. Czy słyszeliście kiedyś o „Regule Józefa”?

To najogólniej mówiąc pierwsza w historii dynamiczna reguła fiskalna pod nazwą „nie zjeść wszystkiego”[1]. O oszczędzaniu wiele pewnie słyszeliście już od dzieciństwa. Motta życiowe, morały skłaniające do „odkładania na potem” brzmią czasem jako zachęta, czasem jako ostrzeżenie a czasem jako wyzwanie. Reguła Józefa zakłada, że zawsze przez jakiś czas będzie lepiej, a potem gorzej, a następnie znów lepiej. Biblijna przypowieść związana z snem faraona zapowiada naprzemiennie siedem lat tłustych i siedem chudych, i choć nawiązuje do odległej przeszłości, to ciągle jest aktualna i ponadczasowa. Ma ona podłoże filozoficzne, ekonomiczne i psychologiczne, co z pewnością przekłada się również na grunt edukacyjny i zawodowy. W życiu nigdy nie wiadomo ile potrwa hossa a ile bessa, ale wiadomo jedno: krzywa cały czas się waha nad i pod kreską w wielu dziedzinach: w ekonomii, w związkach z ludźmi (miłości też) i w samopoczuciu.

/pl/file/blogczerwiec-animal-9279041920jpg-0blog_czerwiec_-_animal-927904_1920.jpg

        

Kapitalizacja zysków?

     

Józef pokazał czego warto od siebie wymagać. „Nie chodzi bowiem o to żeby wspomniana krzywa nie spadała pod kreskę, tylko żeby ją maksymalnie w całym cyklu spłaszczać. Żeby kiedy jest dobrze, nie zachłystywać się, tylko zaoszczędzić i zjeść w czasach, kiedy będzie gorzej, bo zawsze kiedyś będzie gorzej, Choć w związkach i biznesie staramy się o tym nie myśleć, to nie ma co liczyć na to, że fala nie nigdy nie opadnie choć na chwilę. Opadnie i to parę razy”[2]. Znane pewnie nam wszystkim jest  stwierdzenie, że jak jest źle, to zamiast się smucić trzeba się cieszyć, gdyż to oznacza, że niebawem będzie lepiej. Warto zatem się zastanowić się, jak możemy tą „życiową mądrość” wykorzystać.

    

Zasady „Reguły Józefa” a relacje

       

To, że warto kapitalizować zyski w sensie ekonomicznym to nikogo nie dziwi, ale kiedy o kapitalizacji zaczynamy mówić w kontekście relacji (w tym edukacyjnej czy zawodowej) może budzić u wielu osób sprzeciw a przynajmniej spore wątpliwości. Tymczasem Miłosz Brzeziński pisze, że tak, jak w budżecie domowym mamy okresy chude i tłuste tak też w związkach – żeby relacje z ludźmi przetrwały kryzysy – muszą być skapitalizowane. Zaoszczędzone. Zebrane wcześniej. Stephen  R. Covey nazywa to emocjonalnym bankiem, który zakładamy u innych i wpłacamy lub wypłacamy – w zależności od potrzeby.  Warto zatem zwrócić uwagę na kilka zasad, które przedstawia Autor „Głaskologii” i zastanowić nad tym, co możemy z tego zabrać na „swoje pole” działania. A oto owe zasady „Reguły Józefa” – czyli co i kiedy można robić, żeby skapitalizować znajomość  bądź relację:

  1. Rób zdjęcia, na których robisz coś fajnego z innymi i umieść je w widocznym miejscu;
  2. Rób innym (kolegom, partnerom)  prezenty kierując się trzema zasadami. Prezent powinien być a)niespodziewany, b) personalny („specjalnie dla Ciebie”), c) bez powodu ani bezpośredniego celu[3].

W tym miejscu chciałabym z Wami podzielić się bardzo budującą historią, którą opowiedziała na prowadzonych przeze mnie zajęciach jedna ze studentek. Historia ta bardzo mocno koresponduje z pierwszą z przedstawionych powyżej zasad. Opisywane zdarzenie miało miejsce w jednym z ośrodków socjoterapii, gdzie pracowała również studentka dzieląca się tą historią. Swego czasu, w ośrodku tym, z powodu natłoku trudnych spraw i napięć, bardzo popsuła się atmosfera pomiędzy osobami w kadrze. To oczywiście bardzo niekorzystnie przekładało się na codzienność, klimat panujący w placówce i wszelkie działania z podopiecznymi. Zbawienny okazał się pomysł pani dyrektor, która zaaranżowała spotkanie dla całej kadry, celem bliższego poznania sytuacji i rozładowania negatywnej atmosfery. Pani dyrektor na spotkanie przyniosła również albumy ze zdjęciami oraz kroniki placówki. Zanim spotkanie się oficjalnie rozpoczęło, przybyli zaczęli oglądać zdjęcia z różnych wydarzeń oraz uroczystości, w których brali udział. Jak wynikało z opowieści Studentki, po chwili z poszczególnych miejsc przy stole zaczęły docierać odgłosy śmiechu oraz rozmów nawiązujących do minionych, a jakże zabawnych wydarzeń. Ta niewinna sytuacja bardzo rozluźniła atmosferę i wyraźnie dało się odczuć spadek napięcia wśród zebranych. Oczywiście, w dalszej części Pani dyrektor przeprowadziła z zebranymi zaplanowaną rozmowę mającą służyć naprawie trudnej sytuacji, jednakże, w odczuciu opowiadające tę historię osoby, znakomitą „część roboty” zrobiła ta nieformalna część spotkania z oglądaniem zdjęć. Uczestnicy spotkania  - choć teraz skonfliktowani, oglądając zdjęcia przypomnieli sobie wspólne radosne chwile, budująco spędzony czas z wychowankami i z pewnością to stworzyło bardziej przyjazną przestrzeń do rozwiązania sytuacji kryzysowej.

     

Dwa w jednym – pomysłów kilka

      

Przedstawiony przykład skłonił mnie do przemyślenia, że  zasady związane z „Regułą Józefa” można  doskonale z sobą połączyć – to znaczy zrobić zdjęcie i w ramach „kapitalizacji relacji” podarować je komuś bliskiemu w niekonwencjonalnej i  niebanalnej formie. A oto kilka pomysłów, które zainspirowane są autorskimi pomysłami studentek i studentów biorących udział w warsztatach:

- fotograficzna kostka Rubika: gdzie ścianki tradycyjnej „kostki Rubika” stają się podstawą, na którą naklejone zostaną fotografie osoby, której chcemy podarować taki upominek;

- zakładka do książki, na której nakleimy zdjęcie osoby, dla której jest przeznaczona, z opisem – szkicem do portretu tej osoby widzianym naszym okiem i sercem;

- fotograficzny zegar życia: gdzie na tarczy zegara (można wykorzystać produkty do decupage) wyklejona zostanie fotografiami przypominającymi wspólne ważne wydarzenia;

- czekoladki „słodkie wspomnienia: gdzie na czekoladki w kształcie serc, zostaną naklejone fotografie członków najbliższej rodziny lub grupy znajomych. Dołączymy do pudełka legendę z opisem, każdej „czekoladki” – czyli osoby.  Jako przykład podam tutaj jeden z opisów wykonanego tak prezentu fotograficznego podarowanego mamie: „mama: sweet carmel… czekoladka ta kryje w sobie wiele słodkości. Jej wnętrze pełne uczuciowości i wrażliwości na problemy innych. Słodki karmel, który jest jej głównym składnikiem powoduje, że już za pierwszym kęsem widzimy szansę na rozwiązanie nawet największych dylematów. A jego ciągnąca konsystencja roztacza aurę bezpieczeństwa i ukojenia. Czekoladka ta jest nieporównywalna w smaku i jakości do żadnej innej. Jest jedyna w swoim rodzaju a dlatego też powoduje potrzebę ciągłego delektowania się nią [4];

- rodzinna talia kart: karty do złudzenia przypominające karty do gry, opatrzone charakterystycznymi symbolami trefl, karo, pik i kier. Na jednej stronie kart widnieją fotografie członków rodziny lub grupy znajomych, natomiast na drugiej stronie opis ich głównych cech charakteru.

Opisane projekty swą siłę i moc przekazu z pewnością zawdzięczają przede wszystkim niekonwencjonalnej formie, natomiast, natomiast dzięki zamieszczonym fotografiom stają się pamiątkami wyjątkowo osobistymi, mają charakter sentymentalny. W moim przekonaniu są też dobrym sposobem na zastosowanie zasad „Reguły Józefa”. Najważniejsze jednak moim zdaniem jest to by nie traktować takiego podarunku wyłącznie jako  „kapitalizowanie” relacji w sensie ekonomicznym ale by był to podarunek szczery i świadczący o naszym autentycznym zaangażowaniu w relację.

Ciekawa jestem co Wy na to? Jakiego wymiaru dla Was nabiera „Reguła Józefa” i jakie macie swoje sposoby na „kapitalizację” relacji?

dr Monika Sulik - doktor nauk humanistycznych, adiunkt, wykładowca akademicki. Swoje zainteresowania naukowo-badawcze rozwija przede wszystkim w obszarze zagadnień związanych z rozwojem człowieka dorosłego w ujęciu interdyscyplinarnym, z szczególnym uwzględnieniem kontekstów biograficznych. Prowadzi autorskie zajęcia dydaktyczne z zakresu przedmiotu biografia w edukacji, w ramach którego przeprowadza warsztaty związane z wykorzystaniem metody biograficznej w andragogice i edukacji dorosłych. Certyfikowany trener i mentor akademicki.

Zobacz także:

„DIXIT” – czyli mój edukacyjny „exit” – Inspiracje dla edukacji dorosłych

Po co komu biografia na szkoleniach? Czyli edukacyjna "puszka Pandory"
„Edukacyjne” prowokacje versus konstruktywny krytycyzm - czyli o tym, co wspólnego ma krem ślimakowy z edukacją dorosłych?
Uniwersytet Otwarty dla wszystkich. 10 lat edukacji dorosłych w nowym wymiarze
Człowiek dorosły w „Miasteczku Mamoko”
Czego nas może nauczyć Kitau z plemienia Kikujusów?
Czy "szewc bez butów chodzi"? Czyli andragogiczne "prawidła"
Czy warto poznać biografię edukacyjną portiera domu publicznego?
Po co komu „lustro obdarzone pamięcią”? Edukacyjne ślady i tropy
Edukacja dorosłych „pod stołem”?
O łapaniu huraganu do słoika… czyli miłość a edukacja dorosłych
„Głaskologia stosowana” versus „Zawstydzenie pospolite” ? - Czyli o motywowaniu w edukacji dorosłych

O tym, co ma kolor kobiecych butów do ... andragogiki?

Niekomfortowa „strefa komfortu”


[1] M. Brzeziński: Głaskologia, Warszawa 2013, s. 39.

[2] M. Brzeziński: Głaskologia, Warszawa 2013, s. 40.

[3] M. Brzeziński: Głaskologia, Warszawa 2013, s. 44.

[4] W tym miejscu pragnę podziękować w sposób szczególny wszystkim autorkom i autorom opisanych projektów.

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 2 z 2
  • Obrazek użytkownika Nina Woderska
    Nigdy nie słyszałm o tej regule. O krowach tłustych i chudych jako alegorii chwil trudnych jak i tych pełnych sukcesów i powodzenia - już tak:) W Internecie krąży także ciekawa opowieść o pierścieniu z grawerem "wszystko mija..." Ale wracając do Józefa i jego reguły. 
    Zasada 1  mi się podoba  - "Rób zdjęcia, na których robisz coś fajnego z innymi i umieść je w widocznym miejscu". Podoba, jednak z jednym zastrzeżeniem. Może warto by dopisać - umieść w widocznym miejscu, ale nie na FB? Zastanawiam się, czy liczba zdjęć, które codziennie trafiają na "ściany" portalu (czy innych social mediów), nie osłabia siły drzemiącej w tej regule. (Nie podajesz przykładów zdjęć on-line, ale chyba reguła ich nie wyklucza?)

    Po przeczytaniu Twojego tekstu przypomniała mi się także pewna sytuacja. Podczas jednego ze spotkań Klubu Starszaka (spotkań seniorów-wolontariuszy), który prowadziłam, jedna z seniorek przyniosła odbitki zdjęć z pewnej akcji wolontariackiej. Na zdjęciach były inne uczestniczki Klubu, które wspólnie uczestniczyły w tej akcji. Pamiętam, że każda odbitka odsprzedawana była za symboliczne 50 gr, a zdjęcia były i dobrej i bardzo słabej jakości. Pamiętam tę sytuację, bo wywołała tak duże poruszenie, że byłam bardzo zaskoczona. Oglądanie zdjęć, wybuchy radości i śmiechu trwały długo. A ja nie mogłam zrozumieć, dlaczego ta Pani zrobiła odbitki (bez konkretnej prośby kogokolwiek), a nie udostępniła na FB właśnie (wiedziałam, że inne uczestniczki go mają) :) Dziś już jest to dla mnie jasne - kapitalizacja relacji :)
  • Obrazek użytkownika Monika Sulik
    Droga Nino ale super opowieść! Jak pisałaś o tej radości przy oglądaniu zdjęć prawie słyszałam te śmiechy. A może Nino Droga to co się stało było wynikiem więzi i dobrych relacji a nie "zaplanowaną" próbą jej podtrzymania. Jedno chyba jest pewne- jak jesteśmy w relacji to wspólne zdjęcia są czymś bardzo naturalnym i szczerze muszę przyznać, że w "trudniejszych" momentach tej relacji, zdjęcie jest zawsze  dla mnie katalizatorem dobrych emocji. Dziękuję Nino za ten komentarz.