chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Podstawa dobrego produktu cyfrowego – jak nie zepsuć własnych treści

24/07/2019
przez Sławomir Łais
Język: PL

Każda, nawet najlepiej wymyślona treść może zostać zepsuta przez samego twórcę na wiele sposobów. Genialne koncepcje i treści mogą być zrobione w sposób, który zniechęca, utrudnia a czasami uniemożliwia odbiór. Niespójność stylistyczna, szumy informacyjne, brak logiki w formie, cienkość graficzna (jak przetłumaczyć „cheezy” z angielskiego), przypadkowe użycie kolorów itp.

Sam wiem, że wiele moich pomysłów dotyczących formy przekazu psuje to, co robię. Nie mam pełnego zaufania do własnego poczucia estetyki, czy do obiektywnej oceny własnych dzieł. Dlatego szukałem sposobu na to, żebym sam nie psuł tego, co jest dziełem moim, mojej firmy lub zleceniem dla klienta.

Przez wiele lat współpracowałem z Tomkiem Kucem – właścicielem studia graficznego (i częściowo agencji reklamowej) FoxRabbit. Kilka lat temu postanowiliśmy stworzyć szkolenie, które pomoże osobom tworzącym dzieła cyfrowe robić to w sposób, w którym forma nie zepsuje treści. W tym celu przeanalizowaliśmy błędy, które daje się zauważyć i są powszechne, a jednocześnie dosyć destrukcyjne dla przekazu i zbudowaliśmy praktyczny niezbędnik dla twórców.

Jest taki poziom poniżej którego to, co robimy jest po prostu błędem. Nie robisz błędów ortograficznych – możesz też nie robić innych, pod warunkiem, że jesteś ich świadom.

      

/pl/file/comic-sans-not-properComic Sans is not proper

Picture with unproper use of Comic Sans font

     

Poniżej kilka wniosków z naszej pracy, które pomogą ci zapanować nad formą.

FAŁSZYWY EFEKT WOW, CZYLI WODOTRYSK

Myślę, że każda z osób zajmująca się uczeniem – bez względu na to, czy na sali, czy w postaci produktów cyfrowych jest narażona na silną pokusę zachwycenia innych, co czasami w korpojęzyku nazywa się efektem WOW.  Różnie sobie z tym radzimy. Jednak zawsze istnieje ryzyko, że zamiast efektu WOW wywołamy u odbiorców zażenowanie i stwierdzenie, że proponujemy im wodotrysk, czyli że po ludzku chcemy się popisać. Pomiędzy podziwem a pobłażaniem jest dość płynna granica.

Jak uchronić się przed zrobieniem wodotrysku?

Po pierwsze – trzeba zachować dystans do własnych „genialnych” pomysłów. Jak tylko czuję to podniecenie i widzę oczami wyobraźni zachwyt w oczach odbiorców w odniesieniu do nowego pomysłu, to staram się nie realizować od razu swojego genialnego pomysłu, tylko chwilę odczekać i użyć kilku narzędzi, które zweryfikują mój entuzjazm i sensowność tego, co chcę zrobić.

Warto przez chwilę zastanowić się skąd się biorą genialne pomysły.

Jednym ze źródeł jest niewątpliwie postęp technologii. Co jakiś czas trafiamy na narzędzie, które pozwala nam zrealizować coś, co dotychczas nie potrafiliśmy zrobić i odnosimy wrażenie, że pokazanie tego, że już potrafimy (a inni jeszcze nie) przyniesie nam sławę.

Jak mówią mądre książki dotyczące komunikacji – wszystko, co nie służy przekazowi jest szumem informacyjnym.

SZUM TECHNOLOGICZNY

Nie wiem czy pamiętacie jak wiele lat temu pojawił się program Prezi, który umożliwia prezentację poprzez pokazywanie kolejnych fragmentów jednego, wielkiego dzieła. Można przybliżać, obracać a wszystko jest płynnie animowane. Jak zobaczyłem po raz pierwszy Prezi w akcji, to od razu zapragnąłem użyć, nie ważne gdzie, byle użyć. I w ten oto sposób moja kolejna prezentacja mogłaby spokojnie zmienić swój tytuł na „Znam Prezi i nie zawaham się go użyć”. Czy były po niej pytania? Jasne, tylko, że żadne nie dotyczyło treści – ludzie chcieli wiedzieć co to za program. Udało mi się skutecznie zagłuszyć własny przekaz.

Nawiasem mówiąc niektórzy tak nadużywali efektów Prezi, że od obracającego się obrazu można było dostać choroby morskiej.

Oczywiście widziałem też dobrze zrobione Prezi – ze schematem, który był omawiany w stylu od ogółu do szczegółu, które utrwalało strukturę będącą istotą prezentacji, a animacje były użyte z wyczuciem.

W wielu produkcjach edukacji cyfrowej trafiamy na niepotrzebne funkcjonalności, efekty czy treści (obrazki, animacje), które tylko odciągają od właściwego tematu i utrudniają uczenie się – są szumem wprowadzonym często przez twórców, którym zachwyt nad jakąś nowinką przesłonił mądrość metodyczną.

Jak się bronić przed szumem technologicznym?

Po pierwsze – trzeba zachować dystans do własnych „genialnych” pomysłów. Jak tylko czuję to podniecenie i widzę oczami wyobraźni zachwyt w oczach odbiorców w odniesieniu do nowego pomysłu, to staram się nie realizować od razu swojego genialnego pomysłu, tylko chwilę odczekać i użyć kilku narzędzi, które zweryfikują mój entuzjazm i sensowność tego, co chcę zrobić.

Po drugie – staram się przemyśleć zastosowanie i „katalogować” poznane nowinki po to, żeby przywołać je wtedy, gdy będą adekwatne do sytuacji. Bardzo pomaga mi sposób myślenia Learning Battle Cards – „nie ma obiektywnie dobrych lub złych metod – są tylko adekwatne lub nie”.

SZUM REDAKCYJNY

W szkole średniej pisaliśmy na ocenę rozprawki, wypracowania. Jak nie napisałeś co najmniej strony papieru kancelaryjnego, to piątki nie było. To niestety nie sprzyjało umiejętności zwięzłego i jasnego wyrażania się. Efektem są teksty, które są za długie.

Zrobiliśmy kiedyś na szkoleniu taki eksperyment, że daliśmy uczestnikom do przeczytania tekst używany przez ich firmę w celach marketingowych. Nie dawali rady – tekst był dla nich niestrawny. Potem zrobiliśmy konkurs na skrócenie tego tekstu bez utraty treści i rekordzista skrócił dwa akapity do jednego, krótkiego zdania.

Jak sobie z tym radzić?

Przede wszystkim daj komuś tekst do głośnego przeczytania. Jeżeli nie wchodzi łatwo, to znaczy, że będzie ciężko czytać.

Skracaj ile się da – przymiotniki, ozdobniki przede wszystkim. Zdania złożone zamieniaj na proste.

SZUM EKSPERCKI

Zwykle autorzy treści cyfrowych lub trenerzy, prezenterzy są w jakimś stopniu ekspertami w temacie. To niestety powoduje, że trudno im się pogodzić z tym, że osoby uczące mają potrzeby wymagające poznania ułamka tej wiedzy. Chcieliby, żeby było rzetelnie, kompletnie i obficie. Niestety – twój wewnętrzny ekspert nie sprzyja tworzeniu prostego przekazu.

Często produkty cyfrowe są po prostu przeładowane w sposób stawiający przed osobą nie będącą ekspertem barierę zniechęcenia.

Moim ulubionym narzędziem jest dość stare (ja poznałem je w latach 90-tych) podejście MES, czyli Modules of Employable Skills. To metoda budowania szkoleń zawodowych charakteryzująca się świetną logiką i dobrze opisanymi narzędziami (macierze). W skrócie działa to tak, że:

  1. Wypisujesz co dana osoba ma robić – to zwykle kilka, kilkanaście czynności. Zwykle robi się to dość konkretnie ze wskaźnikami jakości. Jak poznamy, że to dobrze jest zrobione? Im konkretniej tym lepiej.
  2. Do każdej czynności dopisujesz umiejętności niezbędne, żeby to wykonać. W rezultacie powstaje macierz, bo niektóre czynności wymagają tych samych czynności.
  3. Przy każdej umiejętności zastanawiasz się jak sprawdzić tę umiejętność.
  4. Następnie budujesz do tego moduły, które nauczą tego, co niezbędne.

Efekt użycia MES jest taki, że autorzy kursów skracają treści, bo nie pozwalasz na to, żeby znalazły się tam elementy nie podpięte do konkretnej umiejętności, która jest niezbędna do realizacji zadań.

To zgrubny opis, więc jeśli chcesz używać, to koniecznie poszukaj opisu metody w Internecie. Metoda stara, ale nadal potrafi zadziwić swoją skutecznością.

Korzystaj też z możliwości hypertext – możesz szczegółowsze objaśnienia umieścić w interaktywnych elementach, które rozwiną sobie osoby zainteresowane szczegółami. Niektórym wystarczy zrozumienie koncepcji bez szczegółów.

Pamiętaj, że nie-ekspert nie zawsze musi zgłębiać temat, czasami wystarczą mu tzw. rules of thumb, czyli wskazówki praktyczne – najlepiej krótkie i proste.

SZUM RADOSNEJ TWÓRCZOŚCI

Jest coś takiego, że jak jest wolne miejsce, to kusi, żeby je zapełnić. Analizując materiały przedszkoleniowe często napotykaliśmy na jakieś ikony, obrazki wklejone w produkty cyfrowe, bo zostało wolne miejsce.

Trzeba sobie zdać sprawę, że to jest szum. Biała przestrzeń nie jest zła – jest dobra, pomaga utrzymać porządek. Niepotrzebna prezentacja często wprowadza bałagan i odciąga uwagę. Najprostszym sposobem, żeby się chronić przed tą plagą jest przyjęcie właśnie takiego sposobu myślenia.

SZUM STYLISTYCZNY

Wiele produkcji cyfrowych ma poważne braki w jednolitości stylistycznej. Jednocześnie nie każdy potrafi dobrze ocenić co pasuje do czego i co jest z innej bajki. Łatwość dostępu do darmowych lub tanich zdjęć, ilustracji, przycisków i widżetów powoduje, że czasami mamy do czynienia z dziwnym, trudnostrawnym miksem.

Sposób na to, to szablony i dyscyplina ich stosowania. Jeżeli już sięgasz po zasoby sieci, to całymi kompletami – lepiej kupić pakiet ikon niż każdą ikonę brać z innego miejsca. Nie obawiaj się, że odbiorca się znudzi tym, że konsekwentnie stosujesz 2 kolory i jedną czcionkę. Mniej znaczy lepiej.

DYSCYPLINA LOGICZNA PRZEKAZU - KODOWANIE

Na szkoleniu pokazujemy kilka slajdów, na których tekst jest zamazany. Uczestnicy bez trudu odgadują co jest na slajdzie. Jeśli masz dwie kolumny tekstu i jedna ma zielony tytuł a druga czerwony, to albo jest to slajd typu „rób / nie rób” albo „wady / zalety”.

Jest wiele kodów, które mamy w naszej kulturze – kolor czerwony = stop (niebezpieczeństwo, tak nie rób itp.), zielony = jedź. Większy stopień pisma = wyższy poziom hierarchii. Zdjęcie osoby idącej w prawo znaczy, że podąża, natomiast w lewo znaczy, że wraca. Nawet krój czcionki może nadawać znaczenie.

    

/pl/file/how-use-space-pictures-exampleHow to use space on pictures - example

How to use space on pictures - example

      

Dlatego trzeba się nauczyć stosować kolory, kształty, obiekty do kodowania treści. Szczególnie w treściach związanych z uczeniem kodowanie może być twoim olbrzymim sprzymierzeńcem powodującym, że ludzie lepiej i chętniej będą się uczyć.

Spróbuj przed pracą nad materiałem cyfrowym wypisać najważniejsze pojęcia (żeby jednolicie stosować) i zaprojektować jak są kodowane. Zrozum strukturę tego, co chcesz nauczyć i oddaj w postaci kodowania. Masz trzy główne części? Może każda z nich powinna być kodowana przez inny kolor.

No i podstawowa zasada – jak już zaprojektujesz kodowanie, to jest święte – nie ma odstępstw.

PODSUMOWANIE

Jakość twojego szkolenia to w dużej mierze ciężka, czasami rzemieślnicza praca wymagająca określonej wiedzy lub dyscypliny. Każdy, nawet najlepszy materiał można zepsuć poprzez ego, zaszumienie lub brak dyscypliny.

Jeśli nie wiesz jak, to nie kozakuj – rób po bożemu.

Napisz sobie w widocznym miejscu:

  • „To, że możesz, nie znaczy, że powinieneś”
  • „KISS – keep it simple, stupid”

Kurs, który prowadzimy trwa co najmniej dwa dni i zwykle jest poprzedzony analizą dzieł przesłanych przez uczestników, jest w nim wiele innych zagadnień (m.in. graficzna wizualizacja koncepcji, infografika), ale mam nadzieję, że ten artykuł, choć wskazujący wybrane zagadnienia, będzie wartościowy i zauważysz różnicę.

  


Sławomir Łaisedukator, projektant aplikacji uczących, autor publikacji, bloger praktykatrenera.pl, prelegent wielu konferencji. Prezes OSI CompuTrain, współtwórca metody i narzędzi Learning Battle Cards, współtwórca fundacji Digital Creators. Trener, konsultant w stosowaniu nowoczesnych technologii w uczeniu. Ambasador EPALE.

Zobacz także:

Buduj zaangażowanie - narzędzie Personas

Angażowanie w uczeniu – nadawanie znaczeń i wdrożenie

Samodzielnie, ale nie samotnie - zrób LearnTank

Trzy inspiracje od mistrzów angażowania

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 6 z 6
  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga
    Wychodzi więc trochę na to, że aby prowadzić dobry projekt, potrzebujemy solidnego "redaktora" (we własnej osobie lub kogoś innego) z co najmniej kilku dziedzin. Musimy bowiem rozwinąć się w skutecznej retoryce, komunikacji i aspektach związanych ze stroną wizualną (estetyka) i nowymi technologiami (aby w ogóle móc z nich skorzystać). Do tego, powyżej całego procesu, dochodzi jeszcze ktoś kto potrafi podjąć się tematu architektury informacji. Trochę dużo jak na przeciętnego edukatora - czy myślisz, że powinniśmy inwestować we własny rozwój (tudzież rozszerzać kompetencje swojego zespołu za pomocą np. szkoleń z tych dziedziń), a może zatrudniać konkretnie wyspecjalizowane osoby?
  • Obrazek użytkownika Sławomir Łais
    Moim zdaniem sytuacja "marzenie", że masz sztab ludzi i w dodatku dobrze jest to zarządzane rzadko się zdarza w realu. Czasami masz kogoś (np. grafika), ale musisz wiedzieć czego od niego chcesz, czasami nie masz zawodowego korektora, ale przynajmniej osobę, która może przeczytać tekst. Różnie można sobie radzić.
    Wydaje mi się, że warto samemu się nauczyć jak najwięcej i przede wszystkim być świadomym swoich ograniczeń. Ja staram się pracować higienicznie, to znaczy zgodnie z kilkoma praktycznymi i prostymi zasadami, których się nauczyłem pracując z lepszymi od siebie. Jak nie jesteś mistrzem kompozycji, to stosuj się do zasady "Albo równo, albo g...". 
    Jest pewien poziom praktyczny, takie must-know, który pozwala nie dać plamy i który warto opanować. Nie jesteś filologiem, ale ortografów nie siejesz (choć może nie wnikasz w zbyt dlaczego pisze się tak a nie inaczej), nie jesteś matematykiem, ale procenty umiesz zinterpretować i odróżniasz średnią od mediany (choć nie wyprowadzisz żadnego wzoru). Ważne jest to, żeby ktoś ci dał właśnie ten poziom must-know - najlepiej praktyk, który wie o wiele więcej, ale też potrafi powiedzieć co jest kluczowe i jakie błędy najczęściej ludzie robią. 
  • Obrazek użytkownika Małgorzata Rosalska
    Zdecydowanie lepiej uczyć się na cudzych błędach, ale swoje warto też analizować :) Chociaż mam wrażenie, że błędy, o których piszesz zdecydowanie łatwiej zauważa się u innych. Twój tekst będzie bardzo pomocny w przewietrzeniu moich własnych materiałów. Bardzo nie lubię szumów (wszelakich) ale czasem można coś przeoczyć. Inspirujący tekst, dziękuję!
  • Obrazek użytkownika Sławomir Łais
    To nawet jest regułą, że błędy lepiej widać u innych - dlatego pewnie zasadą korekty jest to, że wykonuje ją osoba, która nie zna tekstu.
    Dzięki za miłe słowa.
  • Obrazek użytkownika Rafał Żak
    Fajny tekst, zacząłem się w trakcie lektury zastanawiać, czy nie ma w nim niepotrzebnych ozdobników ;-)
    Justyna Matras moja wspólniczka mówi: "Jeżeli w formie treść się nie mieści, zrezygnuj z formy na korzyść treści". I to się pięknie wpisuje w Twoje Kiss i wydźwięk całości. 

  • Obrazek użytkownika Sławomir Łais
    Właśnie taka refleksja jest przydatna. W tekście są niepotrzebne ozdobniki - głównie wynikające z tego, że to artykuł o nieco luźnym charakterze. Trochę inaczej podchodzę do artykułów niż do treści szkoleniowych. 
    Bardzo dobre powiedzenie. Forma rymowanki zawsze mi się podobała, bo pozwala mi zapamiętać takie praktyczne reguły.