European Commission logo
Utwórz konto
Blog
Blog

Ośrodki dla cudzoziemców w Polsce – kontekst lokalny

Nie ma pomysłu na preintegrację uchodźców, a cały ciężar tego systemu spoczywa na barkach organizacji pozarządowych.

ok. 5 minut czytania - polub, linkuj, komentuj!


Polska staje się krajem imigracji. Jesteśmy coraz bogatsi, coraz lepiej wypadamy w większości wskaźników dotyczących konsumpcji. Pozytywny obraz naszego kraju wzmacniają międzynarodowe sojusze, w szczególności przynależność do Unii Europejskiej. Fatalny stan służby zdrowia, olbrzymie nierówności w dochodach czy notoryczny brak mieszkań nie są takie dramatyczne, jeśli spojrzymy na nie z perspektywy krajów globalnego Południa. W obliczu wyzwań klimatycznych i geopolitycznych, czy nam się to podoba czy nie, niezależnie od tego, jak wysokie mury postawimy na granicach i jak złą politykę migracyjną będziemy prowadzić, coraz więcej obcokrajowców będzie do nas przyjeżdżać. 

W przedstawionym przez MSWiA pod koniec 2020 r. dokumencie „Polityka migracyjna Polski – diagnoza stanu wyjściowego”, podobnie zresztą jak w zarysowanym niedawno przez Unię Europejską „Nowym pakcie o migracji i azylu”, dużo uwagi poświęca się uszczelnianiu granic, a niewiele – wykorzystywaniu potencjału przybyszów.

Tylko bardzo niewielka część z nich – ale ta znajdująca się w najtrudniejszej sytuacji – trafi do ośrodków dla cudzoziemców. To osoby ubiegające się o ochronę międzynarodową (co roku 3-4 tysiące, w latach 2015-16 po kilkanaście tysięcy). Obecnie przeważają Afgańczycy i Białorusini, w ostatniej dekadzie zdecydowanie najwięcej było jednak Czeczenów. To w większości młodzi ludzie i rodziny uciekające z ojczyzny z powodu zagrożenia życia, czasem też osoby, które znalazły się w Polsce przypadkowo podczas swojej tułaczki po świecie, bez dokumentów, środków i żadnego wsparcia. Na czas rozpatrzenia wniosku wszyscy objęci zostają pomocą socjalną. Większość wybiera zapomogę (średnio kilkanaście złotych dziennie) i szybko wyprowadza się z ośrodków. Zostają ci w najgorszym położeniu, którzy nie mają oszczędności ani krewnych, a więc szans na rozpoczęcie w miarę samodzielnego życia.

pracownice ośrodka pomocy dla cudzoziemców

Pod koniec sierpnia 2021 r. Urząd ds. Cudzoziemców prowadził – bezpośrednio lub zlecając prywatnym firmom na drodze przetargu – dziewięć otwartych placówek dla około tysiąca osób. Dwie znajdują się pod Warszawą, jedna koło Grudziądza, aż sześć w podlaskiem i lubelskiem – wschodnich województwach o stosunkowo najniższej stopie życiowej. Mieszczą się w dawnych hotelach robotniczych, szkołach lub bazach wojskowych. Oddalone od lokalnych centrów i źle skomunikowane. „Marne jedzenie, nuda i tylko las wkoło. Pobyt […] przypomina tanie kolonie dla młodzieży. Nie wygląda to źle, dopóki nie trzeba tam spędzić kilku lat życia[1]. Co najmniej drugie tyle uchodźców zamknięto w sześciu ośrodkach o więziennym rygorze, prowadzonych przez Straż Graniczną. Formalnie trafiają tam na mocy postanowienia sądu, gdy SG podejrzewa ich o stwarzanie zagrożenie dla porządku prawnego. De facto – najczęściej w przypadku wykroczenia, polegającego na przejściu granicy państwa w niedozwolonym miejscu.

Urzędnicy i personel pomocniczy – kucharki, sprzątaczki czy ochrona – mają pełne ręce roboty, a i tak są w stanie zrealizować tylko podstawowe potrzeby mieszkańców. I tu wkraczają organizacje pozarządowe. Zatrudniani przez NGO-sy prawnicy, psychologowie, edukatorzy oraz pracownicy socjalni pomagają legalizować pobyt, leczyć traumy, uczyć języka, zapełniać pustkę niekończącego się oczekiwania na decyzję w sprawie przyznania ochrony (w każdym przypadku cudzoziemiec musi w ciągu miesiąca opuścić ośrodek, więc nawet pozytywna decyzja bywa stresująca). To przeważnie słabo opłacani i pracujący ponad siłę specjaliści – rzadziej wolontariusze, którzy na dłuższą metę nie wytrzymują czasochłonnych dojazdów, stresu i niezbędnej regularności.

zajęcia świetlicowe dla migrantów

Świetlica, którą prowadzi Fundacja dla Wolności – wcześniej przez 10 lat w ośrodku na warszawskim Targówku, a obecnie w Podkowie Leśnej-Dębaku – koncentruje się na dzieciach. Mali uchodźcy niemal od pierwszego dnia po przyjeździe idą do szkoły. Nie znając języka, obowiązujących norm i obyczajów, nie odnajdują się w nowym systemie edukacji. U wielu występują poważne problemy rozwojowe, niektóre miały dłuższą przerwę w nauce i trafiają do klas z dużo młodszymi uczniami. Potrzebna jest rzetelna diagnoza, konsultacje z rodzicami i nauczycielami. Nawet jeśli nie wymagają intensywnego wsparcia pedagoga czy psychologa, odrabianie lekcji zajmuje im więcej czasu niż polskim rówieśnikom. W świetlicy jest przestrzeń i cisza, której brakuje w wieloosobowych izbach, a przede wszystkim życzliwi wychowawcy, których dzieci dobrze znają i którym ufają. Po nauce są oczywiście gry i zabawy, indywidualne oraz grupowe, rozwijające indywidualne pasje i kompetencje społeczne. Najbardziej wyczekiwane są jednak zajęcia poza ośrodkiem. Wspólne wyjścia na basen, do kina, muzeum, warsztaty tematyczne – nawet zwykłe wycieczki na lody wzmacniają poczucie bezpieczeństwa, gdy brak prawdziwego domu i stałości.

Równie ważne jest budowanie sieci z lokalną społecznością i innymi organizacjami pozarządowymi. To rozmowy z nauczycielami, dla których multi-etniczne klasy są dodatkowym wyzwaniem w sytuacji przerośniętej, zaściankowej podstawy programowej; warsztaty antydyskryminacyjne i uwrażliwiające na różnice kulturowe wśród polskich uczniów; mediacje i łagodzenie niepokojów u ich rodziców; to także współpraca ze specjalistami z różnych dziedzin, by kompleksowo pomóc każdemu dziecku.

rodzina migrantów nad rzeką

Jeszcze większym wyzwaniem jest edukacja dorosłych migrantów. Chociaż niektórzy uchodźcy legitymują się wyższym wykształceniem, spotykamy też takich, którzy nie potrafią czytać ani pisać lub skończyli zaledwie kilka klas. Nie mają przeważnie łatwości w przyswajaniu języka, nowych kompetencji i norm kulturowych oraz – w odróżnieniu od dzieci, które chodzą do szkół – prawie żadnych okazji do kontaktu z lokalną społecznością. Izolacja, poczucie zagrożenia deportacją, traktowanie Polski jako kraju tranzytowego, permanentna tymczasowość – oto przepis na stan, w którym tylko nieliczne jednostki znajdują motywację do pracy nad własnym rozwojem. W szczególnie trudnym położeniu są kobiety, ponieważ obowiązki związane z opieką nad dziećmi stanowią dodatkową przeszkodę w znalezieniu i pracy, i czasu dla siebie. Podczas warsztatów rozmawiamy też z nastolatkami, szczególnie młodymi dziewczynami, które w Europie często zderzają się z obcymi normami dotyczącymi ciała, seksualności i ról kobiecych.

Zespół świetlicy musi elastycznie reagować na potrzeby wielokulturowej społeczności, która z założenia jest tymczasowa i dynamiczna, utrzymywać inkluzywne i równościowe standardy pracy, balansując pomiędzy dobrem podopiecznych a własną kondycją emocjonalną. W idealnym świecie, w którym funkcjonowałyby małe, miejskie ośrodki, a państwo zapewniałoby ich mieszkańcom wielotorowe programy preintegracyjne, pracownicy NGO-sów byliby tylko dodatkowym ogniwem. Przy braku takiego systemu to na nich spoczywa największy ciężar.

 


Krzysztof Jarymowicz: Prezes Fundacji dla Wolności, inicjator Etnoligi (projekt roku 2020 według UEFA) i innych programów (nie tylko) sportowych na rzecz równości i spójności społecznej. W 2021 wyróżniony nagrodą Fundacji POLCUL za wieloletnią działalność wspierającą uchodźców oraz integrację środowisk wykluczonych.


Zobacz także:

Siła futbolu: lokalna inicjatywa dla uchodźców

Edukacja w ruchu. Europejskie dobre praktyki w integracji migrantów poprzez sport


Źródła:

[1] Frączak N., Ośrodki nie mają środków, „Polityka” 2021 nr 10.

Login (2)

Komentarz

Bardzo gorący temat. Tym bardziej, że już na samym początku pojawia się wątek potencjału ludzi, którzy do nas przyjeżdżają. Osobiście, od kilku już lat współpracuję z Ośrodkiem dla Uchodźców i bardzo smuci mnie fakt, że nasze społeczeństwo najczęściej kojarzy ośrodek, z "uchodźcami" a nie z ludźmi, którzy mają właśnie potencjał. Często są oni młodzi, zdolni, wykształceni ale po pierwsze są... zagubieni. Bez wsparcia i zabezpieczenia im podstawowych potrzeb, nie mają oni szansy na "zaistnienie" i wykazanie się potencjałem, z którym do nas przybywają. Gdy o tym myślę. szkoda mi tych, nie wykorzystanych szans i ludzi, którzy mogą wnieść wiele dobrego w lokalne światy.

Login (0)

 

Bardzo ważny tekst. Coraz bardziej pilący problem. Jeszcze kilka lat temu wśród moich sąsiadów nie było żadnych obcokrajowców. Teraz na mojej ulicy są 3 domy wynajmowane są przez polskich pracodawców dla pracowników z Ukrainy i ich rodzin. Cytując raport NIK-u: „liczba uczniów cudzoziemców objętych kształceniem w polskim systemie oświaty wzrosła w ostatnim dziesięcioleciu z 9610 osób w 2009 r. do 51363 osób w 2019 r. (…) Najliczniejszą grupę w szkołach dla dzieci i młodzieży stanowili uczniowie z Ukrainy - 30777 osób. (…) Niemalże połowa szkół w Polsce w roku szkolnym 2019/2020 prowadziła zajęcia dla dzieci cudzoziemskich.”

Sklepy, magazyny, stocznie, przychodnie – to miejsca, w których na co dzień, ja i moi znajomi, najczęściej spotykamy (legalnych) pracowników z innych krajów.

Z powodu rosnącej skali zjawiska działań związanych z kształceniem dzieci przybywających z zagranicy tematem należy zająć się jak najszybciej. Jak pan słusznie zauważa, jeszcze większym wyzwaniem jest edukacja dorosłych migrantów!

Jak najbardziej zgadzam się z tym, że to państwo powinno zapewniać wielotorowe programy preintegracyjne, a pracownicy NGO-sów powinni być dodatkowym ogniwem wspierającym system. Przy braku odpowiedniego systemu to na nas, przedstawicielach NGO-sów spoczywa największy ciężar w wielu dziedzinach i póki co w nas siła.

Pozwolę się podzielić pozytywnym przykładem tego co dzieje się aktualnie w Sopocie w tym obszarze.

25 lat temu do Sopotu sprowadzono pierwszą rodzinę z Kazachstanu. W 2021 r. do sopockich szkół podstawowych i ponadpodstwowych uczęszcza 121 obcokrajowców/repatriantów z: Rosji, Ukrainy, Białorusi, Kazachstanu, Turcji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Litwy. Jak na małe, „kameralne” miasto i kilka szkół to naprawdę sporo.

W połowie 2021 r. w CKU Sopot rozpoczęły pracę 2 asystentki międzykulturowe – jedna repatriantka z Kazachstanu, druga z Ukrainy. Do ich głównych zadań należy: wsparcie uczniów (w szczególności szkół podstawowych) w edukacji i współpraca z ich rodzicami; opracowanie diagnozy potrzeb dotyczących wsparcia takich dzieci i młodzieży w sopockich jednostkach oświatowych, budowanie relacji między szkołą a uczniami cudzoziemskimi i ich rodzicami, a także opracowanie informatorów edukacyjnych dla dzieci i rodziców.

Na uwagę zasługuje również podkreślenie działań Sopockiego Centrum Integracji i Wsparcia Cudzoziemców prowadzące działania dla dorosłych.

Pierwszy, maleńki krok w budowaniu systemu w Sopocie za nami.

Dzielmy się więc dobrymi przykładami w tym zakresie.

Login (2)

Users have already commented on this article

Chcesz zamieścić komentarz? Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Want to write a blog post ?

Don't hesitate to do so! Click the link below and start posting a new article!

Najnowsze dyskusje

Dyskusja EPALE na temat społeczności uczących się na obszarach wiejskich

Nie przegap kolejnej dyskusji EPALE w środę, 8 czerwca!

Więcej

Dyskusja online na temat kultury w czasach kryzysu

W czwartek 28 kwietnia 2022 r., między godz. 10.00 a 16.00, na EPALE odbędzie się transmitowana na żywo dyskusja online na temat kultury w czasach kryzysu.

Więcej