chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Najczęstsze błędy w uczeniu dorosłych przy wsparciu technologii

29/03/2017
przez Piotr Maczuga
Język: PL
Document available also in: FR DE

W środowisku edukatorów raczej wiadomo, czym jest andragogika i w jaki sposób wykorzystywać na co dzień jej osiągnięcia. Dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że dorośli uczą się inaczej i należy zwracać uwagę na zupełnie inne aspekty, niż w przypadku dzieci. Jednak coraz częściej w procesie uczenia dorosłych biorą aktywny udział osoby, które o słowie "andragogika" nigdy nie słyszały, a jednocześnie mają decydujący głos na temat tego, jak takie nauczanie powinno wyglądać. Jest to bowiem coraz częściej proces nie tylko edukacyjny, ale również lub przede wszystkim - biznesowy. Dzielenie się wiedzą z dorosłymi (klientami czy partnerami biznesowymi, których trzeba wyedukować, aby uzyskać przewagę konkurencyjną dzięki wizerunkowi firmy "eksperckiej") koncentruje wśród interesariuszy uwagę specjalistów od danego produktu czy usługi (np. product managerów), marketingowców w szerokim rozumieniu tego słowa, a nawet HR-owców, ale niekoniecznie specjalistów od e-uczenia. Ci ostatni często są pozostawiani na barykadzie digitalizacji wewnętrznych treści szkoleniowych i niewiele osób interesuje się tym, jak wykorzystać ich doświadczenie w uczeniu dorosłych na zewnątrz firmy.

Ten model to przede wszystkim różnorakie formy wideo, jak webinaria i inne audycje online organizowane w internecie, z wykorzystaniem najróżniejszych kanałów. A więc są to formaty obecnie bardzo modne i szeroko rozwijane.

Edukator w biznesie

Symptomatyczne jest też to, że "e-learningowiec" nie tylko nie może znaleźć sobie miejsca w tym towarzystwie, ale nawet nie pozwala mu się dorosnąć do nowej roli, jakiej wymaga od niego biznes. Już nie tylko "inżyniera" projektowania, publikowania i mierzenia skuteczności ekranów kursów online, ale przede wszystkim wyspecjalizowanego konsultanta klienta w zakresie skutecznego docierania z treścią edukacyjną do dorosłych, w kontekście innym, niż jedynie wewnętrzne szkolenia.

Zmiany roli wymagają nasze czasy i potrzeby rynku. Ja, starając się pełnić taką rolę, jestem póki co "rozrywany" między zagadnieniami uczenia, cyfryzacji wiedzy, nowych technologii, a tematami ściśle kreacyjnymi i produkcyjnymi. Mam wrażenie, że moje zadania są wciąż traktowane nieco egzotycznie, bo potrafię nie tylko przygotować człowieka do szkoleń online, pomóc w projektowaniu całego procesu, ale również nagrać, wyemitować, zmontować, opublikować i zmierzyć. A także zaprojektować małe firmowe studio czy wyreżyserować film szkoleniowy. Muszę mieć w miarę możliwości dosyć praktyczną wiedzę w zakresie procesów uczenia, produkcji treści i standardów na jakie pozwala szybko zmieniająca się technologia, ale i marketingu.

Dlaczego? Część z moich klientów za często skupia się na wskaźnikach, jakimi są jakość i zasięg, a zbyt rzadko rzeczywista skuteczność. Nie zrozumcie mnie źle, jakość ma ogromne znacznie, a szeroki zasięg na pewno cieszy, ale biznes nie nauczył się jeszcze od edukatorów, że sens mają jedynie działania mierzalne w swoim przełożeniu na odbiorców. I to jest pierwszy grzech: traktowanie digital learning jak treści marketingowych. A często również: brak celów i mierzalnych wskaźników.

Kto uczy?

Za uczenie innych, nazywane przez niektórych "przekazywaniem wiedzy", biorą się często osoby bez doświadczenia na tym polu. Są praktykami rynku i specjalistami w swojej dziedzinie, ale niekoniecznie nauczycielami. Kto zgadnie, jaka jest największa obawa ludzi, którzy pierwszy raz przychodzi do mojego studio? "Nie mam doświadczenia przed kamerą i nie wiem, jak to wyjdzie" - tak brzmi ta obawa wyrażona słowami. Praktycznie mniej niż 2-3% ludzi w ogóle zastanawia się nad sposobem przekazywania wiedzy, za to skupiają się na technologii. To oznacza, że kolejny grzech wiąże się z wrzuceniem kamyczka do własnego ogródka: zbyt mały nacisk kładziemy na metodykę i pracę z twórcami i trenerami, uznając, że - co jak co - ale uczyć potrafią... skoro robią szkolenia.

Nie stygmatyzując żadnego zawodu, muszę przyznać, że idealnym przykładem są prawnicy. Posiadają oni ogromną wiedzę, a jednocześnie często prowadzą szkolenia czy piszą artykuły do portali specjalistycznych. Postawieni przed zadaniem przygotowania i przeprowadzenia własnego webinarium, zazwyczaj czerpią z doświadczeń zawodowych oraz... szkolnych. Półtoragodzinne wykłady będące strumieniem świadomości autora, wzbogacanym o case studies i cytowanie ustaw są dla wielu standardem. Niestety, nie działają. Nie działały też na studiach, ale o tym zapomnieliśmy. Szkoda, że tak rzadko przypominamy własnym klientom.

Forma i treść

Mając do przekazania tyyyyyle wiedzy na raz, bardzo trudno jest uciec przed pokusą stworzenia idealnego szkolenia online w 60 minut. Marketingowe statystyki tego nie pokazują, bo ilość widzów czy opinie w ankietach są dalekie od jakiegokolwiek metodycznego podejścia. Jednak są to też wskaźniki najprostsze. Mało kto uświadamia sobie, że np. audycje edukacyjne emitowane na żywo na Facebooku średnio skupiają uwagę widza na... półtorej minuty.

Zmierzamy nieuchronnie w stronę form krótkich i dynamicznych, a wykładowcy często tego nie lubią, bo są kontraktowani do przeprowadzenia szkolenia online, gdzie wiedzę z 8 godzin wykładowych kompresują do 45 minut. Przekazywanie wiedzy w pigułkach sprawia, że trzeba się mocniej pochylić nad ich formą, choćby po to, aby przemyśleć zależności między nimi. Jednak taka praca ma ogromny sens z andragogicznego punktu widzenia. Dajemy naszemu odbiorcy materiał, który może konsumować w sposób bardziej praktyczny. Nie musi oglądać przez godzinę całego szkolenia, żeby znaleźć odpowiedź na jedno pytanie. W ten sposób odbiorca sam tworzy sobie najlepiej dopracowany scenariusz kursu i sam decyduje, co mu jest tak naprawdę potrzebne. Niestety, rzadko, dlatego na liście grzechów zapisuję: mała elastyczność w zakresie pracy nad formą przekazywanej treści.

Pseudoedukacja

Tak nazywam wszystkie te sytuacje, gdy pod przykrywką przekazywania wiedzy i uczenia klientów organizuje się jednorazowe próbki wydarzeń, kursów, webinariów, podcastów czy szkoleń wideo. Głównym celem jest osiągnięcie celu marketingowego, np. zachęcenie odbiorców do pobrania oferty, ale w praktyce to bardzo szkodliwe działanie. Tak naprawdę ogromnie niebezpiecznym mitem naszych czasów jest powszechne przekonanie, że chcemy się uczyć i rozwijać. To nieprawda, prawie bez wyjątku jesteśmy leniami i potrzebujemy tylko poczucia tego, że się rozwijamy. Potrzebujemy coachów i budowania własnej wartości. Chodzimy na konferencje, oglądamy webinaria, zaliczamy MOOCs, ale uczenie się to zbyt poważny proces, aby robić to hobbystycznie, między postem na Facebooku a serialem w Internecie.

Dlatego też zależy mi, aby swoimi działaniami nie przyczyniać się do tworzenia pseudoedukacji. Ostatni grzech, najważniejszy, to: brak strategii w zakresie uczenia dorosłych. Firmy potrafią mieć wizje i misje, mocno rozwinięte strategie dotyczące marketingu czy nawet CSR, ale wychodzenie na rynek z własną wiedzą wydaje się być tematem dopiero co sondowany na zasadach: "zobaczymy, jak to będzie".

Co dla nas?

Rynek powoli zaczyna dostrzegać te problemy, choć tylko nieliczne firmy zgłaszają się do mnie z prośbą o pomoc na takim etapie projektu, aby możliwa była interwencja edukatora, a nie producenta wideo. Jednak multimedia nie są żadną nowością i każdy, kto wchodzi do tej rzeki, szczególnie z wizją przekazywania wiedzy innym, powinien dostrzegać, że konkurencja jest wielka. Ja do swojej własnej listy kontrolnej projektu dodaję kilka pytań opartych właśnie o doświadczania andragogiki i często otwieram oczy klientów na te zagadnienia. I to jest obowiązek nas wszystkich, aby coś robić, a nie tylko utyskiwać na jakość i niemetodyczność treść. To my, edukatorzy, jesteśmy ogniwem najważniejszym w tym procesie. Przyjmijmy czasem założenie, że nasi klienci pracują dla nas, a nie odwrotnie.

Piotr Maczuga – od ponad dekady zajmuje się zagadnieniami wykorzystania nowych technologii w edukacji dorosłych. Współautor podręczników w zakresie webinariów, webcastów, knowledge pills i innych metodyk, autor szkoleń z zakresu wykorzystania multimediów w uczeniu i biznesie oraz publikacji poświęconej tej tematyce. Autor bloga  www.maczuga.edu.pl/blog/. Ambasador EPALE.

Zobacz także:
2 niezwykłe narzędzia dla edukatorów ukryte w Windows 10
3 zmiany technologiczne w edukacji on-line dorosłych, których wciąż nie doceniamy
Trener w chmurze, czyli o narzędziach usprawniających naszą pracę cz. 1
Kilka pomysłów na motywowanie uczestników kursów online
Ile trwa i kosztuje tworzenie elearningu?
Co wybrać i jak wybrać? Podstawowe funkcje narzędzi do webinarów

Interesują Cię nowe technologie w edukacji dorołych? Szukasz inspiracji i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE! 

  

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 2 z 2
  • Obrazek użytkownika Maria Idźkowska

    Nawiązując do myśli Autora"...uczenie się to zbyt poważny proces, aby robić to hobbystycznie", warto zauważyć, że diagnoza potrzeb na rynku szkoleń odzwierciedla szybkie tempo zmian, które zachodzą w tym przypadku, a zwłaszcza w sferze oczekiwań osób dorosłych, uczestniczących systematycznie w procesie doskonalenia zawodowego. W porównaniu do niedawnej jeszcze przeszłości dotyczącej nauczania dorosłych, trzeba wskazać, że kształcili się oni na wzorcach przenoszonych z rynku zachodniego, a zwłaszcza amerykańskiego. Z biegiem lat - do chwili obecnej, ulegało to przemianom zgodnie z tendencjami na rynku pracy - nowoczesnym zarządzaniem, szybkim przekwalifikowaniem się zawodowym. Dzisiaj osoby dorosłe oczekują bardziej zwartych informacji, zobrazowanych tematyczną prezentacją, bądź wykorzystaniem najnowocześniejszych narzędzi dydaktycznych niż długich, teoretycznych wywodów. W dobie natłoku informacji, forma taka lepeiej dopasowuje się do możliwości uczestników szkoleń, a przede wszystkim do czasu, który można poświęcić dodatkowej edukacji. Dlatego też w szkoleniach przydatne są bardziej narzędzia, które w procesie kształcenia od strony praktycznej umożliwią szybki przekaz wiedzy i kompetencji, a także przyczynią się do ich natychmiastowego wykorzystania w codziennej pracy. Często ma to też przełożenie na poprawę sytuacji materialnej. Generalnie, można się zgodzić z postawioną przez Autora tezą, że brak jest teraz wypracowanej, dostosowywanej do potrzeb dorosłych strategii w zakresie kształcenia. Wymaga to ponownej analizy zachodzących zjawisk ekonomiczno-gospodarczych, jak i rozwoju nowych tendencji, wpływających na dostosowanie działań do aktualnych potrzeb.

  • Obrazek użytkownika Piotr Maczuga

    Bardzo dziękuję za komentarz, ja od siebie dodam, że jakąś godzinę po zapisaniu tego tekstu sam się trochę ugryzłem w język/pióro, ponieważ nagrywałem audycję z nauczcielką języka angielskiego, która pokazała mi, że przy odpowiednim podejściu można dzieci traktować jak dorosłych. Niekoniecznie odwrotnie. Więc jeśli ktoś wyczyta z tego tesktu, ze narzekam na to, że kopiujemy metody szkolne do uczenia dorosłych, to nie chodzi mi o metody same w sobie, ale raczej o brak refleksji. Dziękuję i pozdrawiam.