chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Godzenie życia zawodowego z rodzinnym - czyli jak to robi mama szkoleniowiec

31/05/2018
by Anna Dyjak
Język: PL

Miesiąc maj był dla mnie szczególny.  Obchodzony w tym miesiącu Dzień Mamy już drugi raz daje mi łzy szczęścia. W tym roku szczególnie, bo od lutego jestem mamą podwójnie. Bycie mamą to jednak praca na cały etat, często również wliczone są w to nadgodziny. Żaden z szefów nie odpuszcza i chce być noszony na rękach. A gdzie w tym wszystkim znaleźć czas na pracę? Na relaks? Na rozwijanie pasji? Już nie wspomnę o czasie dla męża ;)  W dzisiejszych czasach dużo mówi się o tzw. work and life balance, czyli o równowadze między życiem zawodowym, a osobistym. Jest to modny temat wielu szkoleń, artykułów i felietonów. Większej bzdury nie słyszałam ;) . Jeżeli ktoś twierdzi, że da się pogodzić macierzyństwo z pracą zawodową, to zapewne dzieci nie ma lub ma już dorosłe i zapomniał, jak to było.  Ja też kiedyś mądrzyłam się i mówiłam, że da się pogodzić pracę z wychowaniem dziecka. Odwołuję to wszystko, bo, jakby nie patrzeć, nastąpiły u mnie zmiany. Z jednym dzieckiem nawet się da ogarnąć rzeczywistość, z dwójką bywa trochę inaczej… a z trójką? Nie chcę nawet myśleć. Mając jedno dziecko narzekałam na brak czasu. Teraz mając dwoje wiem, że tego czasu miałam mnóstwo, tyle, że wtedy odsypiałam w ciągu dnia, to, co noc mi zabierała ;) Gdy pojawił się mój syn, na odsypianie już czasu nie było. Starsza córka miała zupełnie inne potrzeby w tym czasie niż ja. Co za tym idzie, często wstając rano po średnio przespanej nocy, marzyłam już o tym, aby była 19:00 i czas kolacji oraz kąpieli. Posiadanie dwójki dzieci jest czymś, co wypełnia moje życie – spełniam się w roli matki. Jestem dumna, że zdobywam coraz większe doświadczenie na stanowisku – mama. Choć zarząd cały czas testuje moją wytrzymałość i dba o to, żebym cały czas podnosiła swoje rodzicielskie kompetencje ;) Mówię Wam – najlepsza fucha ever ;)!  Niestety zdarza się również, że ideę work and balance promują osoby, które same korzystają z pomocy niani, kucharki, sprzątaczki i szofera, a z własnymi dziećmi zbyt wiele kontaktu w zasadzie nie mają. W skrócie: o wychowaniu dzieci nie mają zielonego pojęcia, ale kreują się na ekspertów. 

Jak powiedziała Henryka Bochniarz „Nikt nie mówił, że w macierzyństwie i w ogóle w życiu będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Na wszystko trzeba zapracować, to ma swoją cenę. Moim zdaniem warto ją zapłacić. Zmęczenie to przecież niewiele”.

Niewiele?! Frustracja? Spadek formy? Wypadające włosy? Blada twarz? Poczucie, że nigdzie nie jesteś naprawdę, że biegnie się przez życie z wywieszonym językiem?

Jestem tą szczęściarą, która po trwającym 12 miesięcy urlopie macierzyńskim nie musiała wracać na 8 godzin do pracy, tracąc jeszcze 2 godziny na dojazd i powrót do domu. Jestem freelacerką, więc sama ustalam kiedy i ile pracuję. Jednak z tym też bywa różnie. Często muszę rezygnować z projektów, bo zwyczajnie nie mam jak i kiedy ich realizować. Postanowiłam, że będę mamą, która wychowa dzieci w duchu rodzicielskiej bliskości. Będąc jednak freelacerką nie mogę powiedzieć, że korzystam z uroków urlopu macierzyńskiego. Zresztą… ten, kto nazwał to „urlopem”, też chyba dzieci nie miał ;)

Godzenie macierzyństwa z pracą – z dziennika pracoholika

Historia nr 1 - Kobieta po zwolnieniu z pracy: „Jezu, wreszcie mam czas dla córki. Czy wiesz, że nigdy nie odebrałam jej ze szkoły? Nie miałam cierpliwości do odrabiania z nią lekcji. Nigdy nie zjadłyśmy w tygodniu spokojnego śniadania, nie poszłyśmy o 15.00 powłóczyć się po mieście?”.

Historia nr 2 - „Syn miał trzy miesiące, kiedy wróciła do pracy. Wracała co prawda do domu o 15.00, ale od razu włączała komputer. Fizycznie była przy dziecku, psychicznie nie. Co z tego, że gotowała mu obiad, podawała zabawki, włączała bajkę? Nie było jej. Dopiero, kiedy syn był w podstawówce, zorientowała się, że coś jest nie tak. Bo on jej się nie zwierzał, zawsze stał trochę z boku, a na pytanie pani, co mamusia najbardziej lubi robić, odpowiedział: „Mamusia najbardziej lubi pracować”.

„Co czuję dziś? Poczucie winy i żal, bo są momenty, które się nie powtórzą. Nie pamiętam, kiedy mój syn pierwszy raz stanął – byłam wtedy na ważnym zebraniu w redakcji, której już nawet nie pamiętam. Zostawiłam go, choć płakał, bo jechałam na wywiad z osobą, której nazwiska za nic sobie nie przypomnę.”

Czytając takie i podobne historie, wiem, że takich wspomnień nie chcę ani dla siebie, ani dla moich dzieci. Dzieci sa przecież „na chwilę”. Chcę szanować ten moment i rozkoszować się nim. Chcę doceniać moje dzieci, kiedy wciąż są jeszcze dziećmi.

Jak mi udaje się godzić te dwie role?

Jest ciężko, nawet bardzo ciężko. Dzieci wymagają ciągłej atencji. Chwila nieuwagi, a moje dzieci „rozdwajają” się jak końcówki włosów.

Po kilku godzinach… Co ja piszę, minutach, ogarniania domu i pilnowania dzieci, czekam z utęsknieniem, jak na wigilijny śnieg, na czas drzemki obojga. Co prawda, najchętniej położyłabym się i zasnęła, ale ostatkiem sił, wypompowana, włączam komputer. Patrzę w monitor. Nie potrafię zebrać myśli do kupy. Leżący obok kalendarz z listą zadań i priorytetów rozmazuje mi się przed oczami. A czas mija nieubłaganie…

Pewnie nie będę odkrywcza, kiedy napiszę, że do realizacji tych wszystkich zadań potrzebny jest plan. Cele są ważne, ale nie da się zaplanować spontanicznej zabawy z dzieckiem, przytulenia, wypicia zimnej lemoniady. Nie chcę ustalać sobie sztywnych ram spędzenia czasu z dziećmi, zwłaszcza, że moja córka jest na etapie buntu dwulatka. Często więc mój plan już o 9 rano ulega ostrej weryfikacji ;)

Potrzebuję zmiany, bo ostatnio nie jestem dumna z tego, że, będąc z dziećmi, zdarza mi się myśleć o tym, kiedy będę mogła zrealizować projekt lub posprzątać mieszkanie – a właśnie jestem na etapie przeprowadzki. Nie chcę pełnić dwóch ról w tym samym czasie. Wiem, że przez to tracę niezwykłe chwile ze swoimi dziećmi. Nie chcę patrzeć na nie jak przez mgłę, będąc z nimi jedynie ciałem a nie duchem.

Wysiłek, jaki wkładam w wychowanie dzieci, to dla mnie najlepsza inwestycja na całe życie. Zawsze będę aktywna zawodowo – taki już mam charakter. Dzięki temu, że mam „swój świat”, jestem spełnioną mamą, jestem twórcza w zabawach, chociaż cierpliwością nie grzeszę. Jednak nie chcę robić dwóch rzeczy w tym samym czasie. Owszem mogę. Ale nie chcę. Codziennie około 20:30 siadam na kanapie i wraz z mężem patrzę na kuchnię, która przypomina pole walki. Wtedy zastanawiamy się, co jest priorytetem… sprzątać? Czy wreszcie w ciszy i spokoju wziąć upragniony prysznic? A może zwyczajnie nic nie robić, tylko wreszcie usłyszeć własne myśli lub porozmawiać ze sobą? Ze swojej listy wykluczyłam już kilka mało istotnych rzeczy takich, jak wieczorne malowanie paznokci a fryzury ograniczyłam do kucyka ewentualnie koczka ;)

„Słyszę często - Jak Ty to robisz? I kiedy?”

Niestety każda z nas cierpi na “wielozadaniowość”. To domena kobiet – przykro mi, panowie. Niestety, wynika to z roli społecznej, którą nam narzucono. I niezależnie od tego, czy nasz partner pomaga nam w codziennych obowiązkach i tak cała logistyka zazwyczaj jest na naszej głowie. Owszem, przeciążenie zadaniami to często nasza wina – bierzemy na siebie za dużo. A potem każdy pyta: „Jak ona to robi?” Niestety matka natura pozbawiła nas zdrowego egoizmu, dbamy o wszystkich, a zapominamy o sobie i stawiamy siebie na ostatnim miejscu. Wielozadaniowość jest mitem, który pozbawia mnie możliwości życia świadomego i w zgodzie ze sobą. Co prawda mój mąż jest bardzo wspierający i pomocny, jednak jego praca nie pozwala na uczestnictwo w wychowaniu w takim wymiarze jak mój. Jednak, to dzięki niemu mam czas na to, aby napisać chociażby ten tekst na bloga. Moje obowiżaki zawodowe realizuję zwykle wieczorami. Na szkolenia jeżdzę z dziećmi i mężem, który w tym czasie zajmuje się dziećmi. Bywa jednak, że jadę sama z dziećmi a do opieki biorę nianię wypożyczoną z agencji. Nie zostawiam dzieci pod opieką babci czy cioci. Nie korzystamy też ze żłobka ani klubu malucha. Myślę, że moje życie zawodowe wróci do delikatnej normy w momencie, gdy dzieci pójdą do przedszkola - delikatnej, bo pewnie dojdą wtedy katary, kaszelki i inne gratisy związane z nową rolą społeczną moich pociech.

Dlatego zamiast rozpatrywać rodzicielstwo i karierę w kategoriach poświęcania się (dziecku lub pracy), lepiej jest poszukać w tym wszystkim zdrowej równowagi. Odpowiedniego balansu. Dziecko i spokojna praca – to jest do pogodzenia. Dziecko i mała firma – to jest do pogodzenia. Dziecko i freelancing – to też jest do pogodzenia jak widać. A życiowy spokój, jaki dzięki temu zyskujemy – dzięki świadomości, że nie zaniedbujemy, ani siebie, ani rodziny, ani dziecka – jest bezcenny.

Możemy też być pewni, że taki wybór nie spowoduje w przyszłości wyrzutów sumienia, które w innym wypadku, mogłyby nas dręczyć do końca życia.

 

 

 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Wyświetla 1 - 2 z 2
  • Obrazek użytkownika Tomasz Szustakiewicz
    Tak sobie czytam Twój artykuł i się zastanawiam, czy dotyczy tylko mam? A tata szkoleniowiec? Wiele odczuć, które opisujesz, dotyczy także mnie. Dylematy typu "a może za dużo jeżdżę po Polsce a za mało jestem w domu?", "a może pójdę na etat - będzie stabilniej?", "o kurcze! na tym etacie to w domu nie ma mnie wcale!", "czy dam radę kolejny miesiąc żyć w rytmie wyznaczonym przez bobasa?". Nie czepiam się, tylko dzielę refleksjami :) Tata dwójki maluchów.
  • Obrazek użytkownika Anna Dyjak
    Tata to bardzo ważna osoba w życiu dziecka. Moja córka zawsze bardzo tęskni jak tata wyjeżdża. On też ma takie dylematy jak Ty i często o tym mówi, że wracając z pracy około 17 ma zaledwie 2 godziny, żeby widzieć się z synem i około 3,5 godzinki żeby zobaczyć córkę i coś kreatywnego porobić... Jeżeli wraca około 20 wtedy zazwyczaj jedno już śpi a drugie jest gotowe do spania. Artykuł jest moim punktem widzenia, być może inne mamy mają super grzeczne i mało wymagające dzieci ;) ale jak godzi życie zawodowe i rodzinne tata szkoleniowiec to hmmm ... ;) chętnie może się podzielisz swoimi patentami ;)