chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Czego nas może nauczyć Kitau z plemienia Kikujusów?

31/05/2018
przez Monika Sulik
Język: PL

Jak można przygotować się na spotkanie z szeroko rozumianą inną kulturą? Czego się spodziewać? Co zrobić aby zrozumieć i być zrozumianym? To z pewnością pytania, które zadajemy sobie przed każdą dalszą podróżą w nieznane miejsce. Ile zatem musi być tych pytań w sercu i głowie osoby, która z różnych powodów, najczęściej życiowych, zmuszona jest opuścić kraj ojczysty, z świadomością, że przecież tam gdzie wyrusza będzie „obca”?

Kiedy na studiach postanowiłam wyjechać z Polski, w celu podjęcia wolontariatu, to w najśmielszych wyobrażeniach nie zdawałam sobie sprawy z  tego, co mnie może spotkać i czego mogę doświadczyć podczas dalekiej podróży i rocznego pobytu niemal 8000 km od domu. Sama, bez znajomości języka, z jedną walizką w ręku i z ogromnymi nadziejami - dwudziestoletnia ja. Rzeczywistość bardzo zweryfikowała moje oczekiwania i wyobrażenia. Wtedy też w pewnym sensie zasmakowałam życia na emigracji, które pomogło mi odkryć pewną prawdę, o której dobrych kilka lat później przypomniała mi Karen Blixen, opowiadając o swoim spotkaniu z  Kitau. 

A było to tak…

„Był sobie pewien młody Kikujus o imieniu Kitau, który przybył z rezerwatu Kikujusów i wstąpił do mnie na służbę. Okazał się myślącym chłopcem i dobrym boyem, więc go lubiłam. Po trzech miesiącach poprosił mnie o list polecający do mego starego przyjaciela, szejka Ali bin Salim w Mombasie, który był lewali całego wybrzeża. Jak mi tłumaczył, widział szejka u mnie w domu i chciał u niego pracować. Ponieważ Kitau właśnie nauczył się porządku domowego, niechętnie patrzyłam na jego odejście i zaproponowałam mu podwyżkę wynagrodzenia. O nie, odparł, nie opuszcza mnie w celu uzyskania większego zarobku, tylko nie może u mnie dużej pracować. Jeszcze w rezerwacie postanowił, że zostanie chrześcijaninem albo mahometaninem, tylko nie mógł się zdecydować, kim ma być. Z tego powodu wstąpił do pracy u mnie, chrześcijanki, i przebywał trzy miesiące w moim domu, aby poznać testurde - zwyczaje i obyczaje chrześcijan. Ode mnie chce się udać na trzy miesiące do szejka Alego w Mombasie i obserwować testurde mahometan. Potem zadecyduje. Przypuszczam, że nawet arcybiskup we własnej osobie, gdyby dowiedział się o takim postawieniu sprawy, zawołałby albo przynajmniej pomyślał to, co ja rzekłam w tej chwili: „Na Boga, Kitau, mogłeś mi o tym powiedzieć wtedy, kiedy się tu zjawiłeś”[1].

/pl/file/kitaujpg-0kitau.jpg

 

Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przeczytałam o Kitau, to pomyślałam, że jest on jednym z najlepszych nauczycieli życia jakiego można sobie wyobrazić. Co więcej, historia, którą opisała Karen Blixen, uświadomiła mi, a właściwie przypomniała o tym co jest najważniejsze w spotkaniu z drugim człowiekiem, a mianowicie o byciu AUTENTYCZYM. Nawiązując w tym miejscu do moich doświadczeń emigracyjnych, pragnę zaznaczyć, że to właśnie osoby, które w mojej ocenie były autentyczne, stały się dla mnie najlepszymi przewodnikami po nieznanym mi wcześniej świecie. Był to czas weryfikacji deklaracji z autentyczną pomocą i wsparciem w nowej sytuacji, w środowisku wielokulturowym. Odnosząc te doświadczenia do moich dzisiejszych przemyśleń, z perspektywy 20 lat, jestem przekonana, że wszelkie działania edukacyjne podejmowane w celu wsparcia imigrantów w trudzie akulturacji, będą miały sens i staną się prawdziwym wsparciem, jeśli będą je podejmowali ludzie, których z pełnym przekonaniem można określić właśnie mianem autentycznych.  

Bycie autentycznym jako zadanie i wyzwanie

Pojęcie autentyczności od dawna stosowane jest w humanistyce, a szczególnie na gruncie filozofii, edukacji czy psychologii. Z pewnością jest to pojęcie polimorficzne, nad którym dyskusja jest ciągle żywa i aktualna. W średniowieczu za autentyczne uznawano to, co sławne, szlachetne i uroczyste, zaś później pojawiło się rozumienie inne, związane z potwierdzeniem zgodności z oryginałem. Pojęcie autentyczności ewoluowało historycznie i zależne jest od perspektywy, z której dokonujemy oglądu czy definiowania owej kategorii. Termin „autentyczny” wywodzi się z greckiego authentikos, co oznacza „posiadający autorytet, władzę”. W łacinie przymiotnik authenticus oznaczał „oryginalny, właściwie przypisany”. Zatem etymologia tego słowa potwierdza, że charakter autentyczny przedmiotu nierozerwalnie wiąże go z jego autorem[2].

Z kolei w odniesieniu do człowieka, „za autentyczne uznawane jest to, co wypływa z osobowości działającego i/lub mówiącego podmiotu. Autentyczne lub nieautentyczne mogą być uczucia, przekonania, postawy, postępowanie oraz życie w ogóle. Autentyczność to przeciwieństwo sztuczności, udawania, gry, oszukiwania, zakłamania, obłudy, fałszu, wyrachowania, naśladownictwa, konformizmu, oportunizmu, schematyzmu, formalizmu, nieporadności, niedopasowania, faryzeizmu, hipokryzji, kołtuństwa, resentymentu”[3]. Nie trzeba w tym miejscu szczególnie uzasadniać stwierdzenia, że cechy te nabierają wyjątkowego znaczenia w kontekście rozważań dotyczących osobowości andragogów, edukatorów czy też szkoleniowców. Bowiem bycie autentycznym to bycie wiernym sobie, szczerym, spontanicznym, przekonującym, ale też umiejącym zachować się taktownie i w tzw. dobrym stylu. Autentyczne jest postępowanie zgodne z sumieniem, wynikające z  wewnętrznego przekonania, płynące z serca. O autentyczności moralnego postępowania decyduje tkwiące u jego podłoża osobowe „ja”, które zinterioryzowało zasady i normy, według których działa.

Co więcej, bycie autentycznym jest szczególnego rodzaju wyzwaniem, gdyż „człowiek autentyczny jest nonkonformistą i niekiedy czuje się zmuszony wyrazić swój sprzeciw wobec tych zasad, które są przyjęte w imię wartości i zasad, które uznaje za lepsze i ważniejsze. Jego sprzeciw może być zaskakujący, nawet bulwersujący, jest jednak szczery i świadomy, nie zaś spowodowany dziecinnym kaprysem lub brakiem ogłady. Bezkompromisowa postawa człowieka autentycznego jest w stanie zmusić innych do myślenia i zrewidowania swych poglądów. Spotkanie z tego typu człowiekiem może otwierać oczy na nieznane aspekty rzeczywistości, poszerzać horyzonty intelektualne i moralne. W takim przypadku człowiek autentyczny staje się „znaczącym innym” (significant other w znaczeniu Taylora, a wcześniej H.G. Meada), z którym toczyć możemy dialog w wyobraźni przez całe nasze dalsze życie”[4].

Zatem BYCIE AUTENTYCZNYM, w moim odczuciu jest wartością nie do przecenienia. Dlatego też myślę, że pracując z dorosłymi, warto podjąć autorefleksję nad swoją autentycznością, nigdy bowiem nie mamy pewności, czy nie jesteśmy obserwowani przez jakiegoś kolejnego Kitau, który boryka się z podjęciem życiowej decyzji.

Bycie autentycznym to również wyzwanie w kontekście naszych postaw względem imigratów, których bardzo często „postrzegamy jako „obcych”, „nowych” czy „innych” itp. Deklarowana tolerancja w konfrontacji z byciem autentycznym bardzo często ma „nie po drodze”. Mam tutaj na myśli reakcję znacznej części społeczeństwa polskiego na sytuację uchodźców. Niestety reakcja ta nie była godna społeczeństwa określającego się jako tolerancyjne. Szczególnie to było widoczne w przestrzeni wirtualnej, gdzie wiele osób zdjęło przysłowiową maskę i ujawniło swoje nastawienie zdradzające oznaki ksenofobii czy skrajnego nacjonalizmu. Niestety i w przestrzeni edukacyjnej również obserwowaliśmy niedopuszczalne sytuacje, czego dramatycznym przykładem było zachowanie jednego z nauczycieli fizyki z białostockiego liceum. Dla przypomnienia dodam, iż nauczyciel ten chcąc zainteresować uczniów, zadał zadanie o następującej treści: „Czterech uchodźców z Syrii próbuje dopłynąć do Grecji na tratwie o wymiarach 1m x 2m x 20cm i g 800 kg/m3. Oblicz, ilu uchodźców trzeba zepchnąć, żeby tratwa dopłynęła do celu, jeśli każdy waży 60 kg”[5]. Trudno o dodatkowy komentarz do tej sytuacji, dlatego też by zachęcić Państwa do dalszych refleksji nad podjętym tematem pozwolę sobie zacytować fragment Ścieżki śpiewu Brucea Chatwina, który wyjątkowo mocno koresponduje z opowieścią o Kitau: „Pewien biały badacz Afryki, pragnął szybciej zakończyć podróż, zapłacił tragarzom, żeby zrezygnowali z postojów i kontynuowali niezwykle forsowny marsz. Ci jednak tuż przed dotarciem do celu, złożyli bagaże na ziemi i stanowczo odmówili dalszej wędrówki. Odrzucili ofertę dodatkowej zapłaty. Oświadczyli, że muszą zaczekać na swoje dusze”[6].

 

[1] K. Blixen, Pożegnanie z Afryką, przekład: J. Giebułtowicz. Warszawa 1969, s. 53.

[2] Paweł Bryła, Postrzeganie autentyczności, jako determinanta zachowań konsumentów na rynku regionalnych i ekologicznych produktów żywnościowych, „Problemy Zarządzania, Finansów i Marketingu”, Nr 35/2014, s. 231.

[3] Magdalena Żardecka-Nowak, Autentyczność zawiedzionych nadziei, czyli o wygasaniu pewnego moralnego ideału w ponowoczesnym społeczeństwie masowym, „Logos i Ethos”1(32)/2012, s. 82.

[4] Tamże, s. 83.

[5] Czytaj więcej: http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/9075475,zadanie-o-uchodzcach-z-syr... (pobrane 23.06.2018).

[6] Za A. Gałdowa, Psychologiczne i egzystencjalne problemy człowieka dorosłego, Kraków 2005, s. 8.

 

 

dr Monika Sulik – adiunkt, wykładowca akademicki. Prowadzi autorskie zajęcia dydaktyczne z zakresu przedmiotu biografia w edukacji. Certyfikowany trener i mentor akademicki. Od 2018 roku jest również sekretarzem redakcji czasopisma „Edukacja Dorosłych”. Ambasadorka EPALE.

 

 

Zobacz także:

Człowiek dorosły w „Miasteczku Mamoko”

„Edukacyjne” prowokacje versus konstruktywny krytycyzm - czyli o tym, co wspólnego ma krem ślimakowy z edukacją dorosłych?

Po co komu biografia na szkoleniach? Czyli edukacyjna "puszka Pandory"

 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn