chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Electronic Platform for Adult Learning in Europe

 
 

Blog

Analfabetyzm funkcjonalny dorosłych w krajach bogatego Zachodu

11/09/2017
by Ewa Przybylska
Language: PL
Document available also in: FR DE

Do końca lat 60. XX wieku analfabetyzm traktowany był w krajach wysoko rozwiniętych jako fenomen ubogiego i zacofanego Południa. Przeświadczenie o tym, że problem został raz na zawsze rozwiązany było powszechne i silnie zakorzenione w świadomości europejskich społeczeństw. Tezy głoszące, że dotyczy również znacznych kręgów społecznych w państwach dobrobytu, przyjmowane były przez rządy, jak i same społeczeństwa z niedowierzaniem. Co najwyżej – spekulowano – analfabetyzm mógł dotyczyć części migrantów, którzy rozpoczynali nowe życie w bogatych krajach, stawiających na wiedzę i edukację.

„Odkrycie” skali niepiśmienności w wysoko rozwiniętych krajach Zachodu spowodowało szok, zaskoczenie i niedowierzanie. Międzynarodowe badania porównawcze zainicjonowane przez OECD w latach 90. XX wieku wykazały, że pokaźna część Europejczyków klasyfikuje się do grona „analfabetów”, choć w zdecydowanej większości ludzi ci ukończyli co najmniej szkołę podstawową, zostali poddani socjalizacji w piśmiennym społeczeństwie i piśmiennej kulturze, mieli kontakt z pismem (w rodzinie, w szkole, w codzienności) i bardzo dobrze wiedzą, jak ogromne znaczenie odgrywa język pisany. Współczesna osoba niepiśmienna zna pojedyncze litery, nie potrafi ich jednak powiązać. Potrafi wprawdzie przeczytać zdanie, ale nie potrafi zrozumieć jego treści. Zasadniczo za analfabetę funkcjonalnego uważa się osobę dorosłą, której kompetencje w dziedzinie języka pisanego są niższe od tych, które są potrzebne do sprostania określonym wymogom społecznym, partycypacji społecznej i urzeczywistnienia indywidualnych szans samorealizacji.

/pl/file/fotolia30478699mjpgfotolia_30478699_m.jpg

W 2010 roku Komitet Regionów Unii Europejskiej wydał dokument pod tytułem „Zwalczanie analfabetyzmu funkcjonalnego – Opracowanie ambitnej europejskiej strategii przeciwdziałania wykluczeniu i wspierania rozwoju osobistego”, w którym postuluje m.in. „włączenie walki z analfabetyzmem do celów przekrojowych zmienionej strategii lizbońskiej po roku 2010 oraz umieszczenie walki z analfabetyzmem wśród strategicznych wytycznych wspólnotowych”. Dokument stwierdza, że analfabetyzm dotyka wszystkich grup wiekowych, przede wszystkim ludzi po 45 roku życia; występuje zarówno w miastach, jak i środowiskach wiejskich; nie dotyczy jedynie osób wykluczonych z rynku pracy (połowa osób dotkniętych analfabetyzmem pracuje zawodowo) i nie jest fenomenem łączącym się z migracją (trzy czwarte analfabetów po pięciu latach zamieszkania w nowym kraju posługuje się wyłącznie językiem kraju pobytu).

Niektóre z krajów europejskich, zatrwożone wynikami badań OECD, przeprowadziły własne badania. Badanie we Francji (lata 2004-2005) wyłoniły wśród dorosłego społeczeństwa w wieku produkcyjnym (około 40 mln) grupę wielkości 3,1 mln osób, które – zgodnie z przyjętą skalą umiejętności - zakwalifikowano jako analfabetów funkcjonalnych (9% populacji w wieku produkcyjnym). Badaniami objęto wyłącznie osoby, które uczęszczały do szkół we Francji. 59% analfabetów funkcjonalnych to mężczyźni, tym samym 11% populacji mężczyzn we Francji nie potrafi czytać i pisać, podczas gdy wśród kobiet – 8%. Zdecydowana większość francuskich analfabetów funkcjonalnych (74%) opanowała język francuski w dzieciństwie w środowisku domowym jako jedyny język. Badania przeprowadzone w Anglii w 2011 pozwoliły ustalić, że 14,9% (ponad 5 mln) Anglików to analfabeci funkcjonalni. Badania w Niemczech pokazały, że analfabeci całkowici (zupełny brak umiejętności czytania i pisania) stanowią 4,5% społeczeństwa Niemiec w grupie wiekowej od 18. do 64. roku życia. Analfabetyzm funkcjonalny dotyka 10% osób w tej kategorii wiekowej. Do populacji analfabetów całkowitych i analfabetów funkcjonalnych za­licza się ogółem 7,5 mln obywateli. Ponadto przeszło 25% doro­słego społeczeństwa (13,3 mln) ma trudności z pisaniem i czytaniem. Ogółem prawie 40% dorosłych mieszkańców Nie­miec kwalifikuje się do grupy analfabetów, analfabetów funk­cjonalnych oraz osób o niewystarczających umiejętnościach w zakresie czytania i pisania.

W Polsce nie przeprowadzono dotychczas wyczerpujących badań nad analfabetyzmem funkcjonalnym, choć wiele przemawia za tym, że problem istnieje. Już w latach 70. ubiegłego wieku toruńscy pedagodzy wykazali, że wśród uczniów kończących szkołę powszechną niemal 10% stanowili anal­fabeci funkcjonalni – młodzi ludzi, którzy nie zdołali przyswoić więcej niż 5% wiedzy zawartej w programach nauczania poszczególnych przed­miotów, a mimo to otrzymali świadectwo.

Kwestię niepiśmienności konsekwentnie podnoszą przedstawiciele różnych nauk, wskazując na zagrożenia dla jedno­stek i społeczeństw wynikające z braku efektywności i zaniedbań szkoły, w której funkcjonowanie wpisuje się szereg negatywnych zjawisk, jak: odpad, odsiew szkolny, dru­goroczność, zaniechanie dalszej nauki, absencja szkolna, rezygnacja z przystąpienia do egzaminów końcowych, porażki egzaminacyjne i wiele innych. Także międzynarodowe badania umiejętności czytania i pisania osób dorosłych, w których uczestniczyli Polacy, jak przykładowo International Adult Literacy Survey – IALS, mogą budzić niepokój. Polska znalazła się w tym badaniu wśród państw najniżej notowa­nych. Aż 42,6% badanych na skali rozumienia tekstów ciągłych i 45,4% na skali rozumienia dokumentów i formularzy rozwiązało test na najniż­szym poziomie, co w porównaniu ze Szwecją (7,5%), Norwegią (8,5%) czy Danią (9,6%) uwidacznia ogromne dysproporcje w umiejętnościach badanych. Niepokojących danych dostarczają ponadto badania nad czytelnictwem Polaków, przeprowadzone przez Bibliotekę Narodową. W coraz większej liczbie gospodarstw domowych nie ma ani jednej książki (22%). Aż 63% badanych w 2016 roku nie przeczytało ani jednej książki. Zaledwie co dziesiąty Polak sięgnął po więcej niż siedem pozycji. Zaledwie 46% respondentów przeczytało tekst zawarty liczący przynajmniej trzy strony maszynopisu.

Zważywszy na to, że międzynarodowe badania wykazują istotny statystycznie związek czytania dla przyjemności z wyższym wynikiem w testach, jak i osiągnięciach szkolnych, powyższe dane należy traktować jako złowieszczy sygnał. Polski socjolog Mikołaj Kozakiewicz stwierdził przed laty: „Analfabetyzm to jawny anachronizm, w epoce sputników i maszyn liczących nie jest bynajmniej zjawiskiem nie istniejącym ani też raz na zawsze zlikwidowanym”.

W Polsce liczba szkół podstawowych dla dorosłych systematycznie male­je; wyraźny jest też spadek liczby dorosłych uczniów w szkołach podstawowych. Jednak, jak pokazują doświadczenia innych państw, na liczbach nie można polegać. Posiadanie świadectwa ukończenia szkoły podstawowej, gim­nazjum czy nawet szkoły wyższego szczebla nie jest dowodem na to, że jego właściciel czy właścicielka są biegli w piśmie na tyle, by sprostać wymo­gom świata pracy, codzienności i budować w oparciu o swoją kompe­tencję w dziedzinie czytania i pisania dalszy rozwój osobisty, zawodowy i społeczny. Niska frekwencja w szkołach podstawowych dla dorosłych może świadczyć co najwyżej o tym, że obowiązek szkolny został wyegze­kwowany. Nie mówi nic o jakości edukacji szkolnej ani głębokości zanu­rzenia jej absolwentów w kulturze pisma.

Nie mamy rzetelnej wiedzy na temat fenomenu (nie)piśmienności w Polsce. Jedno jest pewne: deficyt w czytaniu i pisaniu nie jest nieule­czalną chorobą. Można zarówno przeciwdziałać jego powstaniu, jak i re­dukować skalę zjawiska, dając jednostkom i grupom społecznym kolej­ną edukacyjną szansę.

 

Prof. Ewa Przybylska – kierownik Katedry Edukacji Dorosłych Wydziału Nauk Pedagogicznych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Displaying 1 - 1 of 1
  • Anna Sarnacka-Smith's picture

    Te dane szczerze mnie przeraziły. Pierwsza refleksja, która mi się nasunęła to taka, że całe dobrodziejstwo tego, co przynosi technologia, internet, social media, jednocześnie zabiera nam to, co cenne – umiejętność skupienia się na danym zagadnieniu dłużej niż kilka minut. Mamy wokół tak dużo bodźców, które zabiegają nam motywacją do tego, aby włożyć wysiłek w analizę informacji, refleksję… Sama po sobie widzę, że choćby nauka języka obcego, która kiedyś przychodziła mi z łatwością, dziś jest wyzwaniem, bo wymaga uważnego skupienia się danym zagadnieniu, aby je naprawdę zrozumieć. A pokusa, która automatycznie przychodzi, to szukanie szybkich rozwiązań właśnie w wirtualnym świecie.