chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE - Eiropas Pieaugušo izglītības e-platforma

Emuārs

Pytania u progu kwarantanny

19/03/2020
Rafał Żak
Valoda: PL

Staram się ostrożnie wypowiadać, szczególnie w czasach, które taką ostrożność nakazują. Łatwo dzisiaj o specjalistów, którzy potrafią wieszczyć, przewidywać, dawać odpowiedzi. Dlatego ograniczę się w swoim tekście do najważniejszych pytań, na które przyjdzie nam, branży rozwojowej i poszczególnym jej przedstawicielom, sobie w najbliższym czasie odpowiedzieć. Taka wersja jest wygodniejsza. Pytania można przecież bezkarnie zadawać w sposób odważny ;-)

 

A może jesteśmy dobrem luksusowym?

Skoro klienci tak łatwo rezygnują ze szkoleń, to może jesteśmy towarem luksusowym, z którego rezygnuje się na samym początku. Może jesteśmy jak rytuały odmładzające, sportowe samochody i droższe, organiczne lody. Może kolejne szkolenie jest jak dodatkowa para spodni, których nie potrzebujemy. Pewnie szczególnie może to dotyczyć klientów indywidualnych, a nie firmowych. Ale może popularność naszej branży jest takim samym przejawem konsumpcjonizmu, jak kupowanie ciuchów z każdej kolekcji, kilka razy w roku.

 

A może ten cały rozwój nie działa?

W zasadzie pytanie brzmi inaczej. A może tak na poważnie powinniśmy zająć się pokazywaniem biznesowi, że to co robimy ma sens? Kiedy na licznych szkołach trenerów prowadziłem temat ewaluacji działań rozwojowych i zaczynaliśmy rozmowę o robieniu czegoś więcej niż tylko ankiety na koniec szkolenia, to część uczestników mówiła: „Rafał, daj spokój, nie ruszajmy tego”. Myśl, która za tym stała brzmiała: „A co, jeśli się okaże, że te nasze szkolenia nie działają?”. Zaczną się czasy obracania w dłoni każdej złotówki po stronie zamawiających, może to czas na to, żeby uczyć się rozmawiać z klientami o efektywności naszych działań.

 

A może część tego, co opowiadaliśmy, nie miała sensu?

Kolejna kwestia dotyczy tematów, którymi zajmowaliśmy się wcześniej. Łatwo było jakiś czas temu wieszczyć czarne łabędzie, czyli nieprzewidziane zdarzenia, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Łatwo było na konferencjach opowiadać o tym, że żyjemy w świecie VUCA. Dzisiaj z przyjemnością posłuchałbym tych wszystkich osób z podpowiedziami co zrobić. VUCA i łabędzie znakomicie sprawdzają się jako konstrukt, często po to, żeby na jego tle pokazywać swoje własne koncepcje, wymysły, teorie, narzędzia. Trochę na zasadzie: Żyjemy w czasach VUCA, zatem warto stosować to i to. Czy dzisiaj właśnie okazuje się, że to i to rzeczywiście działa?

 

A może nie powinniśmy nagle udawać, że znamy się na czymś nowym?

Trwa festiwal trenerów zajmujących się pracą zdalną, zespołami rozproszonymi i zarządzaniem w czasach kryzysu. Jasne, że od lat zajmowaliśmy się przysłuchiwaniem się rynkowi i oferowaniem rzeczy na nim potrzebnych. Ale chyba nigdy na taką skalę nie pojawiło się tak wielu specjalistów od zagadnień dzisiaj istotnych. Na dodatek chyba nigdy nie wchodziło do „onlajnu” tylu, którzy wcześniej o tej formie wypowiadali się bardzo ostrożnie.

Krytycznie spoglądaliśmy na spekulantów, którzy nagle zaczęli drożej sprzedawać płyny dezynfekujące czy maseczki. Może tam samo należy popatrzeć na trenerów, którzy nagle zaczęli uczyć nowych dla siebie rzeczy w nowych dla siebie formach. Możemy zatrzymać się na myśli – Skoro jest rynek, to się na nim działa. Ale może nie warto?

 

A może to wszystko nie ma sensu?

Mam poczucie, że z dnia na dzień wyparowała spora część mojej branży. W kalendarzu na najbliższe tygodnie mam pojedyncze rzeczy, które miały być realizowane stacjonarnie. I na moje oko – te rzeczy też z niego wypadną. Zatem, może to czas, żeby pomyśleć o robieniu też czegoś bardziej realnego, namacalnego, fizycznego? Nie chodzi tylko o mądre dywersyfikowanie przychodów czy skalowalność biznesu (żeby wymienić tylko dwa mocne pojęcia). Rzeczywiście zastanawiam się ilu z nas, ludzi rozwoju, zadaje sobie właśnie pytanie: A może lepiej byłoby zająć się czymś innym? Czymś, co jest potrzebne odbiorcom w sposób bardziej bezpośredni i dosłowny?

 

Tak, wiem, że w tym tekście same pytania i żadnych odpowiedzi. Zwykle na EPALE dzielę się podpowiedziami i pomysłami. Ten jeden raz zrobiłem inaczej. Obiecuję, że wrócę do starego stylu. A tymczasem, może macie swoje własne przemyślenia. Wyjątkowo nie zależy mi na wzbudzaniu sporów, wyjątkowo zależy mi szczególnie na posłuchaniu tego, co myślicie.

 

Rafał Żak – trener / coach / autor / mówca. Zajmuje się rozwojem ludzi i organizacji. Promuje rozwój oparty na dowodach. Autor książek „Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi”, „Nie myśl, że NLP zniknie” oraz "Trener w rolach głównych". Ambasador EPALE.

   

Jesteś trenerem, szkoleniowcem? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na temat pracy trenera dostępne na polskim EPALE

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Tiek rādīts 1. - 7. no 7
  • Lietotāja Rafał Kunaszyk attēls
    Uważam, że problemem nie jest wolny rynek tylko to, że do konkurencji dopuszczamy, i tutaj napiszę nie homeopatię bo uważam, że na rynku aptekarskim i ona może bez problemowo działać, ale znachorów. Samoregulacja firm szkoleniowych to świetnie wyzwanie. 

    Z drugiej strony to my, jako firmy szkoleniowe powinniśmy przede wszystkim słuchać czego potrzebuję nasi klienci. I na tą potrzebę odpowiadać.  To nie wyklucza także tego, że budując partnerstwa dla dobrej jakości, a ja jeszcze bardziej podkreślam dla rozwoju kompetencji i kwalifikacji możemy kształtować trendy. 

    Tylko żeby nam się chciało chcieć. Przecież zawsze można usprawiedliwić się, że wirus nie daje możliwości opuszczenia własnego domu. Trzeba pozostać w zaścianku ....
  • Lietotāja Rafał Żak attēls
    A czym jest homeopatia jeśli nie znachorstwem ;-)
    To jest świetny przykład. Tak, może sobie działać. Ale wpuszczanie jej do aptek jest błędem, bo sugeruje, że ma jakiś związek z medycyną. Podobnie nazywanie jej lekiem ;-)

  • Lietotāja Andrzej Trutkowski attēls
    Kto nie zadawał sobie takich pytań przed epidemią, dużo stracił.  
    Mój najukochańszy klient od 3 lat każdy v projekt obudowywuje success fee i ustalamy twardo mierzone KPI's biznesowe które muszą ulec zmianie pi szkoleniach byśmy dostali wynagrodzenie w 100%.
    I dostajemy :-) 
    Jak on się zachowuje w dobie kryzysu? Realizuje projekt szkoleń zaplanowany stacjonarne w formule online i prosi o nowe propozycje i oferty, bo pracownicy potrzebują wsparcia....
  • Lietotāja Małgorzata Rosalska attēls
    Poruszające jest to co napisałeś. Wokół mam wiele osób, które zadają podobne pytania, ale nie aż tak mocno wyartykułowane. Przez ostatnie dni, mój kalendarz, też się przewietrzył... Ale ujawniły się dwa zjawiska, które postrzegam pozytywnie, także w dłuższej perspektywie. 1. Osoby, dla których projektowałam i realizowałam szkolenia pytają się jak możemy to zrobić inaczej. Nie rezygnują. Szukają rozwiązań. Założone cele szkoleniowe były dla nich z jakiegoś powodu ważne i nie chcą z nich rezygnować. 2. Wzrasta precyzja w zakresie oczekiwań dotyczących efektów. Nie chodzi o szkolenie, chodzi o cel, efekt. Może idziemy w kierunku większej profesjonalizacji z jednej i drugiej strony? Sytuacja z nauczaniem zdalnym wyostrzyła postrzeganie własnych deficytów kompetencyjnych. Już są potrzebne osoby, które rzeczywiście organizują proces uczenia się i uczą bardzo konkretnych kompetencji, szytych na miarę rzeczywistych potrzeb. 
  • Lietotāja Rafał Kunaszyk attēls
    Bardzo dobry tekst. Czas spędzony w domu to dobry czas na refleksję. Im jednak więcej będziemy trwali w bezruchu tym świat wokół nas zacznie znikać. My w naszej firmie rodzinnej daliśmy jasny komunikat naszym klientom, partnerom w biznesie, uczestnikom szkoleń. Będziemy realizować przyjęte zobowiązania, będziemy proponować szkolenia zgodne z  obecnymi potrzebami i będziemy dalej się rozwijać. Z tego punktu widzenia nic się nie zmieniło. 

    I pewno trochę polemizując nie uważam za nic złego, że tyle na rynku pojawiło się wiele szkoleń z pracy zdalnej, zespołami rozproszonymi i zarządzaniem zmianą. To tylko dobrze dla rynku. Potencjalny klient dokona wyboru. Niech decyduje wolny rynek. Tym bardziej teraz ten wybór będzie bardziej świadomy. Potencjalny świadomy odbiorca sprawdzi czy szkolenie jest oparte na doświadczeniu własnym trenera czy tylko na książkowej teorii. Zapyta o warsztat pracy i efekt uczenia. Czy będzie wielu takich świadomych odbiorców to już zależy od nas  samych. Od naszej umiejętności przekonywania do świadomego wyboru. Każde szkolenie będzie inwestycją. Po pandemii kluczowe się stanie się, jak szybko ta inwestycja zwróci się i wpłynie na wskaźniki ekonomiczne firmy. 
  • Lietotāja Rafał Żak attēls
    Moja wiara w możliwości wolnego rynku jest mocno ograniczona. Wolny rynek tylko pokazuje, co jest popularne, a nie co jest wartościowe. Homeopatia ma się dobrze, wolny rynek zadecydował ;-) Wolny rynek nie reguluje jakości rynku szkoleniowego - jeśli stawiasz taką tezę, daj jakieś dowody. 

    Nawet w twoim zdaniu widać słabość takiego podejścia: "Potencjalny świadomy odbiorca sprawdzi czy szkolenie jest oparte na doświadczeniu własnym trenera czy tylko na książkowej teorii." 
    Jeśli klient będzie stawiał doświadczenie własne trenera w danym zakresie nad wiedzę wynikającą z literatury i badań ma znacznie większą szansę na wybranie treści słabej jakości. Wiesz pewnie jak wiele pułapek czyha na każdą osobę w zakresie wyciągania wniosków dotyczących efektywności własnych działań ;-)
  • Lietotāja Sławomir Łais attēls
    Ciekawe pytania. Konfrontujemy się z nową sytuacją, więc jasne, że pojawiają się pytania.
    Wielokrotnie słyszałem, że żeby się czegoś nauczyć skutecznie (tak, by zmienić swój sposób działania), to czasami warto wyjść ze strefy komfortu. Branża szkoleniowa nie wyszła ze strefy komfortu, tylko została z dnia na dzień wykopana. 
    Jak wspomniałeś - całe społeczeństwo uczy się żyć, pracować i uczyć zdalnie. Myślę, że to olbrzymi krok rozwojowy i jak dym opadnie, to wiele firm szkoleniowych będzie o krok dalej w digitalizacji.
    Zastanawiam się też, czy nie zaistnieją inne zjawiska - jeśli na przykład ludzie przyzwyczają się do pracy zdalnej, to może część firm znacząco ograniczy powierzchnię biur?