chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Eiropas Pieaugušo izglītības e-platforma

 
 

Emuārs

O „maszynie paradoksu” i pułapce samorozwoju

12/11/2019
Monika Sulik
Valoda: PL

Trwale w mojej pamięci zapisały się jedne z pierwszych zajęć, które prowadziłam dla nauczycieli, na studiach podyplomowych. Podczas dyskusji dotyczącej ważności samorozwoju, szczególnie w pracy nauczycieli, jedna z uczestniczek poprosiła o głos i z dezaprobatą odniosła się do naszego rozentuzjazmowania. Nauczycielka ta opowiedziała o dwóch sytuacjach, które jak sama określiła: „bardzo zdystansowały ją do wszechobecnej pogoni nauczycieli za kolejnymi studiami, dyplomami, kursami czy szkoleniami”. Jedna sytuacja dotyczyła owej nauczycielki, która jako nauczyciel dyplomowany zgłosiła swoją gotowość do podjęcia nadgodzin, w ramach zastępstwa za koleżankę przebywającą na dłuższym zwolnieniu lekarskim. W odpowiedzi usłyszała, od „dyrekcji”, że niestety nie otrzyma do realizacji nadgodzin, gdyż, jako nauczyciel dyplomowany jest „za droga” a godziny zostaną zlecone nauczycielowi „stażyście”. Druga sytuacja miała miejsce w tej samej szkole. W obliczu konieczności redukcji etatów, jedna z nauczycielek, usłyszała, że jako osoba, która ma tak bogate C.V (ukończone 6 kierunków studiów podyplomowych) musi pożegnać się ze swoim etatem i zostanie zwolniona, bo z takimi „dyplomami” świetnie sobie poradzi, i szybko znajdzie pracę, a  „Ania z II b, ma tylko nauczanie zintegrowane i nie można jej przecież pozbawić środków do życia”. Nie muszę dodawać, że obie sytuacje skłoniły nas do głębszej i bardzo burzliwej dyskusji skoncentrowanej wokół „pułapek samorozwoju”.

O sytuacji tej przypomniałam sobie teraz, podczas lektury książki Svenda Brinkmanna pt. „Poczuj grunt pod nogami”. Autor już we wstępie pisze o tym, że „nasze życie zostało zdominowane przez wieczne dostosowywanie się i zmiany propagowane przez armię osobistych trenerów, terapeutów i mentorów od stylu życia (…). Pracujemy w organizacjach uczących się, gdzie jedynym stabilnym punktem odniesienia okazuje się nieustanna zmiana, a pewni możemy być jedynie tego, że wszystko, czego nauczyliśmy się wczoraj, jutro będzie już nieaktualne. Dlatego kluczowymi pojęciami stały się „kształcenie przez całe życie” i „rozwijanie kompetencji”, szerzące się we wszystkich systemach edukacyjnych, przedsiębiorstwach czy organizacjach[1]”.

      

/fi/file/marc-olivier-jodoin-tquerqguz8-unsplashjpgmarc-olivier-jodoin-tquerqguz8-unsplash.jpg

    

7 etapów odnalezienia gruntu pod nogami

Svend Brinkman w swej książce podejmuje próbę wyrażenia sprzeciwu, a jednocześnie wskazania alternatywy dla wszechobecnej kultury rozwoju. Nie pisze o odnajdywaniu samego siebie lecz o dochodzeniu do porozumienia z samym sobą. W swym „antyporadniku” odwraca do góry nogami prawdy o pozytywności i rozwoju w kulturze przyspieszenia, a zatem jest to książka „napisana z myślą o czytelniku poszukującym argumentacji sprzeciwiającej się gloryfikacji imperatywu rozwoju narzucanego przez kulturę przyspieszenia”. Autor w siedmiu krokach – podrozdziałach rozwija jeden z etapów prowadzących do odnalezienia stabilnego gruntu pod nogami. A oto one:

1. Przestań wsłuchiwać się w siebie.

2. Skup się na tym co negatywne w swoim życiu.

3. Płyń pod prąd.

4. Powściągnij emocje.

5. Zwolnij swojego trenera osobistego.

6. Przeczytaj powieść – zamiast kolejnego poradnika albo biografii.

7. Kontempluj przeszłość[2].

       

W każdym z poszczególnych rozdziałów Autor rozpoczyna swoje rozważania od wprowadzającej tezy, po czym na podstawie różnych przykładów wyjaśnia, dlaczego  powinno się działać według prezentowanych zaleceń. W wielu miejscach odnaleźć można zasadne odniesienia do filozofii stoickiej jako antidotum na bolączki kultury przyspieszenia.

     

O „maszynie paradoksu”

Rozważania swoje Svend Brinkmann rozpoczyna od zakwestionowania jednego z najbardziej zakorzenionego w naszej kulturze przekonania, że należy się wsłuchiwać w siebie, by odnaleźć siebie. Autor podkreśla, że odpowiedzi wcale nie powinniśmy poszukiwać w sobie, dlatego też choć może brzmi to nierozsądnie, powinniśmy zaprzestać wsłuchiwania się w siebie. Czytamy: „Naucz się spoglądać na zewnątrz – być otwartym na innych ludzi, na kulturę i przyrodę – zamiast zaglądać do swojego wnętrza. Powinieneś nauczyć się, że Twoje wewnętrzne „ja” nie stanowi klucza do najważniejszych wyobrażeń o tym, jak powinieneś przeżyć swoje życie (…)”[3]. Autor wręcz zaznacza, że nadmierne wsłuchiwanie się w siebie niesie ryzyko rozczarowania i depresji, gdy okaże się, że nie potrafimy odnaleźć w swoim wnętrzu sensu i odpowiedzi na postawione pytania. W tym miejscu zbliżyliśmy się do jednej z głównych tez zaprezentowanych przez Brinkmanna, mówiącej o tym, że „Kultura przyspieszenia jest maszyną paradoksu, która po prostu produkuje paradoksy niejako ze swojej natury – nie tylko w stosunku do wyobrażeń o odnajdywaniu samego siebie. Paradoks pojawia się wtedy, gdy dążenie do wybranego celu jednocześnie odcina nas od jego osiągnięcia (np. jeżeli pomaganie ludziom prowadzi do tego, że stajemy się zależni i potrzebujemy więcej pomocy, jest to paradoks)”. Zatem być może w odniesieniu do samorozwoju również ta refleksja ma sens? Może jest tak, że ten kto neguje sens  poszukiwania samego siebie jest najbliżej samego siebie, jest sobą[4].

   

Samorozwój w kontekście czasu

Podejmując refleksje związaną z „pułapkami samorozwoju” chciałabym odnieść się do materiału, który zebrałam podczas projektu badawczego związanego z uwarunkowaniami rozwoju naukowego kobiet. Podczas wywiadów pojawiło się wiele odniesień i refleksji do przeżywania swojego rozwoju naukowego, przez „Kobiety nauki”. Bardzo widoczna w wypowiedziach kobiet jest dezaprobata względem „kultury przyspieszenia”. I choć refleksje te dotyczą głównie przestrzeni nauki, to w moim przekonaniu mają charakter uniwersalny i można je odnieść do wielu obszarów naszej codzienności. Otóż dla osób badanych,  moich rozmówczyń bardzo ważna była właśnie kategoria „czasu”, który był nie tylko pewnym wyznacznikiem ich rozwoju, ale pozwalał na weryfikację pewnych zdarzeń czy dokonań. Narratorki podkreślały, że rozwój w obszarze nauki ściśle związany jest z wewnętrznym dojrzewaniem:

Joanna: (…) wydawało mi się, że jeżeli mi się coś nie podoba no to ja to muszę zmienić i to koniecznie szybko, od razu, natychmiast i wydawało mi się, że to jest do przeskoczenia, że tak należy działać, no czas jednak utemperował mnie i jeśli osiągam jakiś cel to raczej okrężną drogą, a nie bezpośrednio zaraz i natychmiast.

Dojrzewanie to proces, który dzieje się w czasie, dlatego bardzo często w swych wypowiedziach kobiety odnosiły swój naukowy rozwój właśnie do trwania w czasie. Czas dla Urszuli jest niezwykle znaczącą kategorią. Poczucie tego, że ma ona czas na refleksję i dojrzewanie, jest dla niej niezwykle ważne. Narzucone z zewnątrz tempo, terminy stają się blokadą destrukcyjnie wpływającą na rozwój:

Urszula: Prawda jest taka, że ja się lubię oddać temu co robię w danym momencie. I jeśli coś zaczynam (…) to mnie nie interesuje, która jest godzina - czas przeznaczony na to - jest na to. Ja nie chcę robić wszystkiego na raz. Zwłaszcza nie interesują mnie szybkie efekty. Gdy czytam jakąś książkę i wchodzę i to są fascynujące rzeczy, ale ja się muszę zatrzymać na tej książce parę dni, totalnie się nic nie dzieje dla mojej pracy. A  zanim się coś wykluje, a może się nic nie wykluje -  to będzie stracony a może i nie, czas... , ale jak słyszę termin, termin, termin, to jest totalna blokada.(...) Jakie to jest piękne, jeśli czas pozwoli człowiekowi wykorzystać maksimum jego możliwości. I to jest możliwe w zawodach twórczych i to jest fascynujące, nie ma tak, że trzeba coś przestać.

    

O potrzebie odnalezienia, przez osobę zajmującą się nauką, czasu na refleksje mówi również Cecylia:

Cecylia: (…) potrzeba jest w życiu osoby zajmującej się nauką więcej refleksji. Ja nawet taki wiersz napisałam:

Życie tylko dla dobra nauki - to tak jak zagon bez zboża i kłosów

To życie, w które się wtulić nie sposób

Dla dobra nauki płaczę dziś nocą…

Dzisiaj model naukowca to model człowieka, który właściwie bez przerwy jest czynny, organizuje, jeździ(…). Nie dostrzega się tej drugiej strony – że odłóż to, posiedź w domu, pomyśl, poleż na kanapie, popatrz w sufit, pospaceruj, posłuchaj muzyki, zobacz, nabierz dystansu do tego co robisz(…) Tylko cały czas wielkie działanie. Dno, które właściwie nie kończy się, ale w środku ten człowiek staje się wyjałowiony. No i ambicje. Coraz więcej wykładów, chwytanie funkcji no i bez refleksji. Czas refleksji i czas działania to są dwa podstawowe typy bycia człowieka na ziemi aby uzyskać pełnię.

    

Kobiety mówiąc o swym rozwoju zaznaczały swe negatywne odczucia związane z pośpiechem, podkreślały, że nie jest to z pewnością czynnik sprzyjający rozwojowi naukowemu:

Agnieszka: Ja nie lubię błyskotliwych karier naukowych bo są dla mnie podejrzane,  lubię długą drogę dochodzenia do rozumienia tego co się ma robić.

Urszula: Ja nienawidzę się spieszyć. Jeśli tylko ktoś mnie usiłuje pospieszyć to ja stawiam opór i właśnie  bardzo wolno, chyba tak w naturze mojej leży – wolno i w dodatku jeszcze nigdy terminowo. Wszystko robię żeby nie zdążyć – taką mam naturę[5].

            A jakie są Wasze odczucia i doświadczenia związane z samorozwojem? Czy wszechobecny pęd i przyspieszenie Was blokuje czy motywuje do podejmowania działań na rzecz samorozwoju?

   


[1] S. Brinkmann: Poczuj grunt pod nogami. Jak uciec z pułapki samorozwoju. Przekład: J. Haber-Biały, A. Lubowicka. Kraków 2019, s. 11.

[2] Tamże, s. 27.

[3] S. Brinkmann: Poczuj grunt pod nogami. Jak uciec z pułapki samorozwoju. Przekład: J. Haber-Biały, A. Lubowicka. Kraków 2019, s. 31.

[4] Tamże.

[5]M. Sulik: Kobiety w nauce. Podmiotowe i społeczno-kulturowe uwarunkowania. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2010.

    

       

dr Monika Sulik - doktor nauk humanistycznych, adiunkt, wykładowca akademicki. Swoje zainteresowania naukowo-badawcze rozwija przede wszystkim w obszarze zagadnień związanych z rozwojem człowieka dorosłego w ujęciu interdyscyplinarnym, z szczególnym uwzględnieniem kontekstów biograficznych. Prowadzi autorskie zajęcia dydaktyczne z zakresu przedmiotu biografia w edukacji, w ramach którego przeprowadza warsztaty związane z wykorzystaniem metody biograficznej w andragogice i edukacji dorosłych. Certyfikowany trener i mentor akademicki.

  

Zobacz także:

„DIXIT” – czyli mój edukacyjny „exit” – Inspiracje dla edukacji dorosłych
Po co komu biografia na szkoleniach? Czyli edukacyjna "puszka Pandory"
„Edukacyjne” prowokacje versus konstruktywny krytycyzm - czyli o tym, co wspólnego ma krem ślimakowy z edukacją dorosłych?
Uniwersytet Otwarty dla wszystkich. 10 lat edukacji dorosłych w nowym wymiarze
Człowiek dorosły w „Miasteczku Mamoko”
Czego nas może nauczyć Kitau z plemienia Kikujusów?
Czy "szewc bez butów chodzi"? Czyli andragogiczne "prawidła"
Czy warto poznać biografię edukacyjną portiera domu publicznego?
Po co komu „lustro obdarzone pamięcią”? Edukacyjne ślady i tropy
Edukacja dorosłych „pod stołem”?
O łapaniu huraganu do słoika… czyli miłość a edukacja dorosłych
Silversi oczami milenialsów? - Potencjał tandemu

Strach i edukacja, czyli duet (nie)doskonały

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Tiek rādīts 1. - 2. no 2
  • Lietotāja Monika Gromadzka attēls
    bardzo zainteresowała mnie wspomniana przez Ciebie publikacja, szczególnie, że wpisuje się w moje zainteresowania naukowe i hobbystyczne.  Po części O „maszynie paradoksu” wiem, że po nią siegnę. Szczególnie zdanie "Powinieneś nauczyć się, że Twoje wewnętrzne „ja” nie stanowi klucza do najważniejszych wyobrażeń o tym, jak powinieneś przeżyć swoje życie"  postawione w niejakiej opozycji do patrzenia na zewnątrz, które może nam pomóc odnaleźć siebie jest zaskakujące. Właśnie w tym wewnętrznym "ja" ukryte są przecież nasze przekonania o świecie, nasze doświadczenia itp. Czyli spoglądając na zewnątrz będziemy jednak patrzeć przez SWÓJ "filtr", co oznacza, że zmiana, jak coś, jednak musi zacząć się w środku... No nic, zdecydowanie chcę przeczytać tę książkę :), bo możliwe, że autor jakoś inaczej rozwija tę tezę. Dzięki za polecenie!
  • Lietotāja Monika Sulik attēls
    Moniko, przyznam szczerze, że czytając książkę, przechodząc przez każdy z 7 kroków, na początku, przy zapoznaniu się z tezą Autora czułam pewien niepokój a nawet sprzeczność, jednak w rozwinięciu pojawiają sie argumenty, które faktyczne stają się alternatywą do myślenia "zafundowanego" nam przez kulturę przyspieszenia. Fragment, na który zwróciłas uwagę również był dla mnie nieco wątpliwe- bo przecież trudno mówic o "obiketywnej rzeczywistości' w tym kontekście a nawet obserwując innych i świat robimy to przez pryzmat własnych doświadczeń. Nie mniej jednka pomyślałam, że to ma sens. Myślę, że chodzi o większą uważność i czujność, obserwowanie świata i słuchanie innych a nie zbyrt  mocne koncentrowane się na sobie. Monis bardzo pokecam lekture tej książki.