chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE - Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

Blog

Kondycja cyfrowej edukacji - wnioski po Learntec 2020

11/02/2020
by Piotr Maczuga
Tungumál: PL

Pod koniec stycznia mieliśmy okazję odwiedzić Learntec 2020 - największe w Europie targi digital learning, które już po raz 28 odbyły się w niemieckim Karlsruhe. Co tam zobaczyliśmy, jaka jest przyszłość cyfrowej edukacji i czy warto odwiedzić to wydarzenie w przyszłym roku - o tym nasz ambasador, Piotr Maczuga.

Zajmuję się technologią w edukacji od kilkunastu lat. Zdarza mi się też, że piszę na ten temat do różnych mediów, a także występuję na mniejszych czy większych konferencjach. Jeśli miałbym z tego całego okresu wybrać jedno hasło, które przewija się nieustannie przez te lata, to zdecydowanym zwycięzcą byłoby słowo: trendy. Nabiera ono szczególnej mocy na przełomie starego i nowego roku, gdy wiele mediów, szczególnie blogi i portale branżowe, prześciga się we wróżeniu jakie będą nadchodzące miesiące. Niektórzy autorzy prowadzą wręcz rodzaj zestawienia, które z roku na rok pozwala im porównywać trendy, a także weryfikować, co okazało się hitem, a co kitem. Tyle, że to w dalszym ciągu wróżbiarstwo, czego nie lubię. A jaki ma związek z targami?

Fakty, nie marzenia

Targi mają to do siebie, że w jednym miejscu i czasie spotykają się bardzo liczni wystawcy - w przypadku Learntec reprezentujący branżę cyfrowej edukacji. W tym wypadku mówimy już nie o trendach i przewidywaniu przyszłości na podstawie tego, co deklarują autorytety, ale o faktach.

Te setki wystawców z kilkunastu krajów przeznacza niemałe środki na to, aby zaprezentować siebie i swój produkt przed kilkunastoma tysiącami odwiedzających. To, co pokazują to istniejące rozwiązania. Nie zawsze działające idealnie, nie zawsze mądre, czasem będące wręcz prototypami, które czekają na klientów w roli inwestorów, ale zawsze - bez wyjątku - będące dokładnie tym, co dana firma ma do powiedzenia na rynku. Każdy z wystawców wierzy w produkt, który prezentuje i wiąże z nim nadzieje na kolejne lata - inaczej nikt rozsądny nie wydawałby niemałych przecież pieniędzy na prezentowanie się podczas takiego wydarzenia. To jeden z głównych powodów, dla których warto odwiedzać targi.

Inne to chociażby networking i możliwość fizycznego obcowania z nowymi technologiami. Pierwsza kwestia, choć dla wielu deklarowana jako najważniejsza, dla mnie jest nieco przeceniona, ponieważ trzeba uświadomić sobie, że na wydarzeniu tego typu mamy do czynienia z setkami wystawców. Trudno realnie nawiązać jakieś głębsze relacje, mając kilka godzin na odwiedzenie wszystkich interesujących nas stanowisk. Szczególnie, że gospodarzami stoisk są zazwyczaj przedstawiciele handlowi, którzy w tej branży mają dużą wiedzę i kompetencje (czasem dla rangi nazywani evangelist lub technology officers). Można więc z każdym porozmawiać, ale ma to sens zdecydowanie wtedy, gdy szukamy jakiegoś konkretnego rozwiązania dla siebie lub możemy o sobie powiedzieć geek.

Nie oznacza to, że czas przeznaczony na rozmowy będzie zmarnowany, ale że trzeba go dobrze zaplanować, biorąc pod uwagę wielkość i rangę wydarzenia. Dobrze też skupić się konkretnych zagadnieniach.

Co nowego w wideo i wirtualnej rzeczywistości

Dla mnie, z racji zainteresowań i pracy, właśnie te dwa rejony były najważniejsze. W wideo w edukacji od lat nie widać rewolucyjnych zmian. I w tym roku także nie było jakiegoś przełomu, ale jeśli jakiś motyw powtarzał się kilkukrotnie to były to przeróżne systemy samodzielnej produkcji treści wideo. Dosyć sprytne połączenie oprogramowania i sprzętu, które pozwala zbudować niewielkie studio i skonfigurować je w kilkanaście minut. Całość w formule all-in-one. W niektórych przypadkach wręcz dosłownie - można kupić w pełni skonfigurowane urządzenie składające się z kamery, moniotora, systemu rejestracji, z peryferyjnym oprzyrządowaniem takim jak oświetlenie czy rozkładane zielone tło. To pozwala na nagrywanie kursów online czy prowadzenie webinarów bez wychodzenia z domu czy biura, zapewniając sobie i odbiorcom w miarę profesjonalną jakość. Całość mieściła się zazwyczaj na przestrzeni co najwyżej 5 metrów kwadratowych, co również ma znaczenie i pokazuje, że producenci wsłuchują się w potrzeby rynku.

Realnie, w tego typu rozwiązaniach, mamy zazwyczaj do czynienia z autorskim oprogramowaniem uruchamianym na niewielkim komputerze do którego podłączona jest kamera typu PTZ (zdalnie sterowana). Zestaw wzbogacony jest o proste oświetlenie oraz zieloną, tekstylną ściankę. Całość gustownie zapakowana. Od lat projektuję podobne rozwiązania edukacyjne, tyle, że szyte na miarę i cieszy mnie to, że jest na to potrzeba.

Wirtualna rzeczywistość przeistacza się za to w XR czyli swoiste połączenie rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej ze wszystkim innym, co tylko znalazło się pod ręką i dało zwirtualizować. Nie da się ukryć, że w tej branży rządzą treści praktyczne, zawodowe. Miałem okazję spróbować swoich sił jako operator koparki, spawacz i pilarz. Ciekawe było to drugie doświadczenie, w którym projektanci rozwiązania dają osobie uczącej się zestaw VR będący połączeniem agregatu spawalniczego z okularami HTC Vive, a do tego całość opiera się o rozszerzoną rzeczywistość - ćwiczy się na fizycznie istniejącym elemencie, który udaje kawałek stali, co bardzo wpływa na realizm. Co ciekawe, system dał mi bardzo precyzyjne wskazówki na temat mojej pracy w nowej roli i naprawdę mogłem się czegoś nauczyć.

Tutaj dochodzimy do roli realizmu w wirtualnej rzeczywistości, a raczej momentu w którym cały proces nabiera sensu lub z kretesem go traci. Twórcy wirtualnej spawarki czy koparki stworzyli bardzo realistyczne symulatory, dodatkowo dobrze dopracowane dydaktycznie. Dołożyli starań, aby całość ubrać w odpowiedni osprzęt (w przypadku koparki zadanie wykonuje się siedząc na ruchomym fotelu i manipulując joystickami identycznymi, jak w prawdziwym sprzęcie budowlanym). Są to więc dosyć drogie we wdrożeniu i precyzyjnie zaprojektowane procesy. A to pokazuje, że nie wystarczy kupić sobie Oculusy i odpowiednie oprogramowanie za kilkanaście dolarów.

Łatwo tutaj przekroczyć granicę za którą immersja nie działa. Przekonałem się o tym jako pilarz, który dostał do ręki atrapę piły łańcuchowej, której rozmiar i waga przypominał raczej zabawkę dla dzieci. Niby podobnie, jak podczas spawania, ale jednak coś nie dawało mi spokoju. Posługiwałem się w życiu amatorską piłą łańcuchową i wiem stąd, że prawdziwe urządzenie jest ciężkie, wibruje i szarpie, szczególnie przy nieumiejętnym kontakcie z drewnianą materią. I ten zabawkowy VR nie jest w stanie tego oddać. Mając swoje doświadczenia, nie dałem się przekonać. Powiem więcej - bałbym się takich szkoleń zawodowych, nawet zdając sobie sprawę z tego, że zawodowi pilarze nie ograniczają się do ćwiczeń w wirtualnej rzeczywistości.

Warto dodać też co nieco o VR w uczeniu umiejętności tzw. miękkich. A raczej zaznaczyć, że gamechangera nie było. W dalszym ciągu pokazywane są programy pozwalające na przykład na opanowywanie stresu czy wizualizację różnych sytuacji w których osoba z wirtualnym headsetem na główie stawiana jest w środu akcji. Nie wiem, na co liczę, ale na COŚ, więc póki co czekam...

I jeszcze na koniec taki smaczek z branży, pokazujący jak firmy radzą sobie z podbojem rynku XR. Natrafiłem na wspólne stoisko firm Ricoh, Present4D i Schenker. Zamiast konkurować ze sobą, połączyli siły i podzielili się procesem: 1. Create content (Ricoh i kamerki theta), 2. Make it interactive (Present4D i oprogramowanie w którym można opracować interaktywnie nagrany wcześniej materiał), 3. Experience it (Schenker i zestawy headsetów VR). To świetne pokazuje, że można również współpracować, zamiast nieco tylko nadgryzać kawałek tortu i udawać, że umie się robić wszystko. Jestem ciekaw takich kooperacji na polskim rynku, ale nic podobnego nie przychodzi mi do głowy.

Jak przeżyć na targach

Na koniec parę praktycznych uwag ode mnie. Learntec (ale dotyczy to każdych targów) to duże wydarzenie, a udział w nim trzeba odpowiednio zaplanować. Przede wszystkim należy wyznaczyć sobie cel podróży. Inaczej zaplanuje sobie czas osoba szukająca inspiracji, a inaczej ta, która jest w przededniu decyzji zakupowej. Pójście na żywioł nie ma sensu, ponieważ choć targi trwają 3 dni, to większość odwiedzających trafia tutaj na kilka godzin. W tym czasie można realnie przeprowadzić co najwyżej 20 rozmów, czyli zbadać dokładniej około 5-7% wszystkich stoisk i wystawców. Organizatorzy, co stało się już standardem, oferują dobrze opracowaną stronę internetową i aplikację mobilną z listą wystawców i możliwością choćby wstępnego planowania swojej wizyty. Warto skorzystać z tych narzędzi. Czasem jest możliwość umówienia się na rozmowę wcześniej, ale trzeba też pamiętać, że wiele spośród kilkuset firm jest dla przeciętnego odwiedzającego anonimowe, więc trzeba by poświęcić dużo czasu na research, aby dokładnie przejrzeć ich profile i ofertę.

Dla tych, którzy chcą pozwiedzać organizatorzy oferują specjalne wycieczki z przewodnikiem, podczas których można obejść stoiska danej branży z zestawem słuchawkowym na uszach i przejść cały proces nieco na skróty. Jest to dosyć ciekawe, bo choć lokowanie produktu jest podczas takich wycieczek bardzo mocne, to pozwalają one naprawdę zaoszczędzić czas i zapoznać się z danym zagadnieniem.

Inna, ciekawa forma spędzania czasu, to udział w prelekcjach czy przysłuchiwanie się debatom, które mają miejsce podczas targów. Jak widać, targi to nie tylko stoiska, wystawcy i rozmowy.

Logistycznie znaczenie mają wizytówki. Dużo wizytówek. Trzeba uświadomić sobie, że przedstawiciele firm wystawiających się zazwyczaj są rozliczani przez swoich przełożonych z ilości przeprowadzonych spotkań i rozmów. Dlatego chętnie zbierają oni wizytówki czy (coraz częściej) skanują identyfikator swojego rozmówcy, aby zachować jakiś ślad po rozmowie. Jeśli liczymy na późniejszy kontakt z ich strony, dodatkowe materiały czy dopracowanie oferty, to jest to jedyna droga. Inaczej rozmowę możemy traktować jako kurtuazyjną.

Sam udział warto też zaplanować z wyprzedzeniem. Karlsruhe to może nie jest małe miasteczko, ale jednak rozmiar takich targów sprawia, że na kilka tygodni przed nimi miejsca w hotelach kończą się. W tygodniu targowym cena jednego noclegu w warunkach hotelowych przekraczała już 250 euro, co dla większości z nas jest ceną kwotą raczej zaporową. Pozostają wtedy lokalne miejscowości do których można szybko dojechać koleją podmiejską.

Dojazd do Karlsruhe najlepiej oprzeć o połączenie samolotu i kolei. Lufthansa oferuje specjalne połączenie z Warszawy do Frankfurtu, a tam bezpośrednio z lotniska odjeżdża specjalny pociąg do Karlsruhe - jest on w cenie biletu lotniczego. Na miejscu czekają już specjalne autobusy, które co kilkanaście minut bezpłatnie zawożą zainteresowanych na teren centrum targowego. Tutaj również ta sama zasada - bilety lotnicze są tańsze, gdy kupuje się je z odpowiednim wyprzedzeniem.

Czy warto tutaj być za rok? Moim zdaniem tak. Liczę wręcz, że w edycji 2021 uda nam się zebrać mocną reprezentację z Polski, co pozwoliłoby lepiej wykorzystać czas i zasoby targów. Ja, choć lubię samotne wycieczki, trochę żałowałem, że nie mam przy sobie kogoś, kto specjalizuje się choćby w gamifikacji czy nowoczesnych systemach LMS.

Inny ważny powód znalazłem na jednym ze stois i dla Was sfotografowałem:

Piotr Maczuga – od ponad dekady zajmuje się zagadnieniami wykorzystania nowych technologii w edukacji dorosłych. Współautor podręczników w zakresie webinariów, webcastów, knowledge pills i innych metodyk, autor szkoleń z zakresu wykorzystania multimediów w uczeniu i biznesie oraz publikacji poświęconej tej tematyce. Autor bloga  www.maczuga.edu.pl/blog/ (link is external). Ambasador EPALE.

Interesują Cię nowe technologie w edukacji dorołych? Szukasz inspiracji i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE! 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn