chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

EPALE A felnőttkori tanulás elektronikus európai platformja

 
 

Blog

O fetyszu native speakera

22/05/2019
létrehozta Paweł Nowak
Nyelv: PL

W jakim wieku kończy się okres krytyczny dla nauki języka obcego? Kiedy zamyka się okno pozwalające nam opanować język na poziomie rodzimego użytkownika (native speakera)? Czy jest to wiek 5, 10, a może 15 lat? Zresztą po co zastanawiać się nad szczegółami – ważna jest konkluzja. A ta brzmi: dorośli nie mają szans w tej rywalizacji, prawda?

  

/pl/file/cabin-17635121280jpgcabin-1763512_1280.jpg

  

Dyskusję z poglądem, który streściłem powyżej, można rozpocząć od wskazania wyników badań dowodzących, że osoby rozpoczynające naukę języka obcego w późniejszym wieku mają szansę na osiągnięcie kompetencji gramatycznej na poziomie rodzimego użytkownika języka[1]. Mam też inną propozycję – pomyślmy przez chwilę o pewnym Polaku, który powszechnie jest zaliczany do panteonu największych artystów słowa w języku Szekspira.

  

Pierwszym językiem Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego, znanego szerzej jako Joseph Conrad, był oczywiście polski. Już w dzieciństwie nauczył się francuskiego i – co nie powinno zaskakiwać – opanował ten język bardzo dobrze. Prawdopodobnie znał rosyjski, chociaż nie lubił się do tego przyznawać, a w szkole miał także kontakt z niemieckim i łaciną[2]. Imponująca lista, ale brakuje na niej… języka angielskiego. Conrad zaczął się go uczyć – od podstaw lub niemal od podstaw – po ukończeniu 20. roku życia, kiedy podjął służbę na brytyjskich statkach[3]. Pierwsze zachowane teksty – listy napisane przez niego po angielsku – pochodzą z czasu, kiedy miał 28 lat i zawierają wyrażenia poprawne, ale bardzo sztuczne, sugerujące autoprzekład z polskiego lub francuskiego[4]. Wszystko to nie przeszkodziło mu w osiągnięciu – jeszcze za życia – statusu klasyka literatury angielskiej.

  

Przykład Conrada pokazuje więc, że można rozpocząć naukę języka obcego w dorosłości i osiągnąć poziom native speakera – bo przecież jego mistrzowskie opanowanie angielskiego to co najmniej ten poziom, prawda?

  

I tu zwolnijmy nieco – wiele bowiem wskazuje na to, że wielki artysta języka angielskiego mógłby nie zaliczyć testu na native speakera. Po pierwsze, nigdy nie wyzbył się bardzo silnego akcentu, co zauważali nie tylko anglojęzyczni rozmówcy, tacy jak Bertrand Russel, ale nawet francuski poeta Paul Valéry[5]. To jednak nie wszystko – z pisaniem też nie było tak perfekcyjnie. Jak stwierdziło wielu krytyków, pisarstwo Conrada pozostawało zawsze pod silnym wpływem dwóch języków, które poznał wcześniej, czyli polskiego i francuskiego (co można zaobserwować na poziomie leksykalnym, składniowym i stylistycznym)[6].

  

Jaki płynie z tego wniosek? Oczywiście nie taki, że Conrad powinien lepiej się przykładać do nauki angielskiego, by mówić i pisać jak prawdziwy Anglik. Wprost przeciwnie – zakładając, że udaje się nam osiągać cele, nie ma najmniejszego znaczenia, czy posługujemy się angielskim na poziomie rodzimych użytkowników.

  

Innymi słowy, native speaker jako model kompetencji, do poziomu którego powinni zmierzać wszyscy uczący się języka obcego, jest niepotrzebnym fetyszem. Niepotrzebnym dlatego, że skoro można odnieść wielki sukces za granicą w dziedzinie tak stricte humanistycznej jak literatura, nie będąc native speakerem danego języka, to podobne, a nawet większe możliwości pojawiają się też na innych polach – o czym świadczą losy ludzi, którzy doskonale sobie radzą – żyją, mieszkają i pracują – poza granicami swojej ojczyzny, nie przejmując się niedoskonałością swojej wymowy czy brakami gramatycznymi.

  

A przecież nauka języka nie jest potrzebna tylko tym, którzy planują emigrację. Możemy chcieć się edukować w tym zakresie (zwłaszcza w starszym wieku) po to, żeby ułatwić sobie kontakty z członkami rodziny, poszerzać horyzonty myślowe albo po prostu gimnastykować umysł. Jeśli gdzieś w tle czaić się będzie przekonanie, że celem nauki musi być osiągnięcie poziomu native speakera (bo w przeciwnym wypadku cały proces kształcenia będzie jałową zabawą i w gruncie rzeczy stratą czasu), to w rezultacie – wcześniej lub później (raczej wcześniej) – pojawią się zniechęcenie i kapitulacja.

  

Dlatego właśnie fetysz native speakera jest niepotrzebny, żeby nie powiedzieć – groźny. Podejmując naukę języka (w dowolnym wieku), powinniśmy o tym fetyszu zapomnieć, a zamiast tego skupić się na tym, co rzeczywiście chcemy osiągnąć i pod tym kątem realistycznie planować proces nauki. Pomocna będzie oczywiście znajomość poziomów płynności językowej, wiedza o tym, ile godzin trzeba poświęcić, żeby określony z nich osiągnąć, i o tym, jakich kompetencji można się na danym etapie spodziewać.

  

Na koniec dwie uwagi. Po pierwsze, mit czy też fetysz native speakera ma też znaczący i niezbyt korzystny wpływ na rynek pracy dla nauczycieli angielskiego w zasadzie na całym świecie. Z trudnych do wytłumaczenia powodów wiele osób ciągle uważa, że Anglicy lub Amerykanie muszą być lepszymi nauczycielami niż przedstawiciele innych narodowości – nawet jeśli są słabiej wykształceni i mają gorsze (lub żadne) przygotowanie pedagogiczne.

  

Po drugie, w naturalny sposób skupiłem się w tym tekście na języku angielskim. Nie tylko dlatego, że to właśnie w nim pisał Conrad, lecz także w związku z tym, że jest to lingua franca dzisiejszego świata. Pełniąc tę funkcję, jest nie tylko językiem pluricentrycznym (co oznacza, że posiada więcej niż jedną odmianę standardową), ale z natury rzeczy poddaje się wpływom nierodzimych użytkowników, których liczba przewyższa liczbę native’ów. Zapewne istnieją języki, w których ta sytuacja wygląda trochę inaczej, ale jestem przekonany, że także w tych przypadkach nadmierne przywiązywanie się do wyidealizowanego modelu native speakera jest błędem.

  


[1] Hartshorne, J.K, Tenenbaum, J.B., Pinker, S. (2018), A critical period for second language acquisition: evidence from 2/3 million English speakers, „Cognition”, nr 177, s. 263–277, bit.ly/2w1LWza

[2] Pousada, A. (1994), The multilingualism of Joseph Conrad, „English Studies”, nr 75(4), bit.ly/2lOQlAZ

[3] Najder, Z. (1980), Życie Conrada- Korzeniowskiego, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.

[4] Wikipedia: Joseph Conrad, bit.ly/2SIgagQ

[5] Najder, Z. (1980)., Życie Conrada...

[6] Tamże.

  

dr Paweł Nowak -  absolwent językoznawstwa na Uniwersytecie Harvarda, tytuł doktora językoznawstwa uzyskał na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkley, członek Phi Beta Kappa Society. Współwłaściciel i dyrektor metodyczny szkoły Eklektika specjalizującej się w szkoleniach językowych dla firm. Pracował również jako konsultant w McKinsey & Co, Speech Project Manager w Google Polska oraz tłumacz dla Domu Inwestycyjnego Bre Banku.

   

Zobacz też:
Kto szybciej uczy się języków?
O rybach, wędkach i nauce języków
Kursy językowe in company, czyli idealny benefit pracowniczy

     

Jesteś zainteresowany edukacją językową? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na ten temat dostępne na polskim EPALE! 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

1 - 2/2 megjelenítése
  • Piotr Maczuga képe
    Świetny przykład z tym J.C., warto zakreślić podwójnym szlaczkiem i pamiętać. Myślę też, że jakbyśmy więcej czasu poświęcali na dążenie do fluent speakera niż native speakera, to większość naszych problemów by nie występowała. Obecnie komunikacja w biznesie czy edukacji sprawia, że to głównie Anglicy mogą nie rozumieć angielskiego ;-), ponieważ są obarczeni "nawisem" tego, że to "ich" język. Wystarczy jednak trochę dystansu. Pracuję czasem z amerykańskimi stażystami, którzy intensywnie uczą się polskiego i mówią naprawdę dobrze. Mogę usłyszeć "Dziękuję za przywilej pracy z tobą", to jest ewidentną kalką z ich ojczystego języka i Polaka może śmieszyć, ale przecież doskonale rozumiem o co im chodzi i to, że brzmi to nie do końca po polsku zupełnie nie wpływa na skuteczność naszej komunikacji. Z doświadczenia pracy w projektach międzynarodowych wiem, że czym mniej native speakerów tym lepiej. 
  • Rafał Żak képe
    Dwa lata zarządzałem obsługą klienta w sieciowej szkole języków obcych (największej w Polsce;-) Pamiętam, jakim fetyszem był native speaker. Nawet, jeśli często byli to podróżnicy przejazdem w Polsce, nie mający specjalnie pojęcia o tym, jak uczyć. 
    Z czasem zaczęli wygrywać tacy z CELTA czy DELTA, ale dla kursantów i tak nie to było ważne, a sam fakt bycia obcokrajowcem ;-)