chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Electronic Platform for Adult Learning in Europe

 
 

Blog

Błędy, które popełniasz ucząc za pomocą webinarów

12/07/2018
by Piotr Maczuga
Language: PL
Document available also in: EN

Dziś praktycznie nie ma już w świecie edukacji nikogo, kto nie słyszałby o webinarach jako formie synchronicznego uczenia na odległość. Powiedzieć, że to nowa forma kształcenia, to powiedzieć nieprawdę, bo webinary były nowością 10 lat temu. Dziś, choć nie stały się może standardem, to są na tych rozpowszechnione, że trzeba realizować je naprawdę dobrze. Trudno bowiem schować się za zasłoną efektu eksploracji nowych, niezbadanych wcześniej rejonów technologii edukacyjnej. Co sprawiło, że stały popularne i doceniane?

/en/file/epalepiotr-maczugawebinaryjpg-0epale_piotr-maczuga_webinary.jpg

Przede wszystkim: łatwość użycia. Mimo, że są oparte o technologię, która czasem przeraża lub sprawia kłopoty niedoświadczonym edukatorom, to można je realizować relatywnie prosto. Wystarczy dobre połączenie z internetem, sprawny komputer i kamerka internetowa. Często nie jest też wymagane żadne dodatkowe oprogramowanie, bo to dedykowane, służące do realizacji webinarów, działa bezpośrednio w przeglądarce internetowej. Wystarczy więc kilka kliknięć i już możemy uczyć.

Co jeszcze? Komunikacja za pomocą obrazu i dźwięku stała się w ostatnich latach bardzo modna, a webinary świetnie wpisują się w ten trend. To jeden z powodów, dla których ta technika uczenia stała się popularna również jako narzędzie marketingowe. W rezultacie marketingowcy zauważyli, że mogą sprzedawać ucząc, co nie zawsze się udaje, ale trudno tego zjawiska nie zauważyć przeglądając zasoby internetu pod hasłem „webinar”.

Skoro więc jest tak dobrze, to czemu nie jest idealnie? Oto 5 powodów, które mogę wyróżnić mając na koncie – jako autor, metodyk lub producent – już ponad 2 tysiące realizacji tego typu:

Monolog zamiast nauczania

To bezwzględnie największy grzech. Zdecydowanie za często prowadzimy wystąpienie zamiast szkolenia. Najczęściej praktykowanym modelem jest kilkudziesięciominutowa prelekcja zakończona sesją pytań i odpowiedzi. Czasem znajdzie się też miejsce na ankietę. Niestety, to zdecydowanie za mało, aby można było webinar nazwać szkoleniem. Nawet doświadczeni trenerzy zapominają, że istnieje coś tak generalnego, jak Cykl Kolba, który można zastosować również w webinarach.

Pewne ograniczenia formy wpływają rzecz jasna na interakcję, ale to nie oznacza, że nie można zaplanować 45-minutowej sesji on-line tak, jak mikroszkolenia. Pamiętajmy, że mamy do dyspozycji liczne narzędzia trenera jak: czat, quizy, biała tablica, a samą treścią również powinniśmy dostosować do procesu.

Kopiowanie tradycyjnych szkoleń

Ten grzech popełniają ci, którzy prowadzą szkolenia, ale nie są zawodowymi trenerami lub po prostu zapomnieli na czym ta praca polega. Gdy otrzymują zlecenie realizacji webinarium bardzo często starają się wykonać w trzy kwadranse jakiś skrót 8-godzinnego warsztatu. W praktyce często oznacza to rozbudowany strumień świadomości i monolog do publiczności (patrz: poprzedni punkt), bo przecież treści jest tak dużo, a czasu tak mało.

Trudno też zrezygnować z części treści, bo „wszystko jest istotne” – tak bywa, gdy staramy się zmieścić szkolenie stacjonarne w formie webinaru.

W tej formie uczenia trzeba się jednak umieć pogodzić z faktem, że zrealizować możemy jedynie mały wycinek całości i zdecydowanie lepiej opracować dobrze jeden wąski temat, niż pobieżnie podejmować duży zakres. W zeszłym sezonie realizowałem sporo szkoleń dotyczących RODO i większość z nich miała tę samą wadę: omawiała temat bardzo pobieżnie, bo autorom zależało, żeby dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. W rezultacie niewiele można się było nauczyć czy dowiedzieć.

Unikanie wideo

Jeszcze kilka lat temu trener podejmował decyzję czy podczas webinaru włączać kamerę czy może postawić jedynie na przekaz głosowy. Dziś na tyle przywykliśmy do wizualności, że unikanie kamery oznacza pozbawienie się części narzędzi jakie daje komunikacja parawerbalna. Kamera nigdy nie zastąpi możliwości obserwacji kogoś na żywo, ale zdecydowanie pozwala lepiej prowadzić szkolenia. Są przypadki, gdy wyłącza się ją specjalnie, np. jest to ciągle popularne w Stanach Zjednoczonych, gdzie webinary docierają często na prowincję pozbawioną szybkiego dostępu do internetu. Brak wideo oznacza mniejszą ilość danych przesyłanych przez sieć, co w praktyce oznacza, że osoby ze słabszym łączem również mają szansę oglądać.

Argument, że bez wideo też można zrobić dobre webinarium do mnie nie przemawia z jednej przyczyny: jest bez sensu. Samoograniczenie nie wpływa na jakość, ani nie jest gwarantem efektu końcowego. Nie możemy powiedzieć, że optymalizujemy produkcję, bo nie oszczędzamy ani czasu, ani pieniędzy. Zdaję sobie za to sprawę, że osiągnięcie pewnej swobody w komunikacji w internecie wymaga czasu i ćwiczeń.

Brak komunikacji

Każdego dnia spotykamy setki różnorodnych wyzwań życiowych i zawodowych. Część z nich to powtarzalne codziennie zadania, innym razem mówimy, że „gasimy pożary”. Efekt jest taki, że bardzo często zapominamy o rzeczach drobnych i mniej istotnych. A do takich należą webinary na które zapisujemy się jako uczestnicy. Niech więc nikogo nie dziwi, że zazwyczaj w wydarzeniu bierze udział mniej niż połowa osób które się zapisały.

Czasem jednak wina jest też po stronie organizatora. Nie od przecenienia jest jasna komunikacja poparta odpowiednią częstotliwością i formą. Mail z potwierdzeniem zapisu powinien przyjść do uczestnika co najmniej dwukrotnie: zaraz po zapisaniu się i na dzień przed wydarzeniem. Należy w nim umieścić tylko najważniejsze informacje potrzebne do udziału. Wielokrotnie przekonałem się, że zbyt wiele danych powoduje chaos. Raz zdarzyło mi się nawet, że osoba, która się zapisała przyszła na webiar osobiście do mojego biura. Można się z tego śmiać, ale z teorii komunikacji wiemy, że odpowiedzialność za proces leży przede wszystkim po stronie nadawcy.

W wielu przypadkach warto też stosować dodatkowe środki komunikacji, np. powiadomienia SMS, które są obecnie usługą bardzo tanią i dostępną dla każdego.

Nie dbanie o aspekty techniczne

Większość z nas nie ma dużego doświadczenia z technologią, a webinary się właśnie na technologii opierają. Prowadząc badania na ten temat wielokrotnie przekonywałem się, że to, co najbardziej przeraża osoby zaczynające prowadzić szkolenia tego typu, to strach przed awarią, której nie będą w stanie zapobiec. Koszmar: zaczynasz i nagle okazuje się, że cię nie słychać. Prezentacja nie chce się załadować, albo ludzie skarżą się, że „głos przerywa”.

Prawda jest taka, że większość aspektów wymaga sprawdzenia wcześniej, a pewna swoboda przychodzi wraz z doświadczeniem. Pierwszy raz jest zawsze trudny, ale nie utrudniajmy go sobie dodatkowo. Warto poprosić o pomoc kogoś, kto spełni rolę moderatora i w razie problemów przejmie na siebie część obowiązków. Miejmy świadomość, że wielu rzeczy nie unikniemy. Czasem, szczególnie w korporacjach, sieć firmowa jest zablokowana przed łączeniem się z programami do webinarów (względy bezpieczeństwa) i na to nic nie poradzimy. Jednak już sama świadomość, że problem nie jest po naszej stronie sprawi, że nie będziemy tak sparaliżowani niepewnością.

Webinary warto prowadzić na sprawdzonym sprzęcie. Nie musi to być superkomputer, ale nie może to też być stary „biurowy” laptop dla którego jednoczesne uruchomienie Excela i programu pocztowego to wyzwanie. Warto zainwestować w dobry mikrofon a z internetem łączyć się za pomocą kabla, a nie WiFi. Przed „wejściem na antenę” trzeba też koniecznie przetestować ustawienia dźwięku i obrazu – wykonanie odpowiedniej procedury umożliwia w zasadzie każdy program.

Więcej dobrych praktyk znajdziecie w opracowanych z moim udziałem materiałach projektu Webinar2Learn. Projekt był współfinansowany przez Komisję Europejską w ramach programu Leonardo da Vinci – Uczenie przez całe życie.

Piotr Maczuga - Od ponad dekady zajmuje się zagadnieniami wykorzystania nowych technologii w edukacji dorosłych. Tworzy i wdraża w organizacjach oparte o technologie, które łączą w sobie nowoczesny marketing i edukację. Współautor podręczników w zakresie webinariów, webcastów, knowledge pills i innych. Metodyk, autor szkoleń z zakresu wykorzystania multimediów w uczeniu i biznesie oraz publikacji poświęconej tej tematyce. Na co dzień kieruje Digital Knowledge Lab – studiem produkcji multimedialnych treści edukacyjnych w Polsce działającym w ramach ekosystemu Digital Knowledge Village. Jego misją zawodową jest usuwanie barier technologicznych przed wszystkimi, którzy mają ambicje uczyć innych, aby wspomagać tworzenie społeczeństwa świadomie i sprawnie posługującego się otaczającymi nas narzędziami.

Zobacz także:

3 nawyki z dziedziny marketingu, które warto mieć zajmując się uczeniem innych

Studio za grosze - jak zaprojektować własne studio nie mając dużych pieniędzy

3 zmiany technologiczne w edukacji on-line dorosłych, których wciąż nie doceniamy

2 niezwykłe narzędzia dla edukatorów ukryte w Windows 10

Najczęstsze błędy w uczeniu dorosłych przy wsparciu technologii

Trener w chmurze, czyli o narzędziach usprawniających naszą pracę cz. 1

Kilka pomysłów na motywowanie uczestników kursów online

Ile trwa i kosztuje tworzenie elearningu?

Co wybrać i jak wybrać? Podstawowe funkcje narzędzi do webinarów

   

Jesteś trenerem, szkoleniowcem? Szukasz inspiracji, sprawdzonych metod i niestandardowych form?

Tutaj zebraliśmy dla Ciebie wszystkie artykuły na temat pracy trenera dostępne na polskim EPALE

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Displaying 1 - 3 of 3
  • Małgorzata Mazurek's picture
    Czy polecasz jakieś sprawdzone sposoby planowania webinarów, tak żeby ustrzec się popełniania typowych błędów, o których piszesz? Może są jakieś proponowane schematy czasowe, metody dzielenia treści na części, zasady tworzenia prezentacji?
  • Nina Woderska's picture
    Piotrze - wspominasz w artykule opcję powiadomień potencjalnie  zainteresowanych uczestników webinarium przez sms. Czy możesz podać więcej szczegółów dotyczących tej opcji? O jakich kosztach mówimy i o jakich narzedziach? (Czy to coś innego niż sławna bramka sms)?
  • Piotr Maczuga's picture
    Są dostępne na rynku dedykowane usługi. Nie chciałbym robić kryptorekalmy, ale z drugiej strony powinienem poprzeć konkretami to, co napisałem. Tak więc ja osobiście mam doświadczenie z usługami Serwer SMS czy SMS API (po wpisaniu w Google z łatwością odnajdziesz tych dostawców), a dodatkowo niektóre narzędzia CRM również posiadają takie funkcje (np. Bitrix24 czy Pipedrive). W systemach tych możesz zarządzać całą komunikacją SMS, podobnie jak mailingami we Freshmail czy Mailchimp. Możesz więc budować bazy, robić schematy działań i automatyzować cały proces. W zależności od wybranej opcji koszt SMS zaczyna się od około 9 groszy. W przypadku webinarium na które zapisało się 300 osób mówimy o wydatku na poziomie 27 zł netto. Odbiorca dostaje SMS z numeru komórkowego (w bardziej rozbudowanych planach to może być stały numer, a w najtańszych to będzie numer losowy).
    SMS się przydaje wszędzie tam, gdzie ludzie narzekają na "gubienie" się maili (bo dla systemu antyspamowego maili z powiadomieniem od wydarzeniu jest tak samo podejrzany jak każdy inny mail reklamowy), np. w korporacjach, gdzie filtry antyspamowe są bardzo restrykcyjne. Z drugiej strony SMS-y nie sprawdzają się w komunikacji z odbiorcami z instytucjonalnymi, którzy bardzo często jako numer kontaktowy podają telefon stacjonarny. Także plusy i minusy, i koszty, trzeba samemu wyważyć.