chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE - Electronic Platform for Adult Learning in Europe

Blog

Z pamiętnika andragoga: a może by tak na chwilę przestać inspirować i …?

26/03/2020
by Monika Sulik
Language: PL

Aktualnie doświadczamy czegoś nowego, wyjątkowego i szczególnego, a jednocześnie trudnego i nieprzewidywalnego. Taki jest przekaz najczęściej bombardujących nas w ostatnich dniach/tygodniach wiadomości. Wiele można pisać o pandemii koronawirusowej o (dez)organizacji codziennego życia w nowych, innych warunkach, ale ten post – to taka moja osobista refleksja w obliczu tego, co najbardziej mnie w tej „innej” rzeczywistości dotknęło.

 

Photo by Aaron Burden on Unsplash

 

Historia o zegarku ….

Kiedy zaczynałam myśleć o tej wszechogarniającej nas nowej sytuacji, przypomniałam sobie historię o małym chłopcu i zegarku. Otóż pewien rolnik zgubił w swojej stodole zegarek, który miał dla niego ogromną wartość sentymentalną. Stodoła była wypełnionej po brzegi sianem, więc szukanie zegarka było zadaniem zgoła karkołomnym. Na nic się zdały poszukiwania zarówno rolnika, jego rodziny jak i innych śmiałków zwabionych pokaźną nagrodą dla znalazcy. Kiedy już niemal wszystkie osoby z pobliskiej okolicy poddały się i odchodziły z niczym, pojawił się mały chłopiec, który poprosił o swoją szansę. Pozbawiony już nadziei na odnalezienie zegarka rolnik, przystał na propozycję malca i pozwolił mu podjąć poszukiwania. Jakież było jego zdumienie, kiedy po ok 15 minutach miał przed sobą chłopca trzymającego odnaleziony zegarek. Radość była przeogromna ale zaskoczenie nie mniejsze.  Na pytanie o to jak udało mu się odnaleźć  zagubiony przedmiot, malec odpowiedział: po prostu usiadłem i nasłuchiwałem tykania wskazówek.

     

I co dalej?

Opowieść o zegarku jest dla mnie wyjątkowo sugestywną ilustracją bieżącej sytuacji. Otóż odnoszę wrażenie, że wszyscy „biegamy” (metaforycznie) niczym poszukiwacze zegarka w stogu siana i szukamy sposobów by umilić, zapomnieć, znieczulić się na to co nas dotyka najbardziej. Cudowne jest to jak wiele pomysłów oraz inspiracji sobie udostępniamy w formie wirtualnej i to z hojnością niespotykanie większą niż dotychczas. Jeden ciekawy pomysł na kreatywne i wartościowe spędzenie czasu podczas trwania kwarantanny  (z sobą i rodziną) poganiany jest przez następnych dziesięć pomysłów. Coraz częściej jednak słyszę głosy, że to już frustrujące bo przecież poukładanie się w tej „nowej” codzienności wymaga od nas uczenia się siebie i bliskich nam osób na nowo, w innych okolicznościach. Codzienne obowiązki w połączeniu z pracą zdalną  swoją i swoich dzieci (większość pracuje w trybie home office) wypełniają znakomitą część dnia i dla wielu osób kolejny mem albo post, na portalach społecznościowych,  o tym co robić, żeby się nie nudzić, zdaje się tylko potęgować wspomnianą już wcześniej frustrację.  

      

A może być tak pisać dziennik ?

Opowiadanie o poszukiwaniu zegarka stało się dla mnie ważne i bardzo symboliczne, gdyż pomyślałam, że może zamiast bez opamiętania „biegać”  dookoła własnej osi i chwytać kolejną inspirację, warto wykorzystać to co teraz mamy dane, a zatem  może warto usiąść, w spokoju wsłuchiwać się w to co dzieje się dookoła i dać temu wyraz. Myślę tutaj o czynności znanej nam wszystkim od wieków, a tak bardzo nabierającej znaczenia w sytuacjach przełomowych/granicznych o charakterze globalnym (a przecież pandemia koronawirusowa takim właśnie doświadczeniem o zasięgu globalnym jest). A zatem może warto spisywać swoje przemyślania i obserwacje w dzienniku lub pamiętniku?

Motywacją do takiego działania są z pewnością słowa Mariusza Szczygła, który w swoim reportażu zatytułowanym „Reality” przypomina, iż ludzie pisali dzienniki z różnych powodów. Lechoń notował wydarzenia dnia w celu autoterapii. Tomasz Mann - gdyż lubił „przytrzymać uciekający dzień”. Fernando Pessoa - bo chciał „swoje życie uczynić własnością ludzkości”, a jego bohater księgowy Soares - bo „lepiej jest pisać, niż odważać się żyć”. Gombrowicz pisał dziennik, by „rozwiązać swój największy problem: ja”. Tyrmand chciał poprzez dziennik „sprawdzenia siebie, co jest klasycznym pożądaniem wyrzuconych na margines życia”. Dla Pascala zaś skrupulatne notowanie codziennych zdarzeń było „stylem, w jakim powoli umiera przeszłość”.[1]

W materiałach  o charakterze autobiograficznym niezwykle często napotkać można fragmenty gdzie autorzy bardzo otwarcie zwierzają się z tego co stanowiło motywy do spisania i opublikowania owych wspomnień. Okazuje się, że najczęściej są to następujące powody:

1. Potrzeba uchwycenia swoich przeżyć by nie uległy zatraceniu, czyli chęć aby ocalić od zapomnienia - jest ona jednym z najsilniejszych motywów, najczęściej podkreślanym przez autorów. Być może dlatego, że jak pisze Duccio Demetrio: Pamięć stanowi naszą wyłączną własność, bez względu na materialny stan posiadania. To szczególny rodzaj intymności, która nie skończy się z naszym odejściem i której nie sposób wyrazić w pełni ani za pomocą słowa mówionego ani też pisanego. Uwypukla ona ulotność życia wewnętrznego stanowiąc zachętę do uchwycenia i utrwalenia niewielkiej chociażby jego części”.[2] Z całą pewnością widoczne to jest we fragmencie powieści autobiograficznej Janiny Bauman, która tak pisze: Nie chcę jednak dopuścić, by moje doświadczenia poszły w niepamięć, więc będę pisała - jeśli nie dla potomności, to przynajmniej dla samej siebie[3].

 

2. Poczucie obowiązku - dzięki innym i  z myślą o innych -  by przekazywać dalej wspomnienia i  pielęgnować je dla kolejnych pokoleń.  Klara Kramer pisze: „Przywilej przetrwania wiąże się z obowiązkiem podzielenia się historią tych, którzy przetrwać nie zdołali. Wszystko opisane zostało tak, jak to przeżyłam i zapamiętałam (…). Przez osiemnaście miesięcy pobytu Jestem szczęśliwa, że moi praprawnukowie będą mogli poznać tych, którzy byli przed nimi. Z mojej do ich - i Waszej - pamięci[4].     

 

3. Kojąca i oczyszczającą moc utrwalania codzienności. Motyw ten towarzyszył już w starożytności m.in. Senece i Markowi Aureliuszowi, którzy pisali listy i utrwalali „wspomnienia” w celu autoterapeutycznym. Współcześnie terapeutycznemu wymiarowi pisania o sobie wiele miejsca poświęcił Duccio Demetrio. Jolanta Landy-Tołwińska, która była jedną z inicjatorek konkursu na pamiętnik samouka, również zwracała uwagę na motywy autoterapeutyczne, towarzyszące autorom  pamiętników. W nadesłanych pracach ujawniło się bowiem wiele motywów o tymże właśnie charakterze. Przede wszystkim pragnienie podzielenia się swymi przeżyciami z kimś życzliwym i mądrym, a jednocześnie dalekim, z kimś, kto zrozumie, ale nie osądzi źle, nie wyśmieje. Potrzeba zrzucenia z siebie ciężaru, oczyszczenia się (rodzaju katharsis), jakby spowiedzi[5]. A oto sugestywne przykłady, fragmenty pamiętników samouków: „Nie wiem czy ten mój pamiętnik będzie ciekawy, ale tak często to wszystko przeżywam, że czuję po prostu potrzebę pisania i podzielenia się z kimś swoimi przeżyciami i tarapatami[6]. Motyw terapeutyczny związany z wspominaniem wydaje się być ściśle związany z potrzebą zrozumienia i oswojenia otaczającej rzeczywistości. A oto fragment narracji będący  tego doskonałym przykładem: (…) tej wiosny byłam zbyt zajęta, aby dużo czytać, myśleć czy regularnie prowadzić dziennik. Po dniu długiego wkuwania lub ciężkiej pracy fizycznej szłam do łóżka śmiertelnie zmęczona i natychmiast zapadałam w głęboki sen. Po dziennik sięgałam tylko wtedy, gdy jakieś silne przeżycie za dnia nie dawało mi zasnąć w nocy[7].

 

4. Ucieczka od tego co nas otacza, czego nie rozumiemy, wreszcie ucieczki od samych siebie. Janina Bauman w swej powieści autobiograficznej wspomina: Nie przestawałam pisać. Było to dla mnie błogosławieństwem, ucieczką od beznadziejnej rzeczywistości.[8]. Inna autorka, Klara Kramer, również odwołuje się do tego motywu mobilizującego ją do zapisywania swojej codzienności w dzienniku: Otworzyłam dziennik i zaczęłam pisać. Czasem pisałam żeby odizolować się od świata; kiedy indziej, żeby uciec przed nudą albo uniknąć udziału w sprzeczce, niekiedy zaś po to, żeby nie pozwolić sobie zapomnieć(…).[9] Niewątpliwie pisanie może stać się swoistą ucieczką od opresyjnej i trudnej do zrozumienia rzeczywistości..

    

A jednak edukacyjna moc …

Pokusą do spisywania wspomnień z całą pewnością mogą być różnego rodzaju publikacje, opracowania naukowe, które ukazują wartość i rozwojową moc pamięci autoboiograficznej ale przede wszystkim zdaje się być ona związana bezpośrednio z doświadczeniami innych osób, którzy próbę ową podjęli i dzielą się swoim doświadczeniami w tym zakresie, ukazują wartość wspominania. Pokusa pisania o sobie - Jak pisze Duccio Demetrio: w przypadku każdego człowieka, dyktowana jest, tylko i wyłącznie, całkowicie zrozumiałą potrzebą intensywniejszego czucia życia poprzez ożywianie wspomnień i pisemne ich utrwalenie co w efekcie rodzi zapomnienie o śmierci, celebrowanie byciaw teraźniejszości i zarazem bycie w przeszłości[10]. Również z pedagogicznego punktu widzenia, tworzenie materiałów o charakterze autobiograficznym jest wartością w wielu wymiarach. Ważne jest to, że czynność ta  niesie z sobą wartości edukacyjne w szeroko rozumianym znaczeniu tego słowa, ale również wyznacza zadania związane z podejmowaniem wysiłku uchwycenia swoich przemyśleń oraz refleksji. Motywujące w tym zakresie są słowa Duccio Demetrio, obok których nie sposób przejść obojętnie: Jeśli bowiem, w życiu prywatnym i społecznym nie zostanie wskrzeszona tradycja przekazywania świadectw z pokolenia na pokolenie i jeśli nie odżyje rytuał przywoływania wspomnień, skazani zostaniemy na pogrążanie się w fikcji i pozorach[11].

 

Drogie Czytelniczki i Czytelnicy, czy ktoś z Was podjął już może próbę ocalenia od zapomnienia tego co teraz przeżywamy? A może szukacie ucieczki od tego co trudne i opresyjne i pisanie jest dla Was swoistym wybawieniem? Bardzo proszę podzielcie się swoimi przemyśleniami.

   

     

 

dr Monika Sulik - doktor nauk humanistycznych, adiunkt, wykładowca akademicki. Swoje zainteresowania naukowo-badawcze rozwija przede wszystkim w obszarze zagadnień związanych z rozwojem człowieka dorosłego w ujęciu interdyscyplinarnym, z szczególnym uwzględnieniem kontekstów biograficznych. Prowadzi autorskie zajęcia dydaktyczne z zakresu przedmiotu biografia w edukacji, w ramach którego przeprowadza warsztaty związane z wykorzystaniem metody biograficznej w andragogice i edukacji dorosłych. Certyfikowany trener i mentor akademicki.

  

 

Zobacz także:

Dixit – mój edukacyjny „exit”
Po co komu biografia na szkoleniach? Czyli edukacyjna "puszka Pandory"
„Edukacyjne” prowokacje versus konstruktywny krytycyzm - czyli o tym, co wspólnego ma krem ślimakowy z edukacją dorosłych?
Uniwersytet Otwarty dla wszystkich. 10 lat edukacji dorosłych w nowym wymiarze
Człowiek dorosły w „Miasteczku Mamoko”
Czego nas może nauczyć Kitau z plemienia Kikujusów?
Czy "szewc bez butów chodzi"? Czyli andragogiczne "prawidła"
Czy warto poznać biografię edukacyjną portiera domu publicznego?
Po co komu „lustro obdarzone pamięcią”? Edukacyjne ślady i tropy
Edukacja dorosłych „pod stołem”?
O łapaniu huraganu do słoika… czyli miłość a edukacja dorosłych
Silversi oczami milenialsów? - Potencjał tandemu

Strach i edukacja, czyli duet (nie)doskonały

Ta edukacja i TEN przypadek - relacja parexelance

Kości zostały rzucone, czyli biograficzny "sześcian" w reflekcji andragogicznej

 

[1] M. Szczygieł: Reality. „Wysokie Obcasy”. 12.07.2001.

[2] D. Demetrio: Pedagogika pamięci. W trosce o nas samych, z myślą o innych. Łódź 2009, s. 5.

[3] J. Bauman:  Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z Warszawskiego getta. Kraków 2009, s. 235.

[4] Clara Kramer. Stephen Glantz: Wojna Klary. Prawdziwa historia cudownego ocalenia z Holokaustu. Przekład Anna Sak. Kraków 2009, s.7-8.

[5] J. Landy-Tołwińska: Od samouctwa do samokształcenia. Na podstawie 300 pamiętników samouków. Warszawa 1968, s.16.

[6] Tamże, s.17.

[7] J. Bauman:  Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z Warszawskiego getta. Kraków 2009, s.83.

[8] J. Bauman:  Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z Warszawskiego getta. Kraków 2009, 193.

[9] Clara Kramer. Stephen Glantz: Wojna Klary. Prawdziwa historia cudownego ocalenia z Holokaustu. Przekład Anna Sak. Kraków 2009, s.191.

[10] D. Demetrio: Pedagogika pamięci. W trosce o nas samych, z myślą o innych. Łódź 2009, s.35-36.

[11] Tamże, s.6.

 

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Displaying 1 - 2 of 2
  • Monika Hausman-Pniewska's picture
    Nie każdy może sobie pozwolić, aby nie inspirować :) Brzmi może zabawnie, ale w kontekście realizowanych przez nas projektów z funduszy unijnych i tego, aby koszty, które ponosimy na pracowników były uznane za uzasadnione, a co za tym idzie kwalifikowalne (a nie mamy innych pieniędzy niż z dotacji), jesteśmy zmuszeni do różnego rodzaju kontaktów z uczestnikami: telefonicznymi i tymi on-line. Nie możemy, nie chcemy tak po prostu zawiesić działalności, bo właśnie teraz ludzie szczególnie oczekują od nas pomocy. W rezultacie sztab fajnych, mądrych i zaangażowanych ludzi dwoi i się troi, aby zachęcać, inspirować właśnie i wspierać (choćby on-line). Uruchomiliśmy jako Federacja FOSa program FOSa Wirtualnie, jako jedno z możliwych w obecnej sytuacji form wsparcia. I tak, masz rację Moniko, trzeba to opisać :) A opowieść o zegarku wspaniała, artykuł też, dzięki. 
  • Monika Sulik's picture
    Moniko dziękuję za ten komentarz :) Oczywiście mam  świadomość sytuacji i sama też czuję, że  jest nam bardzo potrzebne wsparcie i rózne inspiracje. Dobrze, że tyle się dizeje, o wielu rzeczach dopiero dowiedziałąm się teraz... To co napisałam jest wynikiem przeciążenia ilością tych inspiracji i trochę też chciałam sprowokować dyskusję na temat tego jak sprawa wygląda właśnie z dwóch stron. Dlatego tak bardo cenny jest Twój  głos. Natomiast chciałam też przywołać tym wpisem to co nam znane a moim zdaniem bardzo teraz cenne. Bo to jak teraz przeżywamy z dnia na dzień sytuację i jakie mamy obserwacje i refleksje warto zapisać (nawet jeśli wolelibyśmy pamięci  o tym co przechodzimy nigdy więcej nie wskrzeszać). Być może to dla kogoś w tym trudnym czasie, obok szeregu wspaniałych inspiracji będzie miało moc terapeutyczną. Uściski i serdeczności Moniko. Bardzo dziękuję.